Z nudów szybka relacja.
Wyjechałem z Łodzi w czwartek o 9 rano, miał ze mną jechać jeszcze kolega Radzio, jednak zachlał pałę i nie przyszedł na pociąg, co mnie nieco zdenerwowało. O 10 w Koluszkach miałem przesiąść się do pociągu w którym jechał Herki. Kolega Radzio jednak dojechał do Koluszek taksówką za srogą kwotę 100 zł, więc juz od Koluszek do Bielska, gdzie czekał na nas kolega JeffAD z forum Slayera, jechaliśmy we trójkę. Warto napomnieć, że zachlany, zaspany i zszokowany kolega Radzio wziął ze sobą tylko torebkę w której miał piwko i seteczkę żołądkowej miętowej (a jechaliśmy na 3 dni...)
W pociągu nie udało nam się do Częstochowy usiąść więc jak prawdziwe brudasy staliśmy żłopiąc wódkę z plastikowej butelki po wodzie mineralnej przy kiblach, gdzie ludzie co chwila przychodzili palić fajki. Przyszła też do nas na fajka starsza pani, która nie lubiła murzynów bo śmierdzą i żydów bo rozkradli wszystko i spowodowali kryzys! Pani mówiła też, że w powstaniu warszawskim była kurierką i że musiała biegać po trupach
W Częstochowie usadziliśmy nasze słodkie pupki w przedziale, gdzie jechały jeszcze dwie osoby, które ciągle śmiały się pod nosem słuchając naszych rozmów (a raczej rozmów herkiego i Radzia bo ja sobie przysypiałem).
Gdy dojechaliśmy do Bielska byliśmy już ładnie zrobieni więc chyba nasz kolega z innego forum nie był najszczęśliwszą osobą na ziemi jak nas zobaczył. W każdym razie zapakowaliśmy się do samochodu, szybka kupka na stacji benzynowej i w drogę!
Z Bielska wyruszyliśmy po 14 a na miejscu bylismy o 21, więc czas dobry jak na drogę, którą mieliśmy pokonać. Autko śmigało totalnie fantastycznie - 120 - 180 km/h przy obładowaniu jakim byliśmy my
Na miejscu okazało się, że bilety nie kosztują 41 euro (jednodniowe) a 50€ a camping nie 10€ a 12.... Była już dość późna godzina jednak chwileczkę postaliśmy z kartkami, że kupimy bilet.. Niestety nic to nam nie dało, więc szybko poszliśmy pić piwka w uroczej knajpce naprzeciwko wejścia na teren festiwalu. Warto wspomnieć, że piwko w tej knajpce kosztowało 2.80€ za pół literka a na festiwalu 3€ za 0,4 literka, dlatego bardzo sobie to miejsce upodobaliśmy.
Nie mielismy gdzie spać, nie chcieliśmy płacić tylu eurów za camping więc zaczęlismy rozkładać namiot na parkingu, jednak parking był ubity, z jakimiś kamyczkami, i niestety nie dało się wbić śledzi więc postawiliśmy go dość prowizorycznie... W trakcie rozkładania przyszła pani z ochrony, która powiedziała, że mamy isc na pole, bo na parkingu nie mozna, jednak nie daliśmy się germańskim oprawcom i powiedzieliśmy, że nie mamy biletów a kasa już zamknięta, więc tak czy siak - musieli nam pozwolić spać na parkingu. Oczywiście, kamienie pod namiotem nie były najwygodniejszym spaniem świata, ta noc była dość straszna (nie dość, że kamienie na plecach to jeszcze kolega Radzio chrapie tak głośno, że myślałem momentami, że ląduje samolot) Kasy otwierali o 8, więc chwile po 7 przyszedł do nas pan ochroniarz z budzeniem. Zwinęliśmy klamoty i postanowiliśmy pojechać do najbliższego miasta po zakupy jedzeniowo pitne. Miasteczko malutkie, miało jeden supermarkecik, gdzie kupilismy jakieś konserwowe żarcie (które potem podgrzewaliśmy pare godzin w aucie zostawiając je na słońcu), pieczywo (głównie precle) i jakieś napoje. Jako, że godzina była jeszcze młoda postanowiliśmy przejść się do 'centrum' miasta. W tymże centrum były niemal naprzeciwko siebie dwie piekarnie, gdzie zestaw trzech precli w jednej kosztował 1,12€ a w drugiej 0,99€, co było taniej niz w markecie

Postanowiliśmy więc, że kupimy jeszcze nieco precli i kolega Jeff chciał się napić kawy. Gdy siedzieliśmy przy kawie podbiły do nas 60letnie lachony niemieckie, które poprosiły o wyjęcie rowerów z samochodu, a jako, że my z herkim jesteśmy wzorami dżentelmenów zrobiliśmy to szybciutko, sprawnie i z uśmiechem na mordkach

