Isle of Avalon, Starblind , The Great Unkown - jak dla mnie, znakomite kawałki
Pierwszy przenudny kloc, dwa kolejne najwyżej dobre. Żaden nawet w połowie na tym poziomie co Pashendale. A nawet nie o poziom chodzi- żaden nie ma nawet połowy tej mocy.
A Janicka to w zasadzie pochwaliłem, choć wszystkie wymienione przez Ciebie jego numery mają prawie takie same intra. Gdzie tu pomysły? Naprawdę każdy jego ostatni epik musi się zaczynać w ten sam sposób?
W zmianę Shirleya też nie wierzę, choć może jest malutki cień nadziei- koncertówkę (słabą tak czy siak imo) wyprodukował kto inny.
A co do tematu- obstawiam tematykę wikingów, jak już pisałem.
Maiden się wypaliło
Nudne kompozycje
Niechby nagrali krótką płytę
Przenudne rozwleczone kloce
Nie ma mocy
Kiepska produkcja
Dajcie RoyaZ zamiast Shirleya
Ostatni dobry numer Maiden to "Paschendale"
Isle of Avalon, Starblind , The Great Unkown - jak dla mnie, znakomite kawałki
Pierwszy przenudny kloc, dwa kolejne najwyżej dobre. Żaden nawet w połowie na tym poziomie co Pashendale. A nawet nie o poziom chodzi- żaden nie ma nawet połowy tej mocy.
Isle od Avalon faktycznie mocy nie ma ale 2 pozostałe dla mnie mają zdecydowanie. Ot Gusta
sajki pisze: ↑wt sty 08, 2019 8:43 am
A Janicka to w zasadzie pochwaliłem, choć wszystkie wymienione przez Ciebie jego numery mają prawie takie same intra. Gdzie tu pomysły? Naprawdę każdy jego ostatni epik musi się zaczynać w ten sam sposób?
Z tym się nie da nie zgodzić. Nie wiem czemu tak mu się wgrało te akustyczne intro. Ale cała reszta. Nie wiem czego ty oczekujesz tak na dobrą sprawę. Ten zespół otacza się takim brzmieniem i melodiami od nastu lat.
Próbują na każdym albumie jakieś krótkie rockery ale wychodzi z tego nic specjalnego, ratują się więc wałkami które dla mnie im jeszcze wychodzą. Pomimo tego że powielają własne pomysły, nie jest to dla mojego ucha tak rażące jak większość kapel z ich epoki. Wydaje mi się że błędem jest to że Dickinson miał mniej do powiedzenia , 2 jego kompozycje na TBOS kopią dupsko całemu TFF i przynajmniej wnoszą coś świeższego. Ale że Harris jest jaki jest, to nie ma szans na to że następny album będzie inny.
sekcjazwlok pisze: ↑wt sty 08, 2019 11:57 am
Ale że Harris jest jaki jest, to nie ma szans na to że następny album będzie inny.
I w sumie właśnie sobie zdałem sprawę, że to bardzo dobrze że Harris jest jaki jest. Tak na dobrą sprawę to nawet nie chciałbym żeby następny album był inny. To co zespół zaprezentował na trzech ostatnich płytach to jest dokładnie to czego ja oczekuję od nich. Dostarczają mi dokładnie tych emocji i wrażeń których zawsze w ich muzyce poszukiwałem i zawsze znajdowałem, choć często w rozmaitych formach. Te płyty do których najczęściej wracam, to właśnie płyty po reunion. Być może idealnie zgraliśmy się czasowo, być może trafiają idealnie w gust człowieka w moim wieku - nie wiem. Natomiast wiem, że właśnie to czego bym bardzo teraz nie chciał, to to żeby nagrali krótką płytę z rockerami, bo to właśnie byłoby imho słabe i bez mocy. Zresztą oczekiwanie od zespołu który jest na scenie od ponad 40 lat żeby wrócił do przeszłości i nagrał płytę z utworami jak w latach 80-tych jest co najmniej naiwne, bo jakby ktoś nie zauważył, czasy się zmieniły, Maiden poszło do przodu i prócz tras wspominkowych, nie ogląda się za bardzo w tył jeśli chodzi o tworzenie czegoś nowego.
