O to, to - dokladnie to samo chialem napisac.maciejho pisze:dawno temu, w roku kiedy do Maiden dołaczył Blaze , przeczytałem bodajże w TYLKO ROCKU, albo innym piśmie wywiad ze Stevem, kóry mówi ze dlatego wybór padł Blaze bo "nie chcielismy nikogo kto brzmiałby jak Bruce" (oczywiście nie jest to cyctat dosłowny), Steve argumentował, źe pośród zgłoszeń na posadę wokalisty w madien były i takie, które do złudzenia przypominały Bruca, nie jestem sobie w stanie dobrze przypomniec, ale w wywiadzie tym padały również słowa, że z Blazem chcą spróbowac całkiem czgoś nowego, poza tym stare numery dobrze(?) im zabrzmiały z głosem Blaze'a, Steve twierdził ze nowy wokalista IM musi być brytyjczykiem, wiec pełno kolesi o super głosach z innych państw od razu zostało zdeklasowanych, podobno bardzo mocną kandydaturą do IM cieszył sie Doogie White ....
Choc ja bym szukal motywow przyjecia Blaze'a jeszcze w roku 1993.
Dla mnie kluczowym momentem jest zdanie "nie chcemy kogos kto brzmi jak Bruce"
Gdyby Dickinson zdecydowal sie odejsc po Real Live Tour, wtedy najprawdopodobniej zespol zawiesil by dzialalnosc albo wzieto by spiewaka "podobnego wokalnie do Bruce'a".
Tak sie nie stalo a to co dzialo sie na trasie w '93 roku nazwalbym totalnym zblaznieniem sie Dickinsona, w ciagu kilku miesiecy skreslil wszystko na co zapracowal bedac w Maiden.
Pod adresem Bayleya mozna wysuwac epitety typu - zenujacy wokalista itp. ale nie mozna powiedziec, ze sie nie staral. Robil to co do niego nalezalo. Mial pelny wklad w tworczosc zespolu i przed wszystkim na trasie spiewal na tyle na ile potrafil.
Dla mnie zenujacym wokalista byl Dickinson. Iron Maiden to przede wszystