07-10/06/2023 - Mystic Festival - Gdańsk
Moderator: Administracja i Moderacja SanktuariuM
Re: 07-10/06/2023 - Mystic Festival - Gdańsk
Ale mi się serduszko cieszy, jak widzę tyle miłych słów o Lucku <3
As mankind hurled itself forever downwards into the bottomless pit of eternal chaos, the remnants of civilization screamed out for salvation - redemption roared across the burning sky... The Painkiller
Re: 07-10/06/2023 - Mystic Festival - Gdańsk
@kam z całym szacunkiem, ale pisanie przy Soenie "ale gówno", podczas gdy Lost Society się nie komentuje w jeszcze gorszy sposób wygląda co najmniej zabawnie 
BRUCE SPRINGSTEEN, JAN BO I RICHIE FAULKNER PONAD WSZYSTKO
https://www.last.fm/pl/user/sardynex
setlist.fm/user/matt01
https://www.last.fm/pl/user/sardynex
setlist.fm/user/matt01
Re: 07-10/06/2023 - Mystic Festival - Gdańsk
Fajnie się czyta wasze podsumowanka. Przyjemna lekturka. To co? Teraz przechodzimy do tematu przyszłorocznej edycji, by przez kilka miesięcy bawić się szklaną kulą i przewidywać skład?
A
B
C
D
E
B
C
D
E
- blackcocker
- -#Moderator

- Posty: 12650
- Rejestracja: czw cze 14, 2018 9:04 pm
- Skąd: HerbacianePolaBatumi
Re: 07-10/06/2023 - Mystic Festival - Gdańsk
Maxiu poczekaj, jeszcze słowa ostatniego nie napisał nadworny fanatyk SPECJALa!
A więc tak. Parę słów ode mnie, ale naprawdę tylko kilka, bo większość moich przemyśleń pokrywa się z tymi wyrytymi już w kamieniu na wieki przez kolejnego nadwornego fanatyka SPECJALa - Sardiego. A więc na dworze króla pz'ta...
Rozgrzewka Warm Up Day:
Dotarliśmy z Sardim do stolicy Pomorza już we wtorek, w Wigilię właściwego Warm Up Daya, aby się... rozgrzać
Tak, dobrze myślicie, ładowaliśmy... wódkę i piwo zamówione przez Glovo (albo inną wspaniałą firmę dowożącą wódkę) prosto ze stacji BP, która jest providerem kodów zniżkowych na koncert Kiss (reklama nie zamierzona). Spytacie czemu? Ano temu, bo we wspaniałym mieście Gdańsk, o godzinie 23.04 wchodzimy do cudem znalezionego sklepu z wiadomym asortymentem - zachwyceni bierzemy klasyka bez kombinowania czyli po czteropaku Żubra, a pani nam mówi, że w Gdańsku od 23 nie sprzedaje się alkoholu na Śródmieściu. Że co kurwa?? No, dlatego wyszło jak wyszło. Ale rozgrzaliśmy się i uderzyliśmy w kimę przy widoku wschodzącego słońca nad Gdańską Stocznią (nazwa oczywiście katolicko-solidarnościowo zastrzeżona, ale co mi tam).
Warm Up Day:
No cóż... po takiej rogrzeweczce musiało być wyśmienicie
Pierwszy koncert festiwalu to było Undeath, było ok.
Potem poszedłem na Entropię i to było naprawdę, kurde w dechę. Miałem ich widzieć przed Mord'a'Stigmatą i Sunnatą na klubie parę miesięcy temu, ale nie pojawiłem się w końcu i aż żałuję, bo Entropia zrobiła mi naprawdę dobrze. Oczywiście na scenowym MVP festiwalu - Desert Stage! Potem Defleshed łamane z Necrotted, jedno spoko, drugie ja pierdole co za gówno. Najgorszy gig festiwalu zaliczony w przeciągu pierwszych dwóch godzin festu. Trzeba było iść się napić. Stengah na Desercie, szczerze pamiętam że było spoko, ale nie pamiętam z tego koncertu nic, poza włosami gitarzysty (nie, nie podobały mi się)
No i nadeszli oni, po raz kolejny w przeciągu niespełna 4 miesięcy, wychłostały mnie swoim rock and rollem diobły z Destroyer666. Był to gorszy gig niż w Hydrozagadce, ale i tak - wyprowadzenie dwóch soczystych ciosów prosto w kolejno prawe i lewe jądro za pomocą Never Surrender i Wildfire, zasługuje na nagrodę wpierdolu miesiąca. Co za gig w rozgrzanym do granic możliwości B90
Najlepszym gigiem tego dnia okazał się wspaniały koncert ekipy Austriaków z Ne Obliviscaris, którzy zwani są też Obskurnymi. Miałem kiedyś epizod z tym zespołem i wtedy bardzo mi się podobał, dlatego bardzo się ucieszyłem, że ich zobaczę na żywo, bo bardzo lubię i cenię ich twórczość. Nie zawiodłem się! Dziękuję Desert Stage! Phil Campbell tak mi wymęczył wora, że musiałem zamoczyć usta w SPECJALu, ale ku ździwieniu gawiedzi - okazało się, że SPECJALa nie ma w spotach, w których był w ubiegłym roku, dlatego musiałem (nie)zadowolić się Żywcem. Dobrze chociaż, że nie było to Tyskie, bo chyba bym wnosił o zwrot mojego karnetu, pt. Ślepy Ptaszek. Akhlys ultra mrok i dobra sztuka, ale już byłem strasznie zmęczony. Wyszedłem z parnego Sabbath Stage'a i oddałem się kilkudziesięciu minutom ostrej jazdy z Witchmaster i zawinąłem na chatę, bo spać człowiek musi, niestety nie zobaczyłem planowanego uprzednio Au-Dessus. No nic, nie będzie to pierwszy rozjazd rzeczywistości z planami, który wydarzył się podczas Mystika.
