TOP 50 płyt lata 80 - Vorgel

Zbiór ankiet i Waszych opinii dotyczących innych zespołów.

Moderator: Administracja i Moderacja SanktuariuM

Zdan
-#Lord of light
-#Lord of light
Posty: 9895
Rejestracja: wt sty 29, 2019 12:29 pm

Re: TOP 50 płyt lata 80 - Vorgel

Post autor: Zdan »

Czasem biorę to prawda. Szczerze? To zależy tylko i wyłącznie od potrzeby chwili.
Awatar użytkownika
Vorgel
-#Lord of light
-#Lord of light
Posty: 8097
Rejestracja: śr sty 27, 2016 5:26 pm

Re: TOP 50 płyt lata 80 - Vorgel

Post autor: Vorgel »

46. Annihilator – Alice in Hell (1989)

Obrazek

Późny debiut jak na thrash metal. W tamtym czasie ukazywały się już debiutanckie płyty klasyków death metalu. Ale co to ma za znaczenie, w momencie kiedy dostajemy spójny, doskonały technicznie thrash, dla wielu w tym dla mnie najlepszy album zespołu? W 37 minut Jeff Waters i koledzy pokazują starym piernikom jak grać metal. Inna sprawa, że "stare pierniki" były ledwie kilka lat starsze. Od samego początku Waters miał ten patent arcymelodyjnej wstawki w środku ostrego thrashowego numeru, czasem z solówką, ale nie zawsze. Tutaj jest to w Wicked Mystic i Word Salad. I tak się generalnie powinno było grać thrash metal w końcówce dekady lat 80.

Highlights: Alison Hell, W.T.Y.D." (Welcome to Your Death), Wicked Mystic, Burns Like a Buzzsaw Blade, Word Salad, Human Insecticide

45. Dark Angel – Darkness Descends (1986)

Obrazek

1986 to najlepszy rok dla thrashu. Był to też ciekawy okres, gdyż po roku 1985 wyraźnie został oddzielony metal komercyjny, od metalu bezkompromisowego. Na tle Slayer, Megadeth czy Dark Angel, nawet zasłużone załogi heavy metalowe brzmiały dość komercyjnie, chociaż nie tak jak to, co wówczas zaczęło brać górę w gitarowym graniu. 1986 to cezura, zmiana etapu. Dark Angel w tamtym czasie łoili chyba najmocniej, chociaż na pewno ostrą konkurencją pod tym względem były dla nich formacje jak Slayer czy Voivod. W Niemczech też kształtowała się mocna scena thrashowa. Darkness Descends to album uznany, ale na tle konkurencji niezbyt doceniony. Szkoda, bo ja na przykład wolę go od Reign in Blood. 7 utworów, 35 minut, może jedynie Black Prophecies jest trochę za długie. Ale nie ma co marudzić.

Highlights: Cała płyta, a mój ulubiony kawałek to Perish in Flames.
Ostatnio zmieniony pn lis 09, 2020 7:27 pm przez Vorgel, łącznie zmieniany 2 razy.
Awatar użytkownika
Vorgel
-#Lord of light
-#Lord of light
Posty: 8097
Rejestracja: śr sty 27, 2016 5:26 pm

Re: TOP 50 płyt lata 80 - Vorgel

Post autor: Vorgel »

44. Suicidal Tendencies - How Will I Laugh Tomorrow When I Can't Even Smile Today (1988)

Obrazek

Suicidali poznałem w liceum, kolega który był fanem hard core i skateboardingu, słuchał takich zespołów. Ale pierwszy album mnie nie zachwycił, dopiero Lights Camera... Revolution, które pożyczyłem następne złapało. Bo tak naprawdę to bardziej thrash niż hard core. I taka też jest ta płyta, pierwszy album zespołu z dwoma gitarzystami. Do grupy dołączył Mike Clark i od razu zrobiło się bardziej metalowo. Ale tak naprawdę How Will I Laugh Tomorrow to wielki popis solowego gitarzysty Rockyego George'a. To jest wirtuoz gitary nie ustępujący całej plejadzie tych powszechnie uznanych wirtuozów. Jak ktoś chce się przekonać, a nie zna tej płyty polecam utwór tytułowy. Sorry ma niezwykle poruszający tekst, chociaż to szybki, melodyjny thrashowy kawałek z genialną solówką Rockyego.

