O Overkill jakby ktoś nie skumał pisałem wywód dla żartów, żeby pokazać, że w czasach postmodernistycznego relatywizmu nie ma żadnych ogólnych kanonów i świętości, a rozumowanie w stylu: "po co mam słuchać nowej Metalliki, bo to nie jest już MoP?" można zastosować do większości nowych płyt kapel z kultowymi albumami w dorobku.
Romantyczne ideały o życiu 100% po swojemu są fajne, ale czy my znamy prawdę? AC/DC grające wciąż bardzo podobnie serio tak to czują, a Quorthon poszukujący i inspirujący po dzień dzisiejszy na różnych frontach udawał? To serio jest takie proste? Dla mnie nie. Wręcz myślę, że to musi być na swój sposób przykre być w wewnętrznym konflikcie pomiędzy świadomością, że fani oczekują czegoś innego, niż chce się nagrać. Metallica z tego co kojarzę akurat zawsze robiła po swojemu, a Bruce Dickinson komplementował ich woltę na tzw. "czarnym" mówiąc, że wcześniej namawiał na coś podobnego Harrisa (mówił to w wywiadzie w starym Tylko Rocku).
Saxon jako przykład pozostawania sobą? Mówicie o tych kolesiach, którzy mając prawie czterdziestkę na karkach zaczęli udawać słodkich młodzieńców z kalifornijskiej plaży, gdy zwietrzyli szansę na hajs amerykańskich nastolatek?

Przecież to jest akurat przykład kompletnej porażki i pogodni za sukcesem. A co do Iron Maiden, kojarzycie takiego faceta jak Rod Smallwood, którego podejście do biznesu tak obrzydło niejakiemu Thomasowi Gabrielowi Fischerowi, że nie chce mieć z gościem nic wspólnego? Merch Iron Maiden to oczywiście skarbnica dziwactw, ale czy oni są jedyni? I w końcu - czy czasami popyt nie generuje podaży?

No już, przyznać się na czyim członie kondomowy Eddie zwiedzał różne zakamarki?
Swoją drogą opakować kondoma w hasło "Fear of The Dark" to trzeba mieć poczucie humoru
Także tego, nie można mieć chyba pretensji o to, że produkuje się coś, co ludzie chcą kupić. Nawet taki Darkthrone nie odmówił, gdy pojawiła się propozycja wypuszczenia ich... deskorolki xD Więcej, Nagell nawet przypomniał sobie nagle, że za młodu nie tylko latał pół goły po cmentarzach pozując do fotek, ale i jeździł na desce. Nie odmówił też Mercyful Fate, ale akurat nie sądzę, że King zasuwał przy pełni księżyca na takim sprzęcie. A może jednak?
Osobiście uważam, że prawie każdy /ale nie wszyscy oczywiście/ artysta marzy, żeby grać dla mas, a przynajmniej przetrwać wyłącznie grając muzykę - i jest w stanie coś w tym kierunku zrobić. Taki zespół jak wspomniany Darkthrone, przy bohaterach tematu to kapelka osiedlowa, a Fenriz określił ich jako "małe przedsiębiorstwo", z którego żyje kilka osób (czy jakoś tak, wywiad na etapie "Old Star").
Ale zmierzając do brzegu, nie sądzę, że Hetfieldowi i Larsowi nie podoba się ich własna muzyka. Pisałem już, że żaden ze mnie fan tego zespołu, ale jak widzę zarzut, że "nie ma w tym pasji", to zastanawiam się o co chodzi? Ktoś w ma w anusie zainstalowany pasjometr, który uciska jego punkt g zależnie od poziomu pasji w muzyce?

Osobiście typuję, że twórczość tych kolesi pochodzi prosto z serca. Szczególnie, że z tego co kojarzę z moich dwóch przesuchań tekst są dość osobiste i introspektywne. Poza tym dlaczemu? Ano właśnie dlatemu, że oni nic nie muszą. Jest pełno zespołów, które muszą coś wydać żeby mieć spokojną emeryturę, a oni nie muszą nic. Podobnie z Iron Maiden. Serio ktoś myśli, że nie potrafią nagrać już czegoś żywszego? Nawet na "Senjutsu" w ostatnim kawałku pokazali, że mogą. Oni po prostu chcą sobie pokombinować dłuższe formy, chociaż fani na to marudzą. Robią swoje. I teraz jak to jest - szanujemy to jako wyraz ich wolności artystycznej i szczerości, czy też będziemy marudzić o jakichś "porzuconych ideałach"? Jeżeli to drugie, to zapomnijcie o MoP, RTL i AJFA, bo Metallica faktycznie skończyła się na "Kill'em All".