TOP 50 płyt - wyzwanie Schizoid (edycja 2020)
Moderator: Administracja i Moderacja SanktuariuM
Re: TOP 50 płyt - wyzwanie Schizoid (edycja 2020)
Dzosef nie łapie po prostu tego klimatu. Spoko, też kiedyś nie łapałem. Ale mnie kupili. Zgadzam się ze Zdanem co do Sgt. Pepper's. Jest to płyta kompletna, a poza tym w te kawałki wplatane są rzeczy dziwne, nietypowe. Np końcówka Lovely Rita, albo molowe wokalizy w raczej pogodnym utworze When I'm 64. Oczywiście są też psychodeliczne jazdy w Lucy in the Sky with Diamonds czy Being for the Benefit of Mr. Kite. Ale nawet w niezbyt kombinowanych utworach potrafili zaskoczyć.
- Bon Dzosef
- -#The Alchemist

- Posty: 12452
- Rejestracja: wt kwie 05, 2016 5:28 pm
Re: TOP 50 płyt - wyzwanie Schizoid (edycja 2020)
Po prostu nie lubię takich klimatów. Jak dla mnie w muzyce liczą się:Dzosef nie łapie po prostu tego klimatu. Spoko, też kiedyś nie łapałem
- napierdol
- podniosłość
- smutek, złość
- nostalgia
- psychodela
Tacy Beatlesi to miłe, sympatyczne radosne piosenki. Coś co nie bierze mnie ani w filmie, ani książkach, ani w muzyce.
Re: TOP 50 płyt - wyzwanie Schizoid (edycja 2020)
Jeśli psychodela to część twórczości Bitli powinna spokojnie wejść po ani lubili sobie pojechać w tym kierunku.
- Bon Dzosef
- -#The Alchemist

- Posty: 12452
- Rejestracja: wt kwie 05, 2016 5:28 pm
Re: TOP 50 płyt - wyzwanie Schizoid (edycja 2020)
No nie jest to psychodela na miare King Crimson i Hawkwind 
Re: TOP 50 płyt - wyzwanie Schizoid (edycja 2020)
Psychodela to właśnie to co robili w tamtym okresie Beatlesi, Strawberry Fields Forever jest wręcz idealnym przykładem. King Crimson inspirowali się Beatlesami, mieli rzeczy jak ta koda do wspomnianego kawałka. Na Lizard jest kawałek dedykowany Beatlesom. Jak Beatlesi się rozpadli, to był naprawdę koniec pewnej epoki i wszyscy o tym mówili, a niektórzy śpiewali. Taki zespół zdarza się raz w historii. Bo nawet Elvisa nieco na siłę przehajpowali Amerykanie by mieć swoją ikonę popkultury na tym polu. Beatlesów nikt specjalnie nie pchał na piedestał (może za wyjątkiem ich wczesnego menedżera, który nie ingerował jednak w muzykę, a image), co więcej, sami się z niego próbowali zrzucić np nierozważnymi wypowiedziami Lennona.
- Bon Dzosef
- -#The Alchemist

