Czemu The X Factor w czasie premiery nie doceniono
Moderator: Administracja i Moderacja SanktuariuM
Re: Czemu The X Factor w czasie premiery nie doceniono
Ja bym chciał duplikaty dokumentów rozwodowych Harrisa. Wiadomo, że ta sprawa miała duży wpływ na proces komponowania materiału z The X Factor.
As mankind hurled itself forever downwards into the bottomless pit of eternal chaos, the remnants of civilization screamed out for salvation - redemption roared across the burning sky... The Painkiller
- Bon Dzosef
- -#The Alchemist

- Posty: 12444
- Rejestracja: wt kwie 05, 2016 5:28 pm
Re: Czemu The X Factor w czasie premiery nie doceniono
Ja bym chciał dokumenty małżeńskie z Lauren
-
Zakkahletz
- -#Rainmaker

- Posty: 6536
- Rejestracja: sob sie 28, 2010 7:43 pm
- Skąd: na północ (od W-wy)
Re: Czemu The X Factor w czasie premiery nie doceniono
A ja uważam, że swoimi wpisami spomiędzy tego a poprzedniego mojego w tym temacie walczycie o palmę pierwszeństwa z "I AM THE TABLE!" Hetfielda.
Re: Czemu The X Factor w czasie premiery nie doceniono
Ten rok taki lekko sentymentalny się robi przez różne daty oraz, trochę z nudów, przez własne resentymenty
W każdym razie, w październiku mamy 25 rocznicę wydania tego albumu.
Przez starszego brata kolegi, kojarzyłem już wcześniej okładkę Fear Of The Dark, natomiast całkiem nieźle pamiętam chwilę premeiry tej płyty, również przez okładkę, jak i plakaty wiszące u kolegi w mieszkaniu. Niestety do słuchania IM musiałem jeszcze dojrzeć przez kolejne 6 lat, ale kojarzę jak ów starszy brat ze swoimi kolegami, w 1995 r. zaczęli chodzić w koszulkach z X Factora (zapewne kupionymi na straganach pod PKiN). Nie do końca mogę się wypowiedzieć o tym czy rzeczywiście słuchali albumu tak często jak czegoś innego, bo jeszcze nie zwracałem aż takiej uwagi na metal i jedyne co kojarzyłem, to kilka kawałków Metallicy. Później, po latach, kiedy pożyczałem od niego całą dyskografię IM, zanim nabyłem swoje egzemplarze, to on mówił, że bardzo lubi tę płytę i jest ona w jego ścisłej czołówce, więc w przypadku tego 14-15 letniego wówczas fana, album chyba był dobrze przyjęty i doceniony w czasie premiery
.
Ja, będąc już w tej komfortowej sytuacji, gdzie ukochany przez wszystkich Dickinson wrócił do zespołu i rysowała się przed nami świetlana przyszłość, poznawałem tę płytę już z innym nastawieniem. Zespołu zacząłem słuchać od BNW a kolejną płytą była nie do końca legalna składanka, pozyskana na Stadionie X Lecia, gdzie było kilka utworów śpiewanych prze Di'anno i Bayleya. Oczywiście nie do końca pasowały mi oba wokale, w porównaniu do Bruce'a, więc do X Factora podchodziłem troszkę sceptycznie, ale bez większych uprzedzeń. Jak pisałem, świadomość ponownej obecności Dickinsona w zespole, zdejmowała pewien ciężar z odsłuchu. W ogólnym rozrachunku płyta mi się spodobała i nawet dosyć często do niej wracałem.
Tydzień temu jakoś naszło mnie na ponowne przesłuchanie i w zasadzie od tygodnia katuję prawie całą płytę. Pomijam Sign Of the Cross, które mi się przejadło przez rozmaite wersje live, poza tym jednak jest to trochę nudny kawałek oraz chyba najbardziej sztampowy z całego zestawienia (z dzisiejszej perspektywy). Do tego raczej przełączam Man on the Edge, który to uważam, że jest najsłabszy na krążku. Natomiast od Fortunes of War jestem zakochany we wszystkim. Wydaje mi się, że w wersji zremasterowanej z 2015, bardziej podbite są ścieżki basu i perkusji, które zawsze uważałem za wyróżniające się na tym albumie. Moim zdaniem Nicko zagrał tutaj najlepiej w swojej karierze. Dodatkowo uważam też, że duet Murray i Gers też wypadają najlepiej ze wszystkich wspólnych wydawnictw lat 90. Co do basu można mieć zarzuty, że słychać typowe, harrisowe patatajki, ale ja uważam,że te patatajki jednak nie są takie do końca typowe i również skłaniam się do przekonania, że Harris miał tutaj dosyć oryginalne podejście, jak na siebie, którego chyba już nigdy nie powtórzył.
