IRON MAIDEN 1980-2006/ A MATTER OF LIFE AND DEATH
Moderator: Administracja i Moderacja SanktuariuM
Re: IRON MAIDEN 1980-2006/ A MATTER OF LIFE AND DEATH
Moja uaktualniona i poprawiona recenzja sprzed kilku lat.
Z albumów jakie Iron Maiden nagrali po kultowym "Seventh Son of a Seventh Son" z 1988 r. to własnie "A Matter Of Life And Death" cenie sobie najbardziej. Na albumie obecność swoją zaznaczyli Adrian Smith (połowa kompozycji jest jego współautorstwa, jego sola gitarowe wypadają najlepiej spośród trzech gitarzystów) Bruce Dickinson (podobnie jak w przypadku Adriana, przyczynił się do powstania połowy kompozycji, jego forma wokalna, mimo że nie aż tak świetna jak na Brave New World, czy solowym Tyranny Of Souls nie budzi u mnie zastrzeżeń, Bruce prezentuje na tym albumie więcej niż na Dance Of Death) jak zawsze Steve Harris (jego bas brzmi tu mocarnie, a w dodatku Steve czuwał nad każdą z 10 kompozycji) oraz Nicko McBrain (uważam, że jego gra na perkusji jest najlepsza w karierze),
1. "Different World" - po poczatku albumu mozna sadzic ze Ironi pojda droga ktora wyznaczyli przez Wildest Dreams, New Frontier, czy Gates of Tomorrow. Nic odkrywczego, ale fenomenalny spiew Bruce'a w refrenie oraz swietna solowka Adriana czynia z niego całkiem dobry utwor.
2. "These Colours Don't Run" - pierwsza zlozona kompozycja ze świetnym tekstem i porywającym refrenem, troche klawiszy, dwie dobre solowki. W wersji koncertowej utwór bardzo zyskuje.
3. Brighter Than A Thousand Suns - wow....slucham do dzis i nie moge wyjsc z wrazenia. Moc, potega, ciezar gitarowy, Dickinson wysoko i zadziornie, nisko i mrocznie, swietne solowki, genialna galopada w srodku i cudowny tekst. Najlepszy utwor nie tylko na calym albumie, ale takze na kilku ostatnich.Jak dla mnie przeskoczyli poziom Paschendale
4. The Pilgrim - utwór nawiązujący do klasycznych dokonań Iron Maiden. Potezna perkusja i wpadajacy w ucho wstep, ciekawe riffy, raz szybkie i porywajace, raz orientalne,szybkie solo, znowu swietny tekst i znowu Bruce śpiewa świetnie i wysoko.
5. The Longest Day - kolejny utwor z najwyzszej polki. Czeste zmiany nastroju (powodujace ze chce sie sluchac i sluchac), nieprzewidywalna budowa, potezny refren, cudowne partie wokalne, swietna gra Nicko w stylu Where Eagles Dare, komponujace sie z utworem solowki. Brawo !
6. Out Of The Shadows - fajna ballada, ciekawie graja Adrian i Dave, ładny, spokojny śpiew Bruce'a. Moznaby powiedziec ,ze kolejna cudowna ballada....ale czy ja tego gdzies juz nie słyszałem?
7. The Reincarnation Of Benjamin Breeg - brawo Dave, swietny wstep (troche jak Still Life), pozniej 'Factorowe' przejscie z delikatnym spiewem, pozniej mocarny riff w tempie Flight Of The Icarus, super solo Dave'a i Bruce konczy utwor...a raczej powinien, zupelnie nie potrzebnie zakonczyli utwor tym samym wolnym motywem. Ale i tak utwor niesamowity Ogromny plus za klimatyczny teledysk.
