Zwłaszcza, że wybitny nie był. Ale on tak spokój, że go zagrał, skoro już powstał.
02-04/06/2022 - Mystic Festival - Gdańsk
Moderator: Administracja i Moderacja SanktuariuM
Re: 02-04/06/2022 - Mystic Festival - Gdańsk
02: Turbo (Kutno, Warszawa, Kraków) Wishbone Ash (Warszawa) Monstrum (Rzeszów) Soen (Kopenhaga)
03: Villagers of Ioannina City, Lady Pank, Zalewski, Icon, Turbo (Łódź)
05: Paul Quinn, Defenders of Steel, Hellhaim, Linkin Park (Sztokholm), Omen (Kraków?)
06: Omen (Warszawa), Mystic Festiwal, Metallica (Budapeszt), Iron Maiden (Hradec Kralove), MnC (SK, Łódź)
07: MnC (Pionki), Skunk Anansie, Judas Priest
08: Castle Rat, Soen
-
Deleted User 5490
Re: 02-04/06/2022 - Mystic Festival - Gdańsk
Pozostaje mi żałować, że nie udało mi się być na tej edycji Mystic i szukać nagrań, bo może ktoś gdzieś coś.
-
Deleted User 357
Re: 02-04/06/2022 - Mystic Festival - Gdańsk
Ogólnie to myślę że w końcu mamy festiwal na zachodnim poziomie, skład w którym każdy znajdzie coś dla siebie, duży wybór żarcia, dobra lokalizacja - raczej wybiorę się za rok
Re: 02-04/06/2022 - Mystic Festival - Gdańsk
Koncerty JP i MF są już całe na YouTubePierre Dolinski pisze: ↑ndz cze 05, 2022 9:14 am Pozostaje mi żałować, że nie udało mi się być na tej edycji Mystic i szukać nagrań, bo może ktoś gdzieś coś.
As mankind hurled itself forever downwards into the bottomless pit of eternal chaos, the remnants of civilization screamed out for salvation - redemption roared across the burning sky... The Painkiller
Re: 02-04/06/2022 - Mystic Festival - Gdańsk
Ostatni dzień też udany, chociaż zrobiło się trochę zimno. Trzeba było się ruszać na rozgrzewkę, więc zamulające koncerty (jak Witchcraft i Solstafir) lepiej było omijać również z powodu temperatury. Najlepsze Vintage Caravan - bardzo żywiołowy koncert, widać, że mieli sporo własnej publiczności, powinni dostać większą scenę, a nie najmniejszą na festiwalu - oraz Mercyful Fate. Może trochę krótko w porównaniu z innymi headlinerami, ale była energia, dobry dźwięk, bardzo dobra forma wokalna. Świetny występ. Przyjemnie było zobaczyć po tych 23 latach, zwłaszcza, że z tamtego koncertu niewiele pamiętam 
Sam festiwal bardzo udany organizacyjnie. Sporo żarcia, dużo kibli, wielorazowe kubki, z którymi można było spokojnie wszędzie łazić. Sceny sobie nie przeszkadzały (dźwiękowo). Trochę za głośno ustawiona Desert Stage przez cały festiwal. Jak miałbym się do czegoś przyczepić, to do jakości żarcia (jakoś wszystko co jedliśmy było co najwyżej przeciętne) oraz braku wejścia (a przede wszystkim wyjścia na koniec imprezy) od strony Main Stage. Ale to pierdoły. Świetnie, że udało się to zorganizować. Miejscówka i organizacja na plus. Mam nadzieję, że marka będzie się dalej rozwijać. Na festiwalu było sporo ludzi spoza Polski i wyglądało, że byli zadowoleni.
Pozdrowienia dla wszystkich, z którymi miałem okazji się bawić lub przynajmniej pogadać.
Sam festiwal bardzo udany organizacyjnie. Sporo żarcia, dużo kibli, wielorazowe kubki, z którymi można było spokojnie wszędzie łazić. Sceny sobie nie przeszkadzały (dźwiękowo). Trochę za głośno ustawiona Desert Stage przez cały festiwal. Jak miałbym się do czegoś przyczepić, to do jakości żarcia (jakoś wszystko co jedliśmy było co najwyżej przeciętne) oraz braku wejścia (a przede wszystkim wyjścia na koniec imprezy) od strony Main Stage. Ale to pierdoły. Świetnie, że udało się to zorganizować. Miejscówka i organizacja na plus. Mam nadzieję, że marka będzie się dalej rozwijać. Na festiwalu było sporo ludzi spoza Polski i wyglądało, że byli zadowoleni.
Pozdrowienia dla wszystkich, z którymi miałem okazji się bawić lub przynajmniej pogadać.
02: Turbo (Kutno, Warszawa, Kraków) Wishbone Ash (Warszawa) Monstrum (Rzeszów) Soen (Kopenhaga)
03: Villagers of Ioannina City, Lady Pank, Zalewski, Icon, Turbo (Łódź)
05: Paul Quinn, Defenders of Steel, Hellhaim, Linkin Park (Sztokholm), Omen (Kraków?)
06: Omen (Warszawa), Mystic Festiwal, Metallica (Budapeszt), Iron Maiden (Hradec Kralove), MnC (SK, Łódź)
07: MnC (Pionki), Skunk Anansie, Judas Priest
08: Castle Rat, Soen
Re: 02-04/06/2022 - Mystic Festival - Gdańsk
Dobra, powiedziałem że napiszę coś więcej, więc to uczynię.
Generalnie jeśli ktoś mnie zna, to doskonale wie, czym dla mnie jest Mercyful Fate, a jeśli robił ze mną barierkę na Kingu w 2019, to ma całkiem niezły obraz tego, ile znaczy dla mnie twórczość tego wariata
Na Mercyful Fate przyszło mi czekać całkiem sporo czasu. I nie było to czekanie niedzielnego słuchacza Melissy pod piwko, więc kiedy już nadszedł ten dzień, to ten występ zwyczajnie musiał mnie kupić. Oczekiwałem niezłej sztuki, ale bez wystrzałów od strony technicznej, bo Diamond ma już swoje lata, a teraz dodatkowo śpiewał bez tej dziewczynki na wokalu wspierającym.
Jednakże było kurwa wybitnie.
King w życiowej formie. Brzmi to nierealnie, on ma ponad 60 lat, ale to prawda. No, może trochę naciągam, ale od bardzo dawna nie śpiewał na tym poziomie. 2-letnia przerwa dała mu odetchnąć i naładować akumulator, który teraz napierdala na zajebiście wysokich obrotach. Tak szczerze to ów występ mógł być najlepszym jaki widziałem, jeśli chodzi o tych ikonicznych wokalistów heavy metalu. Przed gigiem słyszałem jakieś oskarżenia, że King jedzie z playbacku, ale to niemożliwe, bo kilka razy poplątały mu się te liryki
Reszta kapeli też ładnie, ale kilka uwag jest. Po pierwsze Hank, który ze swoją prezencją i zachowaniami scenicznymi, a raczej ich brakiem, pasuje do jakiejś polskiej kapeli ze złotych lat Jarocina, obecnie grającej na Dniu Wieprza. Po drugie wyraźnie brakowało Dennera, to on powinien być drugą gitarą Mercyful Fate - zwłaszcza przy tym repertuarze. Wykonawczo jednak bez zarzutów.
