Wróciłem z koncertu w Progresji, opiszę swoje wrażenia, postaram się to zrobić nienużąco.
[Róże Europy] Przez pracę musiałem opuścić ich występ, chcę to nadrobić, jak trafi się okazja.
[Kobranocka] Gig pierwsza klasa, zagrali dużo moich ulubionych numerów (niestety bez "Dałaś mi w brzuch tortowym nożem" i "Sztuka jest skarpetką kulawego"), np. "Biedną panią" i oczywiście "Kocham cię jak Irlandię", do tego swoje totalnie zajebiste wersje "I nikomu nie wolno się z tego śmiać" i "Kombinatu" (moim zdaniem ten ostatni w ich wykonie bije Republikę na głowę). Jedynym mankamentem był brak saksofonu, bo np. w "Liście z pola boju" ten dęciak robi połowę roboty, a tu go nie było, więc kawałek wyszedł połowicznie dobrze.
[Sztywny Pal Azji] Przekrojowy set z bogatą reprezentacją hiciorów z pierwszego dziesięciolecia istnienia zespołu. "Wieża radości, wieża samotności" jest dla mnie jedną z najważniejszych piosenek w życiu, więc nie dziwota, że się wzruszyłem, zresztą jak cała szczelnie nabita sala (koncert był wyprzedany). Żal, że nie zagrali mojej ulubionej "Smutnej środy", no ale nie można mieć wszystkiego. Uznaję, że w zamian dostałem od nich świetny kowerek "Śmierci w bikini" Republiki. Coś mi się zdaje, że mam jakiś problem z czarno-biało pasiastą grupą, bo zdecydowanie wolę ich numery dobrze zagrane przez innych niż przez nich samych...
[Proletaryat] Wyszedłem w ok. połowie setu z przeświadczeniem, że koncertowo wszystko się zgadza, ale powinni zakończyć tworzenie materiału w połowie lat 90. i wyłącznie z tamtych kawałków składać sety koncertowe, ew. okraszone zmyślnie dobranymi kowerami.