8. For the Greater Good Of God - świetny numer autorstwa samego Steve'a. . Mimo ze to najdluzszy utwor na plycie to nie daje ani chwili odpoczynku. Bardzo urozmaicony i rozbudowany z zapadającym w pamięć refrenem. Wrazenie moze nieco psuc brzmienie (chociaz to jedyne miejsce gdzie album traci na braku masteringu)
9. Lord Of Light - spokojne, budujące klimat intro...ale pozniej to co lubie najbardziej, mocny riff Adriana i wysoki, drapiezny spiew Bruce'a, nastepnie znowu zwolnienie bedace pretekstem do gwaltownego zerwania, dwie bardzo dobre solowki i swietny refren+mocne zakonczenie. Fenomelnalny utwór w klimacie solowych płyt Dickinsona. Mój ulubiony po Brigther Than A Thousand Suns
10. The Legacy - obok BTATS i Lord Of Light mój ulubiony utwór na płycie i także jeden z najlepszych po reunion. Ze wszystkich utworów jakie skomponował Janick, to ten cenie najbardziej.
Ocena albumu 9/10
Z albumów jakie Iron Maiden nagrali po kultowym "Seventh Son of a Seventh Son" z 1988 r. to własnie "A Matter Of Life And Death" cenie sobie najbardziej. Na albumie obecność swoją zaznaczyli Adrian Smith (połowa kompozycji jest jego współautorstwa, jego sola gitarowe wypadają najlepiej spośród trzech gitarzystów) Bruce Dickinson (podobnie jak w przypadku Adriana, przyczynił się do powstania połowy kompozycji, jego forma wokalna, mimo że nie aż tak świetna jak na Brave New World, czy solowym Tyranny Of Souls nie budzi u mnie zastrzeżeń, Bruce prezentuje na tym albumie więcej niż na Dance Of Death) jak zawsze Steve Harris (jego bas brzmi tu mocarnie, a w dodatku Steve czuwał nad każdą z 10 kompozycji) oraz Nicko McBrain (uważam, że jego gra na perkusji jest najlepsza w karierze),
1. "Different World" - po poczatku albumu mozna sadzic ze Ironi pojda droga ktora wyznaczyli przez Wildest Dreams, New Frontier, czy Gates of Tomorrow. Nic odkrywczego, ale fenomenalny spiew Bruce'a w refrenie oraz swietna solowka Adriana czynia z niego całkiem dobry utwor.
2. "These Colours Don't Run" - pierwsza zlozona kompozycja ze świetnym tekstem i porywającym refrenem, troche klawiszy, dwie dobre solowki. W wersji koncertowej utwór bardzo zyskuje.
3. Brighter Than A Thousand Suns - wow....slucham do dzis i nie moge wyjsc z wrazenia. Moc, potega, ciezar gitarowy, Dickinson wysoko i zadziornie, nisko i mrocznie, swietne solowki, genialna galopada w srodku i cudowny tekst. Najlepszy utwor nie tylko na calym albumie, ale takze na kilku ostatnich.Jak dla mnie przeskoczyli poziom Paschendale
4. The Pilgrim - utwór nawiązujący do klasycznych dokonań Iron Maiden. Potezna perkusja i wpadajacy w ucho wstep, ciekawe riffy, raz szybkie i porywajace, raz orientalne,szybkie solo, znowu swietny tekst i znowu Bruce śpiewa świetnie i wysoko.
5. The Longest Day - kolejny utwor z najwyzszej polki. Czeste zmiany nastroju (powodujace ze chce sie sluchac i sluchac), nieprzewidywalna budowa, potezny refren, cudowne partie wokalne, swietna gra Nicko w stylu Where Eagles Dare, komponujace sie z utworem solowki. Brawo !
6. Out Of The Shadows - fajna ballada, ciekawie graja Adrian i Dave, ładny, spokojny śpiew Bruce'a. Moznaby powiedziec ,ze kolejna cudowna ballada....ale czy ja tego gdzies juz nie słyszałem?
