TOP 50 płyt lata 90 - Vorgel

Zbiór ankiet i Waszych opinii dotyczących innych zespołów.

Moderator: Administracja i Moderacja SanktuariuM

Awatar użytkownika
Vorgel
-#Lord of light
-#Lord of light
Posty: 8097
Rejestracja: śr sty 27, 2016 5:26 pm

Re: TOP 50 płyt lata 90 - Vorgel

Post autor: Vorgel »

10. Testament – Souls of Black (1990)

Obrazek

Magazyn Guitar World umieścił Souls of Black w dziesiątce najlepszy albumów gitarowych 1990 roku. Na płycie gra oczywiście thrashowy Eddie Van Halen czyli Alex Skolnick. Jest naprawdę bardzo pomysłowy. Solówka w utworze tytułowym oparta jest o bluesowe skale. Ale wszystkie te sztuczki znane z poprzednich wydawnictw też tutaj oczywiście prezentuje. W Love to Hate zagrał moim zdaniem najlepsze solo na płycie, jedno z najlepszych w swojej karierze, a z pewnością najbardziej karkołomne. Ten album zawsze ceniłem niezależnie od pory roku czy danego roku w ogóle. Jak mam ochotę na gitarowe popisy w naprawdę ostrym graniu, to ta płyta jest jedną z pierwszych, o których wtedy myślę.

Highlights: Cały album, co się będę rozdrabniać. 39 minut wirtuozerskiego thrashu.

9. Alice Cooper – Hey Stoopid (1991)

Obrazek

Rok 1991, akurat jechałem z rodzicami i bratem na wczasy, grało jakieś RMF albo coś innego, w każdym razie mainstreamowego, nagle speaker mówi, że wyszedł nowy album Alice'a Coopera i puścił tytułowe Hey Stoopid. Normalnie w dzień, w mainstreamowej rozgłośni. Dzisiaj to może anonsują albumy Podsiadło albo innej Katy Perry, ale na pewno nie Coopera i tym podobnych. Co się spieprzyło przez tych 30 lat? Gusta ludzi? To na pewno, ale przede wszystkim, radiowi prezenterzy już nie ryzykują puszczania rzeczy, które po prostu chcą puścić, bo na przykład im się podobają. Mówię tutaj o mainstreamie. Wiadomo, że są różne radiowe nisze, które obecnie moim zdaniem mają taki sens jak jazda na deskorolce po lodzie, ale główny nurt jest coraz bardziej zachowawczy. Co do samej płyty, Hey Stoopid jest podobne do Trash, ale dłuższe. Po prostu zagrano na patencie który przyniósł platynę, ale nieco rozbudowano repertuar i dano 12 utworów zamiast 10. W ostatnim Wind-Up Toy Alice przypomina historię Stevena, która zrobiła furorę w 1975 roku na albumie Welcome to My Nightmare. Kawałek kończy się tym nawiedzonym Steven... zawołanym głosem dziewczynki. Na platynę nie starczyło, ale złoto wpadło do worka.
PS. Może się Invaderowi spodoba bo gra tu Joe Satriani

Highlights: Hey Stoopid, Love's a Loaded Gun, Snakebite, Dangerous Tonight, Might as Well Be on Mars, Little by Little, Die for You, Wind-Up Toy
Zdan
-#Lord of light
-#Lord of light
Posty: 9895
Rejestracja: wt sty 29, 2019 12:29 pm

Re: TOP 50 płyt lata 90 - Vorgel

Post autor: Zdan »

Lubię ten album Testament bardzo ale niestety brakuje mi to siły pierwszych i kilku następnych wydawnictw.
Awatar użytkownika
Vorgel
-#Lord of light
-#Lord of light
Posty: 8097
Rejestracja: śr sty 27, 2016 5:26 pm

Re: TOP 50 płyt lata 90 - Vorgel

Post autor: Vorgel »

Dla mnie Testament się kończy na Low. Chociaż podoba mi się Brotherhood of the Snake nawet.
Deleted User 2259

Re: TOP 50 płyt lata 90 - Vorgel

Post autor: Deleted User 2259 »