- Posty: 12452
- Rejestracja: wt kwie 05, 2016 5:28 pm
Re: TOP 50 płyt - wyzwanie Schizoid (edycja 2020)
Tez wesola, miła piosenka.Strawberry Fields Forever
Nie odmawiam im wkładu w muzykę - po prostu ich nie lubię, nie byłbym w stanie przesłuchać całej płyty na raz - odrzuca i nudzi.
Re: TOP 50 płyt - wyzwanie Schizoid (edycja 2020)
Właśnie przesłuchałem Abbey Road. Bliżej mi do opinii Dzosefa. Można posłuchać, ale poza fragmentami nic mnie tam nie wciągnęło specjalnie.
02: Turbo (Kutno, Warszawa, Kraków) Wishbone Ash (Warszawa) Monstrum (Rzeszów) Soen (Kopenhaga)
03: Villagers of Ioannina City, Lady Pank, Zalewski, Icon, Turbo (Łódź)
05: Paul Quinn, Defenders of Steel, Hellhaim, Linkin Park (Sztokholm), Omen (Kraków?)
06: Omen (Warszawa), Mystic Festiwal, Metallica (Budapeszt), Iron Maiden (Hradec Kralove), MnC (SK, Łódź)
07: MnC (Pionki), Skunk Anansie, Judas Priest
08: Castle Rat, Soen
Re: TOP 50 płyt - wyzwanie Schizoid (edycja 2020)
Strawberry Fields Forever nie jest takie wesołe, jest melancholijne, ale czy wesołe? Getting Better jest wesołe, Strawberry to dość dziwna kompozycja, klejona w studiu przy różnej prędkości przesuwu taśmy. Pracowałem jako realizator dźwięku i wiem, że żeby czegoś takiego dokonać trzeba absolutnie idealnego wyczucia w cięciu taśmy. A to były czasy, kiedy się cięło taśmę nożycami. Końcówka tego numeru to w zasadzie kakofonia dźwięków. W 1967 to bywa rewolucja, bo oczywiście nikt czegoś takiego wtedy nie robił.
Re: TOP 50 płyt - wyzwanie Schizoid (edycja 2020)
Jestem w stanie stwierdzić, że Beatle robiły właśnie "właściwą" psychodelię. Sierżant, Magical Mystery Tour, czy z drugiej strony Their Satanic Majesties Request od Stonesów to zdecydowanie reprezentatywne wydawnictwa, jeśli chodzi o takie granie. Wspomniane przez Ciebie kapele to jednak nie jest czysty rock psychodeliczny, one bazowały na zupełnie innych formułach muzycznych (prog, space) i mogły sobie dzięki temu pozwolić na większe odjazdy - choć wspomniani Stonesi są według mnie dość radykalną płytą, mimo że nieco zapomnianą.
As mankind hurled itself forever downwards into the bottomless pit of eternal chaos, the remnants of civilization screamed out for salvation - redemption roared across the burning sky... The Painkiller
Re: TOP 50 płyt - wyzwanie Schizoid (edycja 2020)
26. Ghost - Infestissumam

Moje pierwsze odsłuchy drugiego albumu Ghosta nie spowodowały u mnie spazmów. W zasadzie podobała mi się jakaś połowa kompozycji zawartych na krążku. Od początku jednak uwielbiałem jego klimat. To wciąż retro 70s, jak na debiucie, ale tym razem skierowane w nieco bardziej psychodeliczne rejony. W tamtych czasach zespół miał na koncie jedynie dwie pełne płyty, więc mimowolnie wracałem do całego Infestissumam, aż po pewnym czasie zaskoczyło mi tak, jak należy. Obecnie nie mam pojęcia, dlaczego miałem z tym materiałem problemy. To zbiór świetnych kompozycji, spośród których wiele kocham miłością bezgraniczną. Podniosły początek w postaci Infestissumam/Per Aspera Ad Inferi to jeden z najlepszych otwieraczy, jakie kiedykolwiek słyszałem. Potem mamy hit Year Zero, jeden z najbardziej niedocenionych numerów Ghosta, czyli Depth Of Satan's Eyes, czy też wielki finał w postaci Monstrance Clock. Ten album zawsze kojarzy mi się z moim pierwszym wyjazdem poza Polskę - granicę z Niemcami mijałem wtedy w nocy, a w słuchawkach leciało Ghuleh/Zombie Queen. Ten mały akcent pamiętam doskonale. Warto też wspomnieć o stronie graficznej wydawnictwa: nasz rodak, Zbigniew Bielak, odwalił kawał dobrej roboty, a współpraca z Ghost wywindowała go do absolutnego topu artystów zajmujących się ilustrowaniem muzyki.
Ulubione numery: Infestissumam/Per Aspera Ad Inferi, Idolatrine, Jigolo Har Megiddo
25. Slayer - Reign In Blood

