Moja ulubiona to Look at Yourself, ale bardzo lubię też Demons and Wizards, Magician's Birthsday czy Salisbury. Potem raczej wybiórczo, raczej pojedyncze utwory niż całe płyty aż do ostatniej, która naprawdę mi podeszła.
TOP 50 płyt - wyzwanie Schizoid (edycja 2020)
Moderator: Administracja i Moderacja SanktuariuM
Re: TOP 50 płyt - wyzwanie Schizoid (edycja 2020)
02: Turbo (Kutno, Warszawa, Kraków) Wishbone Ash (Warszawa) Monstrum (Rzeszów) Soen (Kopenhaga)
03: Villagers of Ioannina City, Lady Pank, Zalewski, Icon, Turbo (Łódź)
05: Paul Quinn, Defenders of Steel, Hellhaim, Linkin Park (Sztokholm), Omen (Kraków?)
06: Omen (Warszawa), Mystic Festiwal, Metallica (Budapeszt), Iron Maiden (Hradec Kralove), MnC (SK, Łódź)
07: MnC (Pionki), Skunk Anansie, Judas Priest
08: Castle Rat, Soen
Re: TOP 50 płyt - wyzwanie Schizoid (edycja 2020)
Bardzo dobra płyta, inna niż te z Gillanem, ale to wciąż Purple. Jedna z moich ulubionych.
O procesie twórczym po dołączeniu Coverdale'a i Hughesa można poczytać w biografii tego pierwszego (Wino, Kobiety, Śpiew), którą polecam. Nieźle się ją czyta.
02: Turbo (Kutno, Warszawa, Kraków) Wishbone Ash (Warszawa) Monstrum (Rzeszów) Soen (Kopenhaga)
03: Villagers of Ioannina City, Lady Pank, Zalewski, Icon, Turbo (Łódź)
05: Paul Quinn, Defenders of Steel, Hellhaim, Linkin Park (Sztokholm), Omen (Kraków?)
06: Omen (Warszawa), Mystic Festiwal, Metallica (Budapeszt), Iron Maiden (Hradec Kralove), MnC (SK, Łódź)
07: MnC (Pionki), Skunk Anansie, Judas Priest
08: Castle Rat, Soen
Re: TOP 50 płyt - wyzwanie Schizoid (edycja 2020)
Moja ulubiona to Look at Yourself, ale bardzo lubię też Demons and Wizards, Magician's Birthsday czy Salisbury. Potem raczej wybiórczo, raczej pojedyncze utwory niż całe płyty aż do ostatniej, która naprawdę mi podeszła.pz pisze:
[/quote]
Mam podobnie, ten zespół się niestety pogubił. Z późniejszych krążków podoba mi się jeszcze Sonic Origami i Wake The Sleeper, reszty nie pamiętam zbyt dobrze.
As mankind hurled itself forever downwards into the bottomless pit of eternal chaos, the remnants of civilization screamed out for salvation - redemption roared across the burning sky... The Painkiller
Re: TOP 50 płyt - wyzwanie Schizoid (edycja 2020)
Mam podobnie, ten zespół się niestety pogubił. Z późniejszych krążków podoba mi się jeszcze Sonic Origami i Wake The Sleeper, reszty nie pamiętam zbyt dobrze.
[/quote]
Zresztą ostatnia trasa świetnie to pokazuje. Grali utwory z 5 pierwszych płyt (wymienione przez nas + Very 'eavy... Very 'umble) + ostatnia (promowana) + jeden utworów z całej pozostałej historii (Too Scared to Run z Abominog). Hmmm, jakby się zastanowić to prawie jak Maiden
02: Turbo (Kutno, Warszawa, Kraków) Wishbone Ash (Warszawa) Monstrum (Rzeszów) Soen (Kopenhaga)
03: Villagers of Ioannina City, Lady Pank, Zalewski, Icon, Turbo (Łódź)
05: Paul Quinn, Defenders of Steel, Hellhaim, Linkin Park (Sztokholm), Omen (Kraków?)
06: Omen (Warszawa), Mystic Festiwal, Metallica (Budapeszt), Iron Maiden (Hradec Kralove), MnC (SK, Łódź)
07: MnC (Pionki), Skunk Anansie, Judas Priest
08: Castle Rat, Soen
Re: TOP 50 płyt - wyzwanie Schizoid (edycja 2020)
Było jeszcze Return To Fantasy z albumu o tym samym tytule, zresztą jeden z lepszych punktów setlisty 
As mankind hurled itself forever downwards into the bottomless pit of eternal chaos, the remnants of civilization screamed out for salvation - redemption roared across the burning sky... The Painkiller
Re: TOP 50 płyt - wyzwanie Schizoid (edycja 2020)
Racja, zapomniałem, że ostatnie dwa koncerty widziałem ze skróconym setem (tam już go nie było).
02: Turbo (Kutno, Warszawa, Kraków) Wishbone Ash (Warszawa) Monstrum (Rzeszów) Soen (Kopenhaga)
03: Villagers of Ioannina City, Lady Pank, Zalewski, Icon, Turbo (Łódź)
05: Paul Quinn, Defenders of Steel, Hellhaim, Linkin Park (Sztokholm), Omen (Kraków?)
06: Omen (Warszawa), Mystic Festiwal, Metallica (Budapeszt), Iron Maiden (Hradec Kralove), MnC (SK, Łódź)
07: MnC (Pionki), Skunk Anansie, Judas Priest
08: Castle Rat, Soen
Re: TOP 50 płyt - wyzwanie Schizoid (edycja 2020)
41. Miles Davis - Kind Of Blue (wzorst o 3 miejsca w górę)

