Top 50 płyt - WYZWANIE - Vorgel
Moderator: Administracja i Moderacja SanktuariuM
-
Deleted User 2259
Re: Top 50 płyt - WYZWANIE
Tak, ale to już lepiej podforum zalozyc.
Dzosef napisałeś do mic7?
Dzosef napisałeś do mic7?
Re: Top 50 płyt - WYZWANIE
I będziesz czekał do następnego roku na odpowiedź.
-
Deleted User 2259
Re: Top 50 płyt - WYZWANIE
Można wtedy zostawić ten temat jak jest na komentarze, także te techniczne, a moje posty o płytach przenieść do nowego tematu.
- Bon Dzosef
- -#The Alchemist

- Posty: 12450
- Rejestracja: wt kwie 05, 2016 5:28 pm
Re: Top 50 płyt - WYZWANIE
I to jest dobra koncepcja.
Może trzeba zagadać z Deleted User 804em, że przydałby się aktywny administrator....
Może trzeba zagadać z Deleted User 804em, że przydałby się aktywny administrator....
-
Deleted User 2259
Re: Top 50 płyt - WYZWANIE
Napisalem do Budziola, jutro zakladam tematy w tym dziale dla wszystkich zainteresowanych, ktorzy sa gotowi juz dac swoja top 50, faktycznie nie ma sensu czekac, az jedna osoba skonczy.
Re: Top 50 płyt - WYZWANIE
A być może połączyć ten dział z działem na survivory? Można tam wrzucić wszystkie zabawy typu typer i top50
BRUCE SPRINGSTEEN, JAN BO I RICHIE FAULKNER PONAD WSZYSTKO
https://www.last.fm/pl/user/sardynex
setlist.fm/user/matt01
https://www.last.fm/pl/user/sardynex
setlist.fm/user/matt01
-
Deleted User 2259
Re: Top 50 płyt - WYZWANIE
No o tym pisalem juz kilka postow wyzej, to jest 20 minut roboty, ale lepiej udawać, ze nie ma tematu. Zobaczymy czy Budziol mi odpisze.
- Bon Dzosef
- -#The Alchemist

- Posty: 12450
- Rejestracja: wt kwie 05, 2016 5:28 pm
Re: Top 50 płyt - WYZWANIE
byku ty przeczesuj forum i pisz czesciej!!
Re: Top 50 płyt - WYZWANIE - Vorgel
46. Megadeth – Peace Sells… But Who’s Buying? (1986)

Pierwsza płyta Megadeth jaką dane mi było usłyszeć. Na początku nie zrobiła na mnie żadnego wrażenia, zaś brzmieniowo w warunkach szkolnych na tamtejszym Grundigu nie brzmiała inaczej niż 3 x Girls Motley Crue. Do albumu wróciłem po ukazaniu się Rust in Peace, gdyż w tym wypadku przynajmniej niektóre numery powaliły mnie na glebę. Miną jednak jeszcze dwa lata zanim stanę się wielkim fanem tego zespołu. W sumie po 30 latach stwierdzam, że to właśnie Peace Sells Rudy sprzedał mi najlepiej. No i nie jest to 50 minutowy kloc jak u konkurencji, a 37 minut konkretnego ataku. Najlepsze utwory: Wake Up Dead (któż tego nie przeżył), My Last Words.
45. Helloween - Keeper of the Seven Keys Part 1 (1987)

W zasadzie jakby nie patrzeć, Helloween to mój pierwszy kontakt z heavy metalem. Już nawet nie chodzi o wspomnienia, ale za każdym razem kiedy słucham starych albumów tego zespołu, to wraca tamto uczucie. Opisać się go nie da, ale ono pojawia się jak lecą te kawałki i towarzyszy przez cały czas odsłuchu. Wyobrażenie o świecie miałem inne, poetyka numeru Halloween zbiegła mi się z taką grą komputerową na C-64 Night Shade City, ale to jest już mniej istotne. Ulubiony numer: Halloween.

Pierwsza płyta Megadeth jaką dane mi było usłyszeć. Na początku nie zrobiła na mnie żadnego wrażenia, zaś brzmieniowo w warunkach szkolnych na tamtejszym Grundigu nie brzmiała inaczej niż 3 x Girls Motley Crue. Do albumu wróciłem po ukazaniu się Rust in Peace, gdyż w tym wypadku przynajmniej niektóre numery powaliły mnie na glebę. Miną jednak jeszcze dwa lata zanim stanę się wielkim fanem tego zespołu. W sumie po 30 latach stwierdzam, że to właśnie Peace Sells Rudy sprzedał mi najlepiej. No i nie jest to 50 minutowy kloc jak u konkurencji, a 37 minut konkretnego ataku. Najlepsze utwory: Wake Up Dead (któż tego nie przeżył), My Last Words.
45. Helloween - Keeper of the Seven Keys Part 1 (1987)