Setlista owszem, krótka. Jednakże oczywiste dla mnie było to, że taka będzie, bo Mercyfule po prostu prawie nigdy nie grali koncertów na półtorej godziny. To zawsze były krótsze sztuki, więc na stare lata tym bardziej musiały takie być. I owszem, zabrakło mi wielu utworów - Into The Coven, Desecration Of Souls, Black Massess... Ale słodki Karolu maczany w kremówkach, ten repertuar był zabójczy. Jak miałem 14 lat i słuchałem The Oath, to srałem w gacie ze strachu, w sobotę o 23:15 robiłem to ponownie, choć już nie z powodu cykorii. Doomed By The Living Dead - rzeź totalna. Melissa - chwila względnego wytchnienia i piękny moment koncertu. Chóralnie odśpiewane Evil i Come To The Sabbath to niezapomniane chwile. Ale Satan's Fall... SATAN'S FALL!!! Tego potwora należało chłonąć całym sobą, co zresztą czyniłem. To po prostu jest nie do opisania, jak to brzmiało i wyglądało. Po cichu liczyłem na to, że podczas Satan's Fall podpalą ten krzyż, tak jak w 1997, ale nie tym razem
A nowy utwór? Wbrew temu, czego się nasłuchałem wcześniej, to daje radę. Jest za długi i niekompletny, ale daje radę, choć idiotyzmem było granie go zaraz po The Oath, kompletnie inny klimat, psuł tam dynamikę. Tak jak kocham KD/MF, tak już dawno pogodziłem się z tym, że polityka wydawnicza tych kapel to januszerka w pełnej krasie i znając życie ten numer powstał z tydzień-dwa temu, choć oczywiście King już dawno mówił, ile on nie napisał na nowy album Fate
Ale cóż zrobić, jest jak jest.
Scenografia bardzo dobra, robiła wrażenie. Zaskoczyły mnie nowe stroje Kinga, jak też ich ilość, bo trochę tego jest. Kozioł i strój królewski fajne, ta czaszka wygląda już słabo i jest zbędna. Klasyczny strój z 90s na Satan's Fall - magia
King bardzo jasno dał do zrozumienia, że wrócą do Polski. Zresztą wyglądał na zachwyconego, my na barierce cały czas mieliśmy z nim fajny kontakt i koncert sprawiał mu masę frajdy.
Generalnie jeśli ktoś mnie zna, to doskonale wie, czym dla mnie jest Mercyful Fate, a jeśli robił ze mną barierkę na Kingu w 2019, to ma całkiem niezły obraz tego, ile znaczy dla mnie twórczość tego wariata
Jednakże było kurwa wybitnie.
King w życiowej formie. Brzmi to nierealnie, on ma ponad 60 lat, ale to prawda. No, może trochę naciągam, ale od bardzo dawna nie śpiewał na tym poziomie. 2-letnia przerwa dała mu odetchnąć i naładować akumulator, który teraz napierdala na zajebiście wysokich obrotach. Tak szczerze to ów występ mógł być najlepszym jaki widziałem, jeśli chodzi o tych ikonicznych wokalistów heavy metalu. Przed gigiem słyszałem jakieś oskarżenia, że King jedzie z playbacku, ale to niemożliwe, bo kilka razy poplątały mu się te liryki
Setlista owszem, krótka. Jednakże oczywiste dla mnie było to, że taka będzie, bo Mercyfule po prostu prawie nigdy nie grali koncertów na półtorej godziny. To zawsze były krótsze sztuki, więc na stare lata tym bardziej musiały takie być. I owszem, zabrakło mi wielu utworów - Into The Coven, Desecration Of Souls, Black Massess... Ale słodki Karolu maczany w kremówkach, ten repertuar był zabójczy. Jak miałem 14 lat i słuchałem The Oath, to srałem w gacie ze strachu, w sobotę o 23:15 robiłem to ponownie, choć już nie z powodu cykorii. Doomed By The Living Dead - rzeź totalna. Melissa - chwila względnego wytchnienia i piękny moment koncertu. Chóralnie odśpiewane Evil i Come To The Sabbath to niezapomniane chwile. Ale Satan's Fall... SATAN'S FALL!!! Tego potwora należało chłonąć całym sobą, co zresztą czyniłem. To po prostu jest nie do opisania, jak to brzmiało i wyglądało. Po cichu liczyłem na to, że podczas Satan's Fall podpalą ten krzyż, tak jak w 1997, ale nie tym razem
A nowy utwór? Wbrew temu, czego się nasłuchałem wcześniej, to daje radę. Jest za długi i niekompletny, ale daje radę, choć idiotyzmem było granie go zaraz po The Oath, kompletnie inny klimat, psuł tam dynamikę. Tak jak kocham KD/MF, tak już dawno pogodziłem się z tym, że polityka wydawnicza tych kapel to januszerka w pełnej krasie i znając życie ten numer powstał z tydzień-dwa temu, choć oczywiście King już dawno mówił, ile on nie napisał na nowy album Fate
Scenografia bardzo dobra, robiła wrażenie. Zaskoczyły mnie nowe stroje Kinga, jak też ich ilość, bo trochę tego jest. Kozioł i strój królewski fajne, ta czaszka wygląda już słabo i jest zbędna. Klasyczny strój z 90s na Satan's Fall - magia
King bardzo jasno dał do zrozumienia, że wrócą do Polski. Zresztą wyglądał na zachwyconego, my na barierce cały czas mieliśmy z nim fajny kontakt i koncert sprawiał mu masę frajdy.
As mankind hurled itself forever downwards into the bottomless pit of eternal chaos, the remnants of civilization screamed out for salvation - redemption roared across the burning sky... The Painkiller
Re: 02-04/06/2022 - Mystic Festival - Gdańsk
Kurde. Z uwagi na obowiązki zawodowe nie mogłem jechać, a bardzo narobiliscie mi smaka na ten Mercyful.....nie wiadomo kiedy będą znowu grali trasę.....a nie chcę sibie pluć w brodę jak ominąłem solową krotką trasę Dickinsona w 2002 roku....( bo orzecież jeszcze zagra). Spojrzałem na rozpiskę trasy MF i najbardziej z terminem pasuje mi Fezen na Węgrzech....może ktoś by się skusił na wyjazd tam i z powrotem... albo już ma bilety?
15.08 Rock Castle (Running Wild), 23.08 Turbo - Śląskie Larmo, 21.09 Lady Pank - Opole, 08.11 Mikkey Dee - Oslo
Re: 02-04/06/2022 - Mystic Festival - Gdańsk
Powoli pomysł z Węgrami zaczął rodzić się w mojej głowie z godzinę temu, ale na jasne deklaracje za wcześnie
As mankind hurled itself forever downwards into the bottomless pit of eternal chaos, the remnants of civilization screamed out for salvation - redemption roared across the burning sky... The Painkiller
Re: 02-04/06/2022 - Mystic Festival - Gdańsk
Zanim pociąg dojedzie do celu będziesz zdecydowany
Ja za to posprawdzalem właśnie połączenia do Bratysławy na Priest.
02: Turbo (Kutno, Warszawa, Kraków) Wishbone Ash (Warszawa) Monstrum (Rzeszów) Soen (Kopenhaga)
03: Villagers of Ioannina City, Lady Pank, Zalewski, Icon, Turbo (Łódź)
05: Paul Quinn, Defenders of Steel, Hellhaim, Linkin Park (Sztokholm), Omen (Kraków?)