Na całej płycie gra Joe?
Awatar użytkownika
Vorgel
-#Lord of light
-#Lord of light
Posty: 8097
Rejestracja: śr sty 27, 2016 5:26 pm

Re: TOP 50 płyt lata 90 - Vorgel

Post autor: Vorgel »

W pięciu utworach. W tym w najlepszym Little By Little. Ale na płycie pojawia się też Steve Vai, Vinnie Moore, Slash...
Zdan
-#Lord of light
-#Lord of light
Posty: 9895
Rejestracja: wt sty 29, 2019 12:29 pm

Re: TOP 50 płyt lata 90 - Vorgel

Post autor: Zdan »

Vorgel pisze: pn lis 30, 2020 4:39 pm Dla mnie Testament się kończy na Low. Chociaż podoba mi się Brotherhood of the Snake nawet.
Cóż. Potem był "The Gathering" który uznaję za jedną z NAJLEPSZYCH płyt tego zespołu i w całym "nowożytnym" thrashu. "Low" to też świetny strzał.
Awatar użytkownika
Vorgel
-#Lord of light
-#Lord of light
Posty: 8097
Rejestracja: śr sty 27, 2016 5:26 pm

Re: TOP 50 płyt lata 90 - Vorgel

Post autor: Vorgel »

8. Kreator – Coma of Souls (1990)

Obrazek

Przyjęcie do Kreatora Franka Blackfire, który odszedł z Sodom by grać w lepszym zespole, to był strzał w dziesiątkę. O ile styl jaki grupa prezentowała na Extreme Aggression pozostał, pojawiło się tu więcej melodii i kapitalnych solówek. Przecież takie sola jak w When the Sun Burns Red, Coma of Souls czy Agents of Brutality to jest absolutnie pierwsza liga dorównująca najlepszym thrashowym załogom z USA. Zresztą płytę Coma of Souls nagrywano w Kalifornii. Ponoć producent dał im zalecenie by nie przesadzali z używkami i odwiedzaniem klubów ze striptizem. Podejrzewam, że raczej chodziło o to, by nie rozsmakowali się w słonecznej Kalifornii latem, bo właśnie wtedy pracowano nad albumem, a bardziej koncentrowali się na nagraniach. Niejeden muzyk poleciał do USA i zwariował (np. wokalista pewnej angielskiej formacji synth popowej). 10 utworów, 45 minut muzyki na Coma of Souls potwierdza doskonałą formę zespołu, choć sam Mille nie był do końca zadowolony, bo nie miał pełnej kontroli nad produkcją. I bardzo dobrze. Jakby tym wszystkim legendom heavy, thrash czy death metalu zostawić pełną kontrolę (a to byli w większości kolesie w wieku +/-20 lat), to nie wyszlibyśmy poza podziemne demówki. Płyta wysoko w moim rankingu, bo z thrashowych krążków chyba do tego mam największy sentyment. Co nie znaczy, że uważam go za najlepszą w gatunku. Ale z pewnością top 10.

Highlights: When the Sun Burns Red, Coma of Souls, Terror Zone, Agents of Brutality, Material World Paranoia

7. W.A.S.P. – The Crimson Idol (1992)

Obrazek

Dość rozbudowany koncept album, szczęśliwie jednak upchnięty w czasie poniżej godziny. Niektórzy powinni się uczyć, jak to się robi, to może nie nagrywaliby 80 minutowych nudziarstw prog metalowych. The Crimson Idol miał być solowym albumem Lawlessa, jednak po presji fanów, postanowił, iż będzie on sygnowany nazwą W.A.S.P.. Czy to dobrze? Oczywiście, że tak, bo to brzmi dokładnie jak W.A.S.P.. Co więcej, mimo sporego rozpędu aranżacyjnego, mamy tutaj typowy styl znany już z debiutu i gdyby tam znalazła się część tego repertuaru, nikt by nie poznał, że coś nie pasuje. W sumie to dość sprytnie zrobiona płyta, gdyż pretekst konceptu pozwala na powtarzanie wielu fragmentów w różnych częściach krążka i to się spina. Chociaż niektóre, z założenia różne kawałki też są do siebie podobne jak np. The Invisible Boy i I Am One. Najlepszym momentem jak dla mnie jest utwór Chainsaw Charlie, będący brutalnym opisem jak działa przemysł muzyczny i w ogóle rozrywkowy w USA. A Blackie pisał go z pozycji epicentrum tego wszystkiego, czyli Hollywood, gdzie mieszkał. No cóż, opus magnum Lawlessa, które gorąco polecam tym, którzy nie znają. Natomiast odradzam potworka pod tytułem Re-Idolized, gdzie Blackie cenzuruje sam siebie m. in. Karolu Pile Łańcuchowej.