Highlights: Trip at the Brain, Hearing Voices, Pledge Your Allegiance, How Will I Laugh Tomorrow, Sorry?!, One Too Many Times, The Feeling's Back

43. Skid Row - Skid Row (1989)

Obrazek

To był wielki sukces zespołu i 5 milionów sprzedanych egzemplarzy płyty w samych tylko Stanach Zjednoczonych. Miałem wtedy na kasecie VHS teledysk do Youth Gone Wild z Headbangers Ball, ale niespecjalnie interesowały mnie inne ich utwory. Dopiero jak wydali Slave to the Grind to zainteresowałem się zespołem bardziej. Siłą rzeczy też debiutem. To jest lepsze niż 99% tego co się nazywało hair metalem czy glam metalem w latach 80, ale może dlatego, iż to taki street level hard rock. Oczywiście jedna ballada możne zarazem zrobić jak i zniszczyć zespołowi karierę i tak się niestety stało w tym przypadku, bo później czekano na ballady takie jak ta, a tych po prostu nie było. Slave to the Grind sprzedał się w związku z tym gorzej, ale wciąż w sporym nakładzie. A później przyszło grunge i nie dało się obronić na rynku. Szkoda. Dzisiaj z przyjemnością wracam do tego klasycznego już krążka w gatunku.

Highlights: Cała płyta bardzo hiciarska, ballada mi nie leży, ale poza tym same dobre utwory. Najlepszy? Midnight / Tornado
Zdan
-#Lord of light
-#Lord of light
Posty: 9895
Rejestracja: wt sty 29, 2019 12:29 pm

Re: TOP 50 płyt lata 80 - Vorgel

Post autor: Zdan »

Jeśli ktoś lubi te bardziej metalowe albumy Suicidal Tendencies to polecam zespół Mike'a Clarka w którym grał przed ST czyli No Mercy. Na ich jedynym albumie śpiewał Mike Muir więc to w istocie jeszcze bardziej metalowe (w kierunku speed/thrash) Suicidal.
Awatar użytkownika
Cold
-#Rainmaker
-#Rainmaker
Posty: 7438
Rejestracja: śr wrz 14, 2005 6:27 pm

Re: TOP 50 płyt lata 80 - Vorgel

Post autor: Cold »

Darkness Descends - świetna rzecz; no i łoi tam wtedy 19-letni Gene Hoglan, jeden z moich ulubionych drummerów.
Awatar użytkownika
Vorgel
-#Lord of light
-#Lord of light
Posty: 8097
Rejestracja: śr sty 27, 2016 5:26 pm

Re: TOP 50 płyt lata 80 - Vorgel

Post autor: Vorgel »

42. Alice Cooper - Trash (1989)

Obrazek

Ten album gdzieś tutaj musiał się znaleźć, bo tak poznałem twórczość Coopera. Pamiętam, że w sklepie z kasetami gdzie dokonywałem zakupów, na drzwiach wejściowych wisiał wielki plakat przedstawiający Alice'a jak na okładce powyżej. Stanąłem przez chwilę i patrzyłem z podziwem. Wtedy zagadnął mnie sprzedający mówiąc coś w rodzaju 'młody mam też kasetę' czy coś takiego. Okładka wyglądała dokładnie jak plakat. Pomyślałem, że to musi być mocne metalowe granie, a słuchałem wówczas thrashu. Cóż, nie było to Slayer ani Exodus, a te formacje już wtedy znałem. Mimo wszystko, podobnie jak w przypadku Pyromanii Def Leppard, a może nawet bardziej kupiło mnie to. Myślę, że głównym powodem dla którego Trash mi się spodobało jest wokal. Przecież gdyby Hell Is Living Without You zaśpiewał Jon Bon Jovi (jest współautorem utworu) to bym stwierdził, że to przesłodzona ballada. A nie jest taką, bo Alice śpiewa po swojemu. W ogóle po latach stwierdzam, że wokalnie to być może najmocniejsza jego płyta. Mimo iż wolę to co robił w latach 70 i mimo, że są tu dwa utwory, których od początku nie lubiłem i nie lubię ich po dzień dzisiejszy. Pozostałe osiem to dla mnie zawsze było coś w rodzaju greatest hits i ten album można tak śmiało nazwać. Pamięta się z niego wszystko, pamiętam nawet te dwa słabe utwory, bo nie skipowałem (to nie CD), a przewijanie taśmy to zawsze na chybił trafił. Teraz też ich nie skipuję bo zaburzałoby mi to wartość historyczną dzieła. Trash to powrót Alice'a do platynowych płyt, po 14 latach od sukcesu Welcome to My Nightmare. Ale tak to jest, tak wielkich rzeczy nie robi się w garażu, ani z przypadkowymi muzykami, bez producentów i inżynierów dźwięku. Produkt? Jasne, ale jaki!

Highlights: Wszystkie oprócz Only My Heart Talkin' i Trash. Najlepszy zawsze Bed of Nails.

41. Celtic Frost - Into the Pandemonium (1987)

Obrazek

W zasadzie jedyny album zespołu, który mi się podoba, a już na pewno jedyny który się podoba w całości, chociaż nie zawsze tak było. Nigdy nie pasowały mi tutaj wokale. Obecnie mam do tego raczej obojętny stosunek, płyta ma klimat jak mało co i to się liczy. Mexican Radio i I Won't Dance to były kiedyś jedyne utwory, które mnie z tego krążka ruszały. W istocie są najbardziej przebojowe, ale też ciekawe pod tym względem, że jeden to cover zupełnie różniący się od oryginału, a drugi przypomina dokonania Sisters of Mercy ale w wersji heavy metalowej. Obecnie lubię cały album i nie uważam, że znajduje się na nim choć jeden zbędny kawałek. A przepraszam, jeden zbędny to się znajdzie. One in Their Pride mógłby ewentualnie być, ale gdyby go skrócono do czegoś w rodzaju intro. Z kolei na drugim biegunie eksperymentów mamy przyprawiające o ciarki na plecach Tristesses de la Lune. To z kolei fantastyczna rzecz. Opisywanie tych utworów nie ma najmniejszego sensu, bo nie da się porównać ich z żadnym innym zespołem. Sporo riffów jest thrashowych, po linii wcześniejszych wydawnictw. Muzyka jednak o wiele bardziej urozmaicona i oryginalna.

Highlights: Mexican Radio, Mesmerized, Tristesses de la Lune, Babylon Fell (Jade Serpent), Caress into Oblivion (Jade Serpent II), I Won't Dance, Sorrows of the Moon (jest jako bonus na moim wydaniu).
Zdan
-#Lord of light
-#Lord of light
Posty: 9895
Rejestracja: wt sty 29, 2019 12:29 pm

Re: TOP 50 płyt lata 80 - Vorgel

Post autor: Zdan »

Ten album Celtic Frost to coś co w 1987 roku musiało na metalowej scenie robić papkę z mózgów ludzi. Szczególnie w kontekście Hellhammer i tego co wcześniej grało CF. Absolutnie rewolucyjny album.
Awatar użytkownika
Vorgel
-#Lord of light
-#Lord of light
Posty: 8097
Rejestracja: śr sty 27, 2016 5:26 pm

Re: TOP 50 płyt lata 80 - Vorgel

Post autor: Vorgel »

Szkoda, że tego dalej nie pociągnęli tylko zrobili Cold Lake (nie że to jakaś beznadziejna płyta, no ale sorry), a później ratując sytuację poszli w standardowy, ale raczej bezjajeczny thrash.
Zdan
-#Lord of light
-#Lord of light
Posty: 9895
Rejestracja: wt sty 29, 2019 12:29 pm

Re: TOP 50 płyt lata 80 - Vorgel

Post autor: Zdan »