Jeżeli chodzi o 3 kawałki, które ostatecznie nie znalazły się na oficjalnym wydawnictwie, to uważam, że zespół podjął bardzo dobrą decyzję, ponieważ wszystkie raczej są powieleniem typowych historycznie zagrań, nie wnoszą nic oryginalnego oraz są po prostu średnie, więc byłyby wypełniaczami pokroju dowolnego wypełniacza z każdego, kolejnego albumu.
Kwestia Blaze'a. Wydaje mi się, że oprócz Man on the Edge, to nie można mu nic zarzucić w pozostałych kawałkach. Jeżeli chodzi o koncerty, to imho zespół popełnił błąd, który obecnie powiela z Brucem. Koncertowali ponad możliwości regeneracji instrumentu wokalisty, stąd po pierwsze Blaze brzmi gorzej nawet w "swoich" kawałkach, a po drugie, co jest sutkiem pierwszego i nie powinno dziwić, miał ogólne problemy pod koniec trasy. Doskonałym dowodem na to, że Bayley potrafi śpiewać, są jego późniejsze trasy. Na takim Alive in Poland brzmi bardzo dobrze, ale obstawiam, że jak już koncertował we własnym zakresie, to po pierwsze śpiewał utwory z własnych możliwośći wokalnych oraz odbywał koncerty, w dostosowanej do jego formy, częstotliwośći.
W YT pod nagraniami live z X Factour, pojawiają się dyskusje na temat czy Blaze miał jaja i wykazał się dużą odwagą dołączając do Maiden, czy jednak był totalnie głupi, wierząc, że to mu się uda. Ja uważam, że miał jaja i na jego miejscu też bym wykonał ten skok na głęboką wodę. Jeżeli ktoś tu miał być głupi, to raczej Steve i Rod, licząc na to, że Blaze podoła katorżniczej trasie, nie tylko ze względu na ew. brak formy wokalnej ale również na braki we własnym rejestrze, które dodatkowo go wykańczały przy śpiewaniu utworów z ery Bruce'a. Nie wiem na ile zajęcia z emisji głosu by tu pomogły, nie wiem czy w ogóle załatwili Bayleyowi takie lekcje/treningi, czy on sam wpadł na to, że może warto byłoby skorzystać z usług jakiegoś vocal coacha, ale choćby nie wiem, jak miał trenować, to ograniczeń własnego organizmu nie mógł przeskoczyć. No ale jak już wspominałem, ekipa IM lubi powtarzać własne błędy. Osobiście trochę się cieszę z obecnej sytuacji i tego, że jest roczna przerwa w koncertowaniu, bo głęboko wierzę właśnie w to, że Bruce regularnie ćwiczy swój głos i mam jakąś nadzieję, że jak wrócą z koncertowaniem, to "dziadek" miło nas zaskoczy swoimi możliwościami.A wracając do Blaze'a, to czuję do niego ogromną sympatię. Wydaje się on być naprawdę spoko gościem, przyjaźnie nastawionym do świata. Do tego myślę, że nie wielu by podźwignęło ciężar, jaki na nim ciążył od samego początku tej historii i jaki prawdopodobnie ciążył jeszcze długo po odejściu z zespołu.