Highlights: The Invisible Boy, Arena of Pleasure, Chainsaw Charlie (Murders in the New Morgue), Doctor Rockter, I Am One, The Idol
Awatar użytkownika
Vorgel
-#Lord of light
-#Lord of light
Posty: 8097
Rejestracja: śr sty 27, 2016 5:26 pm

Re: TOP 50 płyt lata 90 - Vorgel

Post autor: Vorgel »

6. Mercyful Fate – In the Shadows (1993)

Obrazek

Powrót w wielkim stylu. I w dobrym momencie. W tamtym bowiem okresie, zespół King Diamond de facto przestał istnieć. King usnął z niego dwóch muzyków, natomiast perkusista Snowy Shaw zasilił szeregi Memento Mori. Snowy został co prawda też członkiem Mercyful Fate, jednak nie gra na tym albumie. Pozostali muzycy to klasyczny skład Mercyful z Diamondem, Dennerem, Shermannem i Hansenem. Bardzo byłem ciekaw jak ta płyta wypadnie, aczkolwiek podświadomie liczyłem na nowy album King Diamond z logiem Mercyful Fate. Są tutaj oczywiście rzeczy mogące się kojarzyć z King Diamond (pomijając nawet wokal Króla, bo to oczywiste), ale jest też sporo starego brzmienia, szczególnie gitara Dennera ma ten sound. Myślę, iż King nie chciał by ten krążek został zdominowany przez niego, dlatego za większość materiału odpowiada duet gitarowy Denner/Shermann. Najbardziej Diamondowym utworem wydaje się Is That You, Melissa?, ale Król próbował też trochę inaczej, Egypt to agresywna kompozycja, mająca klimat dawnych kawałków, zwłaszcza kiedy wchodzi ten hard rockowy riff po 'I'm burning inside to know". Za takie rzeczy uwielbiam Mercyfuli.

Highlights: Cała płyta, za wyjątkiem programowo dodanego bonusa, czyli poprawnej acz zachowawczej wersji Return of the Vampire, w której dodatkowo zagrał gościnnie największy partacz instrumentów perkusyjnych ever.

5. Blind Guardian – Nightfall in Middle-Earth (1998)

Obrazek

Upierdliwie pytałem na targowisku sprzedawcę stoiska muzycznego, także później kolegę, kiedy ten nowy Blind Guardian w końcu wyjdzie, bo już miał być, a go nie ma. Dla mnie nowe nagrania King Diamond, Mercyful Fate czy Blind Guardian w tamtym czasie to były najbardziej oczekiwane rzeczy. I nic dziwnego, takiej jakości wówczas nie prezentował już nikt z weteranów, o nowych wykonawcach nawet nie wspominając. Kiedy dorwałem kasetę, wydaną w końcu normalnie w kraju nad Wisłą na licencji Virgin, katowałem ją w nieskończoność uznając bez zbędnych przemyśleń, że to najlepsza płyta Blind Guardian, bez dwóch zdań. Oczywiście po jakimś czasie nabiera się dystansu i wciąż moim ulubionym krążkiem BG pozostaje inny album zespołu, ale ten jest na drugim miejscu. Jeśli chodzi o brzmienie, aranżacje i generalnie całą otoczkę, to jest najlepsza płyta Guardianów bezdyskusyjnie. Ale większy sentyment mam do innej. Tak czy owak, dochodzimy do momentu w historii zespołu, gdzie "czas stoi w miejscu na żelaznym wzgórzu", co ma oczywiście związek z opowiadaniem opartym na Silmarillionie Tolkiena, bo to koncept album. Przede wszystkim jednak porusza temat, który wałkują od 1990 roku, czyli temat czasu,a także nieśmiertelności. Ileż bólu i nadziei w tej muzyce. Cóż, napisałbym, że to ostatnia wielka płyta w historii muzyki, ale pojawiła się później jeszcze jedna tak świetna. Z pewnością mogę jednak napisać, ostatnia tak wielka płyta w XX wieku.

Highlights: Wszystkie właściwe utwory, tj. pomijając przerywniki, które tam oczywiście pasują, ale żeby od razu je wyróżniać?
pz
-#Administrator
-#Administrator
Posty: 21960
Rejestracja: śr maja 07, 2014 12:56 am
Skąd: z Sanatorium

Re: TOP 50 płyt lata 90 - Vorgel

Post autor: pz »

Fajne wybory. Większość tych płyt znalazłaby się i w moim zastawieniu, pewnie również wysoko. Chociaż moja ulubiona płyta z okresu była gdzieś w połowie stawki. Z ostatniej dwójki, u mnie ten Blind Guardian też na drugim miejscu wśród albumów zespołu, a In the Shadows bardzo lubię i mam spory sentyment, bo to pierwsza płyta MF, którą słyszałem (na pewno moje top-3 MF).

02: Turbo (Kutno, Warszawa, Kraków) Wishbone Ash (Warszawa) Monstrum (Rzeszów) Soen (Kopenhaga)
03: Villagers of Ioannina City, Lady Pank, Zalewski, Icon, Turbo (Łódź)
05: Paul Quinn, Defenders of Steel, Hellhaim, Linkin Park (Sztokholm), Omen (Kraków?)
06: Omen (Warszawa), Mystic Festiwal, Metallica (Budapeszt), Iron Maiden (Hradec Kralove), MnC (SK, Łódź)
07: MnC (Pionki), Skunk Anansie, Judas Priest
08: Castle Rat, Soen
Awatar użytkownika
Vorgel
-#Lord of light
-#Lord of light
Posty: 8097
Rejestracja: śr sty 27, 2016 5:26 pm

Re: TOP 50 płyt lata 90 - Vorgel

Post autor: Vorgel »

4. Carcass – Necroticism–Descanting the Insalubrious (1991)

Obrazek

Ten album poznałem dopiero w 1992 roku, kiedy byłem już dobrze obeznany z death metalem i wieloma załogami z tego gatunku. W magazynie Strych, w TVP Katowice, poleciał teledysk do Incarnated Solvent Abuse. Nagrałem na VHS, bo zwykłem wtedy nagrywać wszystko co szło w tym programie, a szedł metal najlepszej próby i po prostu oszalałem na punkcie Carcass. W zasadzie to na początku na punkcie tego utworu. To było tak inne od florydzkiego death metalu (który też bardzo lubiłem i lubię po dziś dzień), od szwedzkiego death metalu, nawet inne od twórczości ich ziomali z Wielkiej Brytanii uprawiających ten gatunek. Carcass wywodzili się ze szkoły grindcore i ich wczesne nagrania można porównać z Napalm Death, zresztą Bill Steer grał w obu formacjach. Później styl obu zespołów zaczął się rozjeżdżać. Carcass postawili na dłuższe utwory, z melodyjnymi solówkami, coś co oni sami nazywali po prostu heavy metalem, gdyż takie były ich inspiracje. Pamiętam, że na koncercie na Metalmanii w 1993 oni się zachowywali na scenie jak rasowi rock and rollowcy, zwłaszcza Jeff Walker, z nieco punkową manierą cedzący słowa. Bogowie grindu. Tak się nazywała ich trasa koncertowa promująca ten album w marcu 1992 roku (wtedy bodaj właśnie nagrałem ten teledysk). Byli wówczas najlepsi, a dla mnie Necroticism to ulubiony death metalowy album ever. Mogę go słuchać nawet kiedy niespecjalnie mam ochotę na death metal. To jest po prostu rock and roll. Przepraszam. Rot and roll. Z tym samym poczuciem humoru, co u ich starszych kolegów z tego samego miasta.