7. The Reincarnation Of Benjamin Breeg - brawo Dave, swietny wstep (troche jak Still Life), pozniej 'Factorowe' przejscie z delikatnym spiewem, pozniej mocarny riff w tempie Flight Of The Icarus, super solo Dave'a i Bruce konczy utwor...a raczej powinien, zupelnie nie potrzebnie zakonczyli utwor tym samym wolnym motywem. Ale i tak utwor niesamowity Ogromny plus za klimatyczny teledysk.
8. For the Greater Good Of God - świetny numer autorstwa samego Steve'a. . Mimo ze to najdluzszy utwor na plycie to nie daje ani chwili odpoczynku. Bardzo urozmaicony i rozbudowany z zapadającym w pamięć refrenem. Wrazenie moze nieco psuc brzmienie (chociaz to jedyne miejsce gdzie album traci na braku masteringu)
9. Lord Of Light - spokojne, budujące klimat intro...ale pozniej to co lubie najbardziej, mocny riff Adriana i wysoki, drapiezny spiew Bruce'a, nastepnie znowu zwolnienie bedace pretekstem do gwaltownego zerwania, dwie bardzo dobre solowki i swietny refren+mocne zakonczenie. Fenomelnalny utwór w klimacie solowych płyt Dickinsona. Mój ulubiony po Brigther Than A Thousand Suns
10. The Legacy - obok BTATS i Lord Of Light mój ulubiony utwór na płycie i także jeden z najlepszych po reunion. Ze wszystkich utworów jakie skomponował Janick, to ten cenie najbardziej.
Ocena albumu 9/10
-
ZłapanyWCzasie
- -#Clairvoyant

- Posty: 1419
- Rejestracja: wt lis 09, 2010 10:39 am
Re: IRON MAIDEN 1980-2006/ A MATTER OF LIFE AND DEATH
Ja mam zupełnie inne zdanie,na albumie w zasadzie nie leży mi wszystko:wokal,rozwiązania kompozycyjne,brak typowych solówek gitarowych,brzmienie. Każdy z tych elementów odpowiada za to,że na płycie nie ma dla mnie utworów w całości świetnych. Najbliżej do tego mają Reincarnation of Benjamin Breeg,These Colours Don't Run i The Legacy,jednak żaden nie jest idealny. W dwóch pierwszych przydałyby się bardziej ciekawe partie instrumentalne,ten ostatni jest zbyt rozwklekły.
Co z tego,że w For The Greater Good of God i Brighter than a 1000 Suns mają bardzo dużo ciekawych fragmentów,jak mają też takie które mnie po prostu wkurzają,zwłaszcza to się tyczy wokalu Bruce'a,który brzmi momentami strasznie.
Longest Day z kolei bardzo traci przez takie twarde,ciężkie brzmienie oddalające go od typowej Maidenowskiej klasyki.
Pilgrim z kolei jest utworem strasznie przeciętnym,a Lord of Light jakoś nie zapada mi w pamięć.
Do tego najgorszy w historii otwieracz i chyba najgorszy w historii utwór-Out of the Shadows.
Co z tego,że w For The Greater Good of God i Brighter than a 1000 Suns mają bardzo dużo ciekawych fragmentów,jak mają też takie które mnie po prostu wkurzają,zwłaszcza to się tyczy wokalu Bruce'a,który brzmi momentami strasznie.
Longest Day z kolei bardzo traci przez takie twarde,ciężkie brzmienie oddalające go od typowej Maidenowskiej klasyki.
Pilgrim z kolei jest utworem strasznie przeciętnym,a Lord of Light jakoś nie zapada mi w pamięć.
Do tego najgorszy w historii otwieracz i chyba najgorszy w historii utwór-Out of the Shadows.
Re: IRON MAIDEN 1980-2006/ A MATTER OF LIFE AND DEATH
Mi znowu na A Matterze podoba się praktycznie wszystko, jedna z ich najlepszych i chyba prywatnie moja ulubiona płyta. Nie potrafię zrozumieć dlaczego wszyscy tak jeżdżą po Out of the Shadows - ten utwór czerpie przecież pełnymi garściami z może trochę archaicznego art rocka, ze swoimi wielowarstwowymi gitarami i bluesowymi wstawkami. Jak dla mnie jest absolutnie genialny.
Re: IRON MAIDEN 1980-2006/ A MATTER OF LIFE AND DEATH
Nomad jestes troche uprzedzony
Z jednej strony nie dziwie Ci sie ze stawiasz te plyte najnizej w dyskografii, bo faktycznie jest na niej najmniej klasycznego Ironowego grania (mimo oczywistych nawiazan). Z drugiej natomiast mysle, ze nie doceniasz niektorych utworow przez swoj negatywny (szczegolnie po premierze) stosunek do kierunku w jakim poszlo IM. Aaa i sprawdz priv ;P .
Re: IRON MAIDEN 1980-2006/ A MATTER OF LIFE AND DEATH
Odpowiednie nastawienie to właśnie postawa, ja na samym początku też byłem BARDZO zrażony i parę lat musiało upłynąć, aż A Matter wspiął się z samego dna do absolutnej czołówki.
-
ZłapanyWCzasie
- -#Clairvoyant

- Posty: 1419
- Rejestracja: wt lis 09, 2010 10:39 am
Re: IRON MAIDEN 1980-2006/ A MATTER OF LIFE AND DEATH
ja poprostu uwazam ze to najgorszy album Bestii
-
Drake
Re: IRON MAIDEN 1980-2006/ A MATTER OF LIFE AND DEATH
A nudzi mi się, to sobie popiszę
Przed kupnem "A Matter..." przeczytałem same najgorsze recenzje o tym albumie, to że Bruce się dziera jakby jaja mu w imadło włożyli, a to że muzyka beznadzieja, rozlała i że w ogóle to oni powinni zapisać na się lekcje odpowiednio: gitary, basu, perki i wokalu. Tak więc, gdy pewnego zimnego dnia wszedłem do Media Markt z moim dziadkiem (nie wszyscy wiedzą jak wygląda kabel USB) ruszyłem na płyty i stojąc przed tą półką i pocąc się w kurtce, stwierdziłem że dziadkowi chyba ciąży w portfelu i wziąłem tą płytę. Włączyłem w samochodzie i od razu mnie urzekła. A potem było już coraz lepiej. W szczególności takie piosenki jak "Brighter...", "Reincarnation", "The Legacy". To moja ulubiona płyta IM, gdzie jedynym małym minusem jest "Out of the Shadows", ale poza tym klimat tej płyty, warstwa instrumentalna, nastrój, teksty, okładka, śpiew Bruce'a...rany, ta płyta jest cudowna. W pewnym okresie słuchałem jej codziennie, ale aktualnie mam core zamiast mózgu i teraz to słucham pojedynczych piosenek. The End.
Re: IRON MAIDEN 1980-2006/ A MATTER OF LIFE AND DEATH
Tematyka przedostatniego albumu studyjnego odkopana, więc i ja sobie powspominam. Z niepokojem czekałem na ten album po produkcie "Dance of death", który uważałem za mocno różniący się od "Brave new world" i do tego od niego niestety słabszy. Ale obawy były niepotrzebne, ponieważ "A matter..." jest wg mnie nieco lepszy niż "Dance of death", równiejszy. Po dłuższym czasie obcowania z "A matter..." wykształciła się moja klasyfikacja utworów: jest wielka dwójka - "The legacy" i "For the greater good of god". Pierwszy to znakomita rozbudowana kompozycja, pełna patosu, powagi, z lekkim początkiem i później spiętrzaniem muzycznym (inaczej: dostaje rozpędu), świetny wokal i melodia, ze szczególnym uwzględnieniem fragmentu mniej więcej 4:47 - 5:03. Dlaczego występuje on w utworze tylko raz?! Drugi ma znakomity wstęp (można odczuć słuchając, że coś zagadkowego, niepokojącego się zbliża: dyn dydydyn dyn dydydyn...), potem stopniowo wchodzi gitara i perkusja, świetny refren, w ogóle wielki pomysł na nagranie. W dalszej kolejności "The pilgrim", "The reincarnation...", "The longest day", "Brighter than a thousend suns" i reszta utworów, a najmniej przekonały mnie "Lord of light" i "Out of the shadows". Natomiast pierwsze moje wrażenie było takie, że "The pilgrim" deklasuje całą stawkę, za nim "The reincarnation..." i "For the greater...".
