Top 50 płyt - WYZWANIE - Schizoid
Moderator: Administracja i Moderacja SanktuariuM
- Bon Dzosef
- -#The Alchemist

- Posty: 12450
- Rejestracja: wt kwie 05, 2016 5:28 pm
Re: Top 50 płyt - WYZWANIE - Schizoid
Oj ciężko widze ta maturę z matmy byku
Re: Top 50 płyt - WYZWANIE - Schizoid
O faktycznie, poprawione
As mankind hurled itself forever downwards into the bottomless pit of eternal chaos, the remnants of civilization screamed out for salvation - redemption roared across the burning sky... The Painkiller
Re: Top 50 płyt - WYZWANIE - Schizoid
Ale nie do końca, wciąż są dwa miejsca 47. Sprytne.
- blackcocker
- -#Moderator

- Posty: 12642
- Rejestracja: czw cze 14, 2018 9:04 pm
- Skąd: HerbacianePolaBatumi
Re: Top 50 płyt - WYZWANIE - Schizoid
Młoda Polska Cię nie wybroni, za takie rzeczy...
#blackcocker2023
Najlepszą prozę pisze życie.
Ostatni jest wtedy, kiedy idziesz rzygać.
Nic nas nie zatrzyma.
Jak się ma dupę, to trzeba powiedzieć "dupa".
Twoje jebie, ale że śmierdzi.
07: Opeth, Opeth
08: Judas Priest, Savatage
09: Antimatter(?)
***OFFICIAL PAULINA DAMASKE FANKLUB***
Najlepszą prozę pisze życie.
Ostatni jest wtedy, kiedy idziesz rzygać.
Nic nas nie zatrzyma.
Jak się ma dupę, to trzeba powiedzieć "dupa".
Twoje jebie, ale że śmierdzi.
07: Opeth, Opeth
08: Judas Priest, Savatage
09: Antimatter(?)
***OFFICIAL PAULINA DAMASKE FANKLUB***
Re: Top 50 płyt - WYZWANIE - Schizoid
Widzę ze jesteś poturbowany ale żeby takie rzeczy...
BRUCE SPRINGSTEEN, JAN BO I RICHIE FAULKNER PONAD WSZYSTKO
https://www.last.fm/pl/user/sardynex
setlist.fm/user/matt01
https://www.last.fm/pl/user/sardynex
setlist.fm/user/matt01
- Bon Dzosef
- -#The Alchemist

- Posty: 12450
- Rejestracja: wt kwie 05, 2016 5:28 pm
Re: Top 50 płyt - WYZWANIE - Schizoid
Jak taki zaczyna od oszukiwania w rankingu, to gdzie skonczy?
Re: Top 50 płyt - WYZWANIE - Schizoid
Na Skid Row?
Re: Top 50 płyt - WYZWANIE - Schizoid
Woooo, poprawione, niezłe jajca. Teraz powinno być już dobrze. Niestety (spoiler!) więcej Davisa nie będzie, Skid Row też nie 
42. Deep Purple - Fireball

Dla mnie to najlepszy album Mk. II, a jest prawdopodobnie też tym najmniej docenianym. Może to dlatego, że jest to materiał specyficzny. In Rock miało agresywne, brudne brzmienie i samo w sobie było naprawdę ostre, Machine Head jest już bardziej wygładzone i ma największy hit zespołu, a Fireball ma...Fools
Sam ten jeden numer pokazuje, jak bardzo inna jest to płyta od reszty starych albumów Purpury. Ale inność działa tu na korzyść, płyta jest najprawdę bardzo urokliwa i jedyna w swoim rodzaju, jeśli chodzi o katalog DP. Dużo tu wszystkiego, ale mnie to nie razi. Tytułowy numer to w chwili premiery była ekstrema, a po latach dalej świetnie się go słucha. Wspomniane już wcześniej Fools to numer unikatowy w katalogu Purpli, z bardzo ciekawymi partiami Ritchiego, które potem często wplatał w różne improwizacje koncertowe, chyba nawet na Made In Japan można to wychwycić. Najbardziej jednak lubię single z tej płyty: Demon's Eye i Strange Kind Of Woman. Mam z nimi dużo wspomnień, ale to po prostu znakomite utwory. Fireball można oceniać różnie, nie twierdzę, że każdy powinien stawiać go na pierwszym miejscu rankingów DP, ale chyba każdy się zgodzi, że był to naprawdę odważny album.
Ulubione numery: Fireball, Demon's Eye, Strange Kind Of Woman (te dwa ostatnie pochodzą z różnych edycji, ale oba pasują do płyty, a moja wersja posiada jeden z nich jako bonus)
41. Organek - Czarna Madonna

