Re: Slayer
: śr paź 29, 2008 12:42 am
ja nie widzę różnicy 
w sumie to niepamiętam o co mi chodziło..miki pisze:z czym?

Śmiech ma zajebisty - szczególnie jak gada o Metallice. heheheslayer pisze:a jak wybuchal smiechem to glosniki przyciszalem
Ciekawe w którym momencie. Hmm - musiałbym się mocno zastanowić....Artur pisze:że "Death Magnetic" lepsze od "Christ Illusion"![]()
![]()
... w żadnymtomtomala pisze:Ciekawe w którym momencie
Zgadzam się. Christ Illusion to jeden z najsłabszych albumów Slayera...Trochę śmieszne jest już to krytykowanie Mety przez Kinga czy Arayę. Lars zapytany w jednym wywiadzie o stosunki z Slayerem powiedział, ze jak się spotykają to wszystko jest zajebiście - pogadają, pośmieją się, wypiją a następnego dnia czyta jak King jedzie po Mecie. Trochę to pod publikę jest robione, bo to chwytliwy temat..Artur pisze: "Death Magnetic" lepsze od "Christ Illusion"![]()
![]()
choćby w takim, że "Christ Illusion", mimo że w gruncie rzeczy bardzo dobre, nie wnosi do twórczości Slayera absolutnie NIC, Slayer takie rzeczy już kiedyś robił lepiej (cały okres HA - DI ), a "Death Magnetic", chociaż nosi jakieśtam piętno płyt z lat 80. jest jednak kolejnym powiewem świeżości w muzyce Mety, takiego groove jaki mają niektóre kawałki nigdy u nich nie było...tomtomala pisze:Ciekawe w którym momencie. Hmm - musiałbym się mocno zastanowić....
good to compareyanek pisze:Trochę to pod publikę jest robione, bo to chwytliwy temat..
a ja nie rozumiem jaki to groove te kawalki maja? ta muzyka jest bez duszy;), poza tym jeszcze zjebali gary:)))chociaż nosi jakieśtam piętno płyt z lat 80. jest jednak kolejnym powiewem świeżości w muzyce Mety, takiego groove jaki mają niektóre kawałki nigdy u nich nie było...
zajebistyslayer pisze:a ja nie rozumiem jaki to groove te kawalki maja?
jak dla kogo, dla mnie na takim "CI" nie ma duszy żeby pozostać przy naszym porównaniuslayer pisze:ta muzyka jest bez duszy;),
fakt, że atutem tej płyty nie są, ale i tak jest spoooro lepiej niż na poprzedniejslayer pisze:poza tym jeszcze zjebali gary:)))
Zgadzam się, jak dla mnie "CI" to taka płyta kompletnie bez feelingu, ot leci sobie, ale mam ja przynajmniej takie wrażenie że jest to takie "odrobienie pańszczyzny" - nie drażni, ale też kompletnie nie przyciąga. CI miało zabijać i zabija, ale przeciętnością.Artur pisze: jak dla kogo, dla mnie na takim "CI" nie ma duszy żeby pozostać przy naszym porównaniu