hyhy, to moja top 10:
deerhunter - microcastle
destroyer - trouble in dreams
paavoharju - laulu laakson kukista
m83 - saturdays=youth
gang gang dance - saint dymphna
atlas sound - let the blind lead those who can see but cannot feel
woven hand - ten stones
no age - nouns
fleet foxes - fleet foxes
o'death - broken hymns, limbs and skin
i polskie top 3:
kings of caramel - s/t
organizm - głową w dół
contemporary noise sextet - unaffected thought flow
jeszcze paru rzeczy nie sprawdziłem, nie znam nowego mercury rev, które podobo jest bardzo ładne, a które nie wiem jakim sposobem przegapiłem. sprawdzę na pewno kleerupa, waglewskich, fennesza, coś tu jeszcze miało być, ale nie pamiętam.
Dziwny rok dla mnie, nie wychodziła chyba żadna płyta, na którą bym jakoś specjalnie czekał (no, mercury rev by się łapał, ale coś go przegapiłem :-) ), w zeszłym było tego bardzo dużo, radiohead, animal collective, modest mouse, arcade fire, interpol. Dość słaby ten rok też chyba jednak był, bo miałem problem żeby sobie z 15 płyt tegorocznych z pamięci wypisać. Z drugiej strony, miałem dość mało czasu, a jeśli już to wracałem raczej do staroci. Nie wiem czy dlatego, że nie było właśnie jakichś hajpów niesamowitych, czy że ten rok był słaby, czy się zestarzałem :-)
Ogólnie na pewno na długo zostaną ze mną genialne albumy deerhuntera (być może jedna z najlepszych płyt ostanich paru lat) i destroyera, bardzo miłe wspmnienia mam z paavoharju, do gang gang dance i no age pewno będę wracał, także parę pozytywów jest, ale dość mało tego. pozdro.
--edit--
a, jeszcze coś miałem napisać. rozczarowanie roku - gutter twins. totalne zero, nic, ani jednego dobrego kawałka, do tego ten ciul na wokalu, słuchać się tego nie da.
no i można by tu napsać jeszcze coldplay, ale kto się po nich czegoś dobrego spodziewał?