06: Omen (Warszawa), Mystic Festiwal, Metallica (Budapeszt), Iron Maiden (Hradec Kralove), MnC (SK, Łódź)
07: MnC (Pionki), Skunk Anansie, Judas Priest
08: Castle Rat, Soen
-
Deleted User 357
Re: 02-04/06/2022 - Mystic Festival - Gdańsk
Dawajcie na brutala, stawiam mrożonego Bożkowa jak pojedziecie 
Re: 02-04/06/2022 - Mystic Festival - Gdańsk
Jedyne co mnie wstrzymuje to kwestie towarzyskie i lokalizacja tego festu
Brutal niestety nie ma jednodniowych biletów, w innym wypadku kupiłbym już dawno.
As mankind hurled itself forever downwards into the bottomless pit of eternal chaos, the remnants of civilization screamed out for salvation - redemption roared across the burning sky... The Painkiller
- LukaSieka
- -#The Man Who Would Be Spammer

- Posty: 19536
- Rejestracja: pt lut 22, 2013 12:35 am
- Skąd: Konin
Re: 02-04/06/2022 - Mystic Festival - Gdańsk
Chciałem napisać coś właśnie w ten deseń. No, ale mnie ubiegłeśSchizoid pisze: ↑ndz cze 05, 2022 11:34 am King w życiowej formie. Brzmi to nierealnie, on ma ponad 60 lat, ale to prawda. No, może trochę naciągam, ale od bardzo dawna nie śpiewał na tym poziomie. 2-letnia przerwa dała mu odetchnąć i naładować akumulator, który teraz napierdala na zajebiście wysokich obrotach. Tak szczerze to ów występ mógł być najlepszym jaki widziałem, jeśli chodzi o tych ikonicznych wokalistów heavy metalu.
Odnośnie nowego kawałka, to wypadł zadziwiająco dobrze, ale niepotrzebnie dali go jako drugi w secie. Faktycznie trochę można było zanotować spadek dynamiki tego koncertu. Lekkim nietaktem było wrzucanie go zaraz po otwierającym "The Oath".
Z minusów jeszcze dodałbym to, że sam set obejmował jedynie rzeczy z dwóch pierwszych lp i EPki "Mercyful Fate". Chciałem też usłyszeć również coś z "9" albo "In The Shadows", ponieważ dla mnie są to skurwysyńsko mocne płyty. No, ale z drugiej strony zobaczyć Mercyful Fate grającego tylko utwory z pierwszych lat działalności - po prostu magiczne. Zajebioza pełną gębą.
O samym feście rozpisywał się nie będę za mocno, bo pojechałem tam z założenia na Mercyful Fate. Co prawda Vader zagrał jak zawsze dobrze, lecz to kompletnie nie był mój cel... Spotkałem kilkunastu znajomych (szczególne pozdrowienia lecą do Zdana
So what if the master walked on the water.
I don't see him trying to stop the slaughter.
- AncientMariner
- -#Clansman

- Posty: 4873
- Rejestracja: sob lis 22, 2014 4:50 pm
- Skąd: Poznań
Re: 02-04/06/2022 - Mystic Festival - Gdańsk
Do wczoraj myslałem że tym najlepszym który trzymał znakomita formę wokalną bądź do niej po latach wrócił byłHalford na kilku wystepach Judas Priest które było mi dane widzieć przez ostatnie kilka lat. I to było do wczoraj. Nawet poprzednie koncerty Kinga Diamonda nie były tak wokalnie znakomite jak ten wczorajszy Mercyful! Dobór numerów po prostu MIAZGA! The Oath, A Corpse Without Soul, Black Funeral, A Dangerous Meeting, Doomed by the Living Dead. No i na koniec Satan's Fall. Ten numer na żywo po prostu zabija. Nie spodziewałbym sie że to akurat ten stanie nie moim wczorajszym faworytem bo na płycie mam inne faworyty
Re: 02-04/06/2022 - Mystic Festival - Gdańsk
MERCYFUL FATE OGIEŃ W SZOPIE.
Szkoda tylko, że młyn jak na jakimś woodstocku, nie ważne co na scenie wazne żeby napierdalać, skakać i popychać wszystkich. Totalne wieśniactwo!
Szkoda tylko, że młyn jak na jakimś woodstocku, nie ważne co na scenie wazne żeby napierdalać, skakać i popychać wszystkich. Totalne wieśniactwo!
-
Deleted User 5490
Re: 02-04/06/2022 - Mystic Festival - Gdańsk
Dziękuję za wszystkie relacje. 
- blackcocker
- -#Moderator

- Posty: 12641
- Rejestracja: czw cze 14, 2018 9:04 pm
- Skąd: HerbacianePolaBatumi
Re: 02-04/06/2022 - Mystic Festival - Gdańsk
No to teraz parę słów ode mnie, proszę nie zwracać na nadmiar słów WSPANIALE, ZNAKOMICIE, WYŚMIENICIE itp., zostały użyte umyślnie, w dobrej wierze. Ogólnie nie napiszę nic nowego, czego już inni by nie powiedzieli (a może jednak i mogę się niektórym narazić
), ale może ktoś będzie chciał spędzić chwilę i przeczytać parę zdań ode mnie.
Warm Up Day:
Na Warm Upa dotarłem dopiero koło godziny 22 jak już grało Heathen w B90 - dla nas Shrine Stage, ogólnie nigdy nie byłem na terenie Stoczni i Pleneru 33, ale jak zobaczyłem tych wszystkich ludzi, te budynki, festiwalowe namioty i krany z piwkiem od razu poczułem niesamowity klimat tego miejsca. Heathen w sumie nigdy nie słuchałem studyjnie, słyszałem sporo dobrego, a koncert był zwyczajnie ok, głównie wokalista tam kładł srogo lachę, ale ogólnie git, według mnie brakowało trochę więcej takich thrashyków do pokiwania się w lineupie.
No ale najważniejsze było coś innego - set Tomcia Warriora, a ten był przepotężnym walcuchem, który wgniótł w ziemię i zwyczajnie rozmazał po placu pod Park Stagem, co za moc i dzikość! Wspaniałe przeżycie potęgowane tym, że obcuję przecież z żywą legendą.
Po Tomie, który zamiast zaplanowanych w timetable 2h zagrał 2.5h, przeszedłem się na 20 minut Gaerea, był to występ dobry, ale nie porwali mnie tak jak to zrobili na swoim ostatnim studyjniaku.
Dzień 1:
Dzień 1 dla mnie, jako fana Opeth był wyjątkowy, w końcu moja ulubiona kapela miała być headem, wiedziałem, że setlista będzie chujowa, ale cieszyłem się, że będę mógł Szwedów zobaczyć znów po prawie 3 latach przerwy.
Po zachęcie kolegi @Żelazny, że w Maggot Heart grają niczego sobie kobietki, uznałem, że warto to sprawdzić
Byłem na nich kilkanaście minut, było po prostu neutralnie, muzyka nie jakoś super w moim klimacie, ale miały całkiem fajnego perkusistę 
Potem po krótkim piwko time szanowni koledzy @pz i @Zdan namówili mnie na Kvelertak, nie planowałem tego, chciałem iść na Dolcha, bo źle spojrzałem w rozpiskę trasy Judasów i byłem przekonany, że Kvelertak gra przed nimi w Halle XD no ale dobrze, że się dałem zaciągnąć na Park Stage, bo Kvelertak pozamiatał mną podłogę. Oj kurwa, co to była za energia. To jaki rozpierdol oni robią na scenie to jest jakiś kosmos, a najlepsze jest to, że do tego rock and rollowego chaosu muzyka pasuje idealnie i jest wyśmienita. Co ciekawe słuchałem ich kiedyś studyjnie i mi nie podeszli, a tutaj... Kupili mnie od razu!