Przykład tego, że w Polsce można grać dobrze. Ale również tego, że można grać dobrze opierając się na starych patentach. Organek w swojej twórczości sięga do lat 70-tych i robi tu zupełnie jawnie, ale nie w chamski sposób. Słuchasz tej płyty i od razu zdajesz sobie sprawę, że Get It Right mogłoby wejść na któryś z albumów Deep Purple, jednakże Tomek nie stara się mówić "Hej, patrz jakim jestem geniuszem", tylko pod koniec stara się nawet piszczeć jak Gillan, czym jasno sugeruje swoje inspiracje. Tu nie ma nic nowatorskiego, ale właśnie ten krążek mi pokazał, że dzisiejsza polska scena muzyczna nie jest taka zła. Twórczość Organka może z początku wydawać się infantylna, ale po głębszym zapoznaniu się z nią docenia się pomysłowość, która charakteryzuje członków zespołu. Praktycznie każdy numer tutaj jest naprawdę dobry (punkowe HKDK mi nigdy nie siedziało do końca), spędziłem z tym wydawnictwem wiele chwil, niezapomnianych chwil i dzięki niemu zacząłem sięgać do źródeł. Tak, to dla mnie zdecydowanie ważna płyta. Szkoda, że Niemiłość tak pogrążyła ten zespół w moich oczach, ale cóż, czekam na pełny album.
Ulubione numery: Mississippi W Ogniu, Ki Czort, Czarna Madonna
40. Kat - Bastard

Najtrudniejszy w odbiorze album Kata. Tam jest tyle riffów, że można z tego było nagrać dwie płyty, ale zespół uparł się na jedną. No i jest. Gorzka, sarkastyczna, przesiąknięta nihilizmem i własnymi poglądami Kostrzewskiego. Z tego wszystkiego wyszła mieszanka wybuchowa - Bastard to dla mnie przejaw geniuszu prawie całego zespołu. Wielką rolę odegrał tu Jacek Regulski, nieodżałowany gitarzysta, który właśnie na tej płycie zadebiutował jako członek Kata. Razem z Luczykiem stworzyli piękną rzecz (
) : gitarowo ten album jest wykokszony. Roman napisał kilka tekstów, które można uznać za wyżyny jego liryki. Z jednej strony są proste i bezpośrednie ("pluję na prawo, bo kocham wolność"), ale z drugiej czasem idzie za nimi coś więcej. Nic dziwnego, skoro całkiem spora liczba jego tekstów czerpie z Micińskiego. Bastard to dzieło praktycznie idealne, które łoi niemiłosiernie, niczym Stachursky w Doskozzzie. Kończąca go Łza Dla Cieniów minionych już na zawsze zapisała się w kanonie polskich ballad, chociaż dla mnie jest jednym ze słabszych elementów płyty. Kacior to jednak była moc. Fajnie, że najnowszy Popiór miejscami mocno nawiązuje do Bastarda.
Ulubione numery: Ojcze Samotni, Bastard, W Bezkształtnej Bryle Uwięziony
39. Tomasz Stańko Quintet - Dark Eyes

Pierwsze, co mnie powala w przypadku Dark Eyes, to okładka. Ona jest wręcz banalna, ale ktoś, kto wymyślił, by wybrać to zdjęcie na grafikę zdobiącą ten album jest geniuszem. Uważam, że okładki powinny reprezentować muzykę, nawiązywać do niej klimatem, a ta wręcz idealnie koresponduje z tym, co Stańko pokazał na Dark Eyes. Ten album to dla mnie właśnie samotna noc, może odrobinę leniwa, może trochę nostalgiczna. Całość ma dość soundtrackowy charakter, stanowiłaby dobrą muzykę tła, ale nie jest to wada. Bez problemu można się w pełni skupić na zawartości płyty i pozwolić się zabrać na ciemne ulice Los Angeles lat czterdziestych. Dark Eyes to łatwa w odbiorze płyta i na tym poniekąd polega jej geniusz. Stańko wiedział już, że nie musi się ścigać z kimkolwiek, by pokazać, że dalej jest w formie. On proponuje tutaj stosunkowo proste rozwiązania, ale bardzo umiejętnie nimi żongluje, przez co krążek wciąga, chociaż jest dość długi. Od wielkich twórców zawsze wymaga się dużo, a on zdecydowanie takim był. Balladyna, Leosia - to są płyty, którymi zbudował sobie pomnik trwalszy, niż ze spiżu, a Dark Eyes można uznać za jego udekorowanie. @blackmailer, Tobie szczególnie polecam to wydawnictwo. Jak już przesłuchasz Kind Of Blue 10 razy i parę innych rzeczy, to definitywnie musisz sięgnąć po którąś z płyt Tomasza Stańko
Ilekroć słyszę tę muzykę, mam w głowie jedno zdanie. "Forget it, Jake, it's Chinatown".
Ulubione numery: Terminal 7, Grand Central, So Nice
42. Deep Purple - Fireball

