TOP 50 płyt lata 70 - Vorgel

Zbiór ankiet i Waszych opinii dotyczących innych zespołów.

Moderator: Administracja i Moderacja SanktuariuM

Awatar użytkownika
Vorgel
-#Lord of light
-#Lord of light
Posty: 8097
Rejestracja: śr sty 27, 2016 5:26 pm

Re: TOP 50 płyt lata 70 - Vorgel

Post autor: Vorgel »

Ja jak już słucham KC, to albo tej, albo Red.
Awatar użytkownika
Geri666
-#Clansman
-#Clansman
Posty: 4290
Rejestracja: śr lis 17, 2010 11:47 pm
Skąd: Wwa

Re: TOP 50 płyt lata 70 - Vorgel

Post autor: Geri666 »

Invader pisze: wt paź 27, 2020 6:46 pm KC na propsie, jedna z moich ulubionych płyt tego zespołu.
Tak samo :)
Awatar użytkownika
Vorgel
-#Lord of light
-#Lord of light
Posty: 8097
Rejestracja: śr sty 27, 2016 5:26 pm

Re: TOP 50 płyt lata 70 - Vorgel

Post autor: Vorgel »

38. Roxy Music - Stranded (1973)

Obrazek

W czasach kiedy poznałem ten zespół, to była płyta Avalon, która mnie nie porwała delikatnie mówiąc. Beksiński chwalił w swoich audycjach ten album, że to owszem pop ale wysmakowany, wysublimowany, elegancki itd. W zasadzie coś takiego zawsze działało na mnie jak antyreklama. Wiele lat później miałem składankę The Best of Roxy Music, gdzie był zaprezentowany przekrój ich kariery. Najbardziej podobały mi się utwory z drugiej strony kasety, czyli te starsze. Nie było wśród nich jednak wzruszającego A Song for Europe. To moim zdaniem najlepszy utwór Roxy Music w ogóle, z tekstem proroczym, a weźmy pod uwagę, iż był rok 1973, co prawda światowa gospodarka przeżywała wówczas kryzys, ale to było pierdnięcie komara w porównaniu z tym, co teraz mamy. Tamtego świata już nie ma, jest ta płyta.
PS. Brian Eno, który już tutaj nie zagrał, uważa , że to najlepszy album zespołu

Highlights: Street Life, Just Like You, Amazona, A Song for Europe, Mother of Pearl

37. Alice Cooper - Lace and Whiskey (1977)

Obrazek

Do tego albumu długo nie mogłem się przekonać, ale jak już zażarło to konkretnie i dziś uważam Lace and Whiskey za jeden z lepszych albumów Coopera. Nie wszystko mi tutaj pasuje, ale to jest Alice u granic fizycznej i psychicznej wytrzymałości próbujący nieco lżejszej formuły. Płyta przypomina zbiór pastiszy i nie jest to wadą. Bez trudu mógł zebrać zespół i zrobić coś w stylu School's Out, ale czy to by cokolwiek wniosło do jego kariery w 1977 roku? Czasem może warto poeksperymentować. Zresztą, sequel do genialnego Welcome to My Nightmare, czyli Alice Cooper Goes to Hell wyszedł średnio. Tutaj nie ma już nic na siłę. No i jest My God, kto wie czy nie najlepsze zakończenie płyty Alice'a Coopera.

Highlights: It's Hot Tonight, Lace and Whiskey, Road Rats, King of the Silver Screen, (No More) Love at Your Convenience, My God
Awatar użytkownika
widman
-#Lord of light
-#Lord of light
Posty: 7775
Rejestracja: ndz lip 24, 2005 7:52 pm

Re: TOP 50 płyt lata 70 - Vorgel

Post autor: widman »

Ten Cooper to mistrzostwo.
Awatar użytkownika
Vorgel
-#Lord of light
-#Lord of light
Posty: 8097
Rejestracja: śr sty 27, 2016 5:26 pm

Re: TOP 50 płyt lata 70 - Vorgel

Post autor: Vorgel »

W sumie są tu jedynie dwa utwory, które mi nie leżą, ale urozmaicają album. Są też takie, które stawiam spokojnie obok najlepszych Cooperów.
Awatar użytkownika
Vorgel
-#Lord of light
-#Lord of light
Posty: 8097
Rejestracja: śr sty 27, 2016 5:26 pm