W zasadzie jakby nie patrzeć, Helloween to mój pierwszy kontakt z heavy metalem. Już nawet nie chodzi o wspomnienia, ale za każdym razem kiedy słucham starych albumów tego zespołu, to wraca tamto uczucie. Opisać się go nie da, ale ono pojawia się jak lecą te kawałki i towarzyszy przez cały czas odsłuchu. Wyobrażenie o świecie miałem inne, poetyka numeru Halloween zbiegła mi się z taką grą komputerową na C-64 Night Shade City, ale to jest już mniej istotne. Ulubiony numer: Halloween.
-
Deleted User 2259
Re: Top 50 płyt - WYZWANIE - Vorgel
Płyta Mega, która powinna być u każdego szanującego się fana tego zespolu w top 3, dobry wybór 
Re: Top 50 płyt - WYZWANIE - Vorgel
Z płyt Megadeth jest u mnie na topie, jeśli chodzi o thrash też raczej top 5.
- Bon Dzosef
- -#The Alchemist

- Posty: 12450
- Rejestracja: wt kwie 05, 2016 5:28 pm
Re: Top 50 płyt - WYZWANIE - Vorgel
Obie płyty będą też u mnie, ale dużo wyżej 
-
Deleted User 2259
- Bon Dzosef
- -#The Alchemist

- Posty: 12450
- Rejestracja: wt kwie 05, 2016 5:28 pm
Re: Top 50 płyt - WYZWANIE - Vorgel
No ale to chyba dosyć oczywiste znając moj gust 
Re: Top 50 płyt - WYZWANIE - Vorgel
44. Kreator - Coma of Souls (1990)

Pierwszy kontakt z zespołem to było Endless Pain. Album nawet mi się podobał, ale nie zachęciło mnie to do dalszej eksploracji dyskografii Kreatora. Coma of Souls ukazało się niepostrzeżenie, nie śledziłem jeszcze wtedy ich losów, ale kiedy Tomasz Dziubiński zagrał w swojej audycji Material World Paranoia wiedziałem, że muszę mieć kasetę. Słuchałem jej przez całe lato 1991 roku i wówczas obok 1916 to był mój ulubiony album. Kalifornia dała im brzmienie, a Frank Blackfire solówki. Wystarczyło. Ulubione utwory: When the Sun Burns Red, Material World Paranoia.
43. Overkill – Under the Influence (1988)

Ten album poznałem w momencie kiedy byłem już fanem takich płyt jak The Years of Decay i Horrorscope. Nie powalił mnie na początku. Spodziewałem się czegoś równie dobrego jak Decay, a tymczasem żaden numer nie był w stanie sprostać takiemu Elimination, Nothing to Die For czy I Hate. Tak mi się wtedy wydawało. Dzisiaj mam nieco inne zdanie, bo o ile dalej uważam The Years of Decay za album świetny, o tyle z perspektywy czasu dostrzegam to, co wówczas podświadomie ignorowałem. Decay to płyta nierówna i nieco za długa. Nie ma może słabych momentów, ale kontrast między świetnymi i zwyczajnie dobrymi jest zbyt duży. Oba te krążki to Overkill unikatowe, jedyne w swoim rodzaju, ale to Influence wydaje się bardziej spójne. Ulubione utwory: Drunken Wisdom, End of the Line.

Pierwszy kontakt z zespołem to było Endless Pain. Album nawet mi się podobał, ale nie zachęciło mnie to do dalszej eksploracji dyskografii Kreatora. Coma of Souls ukazało się niepostrzeżenie, nie śledziłem jeszcze wtedy ich losów, ale kiedy Tomasz Dziubiński zagrał w swojej audycji Material World Paranoia wiedziałem, że muszę mieć kasetę. Słuchałem jej przez całe lato 1991 roku i wówczas obok 1916 to był mój ulubiony album. Kalifornia dała im brzmienie, a Frank Blackfire solówki. Wystarczyło. Ulubione utwory: When the Sun Burns Red, Material World Paranoia.
43. Overkill – Under the Influence (1988)

Ten album poznałem w momencie kiedy byłem już fanem takich płyt jak The Years of Decay i Horrorscope. Nie powalił mnie na początku. Spodziewałem się czegoś równie dobrego jak Decay, a tymczasem żaden numer nie był w stanie sprostać takiemu Elimination, Nothing to Die For czy I Hate. Tak mi się wtedy wydawało. Dzisiaj mam nieco inne zdanie, bo o ile dalej uważam The Years of Decay za album świetny, o tyle z perspektywy czasu dostrzegam to, co wówczas podświadomie ignorowałem. Decay to płyta nierówna i nieco za długa. Nie ma może słabych momentów, ale kontrast między świetnymi i zwyczajnie dobrymi jest zbyt duży. Oba te krążki to Overkill unikatowe, jedyne w swoim rodzaju, ale to Influence wydaje się bardziej spójne. Ulubione utwory: Drunken Wisdom, End of the Line.
Re: Top 50 płyt - WYZWANIE - Vorgel
42. Marillion - Fugazi (1984)

Tomasz Beksiński, wielki promotor Marillion na skalę Polski uznał ten album za jedną z 10 najlepszych płyt lat 80. Zrobił też wówczas porównanie Marillion z Hogarthem i było to coś w rodzaju, że niby z Fishem to bardziej romantycznie, a z Hogarthem to jak pieprzenie w bramie za przeproszeniem. Moim zdaniem jest dokładnie na odwrót, czego absolutnie nie mam za złe Fishowi, ba, to stanowiło atut zespołu. A o czym tak naprawdę jest ta płyta? Generalnie o rzeczach mało przyjemnych, no i poranek w burdelu też niekoniecznie musiał wyglądać różowo. Tak czy owak, klasyka tzw rocka neoprogresywnego. Ulubione utwory: Jigsaw, Incubus, Fugazi
41. Mercyful Fate – In the Shadows (1993)

To był wielki reunion Mercyful Fate i to w dodatku w niemal legendarnym składzie, zatem obok Diamonda pojawili się Hank Shermann, Michael Denner oraz Timi Hansen. Jedynie perkusistę wzięli nowego, niejakiego Mortena Nielsena (ale tylko na sesję, bo koncertował z nimi Snowy Shaw). Ponieważ doskonale to pamiętam jak i całe zamieszanie związane z reaktywacją, no i oczywiście odsłuch na świeżo, postawiłem ten album ponad dwoma pierwszymi, niesamowitymi i kultowymi krążkami. To był taki strzał, że panowie poszli za ciosem wydając niebawem następcę tego świetnego albumu. Tym samym trzeba było odłożyć wydanie gotowej (napisanej) już płyty King Diamond o pająkach. Ale dobrze się stało. Ulubione utwory: Egypt, Legend of the Headless Rider.

Tomasz Beksiński, wielki promotor Marillion na skalę Polski uznał ten album za jedną z 10 najlepszych płyt lat 80. Zrobił też wówczas porównanie Marillion z Hogarthem i było to coś w rodzaju, że niby z Fishem to bardziej romantycznie, a z Hogarthem to jak pieprzenie w bramie za przeproszeniem. Moim zdaniem jest dokładnie na odwrót, czego absolutnie nie mam za złe Fishowi, ba, to stanowiło atut zespołu. A o czym tak naprawdę jest ta płyta? Generalnie o rzeczach mało przyjemnych, no i poranek w burdelu też niekoniecznie musiał wyglądać różowo. Tak czy owak, klasyka tzw rocka neoprogresywnego. Ulubione utwory: Jigsaw, Incubus, Fugazi
41. Mercyful Fate – In the Shadows (1993)

To był wielki reunion Mercyful Fate i to w dodatku w niemal legendarnym składzie, zatem obok Diamonda pojawili się Hank Shermann, Michael Denner oraz Timi Hansen. Jedynie perkusistę wzięli nowego, niejakiego Mortena Nielsena (ale tylko na sesję, bo koncertował z nimi Snowy Shaw). Ponieważ doskonale to pamiętam jak i całe zamieszanie związane z reaktywacją, no i oczywiście odsłuch na świeżo, postawiłem ten album ponad dwoma pierwszymi, niesamowitymi i kultowymi krążkami. To był taki strzał, że panowie poszli za ciosem wydając niebawem następcę tego świetnego albumu. Tym samym trzeba było odłożyć wydanie gotowej (napisanej) już płyty King Diamond o pająkach. Ale dobrze się stało. Ulubione utwory: Egypt, Legend of the Headless Rider.
-
Deleted User 2259
Re: Top 50 płyt - WYZWANIE - Vorgel
Fugazi - wielki album, moja top trójka ulubionych utworów z tego krążka wygląda tak samo(czasem Incubus się wymienia z She Cameleon) kiedyś nie lubiłem tego krążka za bardzo. I ta okładka...
Mercyful Fate - muszę sobie przypomnieć ten krążek, bo dawno go nie słuchałem.
Mercyful Fate - muszę sobie przypomnieć ten krążek, bo dawno go nie słuchałem.