Cold Lake to w kontekście Celtic Frost totalna abominacja i nie dziwne, że nie wznawiana, nie omawiana, nie wspominana a jak ktoś daje ją Tomowi do podpisu to on tam bazgra takie rzeczy jak "zdrajca", "pozer" etc. Potem było poprawne ale faktycznie pozbawione polotu "Vanity/Nemesis" i dopiero potem powrót powrotów czyli kolos w postaci "Monotheist".
Awatar użytkownika
Vorgel
-#Lord of light
-#Lord of light
Posty: 8097
Rejestracja: śr sty 27, 2016 5:26 pm

Re: TOP 50 płyt lata 80 - Vorgel

Post autor: Vorgel »

40. The Alan Parsons Project – The Turn of a Friendly Card (1980)

Obrazek

Co tu dużo mówić, najlepszy Parsons. Tym razem muzycy zebrani przez genialnego producenta i inżyniera dźwięku poszli w 16 minutową suitę tytułową, a i pozostałe, krótsze utwory też jakby lepsze niż na wcześniejszych (nie mówiąc już o późniejszych) albumach. To co lubię u Parsonsa to rozmach aranżacyjny nawet w krótkich rockowych utworach. Facet cierpiał chyba na jakieś zbyt wygórowane ambicje, ale swoje osiągnął. Z jednej strony wszystko mega przystępne, z drugiej zdradza ambicje obce muzyce pop. Niestety tego sukcesu artystycznego nigdy później już nie powtórzył.

Highlights: W zasadzie wszystko z wyróżnieniem 5 segmentowej suity.

39. Faith No More - The Real Thing (1989)

Obrazek

W zasadzie ten zespół podoba mi się odkąd zobaczyłem teledysk do Epic, początek 1990 roku. Kupili mnie bo byli inni niż wszyscy, a przy tym gitara była ostra. Naturalnie na albumie są lepsze rzeczy, ale od czegoś trzeba zacząć. To niezwykle różnorodna płyta i mamy tutaj całkiem odmienne od siebie klimaty jakoś posklejane w całość. A jeśli komuś się wydaje, że nie sposób umieścić na jednym albumie Surprise! You're Dead! w stylu Slayer i lekkiego swingowego kawałka w stylu Sinatry pod tytułem Edge of the World to niech spróbuje posmakować tego co robią panowie z Faith No More na The Real Thing. Oczywiście centralnym i najlepszym utworem krążka jest kawałek tytułowy. Tutaj już niemal progres się włącza. Przekaz nie jest u Faith No More najważniejszy chociaż Zombie Eaters ma być przestrogą przed narkotykami. Generalnie jednak, pół płyty to są jakieś miłosne sprawy i nie ma co tego rozbierać na czynniki pierwsze. Zdecydowanie najlepszy album zespołu, choć cover War Pigs mogli sobie darować.

Highlights: From Out of Nowhere, Epic, Falling to Pieces, Zombie Eaters, The Real Thing, Underwater Love, The Morning After
Awatar użytkownika
widman
-#Lord of light
-#Lord of light
Posty: 7777
Rejestracja: ndz lip 24, 2005 7:52 pm

Re: TOP 50 płyt lata 80 - Vorgel

Post autor: widman »

geri92 pisze: ndz lis 08, 2020 7:58 pm
Invader pisze: ndz lis 08, 2020 7:01 pm Mam ten album The Cure i Disintegration również, spoko nawet. A co polecasz DS na początek? bo znam tylko Brothers. Może sobie właśnie złożę zamówienie i zakupię jakiś album w sklepie.
Welcome to the Dire Straits, I'll be your guide.

Tak jak Vorgel pisze, Making Movies i Love Over Gold to absolutny peak Dire Straits. Polecam zacząć od Alchemy, wydanego po Love Over Gold. Przez wielu uważany za najlepszą koncertówkę lat 80 (podobnie jak dla lat 70 była to Made In Japan Purpli). Możesz też zerknąć na drugą płytę w kolejności - Communique. Została nagrana jeszcze w klasycznym składzie - 2 gitary, bas i perkusja. Od Making Movies mamy już klawisze, a później dojdzie i saksofon.