Day 1:
Dzień pierwszy rozpoczął się niezłym burdelem w internecie. Okazało się, że produkcja Park Stage jest w powijakach no i takiego, nie będzie Exodusa... oh wait, to było już wiadomo wcześniej. Mniejsza z tym. Szczerze, roszadami nie byłem jakoś przejęty, pijąc SPECJALa czytałem kolejne update'y dotyczące nowych godzin i miejscówek niektórych występów. Mystic wyszedł z tego mega z klasą i mimo że niesmak może pozostał, a postronni będą psioczyć, wyszło bardzo zacnie i organizatorzy poradzili sobie z tym burdelem (najprawdopodobniej spowodowanym przez podwykonawcę) na 5+, + dodany za wyjebanie Lordów z lineupu, czym spowodowali ból dupy wielu alternatywek. Większym wyzwaniem niż ogarnięcie zmian programowych było przedarcie się przez kordon policji pilnującej 10 osób zmawiających różaniec po naszej drodze do Main Gate
Nie planowałem iść na CF69, ale SPECJAL sprawił, że przed 15 pojawiłem się w ten jebany ukrop na Desert Stage i posłuchałem muzyki imitującej soundtrack z American Pie i innych głupkowatych komedii początku lat 00. No niestety, koncert nie był tak wyśmienity jak matka Stiflera. Śpiewaczka tak średnio radziła sobie z konferansjerką, a muzyka... no widziałem lepsze występy na tym festiwalu
Ale było śmiesznie i miło! Orbit Culture nieźle złoił. Potem chyba poszedłem jeść i pić, bo mam lukę w pamięci. Testament przeniesiony na Maina z Parku dźwignął brzemię, choć sam koncert nie był jakimś objawieniem. Było po prostu okej, utwierdziłem się tylko, że szkoda, że to Exodus wyleciał, a nie Testament. Myślę, że ekipa Hammetta spuściłaby porządny wpierdol. LLNN był bardzo fajny, mógłbym zobaczyć solowy występ. Niestety przez roszady musiałem ominąć Dom Zły, który bardzo chciałem ponownie zobaczyć, no ale clashował się z Behemothem, którego na żywo wcześniej nie widziałem. AHHH TEN JEBANY MYSTIK!!12!@!!!!11 Behemoth był bardzo profesjonalny. Co prawda, nie czułem motylków w brzuchu (jedynie bombelki z piwa SPECJAL), ale podobało mi się, mimo że od ekipy Adasia znam w całości jedynie Szataniarza. Szkoda, że musiałem wyjść przed końcem i nie usłyszałem O Father. No ale trzeba było iść do Księcia Ciemności - Mikołaja Holmes, słuchać jego głębokich wodobulgotań. Oj co to był za koncert. Nie słucham Bloodbath na co dzień, ale to co znam bardzo lubię i nie zawiodłem się na tym gigu, który okazał się być jednym z lepszych tego dnia. Dobry wpierdol, a B90 znów zamienił się w łaźnie, może nie krwawą, ale parową na pewno
Fragment Earthless, który zobaczyłem brzmiał bardzo interesująco i Desert Stage znów wypełniony po brzegi był miłym miejscem na chwilę odpoczynku. Zobaczenie Ducha nie było dla mnie wielkim wydarzeniem. Po rozczarowującym występie danym w ubiegłym roku w Pradze, nie miałem wielkich oczekiwań. Super, że wpadł gniecący jajca Watcher i genialne Respite, ale one powinny być grane od samego początku promocji Impery, a nie teraz, gdy cała zajawka poszła się jebać. Na plus wywalenie Call Me i He Is. Szkoda wielka Con Clavi, ale te dwa poprzednie mi wynagrodziły z nawiązką. Ghost to headliner z krwi i kości, dali radę, zawładneli sceną i setkami, jeśli nie tysiącami 15 letnich dziewczynek, ale mnie jakoś to wszystko już ominęło... Oczywiście to był bardzo dobry koncert, podensiłem do disco-hitów, jak zwykle zniszczył mnie Year Zero, ale... jakoś już nie czuję tego. Miasma mnie znudziła, Hunter's Moon dalej mnie nie chwyta jak powinien, itd. Najsłabszy Ghost jakiego widziałem, ale podkreślam - dalej to był dobry koncert. Wyciorany jak bober gwiazdy porno lat 80-tych ruszyłem w kierunku The Shrine Stage, gdzie miałem usłyszeć Moonspella, który mnie bardzo pozytywnie zaskoczył. Pan Wokalista co prawda kucał przez długi czas jakby mu kret nie dawał spokoju, ale okazało się, że faktycznie ma problemy z brzuszkiem i ogólnie rzecz ujmując, nie najlepiej się czuje, co było widać, ale nie słychać. Bardzo dobry występ i muzyka, do której chętnie wrócę studyjnie, bo znałem w całości tylko najnowsze wydawnictwo Portugalczyków. Chciałem jeszcze na trochę złapać Sylvaine i był to strzał w dziesiątkę. Kojące zakończenie ciężkiego dnia.