Re: TOP 50 płyt lata 70 - Vorgel

Post autor: Vorgel »

36. Pink Floyd – Wish You Were Here (1975)

Obrazek

Dość długo uważałem Wish You Were Here za płytę przecenianą przez fanów i krytyków. Ale tak naprawdę ciężej o klasyczne, bardzo dobrze brzmiące Pink Floyd w jednoznacznie progresywnym stylu i w dodatku bez zbytnich udziwnień. Ten typ rocka progresywnego mogą polubić niekoniecznie jedynie fani progresu o czym świadczą wyniki sprzedaży albumów z najtłustszych lat w działalności zespołu. Generalnie twórczość grupy można podzielić na trzy okresy. Okres do Meddle włącznie, dalej 3 klasyczne progresywne albumy, a później po dwa solowe dzieła Watersa i Gilmoura. Z każdego z tych okresów dałem po jednej płycie do mojej listy.

Highlights: wszystko poza tytułowym

35. Van Der Graaf Generator – The Least We Can Do is Wave to Each Other (1970)

Obrazek

Druga płyta Van Der Graafa to właściwie tak jakby ich pierwsza płyta. Wcześniejszy album miał być bowiem wydany pod nazwiskiem Hammilla. Jednak ponieważ to nie zwalniałoby Van Der Graafa z poprzedniego kontraktu, postanowiono wydać The Aerosol Grey Machine jako krążek zespołu. Tak czy owak, pierwszym albumem wydanym w Zjednoczonym Królestwie był The Least We Can Do... Sami członkowie grupy też traktują ten album jako swój debiut. Tych 6 utworów nastrojonych nieco apokaliptycznie, to jednak dopiero przedsmak szaleństwa jakie miało nastąpić. Hammill stopniował wariactwa z płyty na płytę, tutaj mamy zaledwie liźnięcie tego co nastąpi. Nie ma więc opętańczych wrzasków i kakofonii dźwięków. Co nie znaczy, że jest to prosta i poukładana muzyka. Co to to nie. VDGG nigdy nie byli typowym zespołem progresywnym i zawsze eksperymentowali. Stąd nigdy nie zyskali wielkiej popularności. Ten album był pewnym sukcesem i trafił nawet na listy przebojów. Ale o żadnych platynach, ani nawet złotych płytach nie ma oczywiście mowy.

Highlights: wszystko
Deleted User 2259

Re: TOP 50 płyt lata 70 - Vorgel

Post autor: Deleted User 2259 »

Dobre płyty, choć VDG często nie słucham. No może z wyjątkiem Hearts.
pz
-#Administrator
-#Administrator
Posty: 21960
Rejestracja: śr maja 07, 2014 12:56 am
Skąd: z Sanatorium

Re: TOP 50 płyt lata 70 - Vorgel

Post autor: pz »

Dwie z mojego top-5 lat 70tych już były.

02: Turbo (Kutno, Warszawa, Kraków) Wishbone Ash (Warszawa) Monstrum (Rzeszów) Soen (Kopenhaga)
03: Villagers of Ioannina City, Lady Pank, Zalewski, Icon, Turbo (Łódź)
05: Paul Quinn, Defenders of Steel, Hellhaim, Linkin Park (Sztokholm), Omen (Kraków?)
06: Omen (Warszawa), Mystic Festiwal, Metallica (Budapeszt), Iron Maiden (Hradec Kralove), MnC (SK, Łódź)
07: MnC (Pionki), Skunk Anansie, Judas Priest
08: Castle Rat, Soen
Awatar użytkownika
Vorgel
-#Lord of light
-#Lord of light
Posty: 8097
Rejestracja: śr sty 27, 2016 5:26 pm

Re: TOP 50 płyt lata 70 - Vorgel

Post autor: Vorgel »