Brothers In Arms i On Every Street to już właściwie drugi etap zespołu, okraszony koncertówką On The Night. Na On Every Street Mark już bardziej myślał nad swoimi solowymi płytami, więc jest dosć średnio, ale tytułowy kosi dupsko. Musisz brać też pod uwagę, że DS zawsze był wizją Marka, skomponował on wszystkie utwory i był mózgiem i sercem tej kapeli.

Podsumowując:
Making Movies -> Love Over Gold -> Alchemy

później Communique,

później Brothers In Arms -> On Every Street -> On The Night

No i na koniec można debiut wrzucić, aczkolwiek poza Sultans Of Swing, nie ma tam nic ciekawego IMO.
No właśnie jest to bardzo ciekawa płyta. W swoim czasie naprawdę świetny materiał. Wolę ją od Makin' Movies, której nie lubię.
Deleted User 2259

Re: TOP 50 płyt lata 80 - Vorgel

Post autor: Deleted User 2259 »

Wreszcie jakieś albumy, ktore sobie cenie i znam. To moze byc najlepszy APP, ale nie robilem jeszcze rankingu jego plyt. FNM - kiedys chyba Angel Dust był moim nr 1, ale teraz tez stawialbym na TRT jako ich najlepszy krazek, War Pigs faktycznie niepotrzebne i skipuje jeszcze instrumentala.
Awatar użytkownika
Vorgel
-#Lord of light
-#Lord of light
Posty: 8097
Rejestracja: śr sty 27, 2016 5:26 pm

Re: TOP 50 płyt lata 80 - Vorgel

Post autor: Vorgel »

38. Death – Leprosy (1988)

Obrazek

Moja introdukcja do death metalu. To był chyba marzec, ale na pewno rok 1990. Na rynku była już następna płyta formacji Spiritual Healing, którą niedługo potem nabyłem, ale od Leprosy zaczęła się moja przygoda z tym gatunkiem muzyki. Wtedy nie spodziewałem się, że jeszcze jest mnie coś w stanie zaskoczyć w metalu. I nie chodzi o obniżony strój gitar, na to akurat nie zwróciłem uwagi. Zwrócił natomiast moją uwagę wokal Schuldinera. Potrafiłem słuchać pierwszego i zarazem tytułowego kawałka po kilkanaście razy, za każdym razem przewijając kasetę do początku. Bywało, że często nie słuchałem całej reszty. Kiedy już jednak miałem dość tytułowego częściej słuchałem całości. I od razu wyłapałem co najmniej tak samo dobre rzeczy, np. Born Dead, Left to Die czy moje ulubione Pull the Plug. To były beztroskie czasy poznawania nowej muzyki. Dobre czasy.

Highlights: Tak jak w opisie, chociaż słucha się tego albumu jednym cięgiem.

37. Pretty Maids - Future World (1987)

Obrazek

Na początku lat 90 miałem na kasecie VHS nagrany teledysk do utworu Don't Settle for Less, nie z tej płyty ale nowszej. Podobało mi się. Kojarzyłem trochę z Europe. Zespół nie był jednak na tyle u nas popularny, by można było bez problemu dostać kasetę. W końcu usłyszałem w radiu We Came to Rock co było jeszcze lepsze. Pośrednimi drogami udało mi się zdobyć przegraną z płyty winylowej kasetę. Niestety winyl chyba nie był w najlepszej kondycji, bo w dwóch momentach -w tym jeden w We Came to Rock niestety - igła przeskakiwała. Zapamiętałem ten krążek z tymi przeskokami. Po latach kiedy kupiłem pierwsze wydanie CD, ono po jakimś czasie zaczęło... przeskakiwać. Nie za każdym razem, ale jest to jednak irytujące. Ta płyta ma chyba w sobie element jakiejś złej magii. To dość eklektyczny album jak na ten rodzaj muzyki (Niemcy by to nazwali hard and heavy). Mamy tutaj rasowy heavy metal, 80's hard rock czy jak kto woli hair metal (nie lubię tej nazwy), a także coś kojarzącego się z twórczością Yngwiego Malmsteena i... Abbą (Rodeo). Tak czy siak, mogę tego słuchać w każdej chwili.