Skoczyłem na Sabbath Stage na Dwaal, ale niestety było tak nabite ludzi, że musiałem stać w przedsionku, a po Kvelertaku totalnie nie miałem ochoty na takie brzmienia XD
Kolejny koncert, którego nie planowałem, a byłem to Dead Lord i ci również mnie kupili, wyśmienity strzał, przynajmniej te 15 minut, które byłem, bo chciałem koniecznie iść na...
GGGOLDDD. Ostatniej płyty przesłuchałem dopiero parę dni przed Mystikiem i w sumie fajnie wyszło, bo zagrali ją chyba w całości, a jak nie to większość z niej. Bardzo klimatyczny, emocjonalny występ, będę tą grupę na pewno śledził.
Fajnie byłoby odwiedzić Mentora po drodze, ale zdecydowałem, że już czas iść na Main Stage, ustawiać się elegancko przed Mastodonem, którego może nie jestem ultrasem, ale przogromnie lubię ich twórczość, a jeszcze nie było dane mi ich zobaczyć na żywo. Koncert dali dobry, aczkolwiek nie narzekałbym jakby grali na trochę mniejszej scenie. Troy to absolutna bestia i super się na niego patrzyło, o reszcie w sumie można powiedzieć to samo, rudy to totalny dzikus, a Brann ciśnie w te bębenki jak szalony. O dziwo, śpiewali zajebiście, co dla nich nie jest raczej standardem, ludzie mówią, że śpiewali z playbacku... No nie wiem, jeśli tak to naprawdę zajebiście zrobiony playback, ja po koncercie byłem usatysfakcjonowany. Minusem był słaby dźwięk (ale pewnie dlatego, że stałem dość blisko sceny), a jeszcze większym brak czegokolwiek z EoS...
Po Mastodonie usadowiłem się z kolegą @Sardi z odbytnicy na barierce, tak aby być pomiędzy Mikele, a Federiko i rozwinęliśmy flagę. Trochę mi szkoda, że olałem przez to Heilung, ale nie można mieć wszystkiego
O Opeth wypowiem się może więcej w jakimś większym poście w temacie zespołu, set spodziewany, choć, gdy leciało intro, którego nie znałem myślałem, że może wariaty coś pozmieniały XDDDDD(D) Koncert rzemieślniczo bardzo dobrze, miałem wrażenie jednak, że Mike jest trochę zmęczony, szczególnie gdy śpiewał wysoko. Hjartat jest bardzo słabym otwieraczem, szkoda, że porzucili otwieranie Dignity, co robili na trasie ICV w 2019... No, ale czemu ten opis tego koncertu to jakiś taki... bez emocji? Kurwa, ten jebany Sami (nowy perkusista [mam nadzieję, że nie na stałe]) to jest totalne dno. Gra tak ultrakwadratowo, upraszcza co się tylko da, w ogóle nie czuć w tym powera. Mam nadzieję, że czym prędzej się go pozbędą, bo nie nadaje się do przejmowania pałeczki po Lopezie ani Axenrocie. Bardzo mi skurwiel zniszczył odbiór tego koncertu, a za to należy się 20 przymusowych odsłuchów Senjutsu.
Katatonia widziana przeze mnie pierwszy raz bardzo mi się podobała, set w sumie był spodziewany, ale na żywo te numery mają dużo więcej mocy. Fajnie było w końcu zobaczyć chłopaków
Dzień 2:
Ten i następny dzień już miałem przeznaczony tylko i wyłącznie na spotkania towarzyskie i słuchanie muzyki, nie zależało mi na barierce, chciałem już wyciągnąć z Festiwalu i Stoczni tyle ile tylko się da
Niestety, ze względów na wolne tempo kroku w stronę MF, nie udało mi się dotrzeć na Czerń, obejrzałem za to po trochu Spacesluga i Dopelorda, było dobre piwko time i spotkanie ze starą kumpelą
Benediction na Main Stage bardzo pozytywnie, może nagłośnienie nie było najlepsze, ale energia Pana Wokalisty mnie powaliła, ale jak mogłoby mi się nie podobać, jeśli po przywitaniu się ikonicznym "Hello there", w odpowiedzi dostał "YEAAAAAH", a on strzela coś w stylu "the only correct answer for this is "General Kenobi!""
Jako fan SW byłem z miejsca kupiony
nie znałem ich twórczości wcześniej, ale dobrze bawiłem się z użytkownikami @pz i @Czyste Zło, zastanawiając się głównie nad sensem skandowanego " Benediction! Every friday"
Fajny gig.
Potem pognałem na Tribulation. Prawie się spóźniłem, ale na szczęście udało mi się dotrzeć na czas. Bardzo porządna sztuka, cieszę się, że mogłem ich znów zobaczyć, bo to co i jak robią trafia do mnie w 100% i już przed Ghostem w 2019 byłem mocno zajarany na ich materiał, szczególnie z nowszych płyt). Niestety nadredaktor @Zdan wprowadził mnie w błąd, że Saxon zaczyna o 20, więc trochę Tribulation musieliśmy odpuścić, a i tak okazało się, że mieliśmy jeszcze 15 minut... Ale czas wykorzystaliśmy dobrze, śpiewając przeboje Turbo i pijąc piwko
Saxon nigdy wcześniej nie widziałem na żywo. Nigdy się nimi nie podniecałem jakoś mocno, trafiają do mnie do tego samego wora co Accept - stare płyty są mi obojętne, nowe lubię/bardzo lubię. Mówię, wyjdą dziadki, zagrają heavy fuckin' metal i zejdą po zapodaniu paru kotletów. Oj, jakże się myliłem, teraz biję się w pierś. To co nam zaserwowały te "dziadki" przeszło moje najśmielsze oczekiwania. Nie mam słów, już wcześniej trochę pisałem, porównując ich performance do Maiden. Po prostu wyśmienity strzał, a Biff to frontman przez OGROMNE "F" - gość zwyczajnie porywa, nie tylko śpiewając jakby miał 30 lat mniej, ale ta jego charyzma, pewność siebie, on wchodzi na scenę, patrzy na publikę i wystarczy jeden gest, a każde gardło jest jego. Muzycy też w mega formie, mam nadzieję zobaczyć ich jeszcze nie raz, najlepiej na jakiejś klubówce. Ach co to był za koncert, palce lizać! Po prostu wyszli na tle backdropa Thunderbolt i szeregu Marshalli, spuścili wpierdol i poszli, nie potrzebowali durnych bieganek po scenie i przebieranek, żeby przykrywać swoje wady, bo ich zwyczajnie nie było. Mistrze!