Przy Far Beyond Driven wspominałem, że pierwsze chwile z tamtą płytą w moim przypadku należały do dość brutalnych. Podczas swej muzycznej wędrówki trafiły mi się dwa takie przypadki: wymieniona wcześniej Pantera i właśnie Reign In Blood. Dla słuchacza AC/DC, Judas Priest i Iron Maiden, starcie z Angel Of Death, Criminally Insane, czy Postmortem, należało do wstrząsających przeżyć. Teoretycznie powinienem był wtedy odstawić Slayera na półkę po pierwszym odsłuchu płyty, być może nawet przed jego zakończeniem. Coś mnie jednak pchało w kierunku tego brzmienia. Emanowała z niego wściekłość, agresja i bezkompromisowość. Do tego te "psychopatyczne" melodie, które u Slayera brzmią tak naturalnie...Reign In Blood kupiło mnie w całości. Patrząc na dyskografię zabójcy po latach, chyba wolę Show No Mercy, ale trzeci długograj Slayera to dla mnie idealny album thrashowy. Jest jeszcze jedna płyta reprezentująca ten styl, którą oceniam w podobny sposób, ale na nią przyjdzie jeszcze czas.
Ulubione numery: Postmortem, Altar Of Sacrifice/Jesus Saves, Angel Of Death
24. Nick Cave & The Bad Seeds - Skeleton Tree

Przedostatni Cave to według mnie drugi najlepszy album XXI wieku. Na pewno nie jest to łatwy materiał, ale bez wątpienia obdarzony charakterem i pewnym urokiem. Co prawda większość utworów, które się na nim znalazły, powstała jeszcze przed tragiczną śmiercią syna Nicka, ale Skeleton Tree nasączone jest żalem i tęsknotą za czymś niedostępnym. Już od pierwszych wersów Jesus Alone ("You fell from the sky, crash landed in a field near the river Ardur") słychać, że to nie będzie romantyczy, czy też buntowniczy Cave, którego znamy z wielu wcześniejszych płyt. Tutaj postawiono na wyciszenie oraz minimalizm, ale w zdrowej odsłonie - w przeciwieństwie do ostatniego krążka. Skeleton Tree wciąż jest pełne świetnej muzyki. Przejmujące I Need You wybrzmiewa jeszcze dobitniej, gdy pamięta się o tragicznym zdarzeniu w życiu rodzinnym artysty. Natomiast kontrast suchego, zmęczonego głosu Cave'a i anielskich partii wokalistki Else Torp, jest jedną z najpiękniejszych rzeczy, jakie słyszałem w muzyce.
Ulubione numery: Anthrocene, Jesus Alone, Distant Sky

Moje pierwsze odsłuchy drugiego albumu Ghosta nie spowodowały u mnie spazmów. W zasadzie podobała mi się jakaś połowa kompozycji zawartych na krążku. Od początku jednak uwielbiałem jego klimat. To wciąż retro 70s, jak na debiucie, ale tym razem skierowane w nieco bardziej psychodeliczne rejony. W tamtych czasach zespół miał na koncie jedynie dwie pełne płyty, więc mimowolnie wracałem do całego Infestissumam, aż po pewnym czasie zaskoczyło mi tak, jak należy. Obecnie nie mam pojęcia, dlaczego miałem z tym materiałem problemy. To zbiór świetnych kompozycji, spośród których wiele kocham miłością bezgraniczną. Podniosły początek w postaci Infestissumam/Per Aspera Ad Inferi to jeden z najlepszych otwieraczy, jakie kiedykolwiek słyszałem. Potem mamy hit Year Zero, jeden z najbardziej niedocenionych numerów Ghosta, czyli Depth Of Satan's Eyes, czy też wielki finał w postaci Monstrance Clock. Ten album zawsze kojarzy mi się z moim pierwszym wyjazdem poza Polskę - granicę z Niemcami mijałem wtedy w nocy, a w słuchawkach leciało Ghuleh/Zombie Queen. Ten mały akcent pamiętam doskonale. Warto też wspomnieć o stronie graficznej wydawnictwa: nasz rodak, Zbigniew Bielak, odwalił kawał dobrej roboty, a współpraca z Ghost wywindowała go do absolutnego topu artystów zajmujących się ilustrowaniem muzyki.
Ulubione numery: Infestissumam/Per Aspera Ad Inferi, Idolatrine, Jigolo Har Megiddo
25. Slayer - Reign In Blood
Przy Far Beyond Driven wspominałem, że pierwsze chwile z tamtą płytą w moim przypadku należały do dość brutalnych. Podczas swej muzycznej wędrówki trafiły mi się dwa takie przypadki: wymieniona wcześniej Pantera i właśnie Reign In Blood. Dla słuchacza AC/DC, Judas Priest i Iron Maiden, starcie z Angel Of Death, Criminally Insane, czy Postmortem, należało do wstrząsających przeżyć. Teoretycznie powinienem był wtedy odstawić Slayera na półkę po pierwszym odsłuchu płyty, być może nawet przed jego zakończeniem. Coś mnie jednak pchało w kierunku tego brzmienia. Emanowała z niego wściekłość, agresja i bezkompromisowość. Do tego te "psychopatyczne" melodie, które u Slayera brzmią tak naturalnie...Reign In Blood kupiło mnie w całości. Patrząc na dyskografię zabójcy po latach, chyba wolę Show No Mercy, ale trzeci długograj Slayera to dla mnie idealny album thrashowy. Jest jeszcze jedna płyta reprezentująca ten styl, którą oceniam w podobny sposób, ale na nią przyjdzie jeszcze czas.
Ulubione numery: Postmortem, Altar Of Sacrifice/Jesus Saves, Angel Of Death
24. Nick Cave & The Bad Seeds - Skeleton Tree