Chwilę potem jedna z tych pań przyniosła całej naszej czwórce po kolejnym preclu! Już wtedy wiedziałem, że mam ich dość!
Powróciliśmy na festiwal z planem zdobycia biletów za max 20€, co niestety nie do końca nam się udało (znaczy - ja i herki mieliśmy po 20€ a Radziu i Jeff po 30€). Stalismy może z godzinę, przy okazji rozmawiając z dość przyjaznymi niemcami. Żeby było nam łatwiej kupować bilety taniej, mówiłem, ze okradli nas w czechach i wszyscy nam współczuli i jeden typ z 50 € za trzydniową wejściówkę od razu zgodził się na 20€
Postanowiliśmy, że z chęcią zobaczymy koncerty U.D.O. i Doro Pesch a na Volbeat będziemy wbijać już pod scenę ażeby stać naprzeciw Tomusia
U.D.O. zniszczyło generalnie, koncert bardzo udany, Udo schudł chyba, przynajmniej tak zauważył herkibąki. Jedynie nie podobała mi się za duża liczba zabaw z publiką i perkusista, który grał uber nierówno
Doro była dość ok, dopóki nie zagrała coveru Breaking the law, co było tragiczną porażką
Po Doro udaliśmy się do naszej ulubionej knajpki na piwko, gdzie spotkalismy bardzo pijaną młodzież niemiecką, z którą dość śmiesznie i miło nam się rozmawiało, zwłaszcza, że mieli duże wino czerwone, którym bardzo chętnie nas częstowali...
Zebraliśmy tyłki na chwilę przed Volbeat żeby przy okazji coś zjeść na ciepło i chwilę przed początkiem z herkim udaliśmy się pod scenę.
Koncert całkiem ok, to mój pierwszy kontakt z tą kapelą ale jakieś mam mieszane uczucia. Nie porwali mnie ale też nie było tragedii. Troche wkurzało mnie jak ten wokalista zmieniał różnie głosy

Nie było jakiegoś specjalnego ścisku, pogo całkiem normalne.
Po Volbeat była prawie godzina czekania na gwiazdę festiwalu czyli nasz Slayer.
Scena dość uboga - tradycyjna ściana pustych w środku Marshalli i blaszany/stalowy/metalowy/tekturowy/styropianowy (??) orzeł wiszący z tyłu, nad perkusją.
Mnie udało się już podczas czekania być pod barierką, obok mnie stał Jeff, Radzio i herki byli nieco dalej (herki poszedł na obchód o czym napiszę później). Niestety ja się ustawiłem zupełnie nie do łapania kostek bo pomiędzy Jeffem i Tomkiem...
Slayer miał wyjść o 0:10 jednak wyszli bodaj 0:20 albo 0:25, nie pamiętam dokładnie.
Setlista:
Darkness Of Christ (intro)
Disciple
War Ensemble
Jihad
At Dawn They Sleep
Mandatory Suicide
Psychopathy Red
Chemical Warfare
Ghosts Of War
Eyes Of The Insane
Payback
Dead Skin Mask
Spirit In Black
Angel Of Death
----------
South Of Heaven
Raining Blood
Niestety nagłośnienie było jakieś totalnie wyjęte z dupy krowy i bardzo słabo słyszałem wokal i niektóre elementy perkusji (głównie tomy), gitary natomiast miodzio!
Zniszczyły mnie :
Disciple, War Ensemble, Mandatory Suicide, Psychopathy Red, Chemical Warfare, Ghosts Of War, Dead Skin Mask, Angel Of Death, South Of Heaven i Raining Blood.
Natomiast takie kawałki jak Jihad, eyes of the insane i payback powinni wsadzić sobie głęboko w odbytnice :]
Miałem bardzo wielką ochotę złapać kostke i strasznie się zdenerwowałem na pedalskiego ochroniarza niemieckiego, którego ryja nigdy nie zapomnę. Po bisach Tom rzucał swoje kostki, ostatnią rzucił totalnie we mnie, pokazując nawet na mnie, jednak nie byłem w stanie jej złapać, więc spadła do fosy. Pokazałem podniecony temu złamasowi z ochrony, ze leży kostka, on ją podniósł i dał ją lasce jakiejś, która stała z 5 osób dalej ode mnie. Wyklinalem na typa jak nienormalny

Szkoda, no trudno, to nie ostatni Slayer jakiego zobaczę przecież.
Wyjechaliśmy z festiwalu o 2 w nocy, w domu byłem o 18, bo w Bielsku czekaliśmy na pociąg aż 4 godzinki.
Kilka słów o samym Wacken Rocks. Malutki festiwal, z małą sceną (bez telebimów), nie wiem czy było więcej niż 10 000 ludzi. Całość odbywała się bardzo blisko sporawej, chyba, stadniny koni więc co rusz jak wiaterek zawiał śmierdziało solidnym gównem pod sceną... Dużo sklepików z koszulkami mało bud z jedzeniem. Piwko drogie ,sprzedawane w kubkach zwrotnych, które kosztowały 1€. Obchód o którym wspomniałem wcześniej to właśnie przejście się po terenie festiwalu w poszukiwaniu zagubionych kubeczków, dzięki czemu każdy z nas zyskał dodatkowe euro na pierdoły.
Myślę, że dość solidnie się rozpisałem, zapewne o czymś zapomnialem, coś pominąłem, jednak to nie jest ważne. Ważne, że Slayer kruszy mury! Nie mogę się doczekać trasy w przyszłym roku i juz powoli zaczynam zbierać pieniążki!
Dziękuję oczywiście Herkiemu, Jeffowi i Radkowi za mega towarzystwo. Jeff dodatkowo powinien dostać w nagrodę laurkę za najlepszego kierowcę !