Po Saxon poszedłem na początek koncertu Mgły, trochę posłuchałem, ale byłem tak wymarznięty, że musiałem się zagrzać, zjadłem coś i wróciłem na dwa ostatnie numery, dla mnie Mgła klasa jak zwykle, nagłośnieni byli na pewno lepiej niż na ostatnim gigu w Hype Parku, ale co Park Stage to Park Stage, nie byłem tam na źle nagłośnionym koncercie
Po Mgiełce zrelokowałem się znów pod Main Stage, gdzie czekaliśmy (imo trochę za długo) na Judasów. Ja już w 2018 sobie powiedziałem, że w sumie pożegnałem się z nimi należycie i nie mam parcia na ich koncerty, ale każda okazja to przyjemność. Oh, ale nie myślałem, że to będzie taka dzika przyjemność. Halford zmiótł mnie z ziemi, a trójca z Painkiller - Hell Patrol, Touch i One Shot mnie tylko wciskały w beton coraz mocniej. Co za piekielne wykony, na żywo te numery brzmią niedorzecznie dobrze. No i powtarzam się, ale ten Halford - marzenie. Rysiek z blizną na klacie po niedawnej operacji wycina solówki jakby kilka miesięcy temu z jego serduchem nic się nie stało, Andy też się bardzo dobrze wpasował i słuchanie i oglądanie go to również przyjemność. To było najlepsze Priest jakie widziałem w życiu. Nie podobała mi się jedynie scenografia, jakoś tak ta fabryka z Birmingham średnio mi podeszła, za to podwieszone logo JP z z reflektorami i tymi LEDami wokół - magia, tak prosta rzecz, ale robi niesamowitą robotę. Ale jak można to porównać do samolocika z tektury
Poszedłem potem na Mayhem i było chujowe.
Dzień 3:
Chciałem bardzo iść na Rosk, ale jak już siadłem w chill strefie na fotelu, to nie dałem rady wstać na nich, a szkoda XD Za to posłuchałem trochę Red Scalp i było całkiem spoko jako muzyczka w tle do rozmowy.
Grift był bardzo fajny i klimatyczny, choć w połączeniu ze zmęczeniem i lekką duchotą Sabbath Stage sprawił, że chciało się trochę spać XD zagrał secik akustyczny.
Na Witchcraft nie wytrzymałem za długo, wynudzili mnie jak jasny chuj, konferansjerka Pana Wokalisty była też dennie słaba, ludzie również nie wyglądali na super zainteresowanych XD
Arabrota niestety słyszałem tylko jeden numer, ale całkiem mi się podobał i szkoda mi, że nie byłem na nich na dłużej.
Wiegedood bardzo mi siedli, nie słuchałem ich z płyt, ale na pewno się zapoznam po tym występie.
Hexvessel był bardzo przyjemny i klimatyczny, choć ponownie Sabbath Stage miał właściwości usypiające
Wpadłem na trochę Vadera, to był mój drugi kontakt z nimi na żywo i znów totalnie nic nie poczułem. Nie wiem co mógłbym powiedzieć o tej muzyce, po prostu... nic
Przeszedłem się na Solstafir, bo nie widziałem nigdy wcześniej, nazwa nieanonimowa, to chciałem ogarnąć. Dawno temu słuchałem czegoś od nich i mi się nie podobało, ale uznałem, że dam szansę. No i zaczęło się nawet spoko, mogło mi się spodobać, aż Pan Wokalista zaczął swoje smętne wycie. No kurwa, myślałem, że tam pierdolne z nudów. Jedynym bardziej znudzonym gościem na tym koncercie był chyba tylko gitarzysta w kapelutku (chyba szuka roboty w Me and That Man
).
Czekając na Imperial Triumphant posłuchałem The Vintage Caravan, których widziałem w 2019 przed Opeth i wtedy mnie totalnie nie porwali, a tu miło potupciać nużkom. IT się wpierdolili we mnie jak w masełko. Słuchając ich studyjnych wybryków zawsze mam w głowie, że a posklejane w studiu pewnie, naprawdę ładnie, ale kto by to zagrał, a okazuje się, że oni to kurwa robią na żywo... Dodatkowo na scenie wyglądają zabójczo, te maski, kłęby dymu, klimatyczne oświetlenie i te diabelskie podszyte jazzem wariacje, coś wspaniałego. Niestety zrobiło się w chuj gorąco i chciałem się przewietrzyć, więc trochę IT musiałem odpuścić, no ale już trzeba było iść na Main Stage na Mercyful Fate.
Z muzyką MF nie mam jakiegoś mega połączenia. Dużo bardziej wolę solową twórczość Diamonda, dużo, dużo bardziej, jeśli mam być szczery. Tak naprawdę to poza EP i 2 pierwszymi LP nigdy nie chciało mi się zagłębiać dalej w ich muzykę, więc setlista dla mnie idealna, bo wszystkie numery dobrze znałem
Koncert był... dla mnie po prostu dobry. Miałem ciągle w głowie myśl, że widzę coś wielkiego, że to powrót po 23 latach, że to absolutna legenda, ale... nie odczułem tego pierwiastka "tego czegoś", który myślałem, że mocno mnie kopnie w jajca na tym koncercie. Dla mnie hajlajtami był Evil i Come to the Sabbath, które mi niewiarygodnie dobrze siadły. Poza tą opętaną muzyką było coś jeszcze. A nawet nie poza, to było ponad nią - wokal Kinga, który rozpieprzył mnie w drobny mak. Spodziewałem się piania, a on rżnął jak żyleta i to naprawdę bardzo, bardzo ostra żyleta. Nie mogłem wyjść z podziwu jak gość to robi.
Po namowie @Sardiego zostałem na Leprous i mnie bardzo zaskoczyli setlistą, która ograniczyła mocno przemiałczane kawałki, zaserwowali całkiem fajny koncert, a na pewno dużo lepiej nagłośniony niż ten, który widziałem w listopadzie 2021 w Progresji, dobrze się chłopaków ogląda, a Baarda słucha się na żywo z otwartą gębą
Ogólnie byłem sceptycznie nastawiony do tego festiwalu. Te wszystkie przekładania, dodatkowe dni, sceny, miałem wrażenie, że wszystko się już tak rozlazło i rozmyło, że wyjdzie z tego jedna wielka rozgrzebana kupa. Lineup co prawda mocno pode mnie, ale zmiana miejsca mnie nie przekonywała. To był też mój pierwszy duży festiwal, więc nie wiedziałem czego do końca się spodziewać.
Mystic jednak rozjebał system. Ludzie porównują go do zagranicznych festiwali, ja ze względu na ograniczone doświadczenia w tej materii mogę tylko powiedzieć, że zwyczajnie byłem zachwycony - organizacją, czystością, Stocznią, scenami, niesamowitym, ale to absolutnie niesamowitym klimatem. Czułem się po prostu doskonale, czy to na koncertach, czy mając piwko time, czy gadając z przyjaciółmi.
Jedyny minus za Main Stage daleko od reszty, tuptanie o tej 1 w nocy trochę było męczące, ale rozumiem, że ciężko było taką dużą scenę umieścić w jakimś optymalnym miejscu.
Ulica Elektryków mnie totalnie kupiła. Sabbath, Desert i Shrine Stage jedna obok drugiej (i trzeciej), razem ze strefą chill, leżaczkami, siedziskami z palet, piwkiem i jedzonkiem to coś wspaniałego. Niesamowite miejsce i gdyby tylko moi towarzysze zgodzili się nie chodzić na żadne koncerty, mógłbym tam przesiedzieć z nimi calutki festiwal
Szkoda tylko, że było tak zimno, dobrze za to, że przynajmniej nie padało, bo to by była katastrofa.