Day 2:
Wstałem później niż chciałem. Niestety, nie było lekko. Nie dotarłem na Izzy And The Black Cock, ale to nie był problem, bo mnie w ogóle ten gig nie interesował. Za to interesowało mnie In Twilight's Embrace, którego klubowy koncert z bólem musiałem odpuścić kilka tygodni temu. W końcu Park Stage stał, a radość wyraziliśmy gromkimi okrzykami ku chwale tej wspaniałej sceny. Drugi raz widziałem ich na festiwalu i drugi raz nie zawiedli. Cypriana świetnie się ogląda, jak snuje się po scenie w transie. Świetny frontman, świetna muzyka, świetny humor, świetny czarny polski rock. Obym miał szansę jak najszybciej nadrobić klubowy występ w bardziej sprzyjających okolicznościach życiowych. Kanonefieber dobra zabawa. Znów - ominąłem ich klubówkę parę miesięcy temu, ale ten koncert mi to wynagrodził, bo puścili sztuczny śnieg. Bardzo fajne granie, z którym mam nadzieję się lepiej zapoznać. Krzta była dobra, ale Sabbath znów prawie mnie udusił. Czekałem mocno na koncert Soen. Tzn. do dnia poprzedniego, bo jak Sardi mi przeczytał seta, którego grywają to moje oczekiwania trochę skurczyły (jak jaja po wypiciu SPECJALa). Ogólnie rzecz biorąc, Szwedzi zagrali dobry koncert, przecież to dobrzy muzycy - niestety set nie był nie wiadomo jak porywający. Nie wiem jak można być Soenem i na festiwalu nie przypierdolić arcyprzebojowym Covenantem. Trochę może przysmęcili, co mi nie przeszkadzało, ale znam osoby, którym to nie przypasowało. No ale nazywanie tego koncertu gównem... dobra usunąłem resztę zdania bo by mi nigdy pz moda nie dał za taką wiązankę
Chwila przerwy na piwko i przyszedł czas na Dismember. Nie porwali mnie, było tak o, ale za to porwali mnie przerzucacze gruzu z Grave. Co za wpierdol na The Shrine! Jakim cudem ta scena ustała
Tłusto i masywnie, piękne to było. Gdzieś międzyczasie Planet of Zeus, którego nie planowałem, ale bardzo mi się spodobało, ale nie mogło być inaczej na... tak, dobrze myślicie - DESERT STAGE! Przypomniałem sobie, że chyba bym znów przeszedł God of War III i spuścił lanie najwyższemu na Olimpie
The Hellacopters nie porwało mnie tak jak myślałem, że to zrobi. Trochę podrobiłem nużkami uważając, aby nie wylać SPECJALa z mojego pięknego festiwalowego kubka, ale no... Nie wiem. Może to kwestia za dużej sceny, bo chłopaki nie ściągneli tłumów, garstki, która się pojawiła pod Mainem nie porwała charyzmą... Ciężko powiedzieć. Nie jest to mój ulubiony występ festiwalu, oczekiwania miałem większe, więc raczej gig na minus, choć było miło potańczyć do retro rockowych dźwięków. Scena za duża nie była za to na pewno dla Electric Wizard. O KURWA. Co za majestat i potęga. Chciałbym przeżyć to jeszcze raz, wspaniały gig, który nie myślałem, że aż tak mi siądzie. Miałem za to nadzieję, że siądzie mi gig Lucifera na Desert Stage. Nie mam takiego stażu jeśli chodzi o słuchanie tej kapeli jak niektórzy koledzy na forum, ale dokonania muzyczne ekipy Joasi nie są mi obce i bardzo je lubię. Koncert miał w sobie coś magicznego. Wspaniali muzycy, świetny wokal Joanny. No tylko te fochy, które pokazywała na scenie, trochę mnie zniesmaczyły, ale o tym już pisałem, skupmy się na cy... na muzyce
Wspaniały to był występ i mam nadzieję, że zobaczę ich w klubie, bo mało mi! MAŁO! Tak jak mało czasu było, żeby się przemieścić na Danziga, który był dla mnie koncertem bardzo neutralnym. Nie czekałem na niego w ogóle, ot - legenda do odhaczenia. Lubię jedynkę Gdańska, znam pobieżnie starą część katalogu, ale nie jestem fanem. Byłem nastawiony na raczej słaby slesz chujowy występ po recenzjach jego ostatnich dokonań od znajomych, którzy muzyczną (i nie tylko) drogę elvisa śledzili. Okazało się, że nie taki diabeł straszny i mimo że im dalej w las tym było gorzej, było znośnie i nie miałem ochoty wychodzić w trakcie. A na pewno nie przez słabą dyspozycję Glena. Zmusiło mnie do tego Birds in Row w Sabbath Stage. No i oni zmietli mnie z planszy. Co za energia i wspaniała muzyka! Chciałem bardzo kiedyś iść na IDLES, Birds in Row mi dali namiastkę tego. Teraz chcę znów iść na Praszki i w końcu na IDLES...
Watain mnie rozczarował. Może się okazać, że jestem ultymatywnym frajerem, bo wyszedłem w trakcie tego koncertu. Bynajmniej nie ze względów muzycznych, ale raczej zmęczeniowych. To był dla mnie najcięższy wieczór i ledwo doczłapałem do kwatery, w której po prostu jebnąłem się spać. Studyjnych dokonań Watain nie znam prawie w ogóle. Jedyne moje pojęcie to to, że Schizoid niezwykle ich chwali i byłem ciekawy tego koncertu. No jakoś mi nie podeszło, przynajmniej pierwsza połowa, podobno końcówka była lepsza. Oczywiście nie było to złe (choć nagłośnienie nie rozpieszczało tam gdzie stałem), ale jakoś nie chwyciło mnie za jądra. Może to kwestia zmęczenia... Dam im na pewno jeszcze kiedyś szansę, ale sam koncert na MF nie będzie przeze mnie najlepiej wspominanym wydarzeniem muzycznym... najgorszym też nie. Ot, kolejny blackowy koncert.
Day 3:
Przyszedł dzień ostatni. Smutek spowodowany tym, że te wspaniałe dni dobiegają końca mieszał się z euforią spowodowaną wizją nadchodzących koncertów. Chciałem zobaczyć Maga i Muuta, ale niestety... nie udało się, mimo że wstałem stosunkowo wcześnie i byłem z siebie zadowolony. Po prostu zadzwonił @barsiarze (którego z tego miejsca serdecznie pozdrawiam) i powiedział, że nie ma chuja że idę na MF i idziemy pić. Tak też zrobiliśmy. Przynajmniej tak go wtedy zrozumiałem
