RALF pisze:Postawili po 1990 na media i dali się poznać jako zespół z nazwy metalowy ale taki, co to chce grać "dla wszystkich". Nawet popatrz na promo foty Mety z lat 1994 - obecnie - prawie zero atrybutów wizualnych przynależnych gatunkowi - to bardzo mainstreamowa postawa. Jakby to wszystko zdawało się mówić - chcemy być kochani przez wszystkich... Wiesz, zawsze mówiłem że media są największą potęgą - prawdziwym rządem dusz i iluzjonem świadomości masowej. Ludzie, którzy odpowiadają od 25 lat za PR Mety muszą być geniuszami albo... potrafią świetnie liczyć.
Ja o tym od lat mówię - zawsze jest albo albo, wierność samym sobie, pewnym ultymatywnym wartościom i umiarkowany sukces w konfrontacji z ostracyzmem mainstramu albo popkultura, bicie piany, twarze na sprzedaż i kompromis medialny - tak tworzy się doskonały produkt medialny, tym jest właśnie Meta.
Tym, którzy z różnych powodów nie pamiętają (lub nie chcą się do tego przyznać) przypominam, iż właśnie metal i punk powstały jako kontra i przeciwwaga dla koniunkturalizmu mainstreamu, gwiazd pop, przemysłu muzycznego zawładniętego przez decydentów reprezentujących establishement i kompromisowej postawy zblazowanych weteranów mainstramowego rocka i hard rocka w drugiej połowie lat '70 w. To, co zrobiła Meta to zaprzeczenie tej idei dla dobra własnego liczonego we wiadomej walucie, NIKT mnie nie przekona, że wszystkie te ich przebieranki, promowanki, pokazówki były jedynie "zachcianką fajnych kolesi" - to czysta strategia służąca wypromowaniu produktu tak aby był on przystępniejszy dla bananowej publiki... Nad tym pracują sztaby ludzi.
Wszystko w życiu jest kwestią priorytetów, w tym przypadku celem nadrzędnym okazała się sława, poszerzanie targetu i doładowanie konta... Nie mam im tego za złe (przecież mnie nie okradli) - jedynie stwierdzam fakt. Oto tajemnica ich sukcesu.
Zestawienie The Beatles i Metalliki jest bardzo pochopne i krzywdzące dla Brytyjczyków. Byli pierwszym w historii zespołem - idolem (idolami) masowej świadomosci, którzy na wielu płaszczyznach zdefiniował współczesną muzykę popularną. Bez "Bitli" nie miałby racji bytu ŻADEN INNY zespół muzyczny w tej konfiguracji osobowej grający inną muzykę niż big bandy jazzowe czy kwartety smyczkowe, duety fortepianowe. SZACUN
Z tym punkiem się zgodzę, ale hard rock/metal? Hard rock lat 70-tych był częścią rockowej sceny, wywodził się płynnie od blues rocka, czyli gatunku maistreamowego i bardzo popularnego. Jeśli mamy mówić o pierwszym już "metalowym" zespole. to na myśl przychodzi wszystkim JP. A co grali JP w latach 70-tych? Rozwijali hardrockową, niemodną stylistykę z początku dekady i stali na uboczu. Popularność zdobyli graniem bardziej komercyjnym, prostszym, z "Killing Machine". Zespoły NWOBHM? Żadni buntownicy. Chłopaki początkowo grali sobie w garażach, inspirując się ulubioną muzyką z lat 70-tych, na przekór punkowej rewolucji. Buntem był thrash, ale wtedy już w metalu istniał glam metal, więc cały nurt był wtedy w ogóle bardzo popularnym i komercyjnym nurtem rocka. Solowy Ozzy i Priest dopieszczali swoimi przebojami amerykańską publikę, żądną stadionowych hitów.
Co do Tylko Rocka i dziennikarzy z "Trójki", to oni ukształtowali rockowe gusta Polaków. Hardrockowa "święta trójca" (Sabbath, Zeppelin, Purple), która stoi ponad wszystkim i takie Budgie to tylko epigoni. Judas Priest też - mój ojciec ma starą encyklopedię rocka Wiesława Weissa (bodajże z 1990 roku) - dla wielu zespołów jest wręcz pogarda. W późniejszych latach ostro promowano w Polsce "Porcupine Tree" i i "Dream Theater", jako zespoły grające niemal specjalnie dla Polaków, podobnie z tym Wilsonem który kiedyś przez chwilę śpiewał w Genesis. Parę lat temu ostro rozjaśniany był Sabaton - czyżby to nie robota tego samego towarzysta?