Bardzo mnie zaskoczyła czystość łazienek i toi toi, było zajebiście czysto, nie śmierdziało, a jeśli już coś się ujebało to musiało być mega sprawnie sprzątane, to samo tyczy się całego terenu festiwalu, myślałem, że wszędzie będą się walały śmieci, znów byłem w błędzie.
O plusach mógłbym pisać jeszcze długo, ale chyba nie ma sensu, kto nie był ten trąba, bo cena była według mnie w 200% adekwatna do tego, co otrzymaliśmy. Mimo że narzekałem na przeniesienie festiwalu z Krakowa do Stoczni, teraz nie wyobrażam sobie, żeby MF23 miał odbyć się gdziekolwiek indziej, nawet na księżycu
Koncerty były wspaniałe, nasłuchałem się dużo, poznałem sporo fajnych nazw i w sumie po to tam przyjechałem, ale był czynnik, który jednak wyszedł przed szereg i okazał się dużo ważniejszy - towarzystwo. Więc teraz trochę jeszcze prywaty. I stąd chciałbym serdecznie podziękować wszystkim spotkanym osobom, z którymi spędziłem przeznakomity czas, ale to naprawdę kurwa PRZE ZNA KO MI TY. Mojemu towarzyszowi podróży (i nie tylko B) B) B) ) @Sardiemu, za kurwa wszystko, @Schizoidowi za udany wynajem lokum
. @pz i @Czyste Zło, nawet nie wiem co mogę powiedzieć poza "byle do kurwa jak najszybciej, bo nie wytrzymie"
@Żelaznemu za podpowiadanie na co warto skoczyć i przekurewską życzliwość wobec festiwalowego amatora, a także nadredaktorowi @Zdanowi za wspólne śpiewanie Turbo oraz obrabianie dup Maidenom, a no i oczywiście nowy nick na Sanatorium
Do zobaczyska 
A no i top 3 koncerty:
1. Judasi
2. Kvelertak
3. Saxon
Warm Up Day:
Na Warm Upa dotarłem dopiero koło godziny 22 jak już grało Heathen w B90 - dla nas Shrine Stage, ogólnie nigdy nie byłem na terenie Stoczni i Pleneru 33, ale jak zobaczyłem tych wszystkich ludzi, te budynki, festiwalowe namioty i krany z piwkiem od razu poczułem niesamowity klimat tego miejsca. Heathen w sumie nigdy nie słuchałem studyjnie, słyszałem sporo dobrego, a koncert był zwyczajnie ok, głównie wokalista tam kładł srogo lachę, ale ogólnie git, według mnie brakowało trochę więcej takich thrashyków do pokiwania się w lineupie.
No ale najważniejsze było coś innego - set Tomcia Warriora, a ten był przepotężnym walcuchem, który wgniótł w ziemię i zwyczajnie rozmazał po placu pod Park Stagem, co za moc i dzikość! Wspaniałe przeżycie potęgowane tym, że obcuję przecież z żywą legendą.
Po Tomie, który zamiast zaplanowanych w timetable 2h zagrał 2.5h, przeszedłem się na 20 minut Gaerea, był to występ dobry, ale nie porwali mnie tak jak to zrobili na swoim ostatnim studyjniaku.
Dzień 1:
Dzień 1 dla mnie, jako fana Opeth był wyjątkowy, w końcu moja ulubiona kapela miała być headem, wiedziałem, że setlista będzie chujowa, ale cieszyłem się, że będę mógł Szwedów zobaczyć znów po prawie 3 latach przerwy.
Po zachęcie kolegi @Żelazny, że w Maggot Heart grają niczego sobie kobietki, uznałem, że warto to sprawdzić
Potem po krótkim piwko time szanowni koledzy @pz i @Zdan namówili mnie na Kvelertak, nie planowałem tego, chciałem iść na Dolcha, bo źle spojrzałem w rozpiskę trasy Judasów i byłem przekonany, że Kvelertak gra przed nimi w Halle XD no ale dobrze, że się dałem zaciągnąć na Park Stage, bo Kvelertak pozamiatał mną podłogę. Oj kurwa, co to była za energia. To jaki rozpierdol oni robią na scenie to jest jakiś kosmos, a najlepsze jest to, że do tego rock and rollowego chaosu muzyka pasuje idealnie i jest wyśmienita. Co ciekawe słuchałem ich kiedyś studyjnie i mi nie podeszli, a tutaj... Kupili mnie od razu!
Skoczyłem na Sabbath Stage na Dwaal, ale niestety było tak nabite ludzi, że musiałem stać w przedsionku, a po Kvelertaku totalnie nie miałem ochoty na takie brzmienia XD
Kolejny koncert, którego nie planowałem, a byłem to Dead Lord i ci również mnie kupili, wyśmienity strzał, przynajmniej te 15 minut, które byłem, bo chciałem koniecznie iść na...
GGGOLDDD. Ostatniej płyty przesłuchałem dopiero parę dni przed Mystikiem i w sumie fajnie wyszło, bo zagrali ją chyba w całości, a jak nie to większość z niej. Bardzo klimatyczny, emocjonalny występ, będę tą grupę na pewno śledził.
Fajnie byłoby odwiedzić Mentora po drodze, ale zdecydowałem, że już czas iść na Main Stage, ustawiać się elegancko przed Mastodonem, którego może nie jestem ultrasem, ale przogromnie lubię ich twórczość, a jeszcze nie było dane mi ich zobaczyć na żywo. Koncert dali dobry, aczkolwiek nie narzekałbym jakby grali na trochę mniejszej scenie. Troy to absolutna bestia i super się na niego patrzyło, o reszcie w sumie można powiedzieć to samo, rudy to totalny dzikus, a Brann ciśnie w te bębenki jak szalony. O dziwo, śpiewali zajebiście, co dla nich nie jest raczej standardem, ludzie mówią, że śpiewali z playbacku... No nie wiem, jeśli tak to naprawdę zajebiście zrobiony playback, ja po koncercie byłem usatysfakcjonowany. Minusem był słaby dźwięk (ale pewnie dlatego, że stałem dość blisko sceny), a jeszcze większym brak czegokolwiek z EoS...
Po Mastodonie usadowiłem się z kolegą @Sardi z odbytnicy na barierce, tak aby być pomiędzy Mikele, a Federiko i rozwinęliśmy flagę. Trochę mi szkoda, że olałem przez to Heilung, ale nie można mieć wszystkiego
O Opeth wypowiem się może więcej w jakimś większym poście w temacie zespołu, set spodziewany, choć, gdy leciało intro, którego nie znałem myślałem, że może wariaty coś pozmieniały XDDDDD(D) Koncert rzemieślniczo bardzo dobrze, miałem wrażenie jednak, że Mike jest trochę zmęczony, szczególnie gdy śpiewał wysoko. Hjartat jest bardzo słabym otwieraczem, szkoda, że porzucili otwieranie Dignity, co robili na trasie ICV w 2019... No, ale czemu ten opis tego koncertu to jakiś taki... bez emocji? Kurwa, ten jebany Sami (nowy perkusista [mam nadzieję, że nie na stałe]) to jest totalne dno. Gra tak ultrakwadratowo, upraszcza co się tylko da, w ogóle nie czuć w tym powera. Mam nadzieję, że czym prędzej się go pozbędą, bo nie nadaje się do przejmowania pałeczki po Lopezie ani Axenrocie. Bardzo mi skurwiel zniszczył odbiór tego koncertu, a za to należy się 20 przymusowych odsłuchów Senjutsu.