Przecież tam w Isle of Avalon to są nawet delikatne progresje i masa fajnych zagrywek, jeden z topowych numerów IM w ostatnich latach. Tyle, że intro nieco za długi.
Lubie Iron Maiden i Megadeth
pz = shakin stevens
oddawac długie podpisy
johnny_o pisze: ↑wt sie 18, 2026 9:50 pm
Jebać czarnuchów
A ja nie lubię muzyki progresywnej (osobna kwestia czy faktycznie to, co robią Maideni można tak nazwać).
Wiem, że powrót do PoM jest niemożliwy, ale chętnie usłyszałbym BNW part.2 Albo nawet równiejszą DoD.
A już w ogóle najlepiej byłoby dla mnie coś w stylu Accidenta lub Chemicala. Czasem myślę, że powrót Bruca do Maiden wcale nie wyszedł na dobre pod względem tego, jakie płyty mogliśmy jeszcze otrzymać: na pewno kolejne solówki Bruce'a, a do Maiden pewnie zwerbowany by został nowy wokalista, z którym może też byłoby ciekawie?
Problemem Maiden nie jest kwestia brzmienia, długości utworów, czy odsunięcie Dickinsona od komponowania. Ich problemem jest brak pomysłów (wypalenie?) i bylejakość.
1. Chcą mieć epiki na 14 minut, to walą powtórzeniami i intro/outro. Posłuchajcie taki "Powerslave" - ile tam się dzieje... i ile on trwa.
2. Nagrywanie płyty na już i składanie numerów w studio. "Rach-ciach trzy riffy, tu intro na basie, a tu wsadzimy "ooo-ooo-ooo". Ile mamy? 5 minut? To weź walnij jeszcze dwie powtórki przed 2 zwrotką i po 3. Ile? 8 minut. Dobra, może być. Dawaj następny!"
gumbyy pisze: ↑wt sty 08, 2019 2:29 pm
Problemem Maiden nie jest kwestia brzmienia, długości utworów, czy odsunięcie Dickinsona od komponowania. Ich problemem jest brak pomysłów (wypalenie?) i bylejakość.
1. Chcą mieć epiki na 14 minut, to walą powtórzeniami i intro/outro. Posłuchajcie taki "Powerslave" - ile tam się dzieje... i ile on trwa.
2. Nagrywanie płyty na już i składanie numerów w studio. "Rach-ciach trzy riffy, tu intro na basie, a tu wsadzimy "ooo-ooo-ooo". Ile mamy? 5 minut? To weź walnij jeszcze dwie powtórki przed 2 zwrotką i po 3. Ile? 8 minut. Dobra, może być. Dawaj następny!"
Tez mi sie wydje, ze to tak wyglada. Zjezdzaja sie z roznych kontynentow, przynosza, to co kazdy ma, nastepnie selekcjonuja material, jamuja i potem robia z tego utwory.
Malo w tym pasji, ale oni nic juz do udowodnienia nie maja. Media sa po ich stronie, fani sa po ich stronie, sa juz na samym koncu kariery, co moze im sie stac?
Ja pewnie na ich miejscu (mowie to ze smutkiem), zrobilbym to samo - czyli nagral bezpieczny album w wypracowanej przez 19 lat stylistyce i do widzenia.
Ryzykowalibyscie drugi Virtual XI? Po co?
Ostatnio zmieniony wt sty 08, 2019 9:03 pm przez Geri666, łącznie zmieniany 1 raz.
