No dobra, jestem po pierwszym odsłuchu.
Może na wstępie powiem tak: uważam, że jak ktoś nie polubił się z Imperą, to Skeleta też mu nie siądzie. I to nie dlatego, że te piosenki to odrzuty z tamtej sesji (choć Satanized takowym jest), tylko Tobias nadal bawi się konwencją lat 80. i AOR. Natomiast na pewno jest to krążek o własnej tożsamości. Ja Imperę szybko bardzo mocno polubiłem, więc ten kierunek mi pasuje (choć nie powiem, że nie tęsknię za starymi czasami).
Może zacznę od minusów - do takich zaliczam Guiding Lights i Cenotaph. W zasadzie chyba nie do końca wiem, jaka idea przyświecała podczas ich komponowania? Znaczy, ten pierwszy miał trafić do serialu, do którego ostatecznie nie trafił. I chyba błędem było dawanie go na płytę. Producenci Arcane mieli pewne wytyczne, jak piosenka miała brzmieć i Forge pisał ją według tych wskazówek, przez co w sumie jest taka sobie. Słychać, że to nie jest 100% Ducha w Duchu, choć stylistycznie nie kontrastuje z pozostałymi kompozycjami. Cenotaph zmierza donikąd, w ogóle się nie rozwija podczas tych kilku minut. Jedyna ciekawostka to w sumie riff z Crazy Little Thing Called Love wiadomej kapeli, który przebija się w niektórych miejscach. Natomiast nie są to jakieś kupsztale, które będę skipował przy każdym odsłuchu, po prostu w dyskografii Ghosta jest wiele znacznie lepszych utworów, w tym i na samej płycie.
No dobra, to teraz plusy. PEACEFIELD. Cholera, Ghost naprawdę nie ma zbyt wielu singli lepszych od tego. Intro z chórem, refren... No po prostu wszystko jest tutaj znakomite, jestem zachwycony. BLACK MOON OVER THE PEACEFIELD, tyle powiem. O Journey w tym kontekście już pisano, więc uznaję to za oczywistość. KURWA, CO ZA NUMER.
Dalej: Lachryma. Kawałek również znany już jakiś czas, nic nie stracił z uroku, który w nim dostrzegłem w dniu premiery. Nie mogę się doczekać wykonu w Łodzi, Tobias na żywo śpiewa go genialnie, nigdy wcześniej tak nie brzmiał. Jest tu i coś z Ozza z dawnych czasów (ale raczej już po erze Randy'ego) i John Carpenter (!!!) też się pojawia, a i skojarzenia z Dokken - Dream Warriors nie są zupełnie bezpodstawne.
Satanized najbardziej zachowawcze z singli, ale to był niezły wybór na utwór pilotażowy. Na żywo wypada lepiej.
De Profundis Borealis jest... Dziwne (i z początku mylące!), ale w dobrym tego słowa znaczeniu. Ghost nigdy wcześniej nie zbliżył się do Iron Maiden w takim stopniu jak tutaj.
Missillia Amori fajnie buja i ma dobry refren, ale na razie więcej nie napiszę. Już wiem, o co chodzi ze "stripper song". Ale na pewno nie porównywałbym go do KISS, co raczej ogólnie do ejtisowego AOR.
Marks of the Evil One - ło paaaanie, cóż za hicior! Będzie gwałcony przycisk "replay".
Umbra - kawałek o bardzo ciekawej konstrukcji, w którym dzieje się chyba wszystko, co możliwe. Brakuje tylko growlu

Tyle niespodziewane, ile świetne. Faktycznie, odniesienia do Deep Purple są bazowane na rzeczywistości, bo pewnie też ta inspiracja towarzyszyła Tobiasowi podczas pisania drugiej części tej kompozycji.
Excelsis - stonowana ballada na koniec, dobre zwieńczenie płyty, choć na pewno gorsze od Monstrance Clock, Respite on the Spitalfields i Deus in Absentia. Porównywalne z Life Eternal. Skojarzenia? Duran Duran (i chyba najbardziej Ordinary World) i Peter Gabriel.
Ogólnie jestem naprawdę ukontentowany. Single w zasadzie wybrali dobre, dość reprezentatywne dla całości. Gitarowo jest to najlepszy album Ghosta, duet Forge - Åkesson działa serio dobrze. Brzmienie w porządku. Ogólnie o ile na Imperze były nośne utwory, tak przebojowość na Skeleta jest miejscami doprowadzona do jakiegoś ekstremum. Żeby nie było, to nie jest jakiś powermetalowy twór, gdzie wszystko ma się ze wszystkim rymować i lukier wypływa ze słuchawek podczas słuchania każdej piosenki, ale jest naprawdę hiciarsko. Dla kogoś, kto niejako wychował się na brzmieniach z najlepszej dekady™, Skeleta to świetna sprawa, choć ma swoje wady. Nie są one jednak wystarczające do ukrzyżowania Tobiasa
Ech, no i teraz dłuuuugie oczekiwanie na kolejny album
P.S. Opus Eponymous pozostaje najlepszym krążkiem Ghosta
P.S. 2 Znając już Peacefield i Umbrę, mam kompletnie wyjebane w to, że gra dużo kotletów, te dwa kawałki mi zrobią cały wieczór.