Najważniejsze jednak jest to, że ominąłem te koncerty, ale za to zjadłem naprawdę dobrą pizzuwę! Vended słyszałem idąc do Main Gate i kminiłem co to za Slipknot. Potem dopiero Sardi mi powiedział, że to dzieci Slipknota. Więc no. Nie daleko pada mały Corey od dużego Coreya. Djevela chciałem zobaczyć głównie ze względu na Fausta. Parę numerów, które słyszałem studyjnie mnie nie porwało, ale na żywo. O mamciu. Genialnie nagłośniona czerń płynąca ze sceny The Shrine pochłonęła mnie i nie chciała puścić. Świetna sztuka. Wyrwałem się jej, aby na chwilę zahaczyć o Deserta Stage, który był często wygodną przystanią na odetchnięcie po koncertach w parnych klubach w towarzystwie zaskakująco dobrej muzyki. Tak było i tym razem, gdy ze sceny bambusem pałował mnie Bombus. Super granie, studyjnie mi tak nie siedzieli. Zobaczyłem fragment bardzo klimatycznego występu Lili Refrain, przyjemne to było. Siedząc na hamaczku ze SPECJALem posłuchałem trochę streama z Main Stage z Bury Tomorrow. Ale gówno. Szkoda że ich też Mystic nie wyjebał. Kolejny błąd organizatora... Wybrałem się potem na Park Stage, o dziwo jeszcze stał i wiatr go nie zwiał. Chciałem zobaczyć Alcest. Słyszałem ich na Prog in Park 19 i wtedy nie spodobali mi się, potem już zniechęcony, nie wracałem do ich muzyki, ale mimo że koncert nie był jakimś objawnieniem dla mnie, to na tyle mi się przeżarli, że dam im szansę studyjnie, wierzę, że to może być owocna znajomość. Nie zobaczyłem niestety Voivod, chciałem ale uznałem że jak widziałem ich parę miesięcy temu w Londynie to mi wystarczy. Recenzje mystikowego występu są bardzo dobre i trochę żałuję, że jednak odpuściłem, ale też nogi mi już wchodziły strasznie w moją tłustą dupę. Nie miałem wygórowanych oczekiwań wobec Dark Angel, a jednak je zawiedli
Nie myślałem, że tak legendarna kapela może zabrzmieć tak słabo. Pomijam średnią formę wokalisty (średnie rejestry poprawne, ale zamiast uderzać w te wysokie dźwięki, mógłby się uderzyć w głowę, żeby wybić sobie z niej takie głupie pomysły), ale wszystko to było takie... nie wiem no, jakby mało zgrane, ścisłe i zwarte. Fajnie zobaczyć znów Hoglana, ale następnym razem niech przywiezie ze sobą ekipę DTA, a nie DA, a jak już to na pewno nie na tak dużą scenę. Może w B90 by to zażarło. Za to oczekiwania wobec Meszuga miałem żadne, a okazało się, że rozkurwili mi łeb. Co za sound, te riffy, czułem się jak w transie. Nigdy nie rezonowała ze mną ta muzyka, przynajmniej to co słyszałem, ale WOW. Jeszcze jak to było nagłośnione. Cud, miód i orzeszki (oczywiście zmiażdżone przez meszugowe riffy
). Miałem nie iść na Antimatter, bo widziałem ich ubiegłej jesieni na klubówce, ale uznałem, że a co mi tam, idę. No i nie pożałowałem. Od pierwszych sekund nie żałowałem. Wspaniała to jest muzyka i Mick Moss też jest wspaniały. Pięknie, emocjonalnie, duszno kurwa przy tym Sabbath Stage. Wyszedłem z Antimatter jeszcze w pierwszej połowie koncertu, aby udać się na ostatni headlinerski występ tej edycji festiwalu. Gojira, która trochę się obawiałem, że nie uciągnie tej roli. Gojira, której już kilka lat słuchałem i lubiłem, a nie dane mi było zobaczyć mi ich na żywo. I kurde... Gojira, która rozjebała system. Co za koncert. Co za moc. Co za headliner. Już napisałem wcześniej, przy nich Ghost i Danzig wyszli na zabaweczki (mimo że przecież dali odpowiednio bardzo dobry i niezły występ). Niesamowite było to dla mnie przeżycie, zobaczenie i usłyszenie Mario, zgniecenie jaj potężnymi breakdownami i riffami łamiącymi kark. Setlista całkiem fajna, sporo z nowej, w końcu promocja, ale dobrze wyważone i The Chant może być w setliście razem z The Art of Dying i nie ma totalnie wstydu. Scena była minimalistyczna, ale to dobrze. Fajne pyro, piękny wielki ekran, na którym nie wyświetlano głupkowatych animacji lub słabo wykonanych modeli 3D maskotki zespołu. Wspaniałe oświetlenie. Ale mogłoby tego braknąć, a ten koncert dalej można by określić mianem WIELKIEGO. Absolutnie top 1 performance'ów na tej edycji. DZIĘKUJE, KURWA! W euforii chciałem zobaczyć jeszcze Moriah Woods, ale bardziej było słychać koncerty z dwóch sąsiadujących scen, dlatego poszedłem na trochę Unleashed, które okazało się bardzo fajnym koncertem. Na koniec ostatnia bania (tutaj mała dygresja. Gdy zamawialiśmy pierwszy raz jagera, prosząc o banię, barman nas spytał czy jesteśmy z Krakowa. Myślałem, że tak od nas jebie. Ale okazało się, że tylko tak się tu mówi na shoty... no nie wiem, w rodzinnym Busku też spotkałem się raczej z takim określeniem zamiast pozbawionego mocy "shot". BANIA!
) jagera do dźwięków Perturbatora. Pertu nie jest świetny studyjnie, ale Dangerous Days łykam jak pelikan praktycznie w całości i bardzo miło było usłyszeć Humans Are Such Easy Prey i Future Club. Fajna impreza na zwieńczenie przepięknego festiwalu.
Podsumowując:
Mystic jest zajebisty i chuj. Wspaniały jest to festiwal i naprawdę, powtarzając za klasykiem: jebać hejterów. Jak komuś nie pasuje to tarzać się w błocie u Owsika. Festiwal warty swojej ceny, wspaniale zorganizowany, z genialną atmosferą, eklektycznym lineupem, który zaskakuje nawet jak się nie ma czegoś w planach. Cudowne są to dni i mam nadzieję, że wyryją się na dobre w moich wczesnoczerwcowych tradycjach, bo zwyczajnie chce się tam być i żałuję, że nie trwa choć dzień dłużej - nie dla koncertów - dla SPECJALa i wspaniałego towarzystwa, a obu nigdy dość. Mystic jest piękny, bo jest jaki jest, ale jest też okrutny, bo w końcu się kończy, a to bardzo bolesna sprawa. Dziękuję wszystkim za spotkanie i spędzenie tak zajebistego czasu. Kupuję Blind Birda na kolejną edycję i zaręczam, że musiałoby mi ręce i nogi odjebać, albo stać się jakiś inny kataklizm, żeby mnie brakło na edycji 2024. Dziękuję i do zobaczenia w Stoczni Gdańsk za rok!
A więc tak. Parę słów ode mnie, ale naprawdę tylko kilka, bo większość moich przemyśleń pokrywa się z tymi wyrytymi już w kamieniu na wieki przez kolejnego nadwornego fanatyka SPECJALa - Sardiego. A więc na dworze króla pz'ta...