Przez starszego brata kolegi, kojarzyłem już wcześniej okładkę Fear Of The Dark, natomiast całkiem nieźle pamiętam chwilę premeiry tej płyty, również przez okładkę, jak i plakaty wiszące u kolegi w mieszkaniu. Niestety do słuchania IM musiałem jeszcze dojrzeć przez kolejne 6 lat, ale kojarzę jak ów starszy brat ze swoimi kolegami, w 1995 r. zaczęli chodzić w koszulkach z X Factora (zapewne kupionymi na straganach pod PKiN). Nie do końca mogę się wypowiedzieć o tym czy rzeczywiście słuchali albumu tak często jak czegoś innego, bo jeszcze nie zwracałem aż takiej uwagi na metal i jedyne co kojarzyłem, to kilka kawałków Metallicy. Później, po latach, kiedy pożyczałem od niego całą dyskografię IM, zanim nabyłem swoje egzemplarze, to on mówił, że bardzo lubi tę płytę i jest ona w jego ścisłej czołówce, więc w przypadku tego 14-15 letniego wówczas fana, album chyba był dobrze przyjęty i doceniony w czasie premiery
Ja, będąc już w tej komfortowej sytuacji, gdzie ukochany przez wszystkich Dickinson wrócił do zespołu i rysowała się przed nami świetlana przyszłość, poznawałem tę płytę już z innym nastawieniem. Zespołu zacząłem słuchać od BNW a kolejną płytą była nie do końca legalna składanka, pozyskana na Stadionie X Lecia, gdzie było kilka utworów śpiewanych prze Di'anno i Bayleya. Oczywiście nie do końca pasowały mi oba wokale, w porównaniu do Bruce'a, więc do X Factora podchodziłem troszkę sceptycznie, ale bez większych uprzedzeń. Jak pisałem, świadomość ponownej obecności Dickinsona w zespole, zdejmowała pewien ciężar z odsłuchu. W ogólnym rozrachunku płyta mi się spodobała i nawet dosyć często do niej wracałem.
Tydzień temu jakoś naszło mnie na ponowne przesłuchanie i w zasadzie od tygodnia katuję prawie całą płytę. Pomijam Sign Of the Cross, które mi się przejadło przez rozmaite wersje live, poza tym jednak jest to trochę nudny kawałek oraz chyba najbardziej sztampowy z całego zestawienia (z dzisiejszej perspektywy). Do tego raczej przełączam Man on the Edge, który to uważam, że jest najsłabszy na krążku. Natomiast od Fortunes of War jestem zakochany we wszystkim. Wydaje mi się, że w wersji zremasterowanej z 2015, bardziej podbite są ścieżki basu i perkusji, które zawsze uważałem za wyróżniające się na tym albumie. Moim zdaniem Nicko zagrał tutaj najlepiej w swojej karierze. Dodatkowo uważam też, że duet Murray i Gers też wypadają najlepiej ze wszystkich wspólnych wydawnictw lat 90. Co do basu można mieć zarzuty, że słychać typowe, harrisowe patatajki, ale ja uważam,że te patatajki jednak nie są takie do końca typowe i również skłaniam się do przekonania, że Harris miał tutaj dosyć oryginalne podejście, jak na siebie, którego chyba już nigdy nie powtórzył.
Jeżeli chodzi o 3 kawałki, które ostatecznie nie znalazły się na oficjalnym wydawnictwie, to uważam, że zespół podjął bardzo dobrą decyzję, ponieważ wszystkie raczej są powieleniem typowych historycznie zagrań, nie wnoszą nic oryginalnego oraz są po prostu średnie, więc byłyby wypełniaczami pokroju dowolnego wypełniacza z każdego, kolejnego albumu.
Kwestia Blaze'a. Wydaje mi się, że oprócz Man on the Edge, to nie można mu nic zarzucić w pozostałych kawałkach. Jeżeli chodzi o koncerty, to imho zespół popełnił błąd, który obecnie powiela z Brucem. Koncertowali ponad możliwości regeneracji instrumentu wokalisty, stąd po pierwsze Blaze brzmi gorzej nawet w "swoich" kawałkach, a po drugie, co jest sutkiem pierwszego i nie powinno dziwić, miał ogólne problemy pod koniec trasy. Doskonałym dowodem na to, że Bayley potrafi śpiewać, są jego późniejsze trasy. Na takim Alive in Poland brzmi bardzo dobrze, ale obstawiam, że jak już koncertował we własnym zakresie, to po pierwsze śpiewał utwory z własnych możliwośći wokalnych oraz odbywał koncerty, w dostosowanej do jego formy, częstotliwośći.