Instrukcja obsługi jazzu i miejsce, w którym dobrze zaczynać swą wędrówkę przez tę krainę. Kind Of Blue to absolutna podstawa tej muzyki. Płyta powszechnie uważana za wielką i wybitną. Czy taka jest? Moim zdaniem nie. Jazz to niesamowicie zróżnicowany gatunek, a sam Davis ma na koncie kilka znacznie lepszych wydawnictw. Dlaczego więc umieściłem ten album na liście? Przyczyna jest bardzo prosta: to on mnie wprowadził w jazz. Trudno o lepszą wizytówkę tej muzyki, więc zostałem na dłużej i zacząłem grzebać głębiej i głębiej w dziełach nie tylko Milesa, ale również Sandersa, Komedy, Coltrane'a...Zresztą ludziom, którzy chcą się zabrać za jazz, zawsze powtarzam to samo: "Najpierw dziesięć razy przesłuchaj Kind Of Blue, a potem się zobaczy, co dalej". Na razie reklamacji jeszcze nie było.
Ulubione numery: Freddie Freeloader, So What
40. Nine Inch Nails - The Downward Spiral

Lata 90-te nie były łaskawe dla klasycznego grania, ale przyniosły wiele nowości, spośród których część naprawdę zasługiwała na uwagę. Za jedną z takich nowości mogę uznać Nine Inch Nails, czyli projekt Trenta Reznora, który co prawda zadebiutował pod koniec lat 80-tych, jednakże jego brzmienie i kompozycje ewidentnie pasowały do młodszej ery muzyki. The Downward Spiral to album ciężki i na wskroś przytłaczający.
Ten industrialny rock NIN to dźwiękowa depresja. Tak, jak Daughters "grają" psychopatię, tak tutaj mamy czysty ból wyrażony muzyką. Jest to concept album opowiadający o człowieku, którego życie się rozpada, a ostatecznie jest już zmarnowane. I to zdecydowanie czuć, ale nie tylko dzięki tekstom, Renzor rewelacyjnie ubrał to wszystko w dźwięki. Hurt w świetnej wersji Johnny'ego Casha zawsze brzmi dobrze, ale jako zakończenie The Downward Spiral robi zupełnie inne, porażające wrażenie. Nie jest to łatwa płyta, ale bez wątpienia genialna.
Ulubione numery: Closer, Piggy, Hurt
39. Ulver - The Assassination Of Julius Caesar