Rozgrzewka Warm Up Day:
Dotarliśmy z Sardim do stolicy Pomorza już we wtorek, w Wigilię właściwego Warm Up Daya, aby się... rozgrzać
Warm Up Day:
No cóż... po takiej rogrzeweczce musiało być wyśmienicie
Potem poszedłem na Entropię i to było naprawdę, kurde w dechę. Miałem ich widzieć przed Mord'a'Stigmatą i Sunnatą na klubie parę miesięcy temu, ale nie pojawiłem się w końcu i aż żałuję, bo Entropia zrobiła mi naprawdę dobrze. Oczywiście na scenowym MVP festiwalu - Desert Stage! Potem Defleshed łamane z Necrotted, jedno spoko, drugie ja pierdole co za gówno. Najgorszy gig festiwalu zaliczony w przeciągu pierwszych dwóch godzin festu. Trzeba było iść się napić. Stengah na Desercie, szczerze pamiętam że było spoko, ale nie pamiętam z tego koncertu nic, poza włosami gitarzysty (nie, nie podobały mi się)
Day 1:
Dzień pierwszy rozpoczął się niezłym burdelem w internecie. Okazało się, że produkcja Park Stage jest w powijakach no i takiego, nie będzie Exodusa... oh wait, to było już wiadomo wcześniej. Mniejsza z tym. Szczerze, roszadami nie byłem jakoś przejęty, pijąc SPECJALa czytałem kolejne update'y dotyczące nowych godzin i miejscówek niektórych występów. Mystic wyszedł z tego mega z klasą i mimo że niesmak może pozostał, a postronni będą psioczyć, wyszło bardzo zacnie i organizatorzy poradzili sobie z tym burdelem (najprawdopodobniej spowodowanym przez podwykonawcę) na 5+, + dodany za wyjebanie Lordów z lineupu, czym spowodowali ból dupy wielu alternatywek. Większym wyzwaniem niż ogarnięcie zmian programowych było przedarcie się przez kordon policji pilnującej 10 osób zmawiających różaniec po naszej drodze do Main Gate
Day 2:
Wstałem później niż chciałem. Niestety, nie było lekko. Nie dotarłem na Izzy And The Black Cock, ale to nie był problem, bo mnie w ogóle ten gig nie interesował. Za to interesowało mnie In Twilight's Embrace, którego klubowy koncert z bólem musiałem odpuścić kilka tygodni temu. W końcu Park Stage stał, a radość wyraziliśmy gromkimi okrzykami ku chwale tej wspaniałej sceny. Drugi raz widziałem ich na festiwalu i drugi raz nie zawiedli. Cypriana świetnie się ogląda, jak snuje się po scenie w transie. Świetny frontman, świetna muzyka, świetny humor, świetny czarny polski rock. Obym miał szansę jak najszybciej nadrobić klubowy występ w bardziej sprzyjających okolicznościach życiowych. Kanonefieber dobra zabawa. Znów - ominąłem ich klubówkę parę miesięcy temu, ale ten koncert mi to wynagrodził, bo puścili sztuczny śnieg. Bardzo fajne granie, z którym mam nadzieję się lepiej zapoznać. Krzta była dobra, ale Sabbath znów prawie mnie udusił. Czekałem mocno na koncert Soen. Tzn. do dnia poprzedniego, bo jak Sardi mi przeczytał seta, którego grywają to moje oczekiwania trochę skurczyły (jak jaja po wypiciu SPECJALa). Ogólnie rzecz biorąc, Szwedzi zagrali dobry koncert, przecież to dobrzy muzycy - niestety set nie był nie wiadomo jak porywający. Nie wiem jak można być Soenem i na festiwalu nie przypierdolić arcyprzebojowym Covenantem. Trochę może przysmęcili, co mi nie przeszkadzało, ale znam osoby, którym to nie przypasowało. No ale nazywanie tego koncertu gównem... dobra usunąłem resztę zdania bo by mi nigdy pz moda nie dał za taką wiązankę
Day 3:
Przyszedł dzień ostatni. Smutek spowodowany tym, że te wspaniałe dni dobiegają końca mieszał się z euforią spowodowaną wizją nadchodzących koncertów. Chciałem zobaczyć Maga i Muuta, ale niestety... nie udało się, mimo że wstałem stosunkowo wcześnie i byłem z siebie zadowolony. Po prostu zadzwonił @barsiarze (którego z tego miejsca serdecznie pozdrawiam) i powiedział, że nie ma chuja że idę na MF i idziemy pić. Tak też zrobiliśmy. Przynajmniej tak go wtedy zrozumiałem
Podsumowując:
Mystic jest zajebisty i chuj. Wspaniały jest to festiwal i naprawdę, powtarzając za klasykiem: jebać hejterów. Jak komuś nie pasuje to tarzać się w błocie u Owsika. Festiwal warty swojej ceny, wspaniale zorganizowany, z genialną atmosferą, eklektycznym lineupem, który zaskakuje nawet jak się nie ma czegoś w planach. Cudowne są to dni i mam nadzieję, że wyryją się na dobre w moich wczesnoczerwcowych tradycjach, bo zwyczajnie chce się tam być i żałuję, że nie trwa choć dzień dłużej - nie dla koncertów - dla SPECJALa i wspaniałego towarzystwa, a obu nigdy dość. Mystic jest piękny, bo jest jaki jest, ale jest też okrutny, bo w końcu się kończy, a to bardzo bolesna sprawa. Dziękuję wszystkim za spotkanie i spędzenie tak zajebistego czasu. Kupuję Blind Birda na kolejną edycję i zaręczam, że musiałoby mi ręce i nogi odjebać, albo stać się jakiś inny kataklizm, żeby mnie brakło na edycji 2024. Dziękuję i do zobaczenia w Stoczni Gdańsk za rok!
#blackcocker2023
Najlepszą prozę pisze życie.
Ostatni jest wtedy, kiedy idziesz rzygać.
Nic nas nie zatrzyma.
Jak się ma dupę, to trzeba powiedzieć "dupa".
Twoje jebie, ale że śmierdzi.
07: Opeth, Opeth
08: Judas Priest, Savatage
09: Antimatter(?)
***OFFICIAL PAULINA DAMASKE FANKLUB***
Najlepszą prozę pisze życie.
Ostatni jest wtedy, kiedy idziesz rzygać.
Nic nas nie zatrzyma.
Jak się ma dupę, to trzeba powiedzieć "dupa".