W YT pod nagraniami live z X Factour, pojawiają się dyskusje na temat czy Blaze miał jaja i wykazał się dużą odwagą dołączając do Maiden, czy jednak był totalnie głupi, wierząc, że to mu się uda. Ja uważam, że miał jaja i na jego miejscu też bym wykonał ten skok na głęboką wodę. Jeżeli ktoś tu miał być głupi, to raczej Steve i Rod, licząc na to, że Blaze podoła katorżniczej trasie, nie tylko ze względu na ew. brak formy wokalnej ale również na braki we własnym rejestrze, które dodatkowo go wykańczały przy śpiewaniu utworów z ery Bruce'a. Nie wiem na ile zajęcia z emisji głosu by tu pomogły, nie wiem czy w ogóle załatwili Bayleyowi takie lekcje/treningi, czy on sam wpadł na to, że może warto byłoby skorzystać z usług jakiegoś vocal coacha, ale choćby nie wiem, jak miał trenować, to ograniczeń własnego organizmu nie mógł przeskoczyć. No ale jak już wspominałem, ekipa IM lubi powtarzać własne błędy. Osobiście trochę się cieszę z obecnej sytuacji i tego, że jest roczna przerwa w koncertowaniu, bo głęboko wierzę właśnie w to, że Bruce regularnie ćwiczy swój głos i mam jakąś nadzieję, że jak wrócą z koncertowaniem, to "dziadek" miło nas zaskoczy swoimi możliwościami.A wracając do Blaze'a, to czuję do niego ogromną sympatię. Wydaje się on być naprawdę spoko gościem, przyjaźnie nastawionym do świata. Do tego myślę, że nie wielu by podźwignęło ciężar, jaki na nim ciążył od samego początku tej historii i jaki prawdopodobnie ciążył jeszcze długo po odejściu z zespołu.
-
Zakkahletz
- -#Rainmaker

- Posty: 6536
- Rejestracja: sob sie 28, 2010 7:43 pm
- Skąd: na północ (od W-wy)
Re: Czemu The X Factor w czasie premiery nie doceniono
Też jestem takiego zdania. I o Bronku, i o Błażeju.Siwy pisze: ↑pt maja 29, 2020 5:57 pmOsobiście trochę się cieszę z obecnej sytuacji i tego, że jest roczna przerwa w koncertowaniu, bo głęboko wierzę właśnie w to, że Bruce regularnie ćwiczy swój głos i mam jakąś nadzieję, że jak wrócą z koncertowaniem, to "dziadek" miło nas zaskoczy swoimi możliwościami.A wracając do Blaze'a, to czuję do niego ogromną sympatię. Wydaje się on być naprawdę spoko gościem, przyjaźnie nastawionym do świata. Do tego myślę, że nie wielu by podźwignęło ciężar, jaki na nim ciążył od samego początku tej historii i jaki prawdopodobnie ciążył jeszcze długo po odejściu z zespołu.
Re: Czemu The X Factor w czasie premiery nie doceniono
Siwy, przypomniałeś mi właśnie, że miałem koszulkę X-Factor kupioną właśnie na bazarze pod Pałcem Kultury :-)
Re: Czemu The X Factor w czasie premiery nie doceniono
Ja miałem FotD (to tak w nawiązaniu do Twojego awatara) kupioną chyba w Dziupli.
02: Turbo (Kutno, Warszawa, Kraków) Wishbone Ash (Warszawa) Monstrum (Rzeszów) Soen (Kopenhaga)
03: Villagers of Ioannina City, Lady Pank, Zalewski, Icon, Turbo (Łódź)
05: Paul Quinn, Defenders of Steel, Hellhaim, Linkin Park (Sztokholm), Omen (Kraków?)
06: Omen (Warszawa), Mystic Festiwal, Metallica (Budapeszt), Iron Maiden (Hradec Kralove), MnC (SK, Łódź)
07: MnC (Pionki), Skunk Anansie, Judas Priest
08: Castle Rat, Soen
Re: Czemu The X Factor w czasie premiery nie doceniono
z tego, co pamiętam, to jednak w Dziupli mieli lepszy jakościowo materiał. Pamiętam, że koszulka FOTD spod Pałacu szybko się sprała, a bluza The Clairvoyant miała nadruk wykonany ze strasznie śmierdzącej farby. Pamiętam jak kiedyś miałem wewnętrzne opory, żeby dać ją do założenia dziewczynie, która mi się podobała, bo bałem się, że zapach tej farby ją zniechęci
Re: Czemu The X Factor w czasie premiery nie doceniono
Moja służyła mi sporo czasu, a potem moja mama używała jej jako ubranie robocze 
02: Turbo (Kutno, Warszawa, Kraków) Wishbone Ash (Warszawa) Monstrum (Rzeszów) Soen (Kopenhaga)
03: Villagers of Ioannina City, Lady Pank, Zalewski, Icon, Turbo (Łódź)
05: Paul Quinn, Defenders of Steel, Hellhaim, Linkin Park (Sztokholm), Omen (Kraków?)
