50. Tangerine Dream – Stratosfear (1976)

Trzeci studyjny album z okresu Virgin Years. Phaedra i Rubycon to przede wszystkim eksperymenty z sekwencerami, zresztą bardzo dobre. Zwłaszcza uwagę zwraca Rubycon, który ustawił zespół w roli mistrzów elektronicznej awangardy. Stratosfear to płyta bardziej subtelna, choć równie tajemnicza. Jednak więcej tutaj ambientowych dźwięków, mniej kosmicznych odlotów, co nie oznacza, że ich wcale nie ma. Wydaje mi się, iż zespół nie chcąc zamykać się w jednym tylko stylu wyruszył w podróż szukając nowych rozwiązań. Po tym albumie z grupy odszedł Peter Baumann, zaś pozostali postawili na flirt z rockiem progresywnym, co zostało udokumentowane na następnym krążku.
Highlights: Najlepiej słuchać w całości
49. The Rolling Stones - Black and Blue (1976)

W tamtym czasie do zespołu dołączył Ronnie Wood, chociaż nad płytą majstrowano od końca 1974 roku z kilkoma gitarzystami. Dwie sesje nagraniowe ciągnących się miesiącami, dogrywki, nakładki, cuda na kiju i zaledwie 8 utworów składających się na nieco ponad 40 minut muzyki. Album zrobiony perfekcyjnie. Jest też na nim jeden z moich absolutnych faworytów z całego katalogu zespołu "Memory Motel". Równo 10 lat po mojej ulubionej płycie Stonesów wyjechali z czymś, może nie aż tak mocnym, ale bardzo dobrym.
Highlights: Hand of Fate, Memory Motel, Melody