Twoje jebie, ale że śmierdzi.
07: Opeth, Opeth
08: Judas Priest, Savatage
09: Antimatter(?)
***OFFICIAL PAULINA DAMASKE FANKLUB***
Re: 07-10/06/2023 - Mystic Festival - Gdańsk
Ta nocna prohibicja, to już coraz bardziej popularna. W Wilnie też już funkcjonuje, a w Krakowie chyba od lipca.
A
B
C
D
E
B
C
D
E
- blackcocker
- -#Moderator

- Posty: 12650
- Rejestracja: czw cze 14, 2018 9:04 pm
- Skąd: HerbacianePolaBatumi
Re: 07-10/06/2023 - Mystic Festival - Gdańsk
Na codzień nie jest to problem. Ale kurdebele, człowiek przyjechał z drugiego końca Polski i nie mógł sobie nawet wypić nektaru króla puszczy
#blackcocker2023
Najlepszą prozę pisze życie.
Ostatni jest wtedy, kiedy idziesz rzygać.
Nic nas nie zatrzyma.
Jak się ma dupę, to trzeba powiedzieć "dupa".
Twoje jebie, ale że śmierdzi.
07: Opeth, Opeth
08: Judas Priest, Savatage
09: Antimatter(?)
***OFFICIAL PAULINA DAMASKE FANKLUB***
Najlepszą prozę pisze życie.
Ostatni jest wtedy, kiedy idziesz rzygać.
Nic nas nie zatrzyma.
Jak się ma dupę, to trzeba powiedzieć "dupa".
Twoje jebie, ale że śmierdzi.
07: Opeth, Opeth
08: Judas Priest, Savatage
09: Antimatter(?)
***OFFICIAL PAULINA DAMASKE FANKLUB***
-
Deleted User 8107
Re: 07-10/06/2023 - Mystic Festival - Gdańsk
Soen z orkiestrą wystąpi na inorock, daje znać tutaj, bo tamten fest nie ma tematu.
Re: 07-10/06/2023 - Mystic Festival - Gdańsk
To załóż, a nie spamujesz
02: Turbo (Kutno, Warszawa, Kraków) Wishbone Ash (Warszawa) Monstrum (Rzeszów) Soen (Kopenhaga)
03: Villagers of Ioannina City, Lady Pank, Zalewski, Icon, Turbo (Łódź)
05: Paul Quinn, Defenders of Steel, Hellhaim, Linkin Park (Sztokholm), Omen (Kraków?)
06: Omen (Warszawa), Mystic Festiwal, Metallica (Budapeszt), Iron Maiden (Hradec Kralove), MnC (SK, Łódź)
07: MnC (Pionki), Skunk Anansie, Judas Priest
08: Castle Rat, Soen
- blackcocker
- -#Moderator

- Posty: 12650
- Rejestracja: czw cze 14, 2018 9:04 pm
- Skąd: HerbacianePolaBatumi
Re: 07-10/06/2023 - Mystic Festival - Gdańsk
+1
#blackcocker2023
Najlepszą prozę pisze życie.
Ostatni jest wtedy, kiedy idziesz rzygać.
Nic nas nie zatrzyma.
Jak się ma dupę, to trzeba powiedzieć "dupa".
Twoje jebie, ale że śmierdzi.
07: Opeth, Opeth
08: Judas Priest, Savatage
09: Antimatter(?)
***OFFICIAL PAULINA DAMASKE FANKLUB***
Najlepszą prozę pisze życie.
Ostatni jest wtedy, kiedy idziesz rzygać.
Nic nas nie zatrzyma.
Jak się ma dupę, to trzeba powiedzieć "dupa".
Twoje jebie, ale że śmierdzi.
07: Opeth, Opeth
08: Judas Priest, Savatage
09: Antimatter(?)
***OFFICIAL PAULINA DAMASKE FANKLUB***
Re: 07-10/06/2023 - Mystic Festival - Gdańsk
Ja spisywałem swoje odczucia na gorąco. Teraz jeszcze szybkie podsumowanie plusów i minusów.
Plusy organizacyjne:
- Lokalizacja i organizacja terenu. W zasadzie taka sama jak rok temu. Wszystko blisko, w wielu miejscach żarcie, kible (czyste), leżaczki, hamaczki.
- Jedzenie. Mam wrażenie, że w tym roku było smaczniejsze, albo po prostu lepiej trafiałem. Nie uważam, że było za mało. Duże kolejki widziałem tylko pierwszego dnia i moim zdaniem wynikały z braku Park Stage i innym układem koncertów niż był planowany.
- Sposób ogarnięcia różnorakich problemów: wypadnięcie zespołów czy problemy z Park Stage. Uważam, że naprawdę dali radę. Informacyjnie też to w miarę sprawnie poszło. W stosunku do pierwszych plotek, po godzinie były już oficjalne info. Potem aktualizacje programu w aptce pojawiały się na bieżąco.
Plusy koncertowe:
- Destroyer666, Ne Obliviscaris (duże zaskoczenie w stosunku do oczekiwań)
- Behemot (obok Gojiry i Ghosta najlepiej zawładnął dużą sceną, widać, że do zespół przez duże Z), White Hills, Earthless, Moonspell (wielki szacunek dla wokalisty za to co z siebie dał)
- Electric Wizzard, Planet of Zeus, Lucifer
- Bombus, Moriah Woods, Mesuggah, Gojira (koncert festiwalu)
Plusy towarzyskie:
- niezawodna ekipa żubrów
Minusy organizacyjne:
- ograniczona dostępność SPECJALa
- brak dużo śmietnika przed wejściem na teren (leżała tam góra śmieci)
- brak dobrej wentylacji na scenach klubowych
- krótko otwarte żabki i prohibicja
Minusy koncertowe:
- Dark Angel (zupełnie nijaki występ jak dla mnie)
- Imminence, The Lost Society (muzyka nie dla mnie)
Minusy towarzyskie:
- @barsiarz poza terenem festwialu
- brak nadredaktora
Mieszane odczucia:
- The Hellacopters (koncert był dobry, dobrze się bawiłem, ale jednak czułem, że nie udźwignęli tej dużej sceny, trochę brak charyzmy wokaliście, a gitarzysta mnie wkurzał swoim zachowaniem, żeby chociaż grał solówki, a nie tylko rockandrollowca)
Plusy organizacyjne:
- Lokalizacja i organizacja terenu. W zasadzie taka sama jak rok temu. Wszystko blisko, w wielu miejscach żarcie, kible (czyste), leżaczki, hamaczki.