Re: IRON MAIDEN 1980-2006/ A MATTER OF LIFE AND DEATH
lata mijają a a Matter dalej pozostaje moim faworytem i to przy moim chorobliwie wyszukanym i wymagającym guście - to chyba na prawdę dużo mówi 
-
Drake
Re: IRON MAIDEN 1980-2006/ A MATTER OF LIFE AND DEATH
Sądzę, że powodem jest iż A Matter jest wprost perfekcyjny i dlatego tak jest 
Re: IRON MAIDEN 1980-2006/ A MATTER OF LIFE AND DEATH
Huhuhu, po takich komentarzach, aż się zacząłem zastanawiać, czy nie napisać mojego wywodu, dlaczego uważam AMoLaD za najgorszy album IM 
-
Drake
Re: IRON MAIDEN 1980-2006/ A MATTER OF LIFE AND DEATH
Kwestia gustu
Ja uwielbiam core, a dla niektórych to darcie ryja bez sensu, więc wiesz 
Re: IRON MAIDEN 1980-2006/ A MATTER OF LIFE AND DEATH
Ja mógłbym też dużo napisać o tym, że jest to mój ulubiony album IM. Jest genialny jako całość przede wszystkim. Po drugie ma znakomite kompozycje takie jak: For The Greater Good of God, The Reaincarnation i przede wszystkim The Legacy. Dla mnie album genialny mimo upływu lat i mimo tego, że na początku był dla mnie słaby. Dopiero po kilkunastu/kilkudziesięciu odsłuchaniach dotarł do mnie geniusz tej płyty.
Re: IRON MAIDEN 1980-2006/ A MATTER OF LIFE AND DEATH
Ten album też przesłuchałem dzięki koledze który stwierdził że po dwóch słabych płytach nagrali coś naprawdę wartego uwagi. No niestety, i tym razem to nie było to. Moim zdaniem najsłabsza płyta Iron Maiden w dodatku z bardzo kiepskim brzmieniem. Ciągnie się jak kurze smarki, że człowiek słuchając kolejnego kawałka ma ochotę zrobić skip. Nie polecam.
Re: IRON MAIDEN 1980-2006/ A MATTER OF LIFE AND DEATH
Aaaa, to zależy kto czego oczekuje. Jak dla mnie ten album całkiem całkiem udany jest. Jednak ciągle pamiętam, że po jego zakupie i pierwszych przesłuchaniach byłem trochę rozczarowany. Dlaczego? Płyta "Brave new world" bardzo mi się spodobała już od samego początku (potem po pewnym czasie troszeczkę entuzjazm mi minął), a po niej zarówno "Dance of death" jak i właśnie "A matter..." wydawały mi się muzycznymi porażkami. Dopiero później materiał coraz bardziej zyskiwał u mnie. "The legacy" to wg mnie znakomity utwór, a oprócz niego bardzo dobrze słucha mi się "For the greater...", "The reincarnation...", "Brighter than a thousand suns" czy też These colours don't run". Z kolei nagranie "The longest day" jest wg mnie nagraniem z dużym potencjałem, ale zmarnowanym. Niektóre fragmenty instrumentalne są bardzo dobre, a na przykład niezbyt udany refren zabiera trochę uroku temu kawałkowi. Za najsłabszy utwór uważam natomiast "Out of the shadows", ale pomimo to w skali 1-10 oceniłbym go gdzieś na 5-6 punktów.
"Still my heart calculate and pray"
Re: IRON MAIDEN 1980-2006/ A MATTER OF LIFE AND DEATH
Kurna, po ostatnim odsłuchu to dla mnie najlepszy album reunion po Brave New World. Zostawia resztę daleko w tyle.