Highlights: cały album, łącznie z tym klinicznym gadaniem rodem z prosektorium.

Obrazek
Awatar użytkownika
Vorgel
-#Lord of light
-#Lord of light
Posty: 8097
Rejestracja: śr sty 27, 2016 5:26 pm

Re: TOP 50 płyt lata 90 - Vorgel

Post autor: Vorgel »

3. Blind Guardian – Somewhere Far Beyond (1992)

Obrazek

Pierwszy album Blind Guardian z jakim się zetknąłem i najlepszy po dziś dzień. O tej płycie napisałem już chyba wszystko. Muzykę najlepiej poznawać w wieku 11-17 lat. To jest ten okres, gdy się ją chłonie najmocniej. A później to już różnie bywa. Człowiek im starszy tym więcej ma problemów, świat wygląda mniej beztrosko i po prostu inaczej. Oczywiście tolkienowski świat jaki zespół nam prezentuje w swojej twórczości, jest tak naprawdę przykrywką do tego, co chcą przekazać o życiu. Pisałem wielokrotnie, że ich obsesją stał się czas, a ten album jest praktycznie tylko o tym. Jak zatrzymać czas, jak zachować wspomnienia, jak to źle że rzeczy przemijają i tak dalej i tak w kółko. Mnie się to podoba. Oczywiście nic by to nie znaczyło bez tej charakterystycznej, niezwykle emocjonalnej muzyki. Power metal to nigdy nie były wygłupy i próba grania rock and rolla. Chociaż BG czasem wrzucali dla wyluzowania klasyczne rock and rolle, czasem na zakończenie albumu, czasem na osobnych wydawnictwach. Tutaj zagrali cover Queen Spread Your Wings, niewątpliwie na uspokojenie po 'podróży przez ciemność'.

Highlights: Cała płyta, aczkolwiek polecam ją bez bonusów.
Deleted User 2259

Re: TOP 50 płyt lata 90 - Vorgel

Post autor: Deleted User 2259 »

No to znam już jeden album, który będzie w top 2. Co do drugiej pozycji nie mam zielonego pojęcia. :)
Awatar użytkownika
erosinho
-#Moonchild
-#Moonchild
Posty: 1836
Rejestracja: czw sie 19, 2010 6:35 pm
Skąd: Góra Kalwaria

Re: TOP 50 płyt lata 90 - Vorgel

Post autor: erosinho »

Ja stawiam na "The Eye", no i może "Human"?
Albo czarna Metallica :-)
Awatar użytkownika
Vorgel
-#Lord of light
-#Lord of light
Posty: 8097
Rejestracja: śr sty 27, 2016 5:26 pm

Re: TOP 50 płyt lata 90 - Vorgel

Post autor: Vorgel »

Tak, czarna m***llica, murowany kandydat
Deleted User 2259

Re: TOP 50 płyt lata 90 - Vorgel

Post autor: Deleted User 2259 »

:lol:
pz
-#Administrator
-#Administrator
Posty: 21960
Rejestracja: śr maja 07, 2014 12:56 am
Skąd: z Sanatorium

Re: TOP 50 płyt lata 90 - Vorgel

Post autor: pz »

Tak, na pewno czarna Metallica i Nevermind :)

02: Turbo (Kutno, Warszawa, Kraków) Wishbone Ash (Warszawa) Monstrum (Rzeszów) Soen (Kopenhaga)
03: Villagers of Ioannina City, Lady Pank, Zalewski, Icon, Turbo (Łódź)
05: Paul Quinn, Defenders of Steel, Hellhaim, Linkin Park (Sztokholm), Omen (Kraków?)
06: Omen (Warszawa), Mystic Festiwal, Metallica (Budapeszt), Iron Maiden (Hradec Kralove), MnC (SK, Łódź)
07: MnC (Pionki), Skunk Anansie, Judas Priest
08: Castle Rat, Soen
Zdan
-#Lord of light
-#Lord of light
Posty: 9895
Rejestracja: wt sty 29, 2019 12:29 pm