Ulver od lat skacze z kwiatka na kwiatek. A to pogra black metal, tutaj coś pokombinuje z folkiem...W 2017 padło na synthpop. I ten wybór okazał się strzałem w dziesiątkę, bo The Assassination Of Julius Caesar z miejsca stał się jedną z najważniejszych płyt Norwegów. Ulver cofnął się do lat 80-tych, jednocześnie nie zapominając, że są twórcami współczesnymi. Dzięki temu powstał krążek wpadający w ucho, ale nie banalny. Są tu melodie, ale także i mrok, który przecież na dobrą sprawę chyba nigdy nie opuścił muzyki tego zespołu. Co chwilę łapiemy się na tym, że nasze ciało mimowolnie reaguje na kolejny beat dobiegający z głośników lub słuchawek, że pod nosem nucimy przebojowe refreny, jak ten z długaśnego Rolling Stone. Minęły trzy lata, a Cezara wciąż otacza blask chwały. I to się nie zmieni, bo ten krążek tylko potwierdził, że Ulver to kapela działająca ponad wszelkimi granicami artystycznymi.
Ulubione numery: Nemoralia, Rolling Stone, 1969

Instrukcja obsługi jazzu i miejsce, w którym dobrze zaczynać swą wędrówkę przez tę krainę. Kind Of Blue to absolutna podstawa tej muzyki. Płyta powszechnie uważana za wielką i wybitną. Czy taka jest? Moim zdaniem nie. Jazz to niesamowicie zróżnicowany gatunek, a sam Davis ma na koncie kilka znacznie lepszych wydawnictw. Dlaczego więc umieściłem ten album na liście? Przyczyna jest bardzo prosta: to on mnie wprowadził w jazz. Trudno o lepszą wizytówkę tej muzyki, więc zostałem na dłużej i zacząłem grzebać głębiej i głębiej w dziełach nie tylko Milesa, ale również Sandersa, Komedy, Coltrane'a...Zresztą ludziom, którzy chcą się zabrać za jazz, zawsze powtarzam to samo: "Najpierw dziesięć razy przesłuchaj Kind Of Blue, a potem się zobaczy, co dalej". Na razie reklamacji jeszcze nie było.
Ulubione numery: Freddie Freeloader, So What
40. Nine Inch Nails - The Downward Spiral

Lata 90-te nie były łaskawe dla klasycznego grania, ale przyniosły wiele nowości, spośród których część naprawdę zasługiwała na uwagę. Za jedną z takich nowości mogę uznać Nine Inch Nails, czyli projekt Trenta Reznora, który co prawda zadebiutował pod koniec lat 80-tych, jednakże jego brzmienie i kompozycje ewidentnie pasowały do młodszej ery muzyki. The Downward Spiral to album ciężki i na wskroś przytłaczający.
Ten industrialny rock NIN to dźwiękowa depresja. Tak, jak Daughters "grają" psychopatię, tak tutaj mamy czysty ból wyrażony muzyką. Jest to concept album opowiadający o człowieku, którego życie się rozpada, a ostatecznie jest już zmarnowane. I to zdecydowanie czuć, ale nie tylko dzięki tekstom, Renzor rewelacyjnie ubrał to wszystko w dźwięki. Hurt w świetnej wersji Johnny'ego Casha zawsze brzmi dobrze, ale jako zakończenie The Downward Spiral robi zupełnie inne, porażające wrażenie. Nie jest to łatwa płyta, ale bez wątpienia genialna.
Ulubione numery: Closer, Piggy, Hurt
39. Ulver - The Assassination Of Julius Caesar