As mankind hurled itself forever downwards into the bottomless pit of eternal chaos, the remnants of civilization screamed out for salvation - redemption roared across the burning sky... The Painkiller
Re: IRON MAIDEN 1980-2006/ A MATTER OF LIFE AND DEATH
Wczoraj bębniłem ta płytę 2 razy w samochodzie. Stwierdzam: płyta jest na mocna 4 z plusem. Chyba po jakimś ciśnie do niej dorosłem. Przypominam, ze mocno ja krytykowałem.
-
Deleted User 8107
Re: IRON MAIDEN 1980-2006/ A MATTER OF LIFE AND DEATH
Przyszedł czas rozprawić się z tym albumem:
World - Barwa Bruce'a denerwuje. Refren całkiem spoko. Dobra gra Nicko. Solo słabe imo, wracamy do refrenu. 5,5/10
Kolorki - Początek, nic specjalnego. Refren mi się nie podoba. Ciekawe klawisze. Solo Dave'a kalapa po całej linii. Adrian - miód dla uszu. Jedyne ooo ooo ooo na całej płycie, jak z tym nie przesadzają, to jest ok
. 4,5/10
Brighter - Riff nawet ciekawy. Refren słaby (Dickinson strasznie wyje) to powtarzanie nazwy kawałka po kilka razy jest cieniutkie jak dupa węża. Pierwsze solo może być. Patataj następnie mamy xD, solo Janicka - gówno jakich mało. Ostatnia minuta zbędna. 3,5/10
Pilgrim - Czas na szybszy numer. Refren drażni. Orientalne gitarki (to już ciekawiej) bas fajnie klekocze. Solówka zbędna. Potem już nic ciekawego tutaj nie mamy. 3,5/10
D-Day - Początek bardzo dobry (czuć klimat wojny) niestety potem atmosfera siada. Refren jest okropny :/ , solówki nie lepsze. 2,5/10
Shadows - Ta balladka kojarzy mi się trochę z solowym Dickiem. Refren, nie moja bajka. Solówka całkiem niezła. Drugie solo też ok. 2,5/10
Benek - Okładka singla rewelka, pamiętam jak na forum rozkminialiśmy kim jest ten cały Benjamin xD. Początek zawsze mi się podobał (tak i jest tym razem) dobry riff, na razie bez zarzutu xD. Refren może być, ale jakaś rewelacja sezonu to nie jest. Moment przed solówką trochę przypomina mi FoI i Powerslave. A co do samej solówki, brawo Dave Murray. Za dużo tego refrenu, ale Dickinson fajnie wyciąga pod koniec, to na plus. 5/10
God - Początek ciekawy, a za chwilę machina rusza do przodu, nie jest źle. Refren strasznie prymitywny. Solo Adriana ok, ale Dave najbardziej zamiótł. Znowu ten refren... końcówka wynagradza, przeciętniak. 5,5/10
Lord - Początek strasznie senny, ale ma to swój urok. Pierdzący bas Stefka mnie rozwala. 1:44 - zrobiło się mocniej, Dickinson śpiewa jakby się męczył (ale to na całej płycie można to zauważyć, i trochę jakby śpiewał przez nos) dobry basior, gitarki też ładnie tną. Refren nawet nawet, okolice 4 minuty, bardzo fajne wyciszenie, można chwilę odetchnąć (no i przypomina solowego Bruce'a, jest ok) solówki ciekawe, ten wałek ma ciekawą konstrukcje - nie nudzi. 5,5/10
Legacy - Intro w takim stylu Maiden ma wiele. Już 2 minuta leci, a oni dalej zamulają koprem :/ 3:09 - no już lepiej. Refren jakiś taki histeryczny, niby miała być w tym jakaś dramaturgia a jest kabaret. 6 minuta - patatajowanie, Armagedon is here (ta jasne xD) dobra niech się kończy ta płya już, bo to jakiś lol. 4,5/10
Ocena końcowa - 4,25/10, dla koneserów nie wiele gorsza od Dance of Death, BNW dalej najlepszym albumem od czasów reunion, to jeszcze Frontiera trza ocenic i można się brać za upragnione lata 80te.