Dla mnie to najlepszy album Mk. II, a jest prawdopodobnie też tym najmniej docenianym. Może to dlatego, że jest to materiał specyficzny. In Rock miało agresywne, brudne brzmienie i samo w sobie było naprawdę ostre, Machine Head jest już bardziej wygładzone i ma największy hit zespołu, a Fireball ma...Fools
Ulubione numery: Fireball, Demon's Eye, Strange Kind Of Woman (te dwa ostatnie pochodzą z różnych edycji, ale oba pasują do płyty, a moja wersja posiada jeden z nich jako bonus)
41. Organek - Czarna Madonna

Przykład tego, że w Polsce można grać dobrze. Ale również tego, że można grać dobrze opierając się na starych patentach. Organek w swojej twórczości sięga do lat 70-tych i robi tu zupełnie jawnie, ale nie w chamski sposób. Słuchasz tej płyty i od razu zdajesz sobie sprawę, że Get It Right mogłoby wejść na któryś z albumów Deep Purple, jednakże Tomek nie stara się mówić "Hej, patrz jakim jestem geniuszem", tylko pod koniec stara się nawet piszczeć jak Gillan, czym jasno sugeruje swoje inspiracje. Tu nie ma nic nowatorskiego, ale właśnie ten krążek mi pokazał, że dzisiejsza polska scena muzyczna nie jest taka zła. Twórczość Organka może z początku wydawać się infantylna, ale po głębszym zapoznaniu się z nią docenia się pomysłowość, która charakteryzuje członków zespołu. Praktycznie każdy numer tutaj jest naprawdę dobry (punkowe HKDK mi nigdy nie siedziało do końca), spędziłem z tym wydawnictwem wiele chwil, niezapomnianych chwil i dzięki niemu zacząłem sięgać do źródeł. Tak, to dla mnie zdecydowanie ważna płyta. Szkoda, że Niemiłość tak pogrążyła ten zespół w moich oczach, ale cóż, czekam na pełny album.
Ulubione numery: Mississippi W Ogniu, Ki Czort, Czarna Madonna
40. Kat - Bastard

Najtrudniejszy w odbiorze album Kata. Tam jest tyle riffów, że można z tego było nagrać dwie płyty, ale zespół uparł się na jedną. No i jest. Gorzka, sarkastyczna, przesiąknięta nihilizmem i własnymi poglądami Kostrzewskiego. Z tego wszystkiego wyszła mieszanka wybuchowa - Bastard to dla mnie przejaw geniuszu prawie całego zespołu. Wielką rolę odegrał tu Jacek Regulski, nieodżałowany gitarzysta, który właśnie na tej płycie zadebiutował jako członek Kata. Razem z Luczykiem stworzyli piękną rzecz (
Ulubione numery: Ojcze Samotni, Bastard, W Bezkształtnej Bryle Uwięziony
39. Tomasz Stańko Quintet - Dark Eyes

Pierwsze, co mnie powala w przypadku Dark Eyes, to okładka. Ona jest wręcz banalna, ale ktoś, kto wymyślił, by wybrać to zdjęcie na grafikę zdobiącą ten album jest geniuszem. Uważam, że okładki powinny reprezentować muzykę, nawiązywać do niej klimatem, a ta wręcz idealnie koresponduje z tym, co Stańko pokazał na Dark Eyes. Ten album to dla mnie właśnie samotna noc, może odrobinę leniwa, może trochę nostalgiczna. Całość ma dość soundtrackowy charakter, stanowiłaby dobrą muzykę tła, ale nie jest to wada. Bez problemu można się w pełni skupić na zawartości płyty i pozwolić się zabrać na ciemne ulice Los Angeles lat czterdziestych. Dark Eyes to łatwa w odbiorze płyta i na tym poniekąd polega jej geniusz. Stańko wiedział już, że nie musi się ścigać z kimkolwiek, by pokazać, że dalej jest w formie. On proponuje tutaj stosunkowo proste rozwiązania, ale bardzo umiejętnie nimi żongluje, przez co krążek wciąga, chociaż jest dość długi. Od wielkich twórców zawsze wymaga się dużo, a on zdecydowanie takim był. Balladyna, Leosia - to są płyty, którymi zbudował sobie pomnik trwalszy, niż ze spiżu, a Dark Eyes można uznać za jego udekorowanie. @blackmailer, Tobie szczególnie polecam to wydawnictwo. Jak już przesłuchasz Kind Of Blue 10 razy i parę innych rzeczy, to definitywnie musisz sięgnąć po którąś z płyt Tomasza Stańko
Ilekroć słyszę tę muzykę, mam w głowie jedno zdanie. "Forget it, Jake, it's Chinatown".
Ulubione numery: Terminal 7, Grand Central, So Nice
As mankind hurled itself forever downwards into the bottomless pit of eternal chaos, the remnants of civilization screamed out for salvation - redemption roared across the burning sky... The Painkiller
Re: Top 50 płyt - WYZWANIE - Schizoid
Z tym Skid Row o co innego chodziło, nieważne. Ten album DP jest ok,ale gorszy od poprzedniego i następnego.
- Bon Dzosef
- -#The Alchemist

