Posłuchałem dziś tego albumu dwukrotnie. Na audiofilskim sprzęcie NAD u mojego kumpla w dostosowanym akustycznie pokoju. Teraz skończyłem odsłuch u siebie na zwykłej wieży Technics, takiej z klocków z dobrymi głośnikami. Wrażenia? Gówniane. To naprawdę beznadziejnie zrealizowany krążek.
1 punkt za jeden utwór który podoba mi się .... powiedzmy, że prawie cały. Trochę za mało takich cudów jak na 17 album Iron Maiden, co? To Darkest Hour.
0,5 punktu za Stratego, za to, że krótkie i dość szybkie. Tylko pół, bo to za mało zalet. Wokalnie jest gówniane, nie można dać więcej.
0,5 punktu za The Writing on the Wall. Za to, że nie jest najgorszym utworem na płycie i za solówkę Adriana.
0,5 punktu za wokal Dickinsona w jednym utworze, w którym mogę go słuchać. Darkest Hour oczywiście.
0 punktów za większość solówek na płycie, bo za solówkę z The Writing on the Wall już punktowałem a te z Darkest Hour to za mało, żeby dać więcej.
0 punktów za nudne basowe intra i outra
0 punków za multum autoplagiatów
0 punktów za spieprzone brzmienie albumu, którego nie potrafię znieść obojętnie na czym bym słuchał
0 punktów za 3 kolosy Harrisa, od których słuchania chce mi się rzygać.
0 punktów za sprzedawanie przereklamowanego, muzycznego gówna w tandetnej oprawie graficznej w bardzo wysokich cenach.
Sumując 2,5 na 10. Czyli podniosłem swoją ocenę o 0,5 oczka. Ponieważ nie ma w skali połówek, to pozostaje
2
Nie wiem czy jeszcze kiedyś przed śmiercią posłucham tej płyty.