Katatonia widziana przeze mnie pierwszy raz bardzo mi się podobała, set w sumie był spodziewany, ale na żywo te numery mają dużo więcej mocy. Fajnie było w końcu zobaczyć chłopaków
Dzień 2:
Ten i następny dzień już miałem przeznaczony tylko i wyłącznie na spotkania towarzyskie i słuchanie muzyki, nie zależało mi na barierce, chciałem już wyciągnąć z Festiwalu i Stoczni tyle ile tylko się da
Niestety, ze względów na wolne tempo kroku w stronę MF, nie udało mi się dotrzeć na Czerń, obejrzałem za to po trochu Spacesluga i Dopelorda, było dobre piwko time i spotkanie ze starą kumpelą
Benediction na Main Stage bardzo pozytywnie, może nagłośnienie nie było najlepsze, ale energia Pana Wokalisty mnie powaliła, ale jak mogłoby mi się nie podobać, jeśli po przywitaniu się ikonicznym "Hello there", w odpowiedzi dostał "YEAAAAAH", a on strzela coś w stylu "the only correct answer for this is "General Kenobi!""
Potem pognałem na Tribulation. Prawie się spóźniłem, ale na szczęście udało mi się dotrzeć na czas. Bardzo porządna sztuka, cieszę się, że mogłem ich znów zobaczyć, bo to co i jak robią trafia do mnie w 100% i już przed Ghostem w 2019 byłem mocno zajarany na ich materiał, szczególnie z nowszych płyt). Niestety nadredaktor @Zdan wprowadził mnie w błąd, że Saxon zaczyna o 20, więc trochę Tribulation musieliśmy odpuścić, a i tak okazało się, że mieliśmy jeszcze 15 minut... Ale czas wykorzystaliśmy dobrze, śpiewając przeboje Turbo i pijąc piwko
Saxon nigdy wcześniej nie widziałem na żywo. Nigdy się nimi nie podniecałem jakoś mocno, trafiają do mnie do tego samego wora co Accept - stare płyty są mi obojętne, nowe lubię/bardzo lubię. Mówię, wyjdą dziadki, zagrają heavy fuckin' metal i zejdą po zapodaniu paru kotletów. Oj, jakże się myliłem, teraz biję się w pierś. To co nam zaserwowały te "dziadki" przeszło moje najśmielsze oczekiwania. Nie mam słów, już wcześniej trochę pisałem, porównując ich performance do Maiden. Po prostu wyśmienity strzał, a Biff to frontman przez OGROMNE "F" - gość zwyczajnie porywa, nie tylko śpiewając jakby miał 30 lat mniej, ale ta jego charyzma, pewność siebie, on wchodzi na scenę, patrzy na publikę i wystarczy jeden gest, a każde gardło jest jego. Muzycy też w mega formie, mam nadzieję zobaczyć ich jeszcze nie raz, najlepiej na jakiejś klubówce. Ach co to był za koncert, palce lizać! Po prostu wyszli na tle backdropa Thunderbolt i szeregu Marshalli, spuścili wpierdol i poszli, nie potrzebowali durnych bieganek po scenie i przebieranek, żeby przykrywać swoje wady, bo ich zwyczajnie nie było. Mistrze!
Po Saxon poszedłem na początek koncertu Mgły, trochę posłuchałem, ale byłem tak wymarznięty, że musiałem się zagrzać, zjadłem coś i wróciłem na dwa ostatnie numery, dla mnie Mgła klasa jak zwykle, nagłośnieni byli na pewno lepiej niż na ostatnim gigu w Hype Parku, ale co Park Stage to Park Stage, nie byłem tam na źle nagłośnionym koncercie
Po Mgiełce zrelokowałem się znów pod Main Stage, gdzie czekaliśmy (imo trochę za długo) na Judasów. Ja już w 2018 sobie powiedziałem, że w sumie pożegnałem się z nimi należycie i nie mam parcia na ich koncerty, ale każda okazja to przyjemność. Oh, ale nie myślałem, że to będzie taka dzika przyjemność. Halford zmiótł mnie z ziemi, a trójca z Painkiller - Hell Patrol, Touch i One Shot mnie tylko wciskały w beton coraz mocniej. Co za piekielne wykony, na żywo te numery brzmią niedorzecznie dobrze. No i powtarzam się, ale ten Halford - marzenie. Rysiek z blizną na klacie po niedawnej operacji wycina solówki jakby kilka miesięcy temu z jego serduchem nic się nie stało, Andy też się bardzo dobrze wpasował i słuchanie i oglądanie go to również przyjemność. To było najlepsze Priest jakie widziałem w życiu. Nie podobała mi się jedynie scenografia, jakoś tak ta fabryka z Birmingham średnio mi podeszła, za to podwieszone logo JP z z reflektorami i tymi LEDami wokół - magia, tak prosta rzecz, ale robi niesamowitą robotę. Ale jak można to porównać do samolocika z tektury
Poszedłem potem na Mayhem i było chujowe.
Dzień 3:
Chciałem bardzo iść na Rosk, ale jak już siadłem w chill strefie na fotelu, to nie dałem rady wstać na nich, a szkoda XD Za to posłuchałem trochę Red Scalp i było całkiem spoko jako muzyczka w tle do rozmowy.
Grift był bardzo fajny i klimatyczny, choć w połączeniu ze zmęczeniem i lekką duchotą Sabbath Stage sprawił, że chciało się trochę spać XD zagrał secik akustyczny.
Na Witchcraft nie wytrzymałem za długo, wynudzili mnie jak jasny chuj, konferansjerka Pana Wokalisty była też dennie słaba, ludzie również nie wyglądali na super zainteresowanych XD
Arabrota niestety słyszałem tylko jeden numer, ale całkiem mi się podobał i szkoda mi, że nie byłem na nich na dłużej.
Wiegedood bardzo mi siedli, nie słuchałem ich z płyt, ale na pewno się zapoznam po tym występie.
Hexvessel był bardzo przyjemny i klimatyczny, choć ponownie Sabbath Stage miał właściwości usypiające
Wpadłem na trochę Vadera, to był mój drugi kontakt z nimi na żywo i znów totalnie nic nie poczułem. Nie wiem co mógłbym powiedzieć o tej muzyce, po prostu... nic
Przeszedłem się na Solstafir, bo nie widziałem nigdy wcześniej, nazwa nieanonimowa, to chciałem ogarnąć. Dawno temu słuchałem czegoś od nich i mi się nie podobało, ale uznałem, że dam szansę. No i zaczęło się nawet spoko, mogło mi się spodobać, aż Pan Wokalista zaczął swoje smętne wycie. No kurwa, myślałem, że tam pierdolne z nudów. Jedynym bardziej znudzonym gościem na tym koncercie był chyba tylko gitarzysta w kapelutku (chyba szuka roboty w Me and That Man
Czekając na Imperial Triumphant posłuchałem The Vintage Caravan, których widziałem w 2019 przed Opeth i wtedy mnie totalnie nie porwali, a tu miło potupciać nużkom. IT się wpierdolili we mnie jak w masełko. Słuchając ich studyjnych wybryków zawsze mam w głowie, że a posklejane w studiu pewnie, naprawdę ładnie, ale kto by to zagrał, a okazuje się, że oni to kurwa robią na żywo... Dodatkowo na scenie wyglądają zabójczo, te maski, kłęby dymu, klimatyczne oświetlenie i te diabelskie podszyte jazzem wariacje, coś wspaniałego. Niestety zrobiło się w chuj gorąco i chciałem się przewietrzyć, więc trochę IT musiałem odpuścić, no ale już trzeba było iść na Main Stage na Mercyful Fate.