- Posty: 12450
- Rejestracja: wt kwie 05, 2016 5:28 pm
Re: Top 50 płyt - WYZWANIE - Schizoid
Ani pochwalić, ani się przyjebać. Najgorzej 
Re: Top 50 płyt - WYZWANIE - Schizoid
Zgadzam się, a FB to przecież świetny album.
To tylko pokazuje jak zajebiste są albumy przed nim i po nim.
Dlatego Deep Purple to najlepszy rockowy zespół ever
NAJWIĘKSZY FAN DAWIDA PODSIADŁO NA SANATORIUM
Re: Top 50 płyt - WYZWANIE - Schizoid
38. Misfits - Famous Monsters

To nie album z Danzigiem, więc samo to skreśla go u wielu osób, ale ja do nich zdecydowanie nie należę. Danzig i jego następca Michale Graves reprezentują dwie zupełnie inne ery zespołu, przy czym dwie płyty z tym drugim to kopalnia hitów. Famous Monsters to prawie "the biggest hits". Płyta jest wyładowana kawałkami, które dziś można uznać za klasyki i które świadczą o niesamowitym talencie jego członków do pisania przebojów. Wszystkie piosenki są tu melodyjne i bardzo łatwe do zapamiętania, a przy tym zazwyczaj naprawdę bardzo dobre. Helena, Scream, The Forbidden Zone porywają tym wyważonym miksem między punk rockiem, a przebojowością z radia. Opis tej formuły może nie brzmieć zachęcająco, ale sprawdza się ona świetnie. Wokal Gravesa bardzo pasuje do tego stylu i (uwaga, kontrowersja) sądzę, że płyty nagrane z nim są lepsze od tego, co zespół zrobił wcześniej z Danzigiem, choć przecież i starsze krążki były bardzo dobre. Famous Monsters to taki punk dla ludzi, którzy nie słuchają tej muzyki, czyli akurat dla mnie.
Ulubione numery: The Forbidden Zone, Descending Angel, Scream
37. Ghost - Infestissumam

Z Infestissumam miałem spory problem. Opus Eponymous kupiło mnie w całości, ale dwójeczka Ghosta wyglądała przy niej blado. Dość długo docierałem się z tym materiałem, ale w końcu zaskoczyło. Teraz już sam nie wiem, dlaczego nie stało się to od razu. Infestissumam to znakomita pozycja, która dobrze pokazuje to, co pojawia się w całej dyskografii projektu z Linkoping. Płyta nawiązuje do tego, co działo się w latach 70-tych na praktycznie każdym możliwym poziomie. Samo brzmienie odsyła nas do tamtej dekady, a riffy w Depth Of Satan's Eyes jasno pokazują, że Tobiasa Forge'a nie interesuje nu metal i inne takie wynalazki, tylko heavy rock ze swoich złotych czasów. Ten krążek już od początku zachwyca: Infestissumam/Per Aspera Ad Inferi to jeden z najlepszych otwieraczy, jakie słyszałem i instant classic w przypadku Ghosta. A krążek nie odpuszcza. Ma świetną dynamikę, dzięki czemu zaraz obok spokojniejszych utworów mamy te przebojowe i nieco ostrzejsze. No i pochodzi z niej sporo utworów, które jak sądzę będą żelaznym repertuarem koncertowym Ghosta już do jego końca. Trudno się dziwić, takie Year Zero zdecydowanie robi robotę na koncertach, a Monstrance Clock to idealny zamykacz. Kurczę...Kolejne wydawnictwo, z którym wiąże mnie milion wspomnień. Strasznie nostalgiczna ta lista.
Ulubione numery: Infestissumam/Per Aspera Ad Inferi, Year Zero, Monstrance Clock
36. Hans Zimmer & Jason Newton Howard - The Dark Knight