34. Kiss - Kiss (1974)

Obrazek

Debiut Kiss to płyta nierówna, chociaż filler i to ewidentny ma wyłącznie jeden. Pisząc filler mam na myśli nie tylko kwestię osobistych preferencji, ale i fakt, że kawałka nie było w pierwotnym wydaniu. Kissin' Time, bo on nim mowa to w dodatku cover i został nagrany już po wydaniu płyty. Wyszedł na singlu, a kiedy po paru miesiącach należało zrobić 'dodruk' debiutu, dołożono tam ten numer. Muzycy byli wściekli. Też bym był. Utwór nie pasuje przede wszystkim brzmieniowo, ale i sama kompozycja jest miałka, w stylu wczesnego Shakin Stevensa. Jednak co by nie mówić, pierwsza płyta Kiss to legenda, przecież są tu takie killerskie kawałki jak Strutter, Cold Gin, Deuce, 100 000 Years czy mój ulubiony Black Diamond. Mając taki zestaw, nie da się powiedzieć o tej płycie, że jest słaba czy przeciętna. Pozostałe utwory nie mają tego pazura, co nie znaczy, że są złe. Nothin' to Lose, dość świński utwór robi wrażenie pastiszu, chociaż zaczyna się jak rasowa heavy rockowa kompozycja. Gienek to świntuch.

Highlights: jak w tekście

33. Yes – Going for the One (1977)

Obrazek

Album nagrany w ekstremalnie trudnym okresie dla rocka progresywnego, można rzec, najgorszy okres dla takiej muzyki w latach 70. W 1977 niejaki Johnny Rotten - uczestniczący w cyrku Malcolma McLarena, który parę lat na pytanie czym był punk cynicznie odpowie 'fashion' - chodził w koszulce 'I hate Pink Floyd', a po dziś dzień pytany jakiej muzyki wtedy nie lubił wymienia na samym początku dwa zespoły: Yes i ELP, czyli te najbardziej kulturowe z całej półki. Nie jest to przypadek. Piszę kulturowe w sensie dosłownym, ponieważ żeby nauczyć się tak grać trzeba było mieć w sobie osobowość człowieka kulturowego (dużo pracować nad sobą). A Yes i ELP to najlepsi muzycy w tym gatunku. Na Going for the One gra ponownie Rick Wakeman, chociaż zespół nie rozpędza się do form jakie prezentował w przeszłości. Najdłuższe Awaken to "zaledwie" 15 minut. Płytę jednak rozpoczyna raczej średni utwór tytułowy, ale dalej jest już miodzio. Dobrane środki wyrazu, subtelność, wirtuozerskie popisy Howe'a, orkiestrowe zapędy, to wszystko tu jest. Oczywiście jak ktoś oczekiwał przerostu formy nad treścią znanej z Oceanów, to pewnie był rozczarowany. Płyta jednak znalazła uznanie wśród fanów.

Highlights: Turn of the Century, Parallels, Awaken
Awatar użytkownika
Bon Dzosef
-#The Alchemist
-#The Alchemist
Posty: 12450
Rejestracja: wt kwie 05, 2016 5:28 pm

Re: TOP 50 płyt lata 70 - Vorgel

Post autor: Bon Dzosef »

Utwór nie pasuje przede wszystkim brzmieniowo, ale i sama kompozycja jest miałka, w stylu wczesnego Shakin Stevensa.
:D
Lubie Iron Maiden i Megadeth

pz = shakin stevens

oddawac długie podpisy
johnny_o pisze: wt sie 18, 2026 9:50 pm Jebać czarnuchów
Deleted User 2259

Re: TOP 50 płyt lata 70 - Vorgel

Post autor: Deleted User 2259 »

Chyba moje top 3 Yes, te same utwory jako ulubione bym wskazał. Nie pamiętam już tylko, czy dawałeś go do swojej normalnej 50.
Awatar użytkownika
Vorgel
-#Lord of light
-#Lord of light
Posty: 8097
Rejestracja: śr sty 27, 2016 5:26 pm

Re: TOP 50 płyt lata 70 - Vorgel

Post autor: Vorgel »

Był w top 50.
Awatar użytkownika
Vorgel
-#Lord of light
-#Lord of light
Posty: 8097
Rejestracja: śr sty 27, 2016 5:26 pm

Re: TOP 50 płyt lata 70 - Vorgel

Post autor: Vorgel »