Zgadzam się z tym co pisali @Geri92 i @Gumbyy. Zjeżdżają się z jakimiś propozycjami, a potem próbują na siłę wydłużyć numery, ale zamiast pokombinować powielają to co mają przygotowane. Potem nam wychodzą kilkuminutowe intra, równie długie outra i powtarzanie refrenów w nieskonczoność (chociaż do mistrzowskiej formy z Angel and Gabler to im daleko ). Chętnie usłyszałbym skrócone wersje niektórych utworów z ostatnich 2-3 płyt. Myślę, że sporo by zyskały.
02: Turbo (Kutno, Warszawa, Kraków) Wishbone Ash (Warszawa) Monstrum (Rzeszów) Soen (Kopenhaga)
03: Villagers of Ioannina City, Lady Pank, Zalewski, Icon, Turbo (Łódź)
05: Paul Quinn, Defenders of Steel, Hellhaim, Linkin Park (Sztokholm), Omen (Kraków?)
06: Omen (Warszawa), Mystic Festiwal, Metallica (Budapeszt), Iron Maiden (Hradec Kralove), MnC (SK, Łódź)
07: MnC (Pionki), Skunk Anansie, Judas Priest
08: Castle Rat, Soen
pz pisze: ↑wt sty 08, 2019 8:25 pm
Zgadzam się z tym co pisali @Geri92 i @Gumbyy. Zjeżdżają się z jakimiś propozycjami, a potem próbują na siłę wydłużyć numery, ale zamiast pokombinować powielają to co mają przygotowane. Potem nam wychodzą kilkuminutowe intra, równie długie outra i powtarzanie refrenów w nieskonczoność (chociaż do mistrzowskiej formy z Angel and Gabler to im daleko ). Chętnie usłyszałbym skrócone wersje niektórych utworów z ostatnich 2-3 płyt. Myślę, że sporo by zyskały.
To nie dotyczy oczywiście każdego utworu, bo jeśli np wezmiemy utwór TBOS, to genialny refren pojawia się tam tyko 2 razy i 10 minutowa kompozycja przelatuje tak jakby w ciągu 5 minut. Kapitalnie.
Jeśli już weżmiemy np TRATB, to 5 zwrotek męczy i przebrnięcie przez pierwsze 7 minut utworu to katorga, którą trzeba wytrwać, by posłuchać drugiej, ciekawej części.
No oczywiście, że uogólniłem trochę, ale takie są tendencje w ich utworach.
02: Turbo (Kutno, Warszawa, Kraków) Wishbone Ash (Warszawa) Monstrum (Rzeszów) Soen (Kopenhaga)
03: Villagers of Ioannina City, Lady Pank, Zalewski, Icon, Turbo (Łódź)
05: Paul Quinn, Defenders of Steel, Hellhaim, Linkin Park (Sztokholm), Omen (Kraków?)
06: Omen (Warszawa), Mystic Festiwal, Metallica (Budapeszt), Iron Maiden (Hradec Kralove), MnC (SK, Łódź)
07: MnC (Pionki), Skunk Anansie, Judas Priest
08: Castle Rat, Soen
Wcale nie trzeba tworzyć jakichś rockerów, by nagrać żywiołowy album. Według mnie TGU z ostatniej płyty jest świetnym przykładem tego, że można fajnie połączyć energię z nowym kierunkiem muzycznym i nie przynudzać. Zresztą Dickinson robił coś w tym stylu na trzech ostatnich krążkach, przecież The Tower albo Abduction. Nie było to już nawine rycerzykowanie z lat osiemdziesiątych, ale nie było też wybujałym graniem z TFF, które miejscami brzmi po prostu...dziwnie.