Przedostatni Cave to według mnie drugi najlepszy album XXI wieku. Na pewno nie jest to łatwy materiał, ale bez wątpienia obdarzony charakterem i pewnym urokiem. Co prawda większość utworów, które się na nim znalazły, powstała jeszcze przed tragiczną śmiercią syna Nicka, ale Skeleton Tree nasączone jest żalem i tęsknotą za czymś niedostępnym. Już od pierwszych wersów Jesus Alone ("You fell from the sky, crash landed in a field near the river Ardur") słychać, że to nie będzie romantyczy, czy też buntowniczy Cave, którego znamy z wielu wcześniejszych płyt. Tutaj postawiono na wyciszenie oraz minimalizm, ale w zdrowej odsłonie - w przeciwieństwie do ostatniego krążka. Skeleton Tree wciąż jest pełne świetnej muzyki. Przejmujące I Need You wybrzmiewa jeszcze dobitniej, gdy pamięta się o tragicznym zdarzeniu w życiu rodzinnym artysty. Natomiast kontrast suchego, zmęczonego głosu Cave'a i anielskich partii wokalistki Else Torp, jest jedną z najpiękniejszych rzeczy, jakie słyszałem w muzyce.
Ulubione numery: Anthrocene, Jesus Alone, Distant Sky
As mankind hurled itself forever downwards into the bottomless pit of eternal chaos, the remnants of civilization screamed out for salvation - redemption roared across the burning sky... The Painkiller
- Bon Dzosef
- -#The Alchemist