32. AC/DC - Let There Be Rock (1977)

Obrazek

Jest to jedna z moich ulubionych płyt gitarowych. Może nie jest moją ulubioną płytą AC/DC, ale jeśli chodzi o poczynania braci Young wygrywa z każdą inną. Ileż na tym się pasło muzyków. Pamiętam jak Dave Mustaine wymieniał ulubione rzeczy w swoim domu i jedną z nich była płyta winylowa Let There Be Rock. Albumem inspirował się też mój ulubiony gitarzysta, Piggy z Voivod. Po prostu gitary jest tu dużo, dużo pełnych akordów, solówek, dużo muzyki. Bon dopełnia to wszystko swoim głosem, ale to bracia tu rządzą. W 1977 ciężko było znaleźć coś mocniejszego niż AC/DC. Zresztą Overdose nagrane w 1989 przez Exodus wcale nie brzmi ostrzej.

Highlights: Dog Eat Dog, Let There Be Rock, Problem Child, Overdose, Whole Lotta Rosie (końcówka zrywa dachy z domów).

31. Cheap Trick - In Color (1977)

Obrazek

Druga płyta Cheap Trick w moim zestawieniu, druga też w dyskografii zespołu. 10 utworów, pół godziny, według najlepszych rock and rollowych wzorców. Ten album zrobił im karierę, bo jest tu ich największy przebój, który zna każdy (I Want You to Want Me). Nie lubiłem go kiedyś, teraz mi nie przeszkadza, a wręcz podoba się jak jadą tam Beatlesami. Najlepiej wypada jednak Big Eyes. Uwielbiam jak łączą rock and roll z jakimiś dziwnymi, posępnymi nie pasującymi do szablonu dźwiękami. Niewątpliwie zawdzięczają sporo Beatlesom, chociaż nie naśladują ich w jakiś bezczelny sposób. Mają swój styl powstały na bazie tego, co w muzyce lat 60 było najlepsze. Nazwano ich twórczość power popem, ale tak naprawdę jest to po prostu rock and roll. Tylko że oryginalny, a ja lubię oryginalne.

Highlights: Hello There, Big Eyes, Downed, Oh Caroline, Southern Girls, Come On Come On
Awatar użytkownika
Vorgel
-#Lord of light
-#Lord of light
Posty: 8097
Rejestracja: śr sty 27, 2016 5:26 pm

Re: TOP 50 płyt lata 70 - Vorgel

Post autor: Vorgel »