- Jedzenie. Mam wrażenie, że w tym roku było smaczniejsze, albo po prostu lepiej trafiałem. Nie uważam, że było za mało. Duże kolejki widziałem tylko pierwszego dnia i moim zdaniem wynikały z braku Park Stage i innym układem koncertów niż był planowany.
- Sposób ogarnięcia różnorakich problemów: wypadnięcie zespołów czy problemy z Park Stage. Uważam, że naprawdę dali radę. Informacyjnie też to w miarę sprawnie poszło. W stosunku do pierwszych plotek, po godzinie były już oficjalne info. Potem aktualizacje programu w aptce pojawiały się na bieżąco.
Plusy koncertowe:
- Destroyer666, Ne Obliviscaris (duże zaskoczenie w stosunku do oczekiwań)
- Behemot (obok Gojiry i Ghosta najlepiej zawładnął dużą sceną, widać, że do zespół przez duże Z), White Hills, Earthless, Moonspell (wielki szacunek dla wokalisty za to co z siebie dał)
- Electric Wizzard, Planet of Zeus, Lucifer
- Bombus, Moriah Woods, Mesuggah, Gojira (koncert festiwalu)
Plusy towarzyskie:
- niezawodna ekipa żubrów
Minusy organizacyjne:
- ograniczona dostępność SPECJALa
- brak dużo śmietnika przed wejściem na teren (leżała tam góra śmieci)
- brak dobrej wentylacji na scenach klubowych
- krótko otwarte żabki i prohibicja
Minusy koncertowe:
- Dark Angel (zupełnie nijaki występ jak dla mnie)
- Imminence, The Lost Society (muzyka nie dla mnie)
Minusy towarzyskie:
- @barsiarz poza terenem festwialu
- brak nadredaktora
Mieszane odczucia:
- The Hellacopters (koncert był dobry, dobrze się bawiłem, ale jednak czułem, że nie udźwignęli tej dużej sceny, trochę brak charyzmy wokaliście, a gitarzysta mnie wkurzał swoim zachowaniem, żeby chociaż grał solówki, a nie tylko rockandrollowca)
02: Turbo (Kutno, Warszawa, Kraków) Wishbone Ash (Warszawa) Monstrum (Rzeszów) Soen (Kopenhaga)
03: Villagers of Ioannina City, Lady Pank, Zalewski, Icon, Turbo (Łódź)
05: Paul Quinn, Defenders of Steel, Hellhaim, Linkin Park (Sztokholm), Omen (Kraków?)
06: Omen (Warszawa), Mystic Festiwal, Metallica (Budapeszt), Iron Maiden (Hradec Kralove), MnC (SK, Łódź)
07: MnC (Pionki), Skunk Anansie, Judas Priest
08: Castle Rat, Soen
- blackcocker
- -#Moderator

- Posty: 12650
- Rejestracja: czw cze 14, 2018 9:04 pm
- Skąd: HerbacianePolaBatumi
Re: 07-10/06/2023 - Mystic Festival - Gdańsk
Smutno tak... Kolejny dzień bez powiadomień, że wkrótce swój koncert zaczyna jakaś anonimowa ekipa na Desert Stage 
#blackcocker2023
Najlepszą prozę pisze życie.
Ostatni jest wtedy, kiedy idziesz rzygać.
Nic nas nie zatrzyma.
Jak się ma dupę, to trzeba powiedzieć "dupa".
Twoje jebie, ale że śmierdzi.
07: Opeth, Opeth
08: Judas Priest, Savatage
09: Antimatter(?)
***OFFICIAL PAULINA DAMASKE FANKLUB***
Najlepszą prozę pisze życie.
Ostatni jest wtedy, kiedy idziesz rzygać.
Nic nas nie zatrzyma.
Jak się ma dupę, to trzeba powiedzieć "dupa".
Twoje jebie, ale że śmierdzi.
07: Opeth, Opeth
08: Judas Priest, Savatage
09: Antimatter(?)
***OFFICIAL PAULINA DAMASKE FANKLUB***
Re: 07-10/06/2023 - Mystic Festival - Gdańsk
Desert Stage powinni przenieść na miasteczko AGH albo Hype Park, w ramach dzierżawy na czas kiedy nie ma Mysticablackcocker pisze: ↑wt cze 13, 2023 10:10 am Smutno tak... Kolejny dzień bez powiadomień, że wkrótce swój koncert zaczyna jakaś anonimowa ekipa na Desert Stage![]()
Re: 07-10/06/2023 - Mystic Festival - Gdańsk
Panowie powyżej już praktycznie opisali wszystko, co się dało, tak że tylko kilka krótkich wrażeń dam od siebie
Ogólnie mnie się bardzo podobało. W skali szkolnej daję 5- i się poważnie zastanawiam, czy by nie kupić karnetu blind po kolejnej wypłacie
Chociaż jakoś wiele czasu na koncertach nie spędzałem, ograniczyłem się do kilku głównych punktów dziennie, w ciągu dnia bardzo mi pasowało mieć po prostu trochę wolnego i luźnego czasu w Gdańsku.
Najlepszy koncert - czego sie nie spodziewałem, ale chyba Behemoth. Studyjnie mało Adasia słucham, na ich koncercie nigdy nie byłem, ale na żywo ten performance (bo to bardziej performamce artystyczny niż koncert) zrobił wielkie wrażenie. Widać, że był to dla nich specjalny koncert i też specjalnie wyszedł.
Największe pozytywne zaskoczenie - Dark Angel. Czysty napierdol, czyli to, czego dokładnie się powinno oczekiwać od dobrego thrashu. Dużo lepszy koncert niż Testamentu dwa dni wcześniej, który wypadł jak zawsze, czyli po prostu ok.
Największe negatywne zaskoczenie - brak takich zaskoczeń
Ciężko się do czegoś poważniejszego przyczepić, parę problemów organizacyjnych było i już zostały opisane. Chyba najbardziej przeszkadzała mi sauna w Shrine Stage, szczególnie biorąc pod uwagę frekwencję na festiwalu i problemy z Park Stage.