Re: TOP 50 płyt lata 90 - Vorgel

Post autor: Zdan »

Albo jakiś album Red Hot Chili Peppers. O! Albo jedynka Korna ;)
Awatar użytkownika
Vorgel
-#Lord of light
-#Lord of light
Posty: 8097
Rejestracja: śr sty 27, 2016 5:26 pm

Re: TOP 50 płyt lata 90 - Vorgel

Post autor: Vorgel »

2. King Diamond – The Eye (1990)

Obrazek

Z pewnością wszystkich zaskoczyłem, miejsce nr 2 The Eye. No dobra, do rzeczy. Iron Maiden i King Diamond to dwie moje ulubione metalowe formacje i część ich płyt kojarzy mi się z konkretnymi porami roku. The Eye z wiosną, kiedy już zaczyna się robić dużo cieplej, ale także z latem. Oczywiście jak to u Diamonda bywa, padają daty i nazwy miesięcy, narrator opowiadania o 'Oku Wiedźmy' postanawia raczyć się winem i zabrać nas 'back in time', a jest wtedy burzowy majowy dzień. Z takich technicznych uwag, naprawdę podziwiam Króla, gdyż w 44 minuty zmieścił tak obszerne opowiadanie, że aż dziw bierze jak udało mu się tego dokonać. A jak dodam, że pierwszy i ostatni utwór to uwagi narratora, zaś do tego mamy jeszcze kawałek instrumentalny, to chylę czoła do samej ziemi. Ulubiony zespół Invadera potrzebowałby na to ze trzech wydawnictw, każde dwupłytowe. Tak naprawdę opowiadanie składa się z dwóch części (a jak się dobrze zastanowić, to nawet trzech), plus oczywiście wstęp i zakończenie od narratora. Pierwsza to proces wiedźmy, niejakiej Jeanne Dibasson, drugą zaś stanowi opis perypetii młodej 18 letniej dziewczyny Madeleine Bavent, która wstępuje do klasztoru i odtąd zaczynają dziać się w nim dziwne rzeczy. Część tej historii jest oparta na ponoć autentycznych wydarzeniach. Utwór Two Little Girls to coś w rodzaju łącznika łączącego dwie wyżej wymienione historie. W gruncie rzeczy udało się zmieścić całe opowiadanie w 8 kawałkach, bardzo zgrabnie żonglując nastrojami, bowiem muzycznie mamy tu różne klimaty, od dziwacznego, upiornego, w stylu wczesnego Coopera Two Little Girls, przez wręcz przebojowe Father Picard i Behind These Walls, ciężkie, osnute gęstą mgłą The Meetings do przyjemnego nastrojowego, można nawet rzec optymistycznie brzmiącego Insanity. Snowy Shaw gra na tej płycie, wbrew opiniom różnych "ekspertów", którzy kłócili się ze mną na forach 15 lat temu, że tu komputer gra na perkusji. Ale ostatecznie wyszło na moje ;)

Highlights: Cała płyta. Najlepsze solo: Pete Blakk w The Meetings (po 'the altar of God')
Deleted User 2259

Re: TOP 50 płyt lata 90 - Vorgel

Post autor: Deleted User 2259 »

Solidna pozycja. Nr 1 - wielka niewiadoma
Awatar użytkownika
Vorgel
-#Lord of light
-#Lord of light
Posty: 8097
Rejestracja: śr sty 27, 2016 5:26 pm

Re: TOP 50 płyt lata 90 - Vorgel

Post autor: Vorgel »

Prawdę mówiąc, jestem trochę rozczarowany. Padają tu różne nazwy, RHCP, Korn, a nawet Nevermind, znaczy ja wiem, że to są jajca, ale mimo wszystko, trochę dziwi mnie brak pomysłu, co by mogło u mnie wygrać taką listę w latach 90.
ODPOWIEDZ