Aż zmusiliście mnie do tego, żebym przesłuchał debiut Bon Jovi. Właśnie skończyłem to robić i przyznam, że kompletnie nie rozumiem, o co tyle hałasu. Przecież to typowy pop rock tamtych czasów, takiego było pełno. Co w tym niby jest pedalskiego? Są melodie, wpadające w ucho refreny i linie melodyczne, coś takiego jak najbardziej może się podobać - i jak pokazała historia, podobało się wielu.
Urocza jest ta mitologizacja metalu, którą uprawia spora część forum. Osobiście mam kompletnie wywalone w to, z jakiego powodu napisano jakiś utwór, liczy się to, czy mam ochotę go słuchać. Jeśli tak, to reszta mnie nie obchodzi. Zresztą...Czy Paranoid nagrano pod wpływem objawienia weny i chęci wyrażenia swoich emocji? Czy może raczej wytwórnia chciała dodatkową piosenkę na płytę, więc Sabbsi na kolanie napisali coś na odwal się?

No i jak tu traktować to cholerne Paranoid?
Pewnie, że underground z reguły nie jest komercyjny, ale underground istnieje w większości dlatego, że te kapele nie miały szansy na coś więcej. Nie wiem, jakby zachowały się w obliczu szybkiego sukcesu (zresztą nawet w undergroundzie były przypadki jakichś dziwnych zmian stylu, przykładowo Heaven's Gate, które bardzo szybko po świetnym debiucie w klasycznych klimatach nagle zaczęło celować w Amerykę i szczęście się zesrało). No ale odstawiając na bok takie rzeczy, myślicie że te nieco większe kapele też zawsze grają tę muzykę z czystej pasji? Bo mnie banalnie łatwo jest wyobrazić sobie sytuację, w której ktoś, kto spędził w zespole jakąś część życia miałby zwyczajne trudności z odnalezieniem się na rynku pracy i zwyczajnie wybiera to, co jest opłacalne - dalej gra te swoje riffy z pazurem. Bo wbrew pozorom konsekwentne siedzenie w danym stylu to też jest pewien wymiar komercji. Buduje się fanbase, który oczekuje sprawdzonych patentów. Szczerze? Dziś chyba łatwiej wybić się wykonując jakiś retro metal, niż rap i pop. Te dwa ostatnie wiążą się z ogromną konkurencją, są też prostsze w produkcji. No a jak paru kucy założy sobie zespół, który wykonuje powiedzmy jakichś blackthrash i są jako-tako kompetentni muzycznie, to sukces w undergroundzie mają gwarantowany (szczególnie w Polsce, gdzie mam wrażenie wystarczy dać jakiegoś koziołka na okładkę, zrobić sobie ociekającą kvltem i mrokiem sesję zdjęciową i metale już dostają spazmów). Płytka dostaje premierę na kanale Black Metal Promotion, wyświetlenia wpadają jedno po drugim, Putrid Cult i inne Pagan Records nie nadążają z zamówieniami, podczas gdy jakiś Maciuś z Łodzi błaga znajomych, żeby wysłuchali jego nowych rymów na Soundcloudzie.
Serio, totalnie nie rozumiem, jak taki Bon Jovi może wywoływać taką dyskusję. Standardowa muzyka jak na tamte czasy. Nic wybitnego, ale też żaden powód do wstydu. A na pewno nie w porównaniu z gatunkiem, którego image oparto na klimatach homoseksualnych i w którym śpiewa się o tak doniosłych rzeczach, jak bomby atomowe, zabijanie smoków, skórowanie ludzi, czy innych diabłach robiących różne rzeczy w lesie. No serio, w pale mi się to nie mieści