O pozostałych koncertach:
The Hellacopters - świetnie, wcześniej ich nie słuchałem, a tu rewelacyjny rock'n'rollowy koncert, oby więcej takich kapel na kolejnym Mysticu.
Gojira - udźwignęli status headlinera, wizualicje i atmosfera świetne. Dźwięk mógłby być trochę lepszy, wokal i gitary ginęły trochę pod perkusją i basem. Słynny koncert u Jurija Owsienki zniszczył mnie bardziej, ale tutaj też bardzo dobrze.
Ghost - fajnie się rozwinęli od czasu supportu przed Maiden w 2014. Kontrowersyjnie powiem, że jakby mieli lepszego wokalistę, to mogliby celować w przyszłości w pozycję Maiden
Jednak wokal Forge'a, o ile pasujący do muzyki, to ma ograniczenia na żywo. No i mam wrażenie, że ściągnęli najwięcej ludzi na festiwal, to tak wobec bólu dupy niektórych "tru" na fb i innych sołszialach.
Danzig - bardzo dobry koncert, podobała mi się "oldskulowość", tzn. praktycznie brak jakiejkolwiek scenografii i udziwnień, postawienie na czystą energię ze sceny i grę świateł, poczułem się przez chwilę jak w latach '80. Forma Glenna była jaka była, ciężko chyba było oczekiwać czegoś więcej. Tym bardziej się cieszę, że udało mi się go zobaczyć, bo nie zdziwię się, jeśli to była ostatnia okazja zobaczyć go w Polsce. Z tego co widziałem, to pisał, że gra jeszcze kilkanaście koncertów w USA z pierwszą płytą, a potem nie ma planów koncertowych. Pewnie będzie grał tylko pojedyncze (czyt. wyjątkowo dobrze płatne) gigi na specjalne okazje. Taką było "Danzig gra Danzig w Danzig", która pewnie się nie powtórzy
Perturbator - na koniec festu zadziałał jak guma do żucia po dobrym obiedzie. Podobało mi się nawet bardziej niż w Progresji w październiku, mimo że set ten sam.
Moonspell - wielki szacun dla wokalisty za koncert, pomimo tego, że widać było, że ledwo co stoi na scenie.
Poza tym kilkanaście innych dobrych koncertów (Mesuggah, Electric Wizard, Soen, Phil Campbell, Destroyer itd.)
Podobało mi się też, że czuć było, że dla wielu zespołów, szczególnie headlinerów, to nie był kolejny koncert do odbębnienia na trasie, a rzeczywiście wieczór warty zapamiętania. Słychać to było chociażby po wypowiedziach Forge'a czy Danziga. Mam więc nadzieję, że kolejna edycja będzie równie wyjątkowa i bez tych paru problemów organizacyjnych
Ogólnie mnie się bardzo podobało. W skali szkolnej daję 5- i się poważnie zastanawiam, czy by nie kupić karnetu blind po kolejnej wypłacie
Najlepszy koncert - czego sie nie spodziewałem, ale chyba Behemoth. Studyjnie mało Adasia słucham, na ich koncercie nigdy nie byłem, ale na żywo ten performance (bo to bardziej performamce artystyczny niż koncert) zrobił wielkie wrażenie. Widać, że był to dla nich specjalny koncert i też specjalnie wyszedł.
Największe pozytywne zaskoczenie - Dark Angel. Czysty napierdol, czyli to, czego dokładnie się powinno oczekiwać od dobrego thrashu. Dużo lepszy koncert niż Testamentu dwa dni wcześniej, który wypadł jak zawsze, czyli po prostu ok.
Największe negatywne zaskoczenie - brak takich zaskoczeń
O pozostałych koncertach:
The Hellacopters - świetnie, wcześniej ich nie słuchałem, a tu rewelacyjny rock'n'rollowy koncert, oby więcej takich kapel na kolejnym Mysticu.
Gojira - udźwignęli status headlinera, wizualicje i atmosfera świetne. Dźwięk mógłby być trochę lepszy, wokal i gitary ginęły trochę pod perkusją i basem. Słynny koncert u Jurija Owsienki zniszczył mnie bardziej, ale tutaj też bardzo dobrze.
Ghost - fajnie się rozwinęli od czasu supportu przed Maiden w 2014. Kontrowersyjnie powiem, że jakby mieli lepszego wokalistę, to mogliby celować w przyszłości w pozycję Maiden
Danzig - bardzo dobry koncert, podobała mi się "oldskulowość", tzn. praktycznie brak jakiejkolwiek scenografii i udziwnień, postawienie na czystą energię ze sceny i grę świateł, poczułem się przez chwilę jak w latach '80. Forma Glenna była jaka była, ciężko chyba było oczekiwać czegoś więcej. Tym bardziej się cieszę, że udało mi się go zobaczyć, bo nie zdziwię się, jeśli to była ostatnia okazja zobaczyć go w Polsce. Z tego co widziałem, to pisał, że gra jeszcze kilkanaście koncertów w USA z pierwszą płytą, a potem nie ma planów koncertowych. Pewnie będzie grał tylko pojedyncze (czyt. wyjątkowo dobrze płatne) gigi na specjalne okazje. Taką było "Danzig gra Danzig w Danzig", która pewnie się nie powtórzy
Perturbator - na koniec festu zadziałał jak guma do żucia po dobrym obiedzie. Podobało mi się nawet bardziej niż w Progresji w październiku, mimo że set ten sam.
Moonspell - wielki szacun dla wokalisty za koncert, pomimo tego, że widać było, że ledwo co stoi na scenie.
Poza tym kilkanaście innych dobrych koncertów (Mesuggah, Electric Wizard, Soen, Phil Campbell, Destroyer itd.)
Podobało mi się też, że czuć było, że dla wielu zespołów, szczególnie headlinerów, to nie był kolejny koncert do odbębnienia na trasie, a rzeczywiście wieczór warty zapamiętania. Słychać to było chociażby po wypowiedziach Forge'a czy Danziga. Mam więc nadzieję, że kolejna edycja będzie równie wyjątkowa i bez tych paru problemów organizacyjnych
Re: 07-10/06/2023 - Mystic Festival - Gdańsk
Jakby ktoś chciał sobie poczytać, to relacja: https://metalside.pl/relacje/relacja.php?id=372
www.MetalSide.pl