What do you want from me
I sense your mastery
There's something you won't ever find
No kurna...hicior! Prawda jest taka, że poza kręgiem fanów, to te ostatnie płyty już nie istnieją. Jak kocham AMOLAD, to jestem tego świadomy. Był szał na TBOS, teraz nikt z bardziej postronnych słuchaczy nie wraca do tej płyty (IMO jest dobra). Ludzie nie chcą Maiden w takim wydaniu, bo ono jest zwyczajnie nietrafione i niedopracowane. Być może album złożony z samych kolosów mógłby być na wysokim poziomie, ale to musiałyby być przemyślane kompozycje, a nie nagrane na zasadzie "ktoś przyniesie riff, ja pobawię się gitarką, w sumie jakiś tekst też by się przydał". No a tak to pewnie wygląda, a obecność Shirleya w procesie twórczym nie pomaga. Oni muszą wyjść ze swojej strefy komfortu, bo siedzą w niej i dziadują. Nie wierzę w to, że nie stać ich na coś naprawdę bardzo dobrego, co będzie na poziomie klasyków. Nie takie stare dziady nagrywały bdb albumy na koniec kariery.
As mankind hurled itself forever downwards into the bottomless pit of eternal chaos, the remnants of civilization screamed out for salvation - redemption roared across the burning sky... The Painkiller
Tak zastanawiam się głośno ile zespołów jest w stanie nagrać 3 płyty na poziomie wybitnym i 5 na poziomie dobrym.
Iron Maiden szczytowało twórczo pomiędzy 84 a 88 rokiem a na bardzo dobrym poziomie było już od roku 82. Bardzo dobrze prezentowali się twórczo do jakiegoś 92 roku. Czyli w sumie mieli fantastyczną dekadę. To była ich dekada. Nadawali ton reszcie świata przez 10 lat. Później bywało różnie ale już nie tak wspaniale.
Nie oczekiwałbym teraz od nich jakichś genialności. Pierwsze 10 płyt dało mi tyle radości jakiej nie dał mi żaden inny zespół, ale ileż można komponować kawałków na jedno kopyto i być ciągle świeżym??
pz pisze: ↑wt sty 08, 2019 8:25 pm
Zgadzam się z tym co pisali @Geri92 i @Gumbyy. Zjeżdżają się z jakimiś propozycjami, a potem próbują na siłę wydłużyć numery, ale zamiast pokombinować powielają to co mają przygotowane. Potem nam wychodzą kilkuminutowe intra, równie długie outra i powtarzanie refrenów w nieskonczoność (chociaż do mistrzowskiej formy z Angel and Gabler to im daleko ). Chętnie usłyszałbym skrócone wersje niektórych utworów z ostatnich 2-3 płyt. Myślę, że sporo by zyskały.
To nie dotyczy oczywiście każdego utworu, bo jeśli np wezmiemy utwór TBOS, to genialny refren pojawia się tam tyko 2 razy i 10 minutowa kompozycja przelatuje tak jakby w ciągu 5 minut. Kapitalnie.
Jasne, przebłyski są Fajnie, że nie tylko ja mam takie odczucia jeśli chodzi o ostatnie propozycje od IM
Myślę, że mniejsza popularność ostatnich płyt poza środowiskiem fanów jest wynikiem ogólnej zmiany mentalności współczesnej młodzieży. Dzisiaj młodzi mają nieograniczony dostęp do muzyki w internecie, a także do innych rozrywek, takich jak gry komputerowe i pornografia. Praktycznie nikt się już tak głęboko w nic nie angażuje, bo nie ma na to czasu, gdyż jest nieustannie zasypywany nowościami. Tyczy się to za równo muzyki, gier komputerowych, a nawet związków. Coraz trudniej zostać przez coś prawidziwie zachyconym i pochłoniętym bez reszty.
Dla mnie IM to taki muzyczny bigos, który w odróżnieniu od kotleta zawsze coś zyskuje po każdym odgrzaniu. Niby za każdym razem serwują nam to samo, ale jednak udaje im się subtelnie przemycić coś nowego. Na DoD mieliśmy pierwszy w całości akustyczny numer, na BoS fortepian, a AMOLAD i TFF na tyle odbiegały od oklepanych schematów, że wielu fanów znienawidziło te płyty. Dla mnie nowe albumy mają także wielkiego plusa ze względu na zmianę barwy głosu Dickinsona, dużo bardziej odpowiada mi jego dojrzały wokal.