Ulver od lat skacze z kwiatka na kwiatek. A to pogra black metal, tutaj coś pokombinuje z folkiem...W 2017 padło na synthpop. I ten wybór okazał się strzałem w dziesiątkę, bo The Assassination Of Julius Caesar z miejsca stał się jedną z najważniejszych płyt Norwegów. Ulver cofnął się do lat 80-tych, jednocześnie nie zapominając, że są twórcami współczesnymi. Dzięki temu powstał krążek wpadający w ucho, ale nie banalny. Są tu melodie, ale także i mrok, który przecież na dobrą sprawę chyba nigdy nie opuścił muzyki tego zespołu. Co chwilę łapiemy się na tym, że nasze ciało mimowolnie reaguje na kolejny beat dobiegający z głośników lub słuchawek, że pod nosem nucimy przebojowe refreny, jak ten z długaśnego Rolling Stone. Minęły trzy lata, a Cezara wciąż otacza blask chwały. I to się nie zmieni, bo ten krążek tylko potwierdził, że Ulver to kapela działająca ponad wszelkimi granicami artystycznymi.
Ulubione numery: Nemoralia, Rolling Stone, 1969
As mankind hurled itself forever downwards into the bottomless pit of eternal chaos, the remnants of civilization screamed out for salvation - redemption roared across the burning sky... The Painkiller
Re: TOP 50 płyt - wyzwanie Schizoid (edycja 2020)
Miles Davis to absolutny kamień milowy i klasyk.
Ulver - nie mogłem się do tej płyty przekonać, może dam jej szansę po latach...
Ulver - nie mogłem się do tej płyty przekonać, może dam jej szansę po latach...
Re: TOP 50 płyt - wyzwanie Schizoid (edycja 2020)
Przez pewien czas był to mój ulubiony Ulver. Potem ukazało się Flowers Of Evil 
As mankind hurled itself forever downwards into the bottomless pit of eternal chaos, the remnants of civilization screamed out for salvation - redemption roared across the burning sky... The Painkiller
Re: TOP 50 płyt - wyzwanie Schizoid (edycja 2020)
Coś się kolega opierdziela 
Re: TOP 50 płyt - wyzwanie Schizoid (edycja 2020)
Właśnie siadałem do pisania posta
38. The Comet Is Coming - Trust In The Lifeforce Of The Deep Mystery

Chyba najmłodszy płyt, którego umieściłem w zestawieniu. Pomimo stosunkowo krótkiej, trwającej nieco ponad rok znajomości, album ten darzę ogromną sympatią i myślę, że było to najlepsze wydawnictwo 2019. Z jednej strony jest to mniej konwencjonalny jazz, czerpiący z klasyków pokroju Sun Ra, ale z drugiej wszystko to brzmi cholernie aktualnie i świeżo. Krążek urzekł mnie zwłaszcza partiami dętymi, które są tu absolutnie wspaniałe i zapadające w pamięć. Sądzę, że płyta mogłaby się spodobać nawet laikowi, toteż gorąco zachęcam do odsłuchu.
Ulubione numery: Birth Of The Creation, Blood Of The Past, Super Zodiac
37. Blue Oyster Cult - Fire Of Unknown Origin

Blue Oyster Cult to jeden z nielicznych zespołów lat 70-tych, które dobrze odnalazły się w kolejnej dekadzie. Olbrzymia część ich kolegów po fachu zdecydowała się na uproszczenie kompozycji i przygładzenie brzmienia, co często odbijało się na jakości muzyki (David Bowie, Judas Priest, Queen...), natomiast weterani ambitnego hard rocka doskonale odnaleźli się w nowym świecie artystycznym. Dobrym arguemntem potwierdzającym tę tezę jest właśnie Fire Of Unknown Origin z 1981 roku, gdzie znajdziemy cały zbiór kapitalnych kompozycji. To z tej płyty pochodzi jeden z największych przebojów BOC, Burnin' For You, ale to zaledwie wierzchołek góry lodowej. Veteran Of The Psychic Wars to generalnie chyba mój ulubiony kawałek tego zespołu, ale i Joan Crawford, czy też Sole Survivor są absolutnymi bengierami. W zasadzie jedynie Heavy Metal i Don't Turn Your Back są nieco gorszymi kompozycjami, ale nie psują całości.
Ulubione numery: Veteran Of The Psychic Wars, Joan Crawford, Burnin' For You
36. Kendrick Lamar - To Pimp A Butterfly