The Dark Knight to prawdopodobnie jeden z najlepszych filmów tego wieku, jeśli mowa o kinie komercyjnym i hamerykańskim. Na to składa się genialne aktorstwo, przemyślany scenariusz, kapitalny montaż i niesamowita ścieżka dźwiękowa. Soundtrack autorstwa Zimmera i Howarda jest świetny i bardzo dobrze pasuje do tego, co dzieje się na ekranie, ale nic nie traci wtedy, kiedy słucha się go w domowym zaciszu. Miejscami to naprawdę epicki materiał, miejscami mocno filmowy, ale zawsze trzyma poziom. To, że będzie srogo, zapowiada już pierwsze w kolejce Why So Serious?, które naznaczone jest jakimś dziwnym typem psychodelii. Dobrze jest do samego końca, a finałowa suita stanowi mocne zakończenie krążka. Szkoda, że kolejna część serii o Nietoperzu nie miała już tak dobrej ścieżki dźwiękowej, ale tę trudno przebić.
Ulubione numery: Agent Of Chaos, Why So Serious?, A Dark Knight

To nie album z Danzigiem, więc samo to skreśla go u wielu osób, ale ja do nich zdecydowanie nie należę. Danzig i jego następca Michale Graves reprezentują dwie zupełnie inne ery zespołu, przy czym dwie płyty z tym drugim to kopalnia hitów. Famous Monsters to prawie "the biggest hits". Płyta jest wyładowana kawałkami, które dziś można uznać za klasyki i które świadczą o niesamowitym talencie jego członków do pisania przebojów. Wszystkie piosenki są tu melodyjne i bardzo łatwe do zapamiętania, a przy tym zazwyczaj naprawdę bardzo dobre. Helena, Scream, The Forbidden Zone porywają tym wyważonym miksem między punk rockiem, a przebojowością z radia. Opis tej formuły może nie brzmieć zachęcająco, ale sprawdza się ona świetnie. Wokal Gravesa bardzo pasuje do tego stylu i (uwaga, kontrowersja) sądzę, że płyty nagrane z nim są lepsze od tego, co zespół zrobił wcześniej z Danzigiem, choć przecież i starsze krążki były bardzo dobre. Famous Monsters to taki punk dla ludzi, którzy nie słuchają tej muzyki, czyli akurat dla mnie.
Ulubione numery: The Forbidden Zone, Descending Angel, Scream
37. Ghost - Infestissumam

Z Infestissumam miałem spory problem. Opus Eponymous kupiło mnie w całości, ale dwójeczka Ghosta wyglądała przy niej blado. Dość długo docierałem się z tym materiałem, ale w końcu zaskoczyło. Teraz już sam nie wiem, dlaczego nie stało się to od razu. Infestissumam to znakomita pozycja, która dobrze pokazuje to, co pojawia się w całej dyskografii projektu z Linkoping. Płyta nawiązuje do tego, co działo się w latach 70-tych na praktycznie każdym możliwym poziomie. Samo brzmienie odsyła nas do tamtej dekady, a riffy w Depth Of Satan's Eyes jasno pokazują, że Tobiasa Forge'a nie interesuje nu metal i inne takie wynalazki, tylko heavy rock ze swoich złotych czasów. Ten krążek już od początku zachwyca: Infestissumam/Per Aspera Ad Inferi to jeden z najlepszych otwieraczy, jakie słyszałem i instant classic w przypadku Ghosta. A krążek nie odpuszcza. Ma świetną dynamikę, dzięki czemu zaraz obok spokojniejszych utworów mamy te przebojowe i nieco ostrzejsze. No i pochodzi z niej sporo utworów, które jak sądzę będą żelaznym repertuarem koncertowym Ghosta już do jego końca. Trudno się dziwić, takie Year Zero zdecydowanie robi robotę na koncertach, a Monstrance Clock to idealny zamykacz. Kurczę...Kolejne wydawnictwo, z którym wiąże mnie milion wspomnień. Strasznie nostalgiczna ta lista.
Ulubione numery: Infestissumam/Per Aspera Ad Inferi, Year Zero, Monstrance Clock
36. Hans Zimmer & Jason Newton Howard - The Dark Knight