Highlights: Future World, We Came to Rock, Love Games, Rodeo, Long Way to Go
Zdan
-#Lord of light
-#Lord of light
Posty: 9895
Rejestracja: wt sty 29, 2019 12:29 pm

Re: TOP 50 płyt lata 80 - Vorgel

Post autor: Zdan »

Od Pretty Maids zawsze najbardziej ceniłem pierwszą płytę. Ale dwójkę też lubię.
Awatar użytkownika
Geri666
-#Clansman
-#Clansman
Posty: 4293
Rejestracja: śr lis 17, 2010 11:47 pm
Skąd: Wwa

Re: TOP 50 płyt lata 80 - Vorgel

Post autor: Geri666 »

Leprosy kapitalne, chociaż ja akurat poznawałem Death już od końca i musiałem się trochę do niej przekonać ;)
Zdan
-#Lord of light
-#Lord of light
Posty: 9895
Rejestracja: wt sty 29, 2019 12:29 pm

Re: TOP 50 płyt lata 80 - Vorgel

Post autor: Zdan »

geri92 pisze: śr lis 11, 2020 2:11 pm Leprosy kapitalne, chociaż ja akurat poznawałem Death już od końca i musiałem się trochę do niej przekonać ;)
Z Death mam zabawnie - najbardziej lubię jedynkę i ostatnią. Taka schizofrenia gustu ;)
Awatar użytkownika
Vorgel
-#Lord of light
-#Lord of light
Posty: 8097
Rejestracja: śr sty 27, 2016 5:26 pm

Re: TOP 50 płyt lata 80 - Vorgel

Post autor: Vorgel »

To jest ciekawe, bo ja można powiedzieć do końca Death nie dotrwałem ;) W tym sensie, że właśnie ostatni album mocno odpuściłem po pierwszym rozczarowującym odsłuchu. Chociaż ostatecznie nie jest taki zły.

Pierwsze Pretty Maids też lubię i jeszcze Jump the Gun. Dalej już raczej straciłem zainteresowanie.
Zdan
-#Lord of light
-#Lord of light
Posty: 9895
Rejestracja: wt sty 29, 2019 12:29 pm

Re: TOP 50 płyt lata 80 - Vorgel

Post autor: Zdan »

Vorgel pisze: śr lis 11, 2020 2:15 pm To jest ciekawe, bo ja można powiedzieć do końca Death nie dotrwałem ;) W tym sensie, że właśnie ostatni album mocno odpuściłem po pierwszym rozczarowującym odsłuchu. Chociaż ostatecznie nie jest taki zły.

Pierwsze Pretty Maids też lubię i jeszcze Jump the Gun. Dalej już raczej straciłem zainteresowanie.
Z Pretty Maids mam podobnie choć słyszałem coś z późniejszych i nie było złe. Ostatni album Death z kolei to pewien fenomen rozwoju tego zespołu. Nie znam poza tym innego albumu podobnego muzycznie.
Awatar użytkownika
Vorgel
-#Lord of light
-#Lord of light
Posty: 8097
Rejestracja: śr sty 27, 2016 5:26 pm

Re: TOP 50 płyt lata 80 - Vorgel

Post autor: Vorgel »

Ostatnia płyta Death to po prostu naturalna konsekwencja tego w jakim kierunku zespół zmierzał. Ale o ile na Symbolic są po prostu melodyjne, zapamiętywalne utwory, na Sound of Perserverance ich nie ma. Nawet już zapomniałem te dwa, które uważałem za melodyjne ;)
Awatar użytkownika
Geri666
-#Clansman
-#Clansman
Posty: 4293
Rejestracja: śr lis 17, 2010 11:47 pm
Skąd: Wwa

Re: TOP 50 płyt lata 80 - Vorgel

Post autor: Geri666 »

Zdan pisze: śr lis 11, 2020 2:22 pm Ostatni album Death z kolei to pewien fenomen rozwoju tego zespołu. Nie znam poza tym innego albumu podobnego muzycznie.
No mam dokładnie to samo. Jakbym chciał to sklasyfikować na siłę, powiedziałbym techniczny death metal z elementami progresji i jazzu. No ale ta etykieta brzmi głupio :P
ODPOWIEDZ