30. Grateful Dead - Workingman's Dead (1970)

Obrazek

Nie pamiętam który ze znanych muzyków powiedział o początku lat 70 "no i obudziliśmy się wszyscy na kacu", tak czy owak "the dream was over" (jak śpiewał John Lennon odcinając się od szalonej dekady), prysły złudzenia, rozpoczynały się lata 70, czas kryzysu. Inna sprawa, że został zapamiętany jako najbardziej płodna artystycznie dekada, a po latach wielu wymienia ten okres, jako złoty okres nie tylko w historii muzyki, ale rozrywki w ogóle. Rok 1969 zapisał się w historii popkultury niezbyt kolorowo i to mimo woodstockowych szaleństw (prawda o Woodstocku jest inna niż legenda, ale nie będę robił kolejnej dygresji, bo to jest temat na książkę). Trzy wydarzenia przyćmiły lato miłości i pokoju. Były to: zbrodnia kojarzonej z komuną hipisowską "rodziny" Charlesa Mansona, która pochłonęła pięć ofiar (w tym żonę Polańskiego Sharon Tate), zabójstwo Mereditha Huntera podczas koncertu the Rolling Stones na festiwalu w Altamont (nie była to jedyna śmierć podczas tego wydarzenia, ale jedyne zasztyletowanie młodego chłopaka), oraz zbrodnie tajemniczego Zodiaca, który mordował w kalifornijskim regionie Bay Area. W tym ostatnim przypadku można mówić nawet o serii wydarzeń. Co to ma wspólnego z Grateful Dead? Otóż warto spojrzeć na okładkę. Jest monochromatyczna, zupełnie inna niż wcześniejsze, szalenie kolorowe projekty. Tytuł albumu 'człowiek pracy umarł' widnieje na samej górze, dużymi literami. Takie były nastroje w zespole. Nie bez powodu. Grateful Dead mieli wystąpić na koncercie w Altamont, jednak po pierwszych aktach przemocy ze strony Hell's Angels, którzy "ochraniali" całe wydarzenie, zrezygnowali. Ponoć naprawdę zrezygnowali po tym, jak został uderzony w twarz kolega z zaprzyjaźnionego zespołu, gitarzysta Jefferson Airplane. Jerry Garcia nie chciał mieć obitej maski i zdecydowanie chłopa rozumiem. Muzyka Grateful Dead nie pasowała do tego co się działo pod sceną. Wydarzenia z Altamont zainspirowały New Speedway Boogie. Z kolei utwór Dire Wolf zainspirowały wydarzenia związane ze zbrodniami Zodiaca. Grupa pochodziła z Bay Area, gdzie łowił Zodiac. Któregoś razu Jerry wracał do swojego domu po zmroku i zastanawiał się, co powiedziałby mordercy, gdyby ten się pojawił przy jego samochodzie. W utworze śpiewa "Don't murder me, I beg you, please don't murder me". Ale sam tekst nie mówi o Zodiacu. Jest tu też zaśpiewany przez Pigpena, klawiszowca zespołu (który jednak zbyt często na klawiszach nie grał), utwór Easy Wind, co za charyzma. Pigpen był absolutną legendą i można rzec pierwszym liderem Grateful Dead w połowie lat 60. Przed Morrisonem łaził w motocyklowej kurtce i można powiedzieć, że spopularyzował ten image wśród muzyków na zachodnim wybrzeżu. Pigpen jako jedyny z zespołu nie ćpał, przyjaźnił się z Janis Joplin, z którą łączyła go miłość do dwóch rzeczy, czarnego bluesa i mocnych trunków. Po śmierci Janis w roku wydania Workingman's Dead, rozpił się jeszcze bardziej i dołączył do swojej koleżanki niespełna 3 lata później. Ale wbrew temu co napisałem, to nie jest smutna płyta (zbyt wesoła też nie). To jest płyta o Ameryce przełomu mat 60 i 70, z perspektywy muzyków, którzy tworzyli pewien nowy styl. Niezwykły, unikatowy dokument tamtych czasów.

Highlights: Uncle John's Band, Dire Wolf, Easy Wind, Casey Jones
Awatar użytkownika
Sardi
-#Moderator
-#Moderator
Posty: 7692
Rejestracja: sob sty 23, 2016 11:06 pm
Skąd: Born in the BZ Land

Re: TOP 50 płyt lata 70 - Vorgel

Post autor: Sardi »

Vorgi, może survi VDGG?
BRUCE SPRINGSTEEN, JAN BO I RICHIE FAULKNER PONAD WSZYSTKO
https://www.last.fm/pl/user/sardynex
setlist.fm/user/matt01
Awatar użytkownika
Vorgel
-#Lord of light
-#Lord of light
Posty: 8097
Rejestracja: śr sty 27, 2016 5:26 pm

Re: TOP 50 płyt lata 70 - Vorgel

Post autor: Vorgel »

To zakładaj, mogę poprowadzić
Deleted User 2259

Re: TOP 50 płyt lata 70 - Vorgel

Post autor: Deleted User 2259 »

Vorgel pisze: pt paź 30, 2020 5:29 pm To zakładaj, mogę poprowadzić
Ja też mogę założyć :)
Awatar użytkownika
Vorgel
-#Lord of light
-#Lord of light
Posty: 8097
Rejestracja: śr sty 27, 2016 5:26 pm

Re: TOP 50 płyt lata 70 - Vorgel

Post autor: Vorgel »