The Dark Knight to prawdopodobnie jeden z najlepszych filmów tego wieku, jeśli mowa o kinie komercyjnym i hamerykańskim. Na to składa się genialne aktorstwo, przemyślany scenariusz, kapitalny montaż i niesamowita ścieżka dźwiękowa. Soundtrack autorstwa Zimmera i Howarda jest świetny i bardzo dobrze pasuje do tego, co dzieje się na ekranie, ale nic nie traci wtedy, kiedy słucha się go w domowym zaciszu. Miejscami to naprawdę epicki materiał, miejscami mocno filmowy, ale zawsze trzyma poziom. To, że będzie srogo, zapowiada już pierwsze w kolejce Why So Serious?, które naznaczone jest jakimś dziwnym typem psychodelii. Dobrze jest do samego końca, a finałowa suita stanowi mocne zakończenie krążka. Szkoda, że kolejna część serii o Nietoperzu nie miała już tak dobrej ścieżki dźwiękowej, ale tę trudno przebić.
Ulubione numery: Agent Of Chaos, Why So Serious?, A Dark Knight
As mankind hurled itself forever downwards into the bottomless pit of eternal chaos, the remnants of civilization screamed out for salvation - redemption roared across the burning sky... The Painkiller
- Bon Dzosef
- -#The Alchemist

- Posty: 12450
- Rejestracja: wt kwie 05, 2016 5:28 pm
Re: Top 50 płyt - WYZWANIE - Schizoid
hehehehehew całej dyskografii projektu z Linkoping
Infessti trochę zamulony, ja najpierw byłem nim zachwycony, a w miarę upływu czasu u mnie tracił. Jak cały "projekt".
Dark Knight dobry film i dobry soundtrack.
A Misfits dobry zespół, Danzig dobry, Graves dobry, ale nie wrzuciłbym ich raczej do topki, ani 50 ani nawet 100. Ale doceniam.
Re: Top 50 płyt - WYZWANIE - Schizoid
35. Kat - 666

Kolejny klasyk, na polskim podwórku wielki i otoczony kultem. Nie ma się co dziwić, Kat był u nas jedyny w swoim rodzaju. 666 pokazało, że nawet tutaj można wzniecić małe piekiełko muzyczne. Na fenomen tej płyty wpłynęło kilka czynników. Pierwszym z nich są kompozycje, które są najzwyczajniej w świecie bardzo dobre. To trochę agresywniejszy heavy metal, niby typowy, ale nawet po latach dalej ma "to coś". To łatwo zauważyć na koncertach, Czas Zemsty czy Wyrocznia dalej robią spore wrażenie na odbiorcach, a upłynęło już ponad 30 lat od premiery 666. Drugim czynnikiem jest cała ta okultystyczna otoczka. Jasne, sprawia bardzo naiwne wrażenie na chyba wszystkich, którzy skończyli gimnazjum, ale pasuje do tego, co dzieje się w sferze muzycznej. To był też ewenement, bo teksty Kostrzewskiego bardzo kontrastują z tym, co w podobnym czasie śpiewał Kupczyk i Piekarczyk. I na koniec kwestia produkcji: tak, brzmienie jest słabe. Czy powinno być inne? W żadnym wypadku. Ten brud i brak profesjonalizmu potęgują klimat siarki, który jest przecież absolutnie ważną cechą płyty. Nowa wersja 666 nie jest zła, niektóre numery prezentują się bardzo dobrze (sam nawet wolę Diabelski Dom III nagrany na jej potrzeby), ale nie ma już tego dusznego, skwierczącego klimatu.
Ulubione numery: Czarne Zastępy, Diabelski Dom III, Noce Szatana
34. Iron Maiden - Virtual XI

Nagrana prawem wilka, więc historia o niej milczy. No fakt, nagrana została tragicznie. Plastikowe brzmienie, którym skrzywdzono ten materiał to jakiś chory żart. Na szczęście utwory bronią się same w sobie. Maideni pokazali tu, że dają sobie radę bez Dickinsona (który w tamtych czasach też nie miał sobie wiele do zarzucenia). Prawie wszystkie kompozycje są świetne i różnią się od siebie, co nie zawsze bywa tak oczywiste. Jest tu mała wpadka, The Angel And The Gambler, ale nie przeszkadza mi aż tak bardzo. Oczywiście wszyscy wiemy, że zespół przesadził tu z powtarzaniem kilku wersów, ale to nie jest tragedia. Pozostałe kawałki stoją na wysokim poziomie i żałuję, że są tak często pomijane przez słuchaczy. Tym bardziej, że to przecież tutaj zaczęło się to, co zespół zaprezentował chwilę potem na Brave New World...No ale wtedy był już Bruce, a jak wiadomo prawdziwi fani nie słuchają Maiden bez Bruce'a
Ulubione numery: The Clansman, The Educated Fool, Lightning Strikes Twice
33. Iced Earth - Burnt Offerings