World - Barwa Bruce'a denerwuje. Refren całkiem spoko. Dobra gra Nicko. Solo słabe imo, wracamy do refrenu. 5,5/10
Kolorki - Początek, nic specjalnego. Refren mi się nie podoba. Ciekawe klawisze. Solo Dave'a kalapa po całej linii. Adrian - miód dla uszu. Jedyne ooo ooo ooo na całej płycie, jak z tym nie przesadzają, to jest ok
Brighter - Riff nawet ciekawy. Refren słaby (Dickinson strasznie wyje) to powtarzanie nazwy kawałka po kilka razy jest cieniutkie jak dupa węża. Pierwsze solo może być. Patataj następnie mamy xD, solo Janicka - gówno jakich mało. Ostatnia minuta zbędna. 3,5/10
Pilgrim - Czas na szybszy numer. Refren drażni. Orientalne gitarki (to już ciekawiej) bas fajnie klekocze. Solówka zbędna. Potem już nic ciekawego tutaj nie mamy. 3,5/10
D-Day - Początek bardzo dobry (czuć klimat wojny) niestety potem atmosfera siada. Refren jest okropny :/ , solówki nie lepsze. 2,5/10
Shadows - Ta balladka kojarzy mi się trochę z solowym Dickiem. Refren, nie moja bajka. Solówka całkiem niezła. Drugie solo też ok. 2,5/10
Benek - Okładka singla rewelka, pamiętam jak na forum rozkminialiśmy kim jest ten cały Benjamin xD. Początek zawsze mi się podobał (tak i jest tym razem) dobry riff, na razie bez zarzutu xD. Refren może być, ale jakaś rewelacja sezonu to nie jest. Moment przed solówką trochę przypomina mi FoI i Powerslave. A co do samej solówki, brawo Dave Murray. Za dużo tego refrenu, ale Dickinson fajnie wyciąga pod koniec, to na plus. 5/10
God - Początek ciekawy, a za chwilę machina rusza do przodu, nie jest źle. Refren strasznie prymitywny. Solo Adriana ok, ale Dave najbardziej zamiótł. Znowu ten refren... końcówka wynagradza, przeciętniak. 5,5/10
Lord - Początek strasznie senny, ale ma to swój urok. Pierdzący bas Stefka mnie rozwala. 1:44 - zrobiło się mocniej, Dickinson śpiewa jakby się męczył (ale to na całej płycie można to zauważyć, i trochę jakby śpiewał przez nos) dobry basior, gitarki też ładnie tną. Refren nawet nawet, okolice 4 minuty, bardzo fajne wyciszenie, można chwilę odetchnąć (no i przypomina solowego Bruce'a, jest ok) solówki ciekawe, ten wałek ma ciekawą konstrukcje - nie nudzi. 5,5/10
Legacy - Intro w takim stylu Maiden ma wiele. Już 2 minuta leci, a oni dalej zamulają koprem :/ 3:09 - no już lepiej. Refren jakiś taki histeryczny, niby miała być w tym jakaś dramaturgia a jest kabaret. 6 minuta - patatajowanie, Armagedon is here (ta jasne xD) dobra niech się kończy ta płya już, bo to jakiś lol. 4,5/10
Ocena końcowa - 4,25/10, dla koneserów nie wiele gorsza od Dance of Death, BNW dalej najlepszym albumem od czasów reunion, to jeszcze Frontiera trza ocenic i można się brać za upragnione lata 80te.
Re: IRON MAIDEN 1980-2006/ A MATTER OF LIFE AND DEATH
W życiu nie czytałem głupszej i bardziej naciąganej recenzji. Pozdrawiam.
www.last.fm/user/darkfuneral18