Mój faworyt z rapu. Kendrick Lamar nagrał album będący muzyczną podróżą przez historię Afroamerykanów i tym samym płytę, która choć nie należy do najłatwiejszych (osobiście nie miałem z nią problemu, ale są osoby, dla których to cięższy materiał), robi ogromne wrażenie. Przede wszystkim jest tu masa nawiazań do gatunków tworzonych i rozwijanych przez czarnych. Znajdzie się coś z jazzu, coś z funku...Jednocześnie nie odczuwam, by były to nawiązania wciśnięte na siłę, te numery świetnie wtapiają się w monolit, którym jest To Pimp A Butterfly. Uwielbiam też te czysto hiciarskie numery, jak King Kunta i zwłaszcza These Walls - do dziś pamiętam swój pierwszy odsłuch tego drugiego. Poza nudnymi z muzycznego punktu widzenia (choć pewnie nie dla konceptu stojącego za płytą) fragmentami opartymi na monologach, wszystko mi tu idealnie siedzi. Najlepszy Kendrick Lamar? Bez wątpienia. Jedna z najlepszych płyt ostatnich lat? Jak najbardziej.
Ulubione numery: These Walls, King Kunta, The Blacker The Berry
38. The Comet Is Coming - Trust In The Lifeforce Of The Deep Mystery
Chyba najmłodszy płyt, którego umieściłem w zestawieniu. Pomimo stosunkowo krótkiej, trwającej nieco ponad rok znajomości, album ten darzę ogromną sympatią i myślę, że było to najlepsze wydawnictwo 2019. Z jednej strony jest to mniej konwencjonalny jazz, czerpiący z klasyków pokroju Sun Ra, ale z drugiej wszystko to brzmi cholernie aktualnie i świeżo. Krążek urzekł mnie zwłaszcza partiami dętymi, które są tu absolutnie wspaniałe i zapadające w pamięć. Sądzę, że płyta mogłaby się spodobać nawet laikowi, toteż gorąco zachęcam do odsłuchu.
Ulubione numery: Birth Of The Creation, Blood Of The Past, Super Zodiac
37. Blue Oyster Cult - Fire Of Unknown Origin
Blue Oyster Cult to jeden z nielicznych zespołów lat 70-tych, które dobrze odnalazły się w kolejnej dekadzie. Olbrzymia część ich kolegów po fachu zdecydowała się na uproszczenie kompozycji i przygładzenie brzmienia, co często odbijało się na jakości muzyki (David Bowie, Judas Priest, Queen...), natomiast weterani ambitnego hard rocka doskonale odnaleźli się w nowym świecie artystycznym. Dobrym arguemntem potwierdzającym tę tezę jest właśnie Fire Of Unknown Origin z 1981 roku, gdzie znajdziemy cały zbiór kapitalnych kompozycji. To z tej płyty pochodzi jeden z największych przebojów BOC, Burnin' For You, ale to zaledwie wierzchołek góry lodowej. Veteran Of The Psychic Wars to generalnie chyba mój ulubiony kawałek tego zespołu, ale i Joan Crawford, czy też Sole Survivor są absolutnymi bengierami. W zasadzie jedynie Heavy Metal i Don't Turn Your Back są nieco gorszymi kompozycjami, ale nie psują całości.
Ulubione numery: Veteran Of The Psychic Wars, Joan Crawford, Burnin' For You
36. Kendrick Lamar - To Pimp A Butterfly