Z muzyką MF nie mam jakiegoś mega połączenia. Dużo bardziej wolę solową twórczość Diamonda, dużo, dużo bardziej, jeśli mam być szczery. Tak naprawdę to poza EP i 2 pierwszymi LP nigdy nie chciało mi się zagłębiać dalej w ich muzykę, więc setlista dla mnie idealna, bo wszystkie numery dobrze znałem
Po namowie @Sardiego zostałem na Leprous i mnie bardzo zaskoczyli setlistą, która ograniczyła mocno przemiałczane kawałki, zaserwowali całkiem fajny koncert, a na pewno dużo lepiej nagłośniony niż ten, który widziałem w listopadzie 2021 w Progresji, dobrze się chłopaków ogląda, a Baarda słucha się na żywo z otwartą gębą
Ogólnie byłem sceptycznie nastawiony do tego festiwalu. Te wszystkie przekładania, dodatkowe dni, sceny, miałem wrażenie, że wszystko się już tak rozlazło i rozmyło, że wyjdzie z tego jedna wielka rozgrzebana kupa. Lineup co prawda mocno pode mnie, ale zmiana miejsca mnie nie przekonywała. To był też mój pierwszy duży festiwal, więc nie wiedziałem czego do końca się spodziewać.
Mystic jednak rozjebał system. Ludzie porównują go do zagranicznych festiwali, ja ze względu na ograniczone doświadczenia w tej materii mogę tylko powiedzieć, że zwyczajnie byłem zachwycony - organizacją, czystością, Stocznią, scenami, niesamowitym, ale to absolutnie niesamowitym klimatem. Czułem się po prostu doskonale, czy to na koncertach, czy mając piwko time, czy gadając z przyjaciółmi.
Jedyny minus za Main Stage daleko od reszty, tuptanie o tej 1 w nocy trochę było męczące, ale rozumiem, że ciężko było taką dużą scenę umieścić w jakimś optymalnym miejscu.
Ulica Elektryków mnie totalnie kupiła. Sabbath, Desert i Shrine Stage jedna obok drugiej (i trzeciej), razem ze strefą chill, leżaczkami, siedziskami z palet, piwkiem i jedzonkiem to coś wspaniałego. Niesamowite miejsce i gdyby tylko moi towarzysze zgodzili się nie chodzić na żadne koncerty, mógłbym tam przesiedzieć z nimi calutki festiwal
Szkoda tylko, że było tak zimno, dobrze za to, że przynajmniej nie padało, bo to by była katastrofa.
Bardzo mnie zaskoczyła czystość łazienek i toi toi, było zajebiście czysto, nie śmierdziało, a jeśli już coś się ujebało to musiało być mega sprawnie sprzątane, to samo tyczy się całego terenu festiwalu, myślałem, że wszędzie będą się walały śmieci, znów byłem w błędzie.
O plusach mógłbym pisać jeszcze długo, ale chyba nie ma sensu, kto nie był ten trąba, bo cena była według mnie w 200% adekwatna do tego, co otrzymaliśmy. Mimo że narzekałem na przeniesienie festiwalu z Krakowa do Stoczni, teraz nie wyobrażam sobie, żeby MF23 miał odbyć się gdziekolwiek indziej, nawet na księżycu
Koncerty były wspaniałe, nasłuchałem się dużo, poznałem sporo fajnych nazw i w sumie po to tam przyjechałem, ale był czynnik, który jednak wyszedł przed szereg i okazał się dużo ważniejszy - towarzystwo. Więc teraz trochę jeszcze prywaty. I stąd chciałbym serdecznie podziękować wszystkim spotkanym osobom, z którymi spędziłem przeznakomity czas, ale to naprawdę kurwa PRZE ZNA KO MI TY. Mojemu towarzyszowi podróży (i nie tylko B) B) B) ) @Sardiemu, za kurwa wszystko, @Schizoidowi za udany wynajem lokum
A no i top 3 koncerty:
1. Judasi
2. Kvelertak
3. Saxon
#blackcocker2023
Najlepszą prozę pisze życie.
Ostatni jest wtedy, kiedy idziesz rzygać.
Nic nas nie zatrzyma.
Jak się ma dupę, to trzeba powiedzieć "dupa".
Twoje jebie, ale że śmierdzi.
07: Opeth, Opeth
08: Judas Priest, Savatage
09: Antimatter(?)
***OFFICIAL PAULINA DAMASKE FANKLUB***
Najlepszą prozę pisze życie.
Ostatni jest wtedy, kiedy idziesz rzygać.
Nic nas nie zatrzyma.
Jak się ma dupę, to trzeba powiedzieć "dupa".
Twoje jebie, ale że śmierdzi.
07: Opeth, Opeth
08: Judas Priest, Savatage
09: Antimatter(?)
***OFFICIAL PAULINA DAMASKE FANKLUB***
-
Zakkahletz
- -#Rainmaker

- Posty: 6536
- Rejestracja: sob sie 28, 2010 7:43 pm
- Skąd: na północ (od W-wy)
Re: 02-04/06/2022 - Mystic Festival - Gdańsk
Kolego (obecnie) blackcocker: chapeau bas za tę relację, czyta się ją świetnie
, czuć szczerość i radość z przeżycia bardzo udanej imprezy. Myślę, że długością i treściwością tej relki pobiłeś rekord Sanatorium, a jeżeli ktoś z orgów Mysticu ją przeczyta(ł), powinni Ci ufundować karnet na przyszły rok, bo to dla tego festu lepsza reklama niż niejeden billboard w dobrej lokalizacji!
Re: 02-04/06/2022 - Mystic Festival - Gdańsk
Nie śpiewali z playbackublackcocker pisze: ↑pn cze 06, 2022 12:30 am Troy to absolutna bestia i super się na niego patrzyło, o reszcie w sumie można powiedzieć to samo, rudy to totalny dzikus, a Brann ciśnie w te bębenki jak szalony. O dziwo, śpiewali zajebiście, co dla nich nie jest raczej standardem, ludzie mówią, że śpiewali z playbacku... No nie wiem, jeśli tak to naprawdę zajebiście zrobiony playback, ja po koncercie byłem usatysfakcjonowany.
- Bon Dzosef
- -#The Alchemist

- Posty: 12450
- Rejestracja: wt kwie 05, 2016 5:28 pm
Re: 02-04/06/2022 - Mystic Festival - Gdańsk
Masto dobrze wokalnie? 
Re: 02-04/06/2022 - Mystic Festival - Gdańsk
Nawet bardzo, wszyscy w necie są zaskoczeni xD
http://www.brygida.gdansk.pl/?modul=aktualnosci&id=435
Ale słodko
BRUCE SPRINGSTEEN, JAN BO I RICHIE FAULKNER PONAD WSZYSTKO
https://www.last.fm/pl/user/sardynex
setlist.fm/user/matt01
https://www.last.fm/pl/user/sardynex
setlist.fm/user/matt01