29. Roxy Music - Country Life (1974)

Obrazek

Od pierwszego odsłuchu dyskografii zespołu, ten album był u mnie na topie. Bez dwóch zdań najlepsza płyta Roxy Music. Być może dlatego, iż jest to najbardziej energetyczna i rockowa propozycja Londyńczyków. Mocno nabijająca rytm sekcja, sporo utworów up tempo. Takie Roxy lubię najbardziej, ale na nic by się to zdało, gdyby nie było ciekawych melodii. A tutaj one są i to w zasadzie w każdym kawałku. Byron Ferrari (jak nazywali wokalistę koledzy z zespołu, to ponoć przez jego zamiłowanie do luksusu) jedzie swoim patentem, ale dobrze go mieć. Ferry stworzył pewien sposób śpiewania, bo barwę głosu ma zwyczajną, tzn trochę pod Bowiego, może Petera Hammilla (kiedy ten śpiewa łagodnie), nic bardzo oryginalnego. Ale sposób śpiewania, nie ma drugiego takiego. Ferry śpiewa nie tylko po angielsku. Na poprzedniej płycie w moim ulubionym A Song for Europe część tekstu zaśpiewał po francusku, tutaj z kolei chwali się niemieckim w Bitter-Sweet (mój faworyt na Country Life). Na okładce znajduje się siostra gitarzysty Can Michaela Karoliego Constanze oraz jego dziewczyna Eveline Grunwald. To one pomogły Ferryemu z tekstem do wspomnianego utworu.

Highlights: The Thrill of It All, Out of the Blue, Triptych, Casanova, Prairie Rose

28. Alice Cooper - Love It to Death (1971)

Obrazek

Nie wiem co zrobiłby Alice Cooper bez Boba Ezrina, ale wiem, że z Zappą wiele by nie zdziałał. Tak czy owak Ezrin zrobił z chłopaków grupę. Wcześniej to byli po prostu nawet dobrzy muzycy, ale ignorujący siebie na scenie i w studiu nagraniowym o zgrozo. Ponieważ coś takiego u Ezrina nie przechodzi, on i słynny gwizdek którym posługiwał się niczym sędzia na boisku, wykuły trzeci album Coopera. Jest tu oczywiście słynne I'm Eighteen, pierwszy hit zespołu. Nagrywanie późną jesienią i zimą w Chicago, a nie gdzieś w Kalifornii też się przysłużyło. Nie było klimatu na balowanie. To ciekawy album, z jednej strony mamy dość pogodne rock and rolle jak Caught in a Dream czy Long Way to Go, z drugiej grobowe unisona w takich numerach jak np Second Coming (w poetyce marszu żałobnego) czy równie ponure Black Juju. Z doorsowatego Halloweed Be My Name też bynajmniej wiosną nie wieje. Sun Arise Rofla Harrisa nie różni się bardzo od oryginału, z jednym wszak wyjątkiem. W środku wstawiono ponurą, dysonansową melodię rodem z horroru. Podobny zabieg wykona wiele lat później King Diamond na płycie Conspiracy. No cóż, klasyka.

Highlights: W zasadzie wszystko, choć warto odnotować, że na płycie znajduje się mój ulubiony utwór Alice'a Cooper'a z całej dyskografii, Second Coming. To zaledwie 3 minuty, a jak mini suita ;)
Ostatnio zmieniony pt paź 30, 2020 9:56 pm przez Vorgel, łącznie zmieniany 1 raz.
Awatar użytkownika
Vorgel
-#Lord of light
-#Lord of light
Posty: 8097
Rejestracja: śr sty 27, 2016 5:26 pm

Re: TOP 50 płyt lata 70 - Vorgel

Post autor: Vorgel »

27. Kiss - Hotter Than Hell (1974)

Obrazek

Jeśli chodzi o partie gitar, w szczególności solówki Ace'a to moja ulubiona płyta Kiss. Z moich 10 ulubionych solówek Frehleya 4 znajdują się na tym albumie. Krążek wyróżnia się jeszcze czymś. Otóż brzmieniem. Brzmienie diametralnie różne od pozostałych płyt Kiss i nawet jeśli stwierdzimy, że oczywiście te wszystkie płyty przecież i tak nie brzmią identycznie, tutaj różnica jest spora. Nie powiem, iż to najlepsze brzmienie na świecie. Ale jest inne, unikatowe. Nieco ołowiane, metaliczne, tak brzmi na CD, na winylu puszczał mi to lata temu kolega, tam to była ziemia na maksa. Zbliżone odczucie miałem słuchając Marching Out Malmsteena. Na CD też brzmi to podobnie, tylko trochę nowocześniej (w końcu dekada różnicy). Takie rzeczy nagrywa się raz w karierze. Na Hotter Than Hell znajduje się też mój ulubiony riff wszech czasów. Ostatnia minuta w Hotter Than Hell (po gongu) to jest po prostu miazga.