Ciężka rzecz. Iced Earth ma na koncie wiele świetnych płyt, a ta jest jedną z nich, pewnie nawet najlepszą. Zespół wspiął się tu na zupełne wyżyny. Co utwór, to dawka kruszącego skały metalu. Matt Barlow okazał się idealnym wokalistą dla grupy Schaffera i genialnie wpasował się w charakter materiału. Jego śpiew idealnie komponuje się z sekcją instrumentalną i nie wyobrażam sobie, by któryś z poprzednich dwóch wokalistów IE był w stanie tak zaśpiewać te kawałki. Materiał jest bardzo intensywny i nie ukrywam zwyczajnie trudny w odbiorze, o czym kilku moich znajomych zdążyło się już przekonać. Ale warto "walczyć" z tym krążkiem, nawet jeśli nie siądzie za pierwszym razem. Z każdym kolejnym odsłuchem będzie się odnajdywało coś nowego, co będzie stawało się zachętą do powrotu do tej muzyki. Chyba najbardziej oczywistym argumentem stanie się wielki finał Burnt Offerings, czyli Dante's Inferno. Co tu się dzieje...Oj, głowa mała. Powiem tyle: Schafferowi bardzo spodobała się wizja piekła Dantego i zainspirowała go do stworzenia 16-minutowego dzieła, które do dziś wielu uznaje za opus magnum zespołu. Ale krążek oferuje znacznie więcej. Last December, Brainwashed - to tylko wybrane numery, które uwielbiam. Iced Earth zasługuje na znacznie większą popularność. Płytami takimi, jak ta pokazało, że to ekstraklasa metalu.
Ulubione numery: Last December, Diary, Dante's Inferno

Kolejny klasyk, na polskim podwórku wielki i otoczony kultem. Nie ma się co dziwić, Kat był u nas jedyny w swoim rodzaju. 666 pokazało, że nawet tutaj można wzniecić małe piekiełko muzyczne. Na fenomen tej płyty wpłynęło kilka czynników. Pierwszym z nich są kompozycje, które są najzwyczajniej w świecie bardzo dobre. To trochę agresywniejszy heavy metal, niby typowy, ale nawet po latach dalej ma "to coś". To łatwo zauważyć na koncertach, Czas Zemsty czy Wyrocznia dalej robią spore wrażenie na odbiorcach, a upłynęło już ponad 30 lat od premiery 666. Drugim czynnikiem jest cała ta okultystyczna otoczka. Jasne, sprawia bardzo naiwne wrażenie na chyba wszystkich, którzy skończyli gimnazjum, ale pasuje do tego, co dzieje się w sferze muzycznej. To był też ewenement, bo teksty Kostrzewskiego bardzo kontrastują z tym, co w podobnym czasie śpiewał Kupczyk i Piekarczyk. I na koniec kwestia produkcji: tak, brzmienie jest słabe. Czy powinno być inne? W żadnym wypadku. Ten brud i brak profesjonalizmu potęgują klimat siarki, który jest przecież absolutnie ważną cechą płyty. Nowa wersja 666 nie jest zła, niektóre numery prezentują się bardzo dobrze (sam nawet wolę Diabelski Dom III nagrany na jej potrzeby), ale nie ma już tego dusznego, skwierczącego klimatu.
Ulubione numery: Czarne Zastępy, Diabelski Dom III, Noce Szatana
34. Iron Maiden - Virtual XI

Nagrana prawem wilka, więc historia o niej milczy. No fakt, nagrana została tragicznie. Plastikowe brzmienie, którym skrzywdzono ten materiał to jakiś chory żart. Na szczęście utwory bronią się same w sobie. Maideni pokazali tu, że dają sobie radę bez Dickinsona (który w tamtych czasach też nie miał sobie wiele do zarzucenia). Prawie wszystkie kompozycje są świetne i różnią się od siebie, co nie zawsze bywa tak oczywiste. Jest tu mała wpadka, The Angel And The Gambler, ale nie przeszkadza mi aż tak bardzo. Oczywiście wszyscy wiemy, że zespół przesadził tu z powtarzaniem kilku wersów, ale to nie jest tragedia. Pozostałe kawałki stoją na wysokim poziomie i żałuję, że są tak często pomijane przez słuchaczy. Tym bardziej, że to przecież tutaj zaczęło się to, co zespół zaprezentował chwilę potem na Brave New World...No ale wtedy był już Bruce, a jak wiadomo prawdziwi fani nie słuchają Maiden bez Bruce'a
Ulubione numery: The Clansman, The Educated Fool, Lightning Strikes Twice
33. Iced Earth - Burnt Offerings