- Posty: 12452
- Rejestracja: wt kwie 05, 2016 5:28 pm
Re: TOP 50 płyt - wyzwanie Schizoid (edycja 2020)
Ciekawe, bo mnie na początku Infessti zachwycił, a teraz w ogóle do niego nie wracam.
Co do Selera - dokładnie takie same odczucia miałem jak pierwszy raz przesłuchałem. I też wole Show No Mercy
Co do Selera - dokładnie takie same odczucia miałem jak pierwszy raz przesłuchałem. I też wole Show No Mercy
Re: TOP 50 płyt - wyzwanie Schizoid (edycja 2020)
Trójka Selera to coś w rodzaju Świętego Graala thrashu. Wszystko tam gra idealnie. Płyta-pomnik.
Re: TOP 50 płyt - wyzwanie Schizoid (edycja 2020)
Trzeba tego Nick Cave posłuchać
Re: TOP 50 płyt - wyzwanie Schizoid (edycja 2020)
Do Infestissumam wracam ostatnio najrzadziej.
Ten opis w sumie pasuje do dowolnej z trzech pierwszych płyt Slayera, mieli wtedy świetne pomysły. Na początku wzgardziłem Hell Awaits, ale potem zrozumiałem swój błąd.Zdan pisze: Trójka Selera to coś w rodzaju Świętego Graala thrashu. Wszystko tam gra idealnie. Płyta-pomnik.
Warto, choć jak zaznaczyłem, jest to specyficzny krążek. Ja słucham go rzadko, bo wymaga odpowiedniego nastroju.geri92 pisze:Trzeba tego Nick Cave posłuchać
As mankind hurled itself forever downwards into the bottomless pit of eternal chaos, the remnants of civilization screamed out for salvation - redemption roared across the burning sky... The Painkiller
Re: TOP 50 płyt - wyzwanie Schizoid (edycja 2020)
Tak - pierwsze trzy to odwieczne klasyki. Show No Mercy to świetny kawał metalu - jeszcze ze speed metalowymi-Judasowymi akcentami. Hell Awaits to faktycznie podróż do piekła a trójka to w pewnym sensie zamknięcie tematu.
Re: TOP 50 płyt - wyzwanie Schizoid (edycja 2020)
Ja najbardziej lubię South of Heaven. Najbardziej mroczna płyta Slayer. Show No Mercy na drugim miejscu.
Re: TOP 50 płyt - wyzwanie Schizoid (edycja 2020)
Miałem w życiu stosunkowo krótki epizod, kiedy to South Of Heaven było dla mnie tym najlepszym Selerem. Faktycznie jest to bardzo mocny materiał, a Silent Scream to chyba mój ulubiony utwór tej hordy, ale od dawna stawiam ją poza podium. Szkoda, że Haunting The Chapel to jedynie EPka, bo gdyby było tam więcej numerów pokroju Chemical Warfare, to na pewno byłby to mocny zawodnik w bitwie o tytuł najlepszej płyty.
Ostatnio złapałem się na tym, że spośród "emerytowanych" kapel, to właśnie Zabójcy brakuje mi najbardziej. Inne zespoły albo jawiły mi się jako coś poza moim zasięgiem (typu Black Sabbath, które ostatecznie szczęśliwie zobaczyłem w 2016), albo w ogóle nie istnieją od lat (Pink Floyd). Natomiast Slayera widziałem na żywo 3 razy, toteż ich rozstanie ze sceną było dla mnie przykrym wydarzeniem.
Ostatnio złapałem się na tym, że spośród "emerytowanych" kapel, to właśnie Zabójcy brakuje mi najbardziej. Inne zespoły albo jawiły mi się jako coś poza moim zasięgiem (typu Black Sabbath, które ostatecznie szczęśliwie zobaczyłem w 2016), albo w ogóle nie istnieją od lat (Pink Floyd). Natomiast Slayera widziałem na żywo 3 razy, toteż ich rozstanie ze sceną było dla mnie przykrym wydarzeniem.
As mankind hurled itself forever downwards into the bottomless pit of eternal chaos, the remnants of civilization screamed out for salvation - redemption roared across the burning sky... The Painkiller
Re: TOP 50 płyt - wyzwanie Schizoid (edycja 2020)
Właściwie wszystkie Selery aż do Seasons to są potężne ciosy - mniej lub bardziej. Kwestia preferencji - u mnie królem totalnym jest i będzie po wsze czasy Raining.
Re: TOP 50 płyt - wyzwanie Schizoid (edycja 2020)
Ja zaczynałem przygodę ze Slayer od South of Heaven, ale po latach dalej stwierdzam, że to najlepsze co nagrali. Choć miałem epizody, że wolałem Seasons (zaraz po tym jak się ukazała) czy Reign in Blood. Ale SoH ma klimat jak żaden inny Slayer, tytułowy, Spill the Blood (absolutnie killerski numer), wspomniane Silent Scream też dałbym do top 10 utworów Slayer.
-
Deleted User 2259
Re: TOP 50 płyt - wyzwanie Schizoid (edycja 2020)
U mnie tak jak u Vorgela, South of Heaven najlepszy ich krążęk.