Mój faworyt z rapu. Kendrick Lamar nagrał album będący muzyczną podróżą przez historię Afroamerykanów i tym samym płytę, która choć nie należy do najłatwiejszych (osobiście nie miałem z nią problemu, ale są osoby, dla których to cięższy materiał), robi ogromne wrażenie. Przede wszystkim jest tu masa nawiazań do gatunków tworzonych i rozwijanych przez czarnych. Znajdzie się coś z jazzu, coś z funku...Jednocześnie nie odczuwam, by były to nawiązania wciśnięte na siłę, te numery świetnie wtapiają się w monolit, którym jest To Pimp A Butterfly. Uwielbiam też te czysto hiciarskie numery, jak King Kunta i zwłaszcza These Walls - do dziś pamiętam swój pierwszy odsłuch tego drugiego. Poza nudnymi z muzycznego punktu widzenia (choć pewnie nie dla konceptu stojącego za płytą) fragmentami opartymi na monologach, wszystko mi tu idealnie siedzi. Najlepszy Kendrick Lamar? Bez wątpienia. Jedna z najlepszych płyt ostatnich lat? Jak najbardziej.
Ulubione numery: These Walls, King Kunta, The Blacker The Berry
Ostatnio zmieniony śr paź 28, 2020 9:09 pm przez Schizoid, łącznie zmieniany 1 raz.
As mankind hurled itself forever downwards into the bottomless pit of eternal chaos, the remnants of civilization screamed out for salvation - redemption roared across the burning sky... The Painkiller
Re: TOP 50 płyt - wyzwanie Schizoid (edycja 2020)
Myślę, że nie pożałujesz 
As mankind hurled itself forever downwards into the bottomless pit of eternal chaos, the remnants of civilization screamed out for salvation - redemption roared across the burning sky... The Painkiller
Re: TOP 50 płyt - wyzwanie Schizoid (edycja 2020)
No rzeczywiście, Judasi nie odnaleźli się w latach 80 nagrywając takie rzeczy jak Defenders of the Faith. Tymczasem Burnin' For You to jest tak ambitny hard rock, że Sentinel wymięka.
Żeby nie było, lubię ten numer BOC, taki fajny AOR, później poszli jeszcze mocniej w takie klimaty na albumie Club Ninja np. Ale lepiej odnaleźli się niż Judasi Krzyczący za Zemstą. 
-
Deleted User 2259
Re: TOP 50 płyt - wyzwanie Schizoid (edycja 2020)
BoC - Burnin for you jedyny chyba jakis bardziej kojarzę i lubię, fajne solo gitarowe jest, a pozostałych płyt niestety/stety nie znam.
Re: TOP 50 płyt - wyzwanie Schizoid (edycja 2020)
Wymieniłeś dwie płyty. Płyty, które uwielbiam, ale które powstały w towarzystwie Point Of Entry, Turbo i Ram It Down. Dla mnie te płyty są wypełnione numerami mniej ambitnymi, niż te z okresu SWOD-SC, a wiele z tych kompozycji jest po prostu słaba. Zresztą nie wiem, na ile ten post był pisany na serio, JP to mój ulubiony zespół i raczej oczywistym jest, że doceniam SFV oraz DOTF.
"Ambitny hard rock" odnosił się do wcześniejszego okresu działalności BOC.
"Ambitny hard rock" odnosił się do wcześniejszego okresu działalności BOC.
As mankind hurled itself forever downwards into the bottomless pit of eternal chaos, the remnants of civilization screamed out for salvation - redemption roared across the burning sky... The Painkiller
Re: TOP 50 płyt - wyzwanie Schizoid (edycja 2020)
Taaa bo Club Ninja jest lepsze od Turbo. BOC poszli takim samym torem jak pozostałe formacje heavy rockowe w latach 80. Niczym się ich podejście nie różniło. Nie wiem skąd więc wnioski, że zrobili coś lepiej niż Judasi.
Re: TOP 50 płyt - wyzwanie Schizoid (edycja 2020)
Tak, jest lepsze od dowolnej z wymienionych przeze mnie płyt
As mankind hurled itself forever downwards into the bottomless pit of eternal chaos, the remnants of civilization screamed out for salvation - redemption roared across the burning sky... The Painkiller
Re: TOP 50 płyt - wyzwanie Schizoid (edycja 2020)
Stylistycznie Club Ninja to jest tandeta większa niż Turbo.
- Bon Dzosef
- -#The Alchemist

- Posty: 12450
- Rejestracja: wt kwie 05, 2016 5:28 pm
Re: TOP 50 płyt - wyzwanie Schizoid (edycja 2020)
Przez co?Kendrick Lamar nagrał album będący muzyczną podróżą przez historię Afroamerykanów i
Nie rozumiem jak mając tyle płyt do wyboru mozna wybrać poprapową gwiazdkę