PS. Shakin Stevens płakał jak to czytał

Highlights: Got to Choose, Parasite, Goin' Blind, Hotter Than Hell, All the Way, Strange Ways

26. Emerson, Lake & Palmer - Emerson, Lake & Palmer (1970)

Obrazek

To był mocny start bo i załoga nie oderwana od pługa, ani z konkursu pięknych talentów, a już w tamtym czasie zasłużeni muzycy. Choć wciąż młodzi i głodni sukcesu. Ten sukces oczywiście osiągnęli. Chyba jedyny zespół w tym gatunku (poza Pink Floyd, ale wiadomo, że oni się przystosowali do słuchacza niekoniecznie jedynie prog rocka), którego wszystkie wydawnictwa z lat 70 łącznie z koncertowymi pokryły się złotem w USA (Yes i Jethro Tull mieli i platyny, ale nie wszystko od nich zyskiwało aż takie uznanie). Co więcej, pierwszy progowy artysta, który zdobył za oceanem złotą płytę (rok 1971). W dokumencie dla BBC o rocku progresywnym, jakiś muzyk z gatunku (nie pamiętam nazwiska) powiedział, że jak zobaczył film z trasy koncertowej ELP po USA to go zatkało. Oni tam zachowywali się jak gwiazdy rocka i to było dla niego szokiem oraz wielkim rozczarowaniem. Pamiętajcie, jak gracie prog rocka róbcie wszystko by nie mieć złotych płyt.

Highlights: The Barbarian, Take a Pebble, Knife-Edge, The Three Fates
Awatar użytkownika
Vorgel
-#Lord of light
-#Lord of light
Posty: 8097
Rejestracja: śr sty 27, 2016 5:26 pm

Re: TOP 50 płyt lata 70 - Vorgel

Post autor: Vorgel »

25. AC/DC - Highway to Hell (1979)

Obrazek

Pierwszy raz AC/DC usłyszałem w 1990 roku, utwór Thunderstruck. Widywałem wcześniej plakaty z nimi, ale jakoś nie miałem okazji słyszeć ich muzyki. Nie powiem, że zostałem wtedy fanem. Do dziś zresztą nie przepadam za albumem The Razor's Edge, chociaż jakiś słaby nie jest. Później było Fly on the Wall, lepiej ale dalej nie to. Wtedy uznałem, że z AC/DC należy sobie po prostu dać spokój. Dopiero kiedy zobaczyłem teledysk do Touch Too Much byłem kupiony. No tak, Bon Scott wykonujący te obleśne gesty i bardzo mocna muzyka. Heavy metal. Ale to nietypowy utwór dla zespołu. Później puścili jeszcze If You Want Blood... już nie tak dobre, ale wciąż na wysokim poziomie. Bon przekonał mnie do AC/DC. Właściwie on i tylko on. I nawet kiedy polubiłem AC/DC z Johnsonem, to dzięki temu, że wcześniej polubiłem te ze Scottem. Inaczej to jakoś nie działało. Touch Too Much po dziś dzień pozostaje moim faworytem jeśli o AC/DC chodzi.

Highlights: Walk All Over You, Touch Too Much, Shot Down in Flames, If You Want Blood, Night Prowler

24. Yes – The Yes Album (1971)

Obrazek

Steve Howe przyszedł do Yes by zrobić im karierę. Tak w skrócie można opisać zdarzenie w zespole z 1970 roku. Nie ma tutaj jeszcze Wakemana, ale Tony Kaye spokojnie daje radę z tym materiałem, uczestnicząc przy okazji w naprawdę wielkim wydarzeniu. To był początek wielkiego Yes, tego platynowego, ale co ważniejsze, tego, który inspirował rzesze muzyków do tworzenia dłuższych form, dzięki czemu gatunek przetrwał do dziś. Najbardziej podoba mi się tutaj gra Chris'a Squier'a, gdyż to on nadaje dynamiki płycie. Wyraźnie słychać kim inspirował się Geddy Lee. Wszystko gra w najlepszym stylu i nie ma się czego czepiać. Nawet dwa krótsze utwory nie rozbijają zwartej całości.

Highlights: Yours Is No Disgrace, Starship Trooper, I've Seen all Good People, Perpetual Change
ODPOWIEDZ