Ciężka rzecz. Iced Earth ma na koncie wiele świetnych płyt, a ta jest jedną z nich, pewnie nawet najlepszą. Zespół wspiął się tu na zupełne wyżyny. Co utwór, to dawka kruszącego skały metalu. Matt Barlow okazał się idealnym wokalistą dla grupy Schaffera i genialnie wpasował się w charakter materiału. Jego śpiew idealnie komponuje się z sekcją instrumentalną i nie wyobrażam sobie, by któryś z poprzednich dwóch wokalistów IE był w stanie tak zaśpiewać te kawałki. Materiał jest bardzo intensywny i nie ukrywam zwyczajnie trudny w odbiorze, o czym kilku moich znajomych zdążyło się już przekonać. Ale warto "walczyć" z tym krążkiem, nawet jeśli nie siądzie za pierwszym razem. Z każdym kolejnym odsłuchem będzie się odnajdywało coś nowego, co będzie stawało się zachętą do powrotu do tej muzyki. Chyba najbardziej oczywistym argumentem stanie się wielki finał Burnt Offerings, czyli Dante's Inferno. Co tu się dzieje...Oj, głowa mała. Powiem tyle: Schafferowi bardzo spodobała się wizja piekła Dantego i zainspirowała go do stworzenia 16-minutowego dzieła, które do dziś wielu uznaje za opus magnum zespołu. Ale krążek oferuje znacznie więcej. Last December, Brainwashed - to tylko wybrane numery, które uwielbiam. Iced Earth zasługuje na znacznie większą popularność. Płytami takimi, jak ta pokazało, że to ekstraklasa metalu.
Ulubione numery: Last December, Diary, Dante's Inferno
Ostatnio zmieniony ndz maja 26, 2019 12:04 am przez Schizoid, łącznie zmieniany 1 raz.
As mankind hurled itself forever downwards into the bottomless pit of eternal chaos, the remnants of civilization screamed out for salvation - redemption roared across the burning sky... The Painkiller
- blackcocker
- -#Moderator

- Posty: 12642
- Rejestracja: czw cze 14, 2018 9:04 pm
- Skąd: HerbacianePolaBatumi
Re: Top 50 płyt - WYZWANIE - Schizoid
Ehhh, a ja ostatnio tak pojechałem po tych szósteczkach xD virtual i bo na pełnym propsie! Pozdrock
#blackcocker2023
Najlepszą prozę pisze życie.
Ostatni jest wtedy, kiedy idziesz rzygać.
Nic nas nie zatrzyma.
Jak się ma dupę, to trzeba powiedzieć "dupa".
Twoje jebie, ale że śmierdzi.
07: Opeth, Opeth
08: Judas Priest, Savatage
09: Antimatter(?)
***OFFICIAL PAULINA DAMASKE FANKLUB***
Najlepszą prozę pisze życie.
Ostatni jest wtedy, kiedy idziesz rzygać.
Nic nas nie zatrzyma.
Jak się ma dupę, to trzeba powiedzieć "dupa".
Twoje jebie, ale że śmierdzi.
07: Opeth, Opeth
08: Judas Priest, Savatage
09: Antimatter(?)
***OFFICIAL PAULINA DAMASKE FANKLUB***
Re: Top 50 płyt - WYZWANIE - Schizoid
Za dużo katów
- Bon Dzosef
- -#The Alchemist

- Posty: 12450
- Rejestracja: wt kwie 05, 2016 5:28 pm
Re: Top 50 płyt - WYZWANIE - Schizoid
Pomijając nedzne Prequelle, nie chce mi się wracac do poprzednich i słuchać złodzieja. Rozumiem jakieś bicie żony, podpalenie domu, kosciola, ale nie oszukanie kumpli.
Re: Top 50 płyt - WYZWANIE - Schizoid
Żona by chyba tego nie eeee jak to mówicie - propsowała?
Re: Top 50 płyt - WYZWANIE - Schizoid
-Sąd stwierdza, że oskarżony jest niewinny
-Nie uznajemy tego wyroku, sąd to mason 33 stopnia
xD
Za innym "złodziejem" jeździsz po Europie i chcesz lecieć za ocean.
-Nie uznajemy tego wyroku, sąd to mason 33 stopnia
xD
Za innym "złodziejem" jeździsz po Europie i chcesz lecieć za ocean.
As mankind hurled itself forever downwards into the bottomless pit of eternal chaos, the remnants of civilization screamed out for salvation - redemption roared across the burning sky... The Painkiller
