Re: Thrash Metal
: sob mar 13, 2021 9:55 am
Nie wiem kto to był, ale to było nawet zabawne. W przeciwieństwie do waszych opowiastek jak jeździliście w wieku 12 lat na koncerty po Polsce
Kity wciskać trzeba umieć 
Nie sam. Jeździłem głównie z bratem mojego ojca, starym metalowcem i innymi kumplami, którzy przeważnie mieli ode mnie więcej kilka lat. Tak czy siak zawsze na wyjazdach byłem najmłodszy. I generalnie dumny jestem jak franca, że zaliczyłem np. koncert Acid Drinkers, Illusion i Flapjack podczas trasy Infernal Connection w wieku ośmiu lat. Nie znam osobiście nikogo kto by od tak wczesnego wieku jeździł na koncerty.
Przecież opiekunem nie musi być zaraz mama czy tata. Równie dobrze mógł być z 18 letnim bratem albo siostrą... Zresztą akurat znam te osoby, z którymi jeździł, widziałem zdjęcia i mogę powiedzieć, że istnieją, mają się dobrze i to, co pisze Lukas jest prawdą. Tak samo jak to, że na Get What słychać punk.Vorgel pisze: ↑sob mar 13, 2021 1:38 pm I sam, bez nikogo dorosłego polazłeś na te koncerty, tak?
PS. Ktoś inny pisał, że jeździł z kolegami w tym wieku po Polsce bez nikogo dorosłego. I w to nie wierzę. W dupie mam też, czy wierzysz w kolegę z USA. Twoja wiara w to jest mi tak potrzebna jak czyrak na tyłku![]()
Przecież to oczywiste, że coś takiego napiszesz bo popierasz własnego kolegę w jego kłamstwie i sam kłamiesz. Vorgel ma rację bo to Vorgel. Czego tu nie rozumieć?widman pisze: ↑ndz mar 14, 2021 1:14 pmPrzecież opiekunem nie musi być zaraz mama czy tata. Równie dobrze mógł być z 18 letnim bratem albo siostrą... Zresztą akurat znam te osoby, z którymi jeździł, widziałem zdjęcia i mogę powiedzieć, że istnieją, mają się dobrze i to, co pisze Lukas jest prawdą. Tak samo jak to, że na Get What słychać punk.Vorgel pisze: ↑sob mar 13, 2021 1:38 pm I sam, bez nikogo dorosłego polazłeś na te koncerty, tak?
PS. Ktoś inny pisał, że jeździł z kolegami w tym wieku po Polsce bez nikogo dorosłego. I w to nie wierzę. W dupie mam też, czy wierzysz w kolegę z USA. Twoja wiara w to jest mi tak potrzebna jak czyrak na tyłku![]()
Nie pisałem o nim. On akurat pisał wcześniej, że jeździł z osobą dorosłą.widman pisze: ↑ndz mar 14, 2021 1:14 pm
Przecież opiekunem nie musi być zaraz mama czy tata. Równie dobrze mógł być z 18 letnim bratem albo siostrą... Zresztą akurat znam te osoby, z którymi jeździł, widziałem zdjęcia i mogę powiedzieć, że istnieją, mają się dobrze i to, co pisze Lukas jest prawdą. Tak samo jak to, że na Get What słychać punk.
Daveastate pisze: ↑pn mar 15, 2021 7:44 am Zmienię temat na coś przyjemniejszego.
Dzięki uprzejmości Sieki udało się wrzucić na YouTube audio z koncertu Kreatora z 1990 roku. Łapcie!
https://youtu.be/ch5P-WE2nOA
Nie umiem na to odpowiedzieć. Serio. Kołatają mi się po głowie trzy albumy tak naprawdę:Daveastate pisze: ↑śr mar 17, 2021 4:01 pm Dobra, co prawda nie wiem czy to pytanie było tu zadawane, ale
Gdybyście mieli wybrać JEDEN, JEDYNY, NAJJEDYNŃIEJSZY album czystego Thrash Metalu, który uważacie za najważniejszy dla całego gatunku (nie tylko popularność wchodzi w grę a brzmienie, styl, maniera), co by to było?
U mnie z przyłożonym do skroni gnatem
BONDED BY BLOOD od Exodusa
Pewnie "Reign In Blood" - to dla mnie tak naprawdę ESENCJA metalu jako takiego. Dodatkowo znakomicie wyprodukowana i do dziś ekstremalna.Daveastate pisze: ↑śr mar 17, 2021 6:45 pm O, Hell Awaits się nie spodziewałem, ciekawa opinia!
A Zdan, gdybyś miał wybrać JEDEN ale to absutnie JEDYNY?
Hell Awaits to pierwsza thrashowa płyta, a już z pewnością pierwsza tak znanego zespołu, która przełamała pewien schemat w tej muzyce. Do tej pory nie tylko roiło się w niej od bardzo melodyjnych tematów, ale standardem były riffy grane power chordami (taka spuścizna po punku czy hard core). Owszem, zdarzały się trytony i skala chromatyczna, nawet jeszcze u Venom, którzy byli przed thrashem, ale dominowało zdecydowanie inne podejście. I Slayer nie byli wyjątkiem, przecież Show No Mercy to bardzo melodyjna, wręcz przebojowa jak na ten gatunek płyta. Hell Awaits ukazał się w 1985 roku i dominuje na albumie skala chromatyczna, utwory nie są już tak melodyjne, nie znajdziemy kawałków z melodiami jak u Iron Maiden (co było ok, ale trzeba było się ruszyć poza to, by nie stać w miejscu). Dopiero w 1986 ukazało się sporo takich płyt w thrashu i od tamtej pory standard był nieco inny. Nakierowanie na moc, niekoniecznie na melodię.
Ten album ma w sobie coś co w takim zakresie rzadko zdarza się nawet na najlepszych thrashowych krążkach - intensywność. W tym temacie czasem bije na głowę nawet debiut Exo. Tutaj problemem wielu są wokale i w sumie rozumiem dlaczego.