Po ostatnich 10+ koncertach w Europie, w tym 2 w KRK, mam ugruntowaną opinię na temat bydła nadwiślańskiego - piszę to z przykrością - ale tak jest. Nie chodzi o to, by stać jak kołki, ale w PL jest przegięcie w drugą stronę. I takie czyste chamstwo "bo mi też się należy być z przodu".
Staliśmy w kolejce FTTB od 2-3 PM w upale, potem przed 6 PM złapaliśmy barierkę i - ledwo chwilę potem wpuścili cały tłum - to już zaczęły się akcje. W bardziej cywilizowanych rejonach Europy można było sobie nawet usiąść pod barierką i spokojnie przeżyć do ostatnich minut przed występem Maiden. Każdy szanował ten kawałek placu drugiej osoby, nikt nie pchał się i nie zmuszał innych do napinki. A w Polsce znalazła się grupa pchaczy, więc wszyscy w odruchu obronnym od razu zwarliśmy szeregi - bo nie było wyjścia - i tak staliśmy w napince przez kolejne godziny od 6 PM do 9, co jakiś czas odpierając szturmy wszelkiej maści chamów, najebanych knurów i słodkich idiotek ("nic nie widzę zza ciebie, nie wpuściłbyś mnie tam, żebym mogła się chwycić barierki?) Spierdalaj, było stanąć pod halą 6 godzin wcześniej, to jedyne co mi się ciśnie na wspomnienie. No a podczas koncertu popis bydła maksymalny. Finalnie, mimo 189 cm, ale wątłej postury, dostałem normalnie wpierdol od jakiegoś spasionego wąsatego zomowca, któremu zacząłem przeszkadzać pod barierką (najpierw przeszkadzała mu ręka kumpla, bo zdjęcie mu nie wyszło i zaczął się sadzić, ja mu na to żeby się uspokoił, a ten w furii mi normalnie wpierdolił i wypchnął spod barierki, tak że parę dni potem byłem na prześwietleniu obitych żeber i miesiąc chodziłem siny, a drugi koncert dzień później przetrwałem (też pod barierką, a co!) na mega dawce ibupromu. Przynajmniej ochrona się zachowała OK, bo wciągnęli mnie z powrotem do barierki, a największe BIG THX dla mojej żony (164 cm i chudzina), która grubasowi pieprzonemu wbiła pazury w szyję. W ogóle ona jakoś daje radę na tych koncertach, ale pod samą barierką - inaczej brak powietrza jest zabójczy przy takim wzroście. Jak stoi się i oburącz obejmuje barierkę, przywrze do niej jak pająk do ściany, to jeszcze to co dzieje się z tyłu da się przeżyć, jakoś odizolować, ale jak trzyma się jedną ręką i jest w drugim rzędzie i nie chce zgnieść osoby przed tobą, to te ruchawki za plecami są trudne do zniesienia. No chyba że barierka jest za niska, to wysokiemu też trudno, bo ma tendencję do fajtnięcia na łeb do fosy, gdy napierają z tyłu.
Dlatego już z góry wiem, że w Warszawie na koncert udamy się turystycznie, zrelaksowani, a wcześniej będę raczył się ulubionym lanym Pilsnerem Urquellem w "Czeskiej" i posilał w Barn Burgerze
M.