06: Omen (Warszawa), Mystic Festiwal, Metallica (Budapeszt), Iron Maiden (Hradec Kralove), MnC (SK, Łódź)
07: MnC (Pionki), Skunk Anansie, Judas Priest
08: Castle Rat, Soen
- Metalophil
- -#Moonchild

- Posty: 1944
- Rejestracja: pn cze 30, 2003 10:21 am
- Skąd: Lublin
Re: Czemu The X Factor w czasie premiery nie doceniono
Nie wiem czy ktoś to już tu zauważył, ale dzięki twórczości niejakiego Rafaela Mendesa można sobie posłuchać jak brzmiałby materiał z TXF gdyby na wokalu był Bruce.
Re: Czemu The X Factor w czasie premiery nie doceniono
Znalazłem tylko Edge of Darkness. I, na szczęście, na TXF mieliśmy możliwość wysłuchać Blaze'a 
M.
M.
- Metalophil
- -#Moonchild

- Posty: 1944
- Rejestracja: pn cze 30, 2003 10:21 am
- Skąd: Lublin
Re: Czemu The X Factor w czasie premiery nie doceniono
No tak, tyle jest. Uznałem to za próbkę reprezentatywną dla całości. I zgadzam się z wyrażoną opinią
Chociaż w komentarzach ludziska domagają się całości albumu w takiej formie, a także wirtualnej jedenastki
Natomiast na YT jest też "Virus" i to wypada nawet nieźle.
Re: Czemu The X Factor w czasie premiery nie doceniono
Prawda jest taka, ze z Dickinsonem na wokalu w 95 dostalibysmy Fear of the dark 2, a przynajmniej jego kontynuacje.
Blaze nadal temu albumowi charakteru, Edge w jego wykonaniu to top 5 utworow Maiden w latach 90.
Blaze nadal temu albumowi charakteru, Edge w jego wykonaniu to top 5 utworow Maiden w latach 90.
Re: Czemu The X Factor w czasie premiery nie doceniono
Nigdy się nie dowiemy jak brzmiałby Maiden'95 z Brucem. Bruce już od czasów Somewhere in Time dążył do tego, aby zespół odświeżył swój styl i brzmienie. Od No Prayer to już robił to bardzo otwarcie, a niechęć Steve'a do takiej zmiany spowodowało, że Bruce odszedł z zespołu. Myślę, że Bruce postawił ultimatum: albo zmieniamy coś w naszej muzie dość diametralnie, albo pakuję manatki. Tak więc gdyby jednak Bronek został, to moglibyśmy otrzymać materiał znacznie inny niż FotD.
Re: Czemu The X Factor w czasie premiery nie doceniono
Generalnie dobrze się stało, że Bruce odszedł i stworzył solo to co stworzył, a Maiden zyskało na tym świetny X Factor.
Re: Czemu The X Factor w czasie premiery nie doceniono
Dokładnie. Mam takie samo zdanie
www.MetalSide.pl
Re: Czemu The X Factor w czasie premiery nie doceniono
Ja powtórzę, że jeszcze lepiej by się stało, gdyby Bruce wcale nie wrócił.
Re: Czemu The X Factor w czasie premiery nie doceniono
Uważasz tak, bo nie lubisz twórczości po reunion? Gdyby Bruce nie wrócił Steve prawdopodobnie zakończyłby działalność po Virtualu. To serio lepsze od tego, że możemy teraz cieszyć się koncertami?
Re: Czemu The X Factor w czasie premiery nie doceniono
Tak. Uważam, że stracilibyśmy tylko świetny BNW i parę kawałków z DoD. Trzy ostatnie płyty mogą dla mnie nie istnieć.
Steve mówił, że gdyby Bruce nie wrócił, szukaliby nowego wokalisty.
Uważam, że straciliśmy kilka kapitalnych płyt, które nagrałby Bruce z Adrianem i Royem Z, patrząc na to, co zrobili razem. Straciliśmy płyty Maiden z nowym wokalistą, może byłyby ciekawe? Na pewno nie byłoby takiego sukcesu jak po reunion, więc musieliby ciągle się przykładać i dawać z siebie wszystko, w przeciwieństwie do tego, co robią teraz.
Plus płyty Blazea bez zmian.
Koncerty są i przeminą, a muzyka zostanie na zawsze.
Sumując: stracilibyśmy jedną super płytę, a zyskalibyśmy kilka.
Re: Czemu The X Factor w czasie premiery nie doceniono
Nigdy nie masz pewności, że kolejne płyty Bruce'a solo trzymałyby wysoki poziom. Równie dobrze mógłby zacząć nagrywać gnioty i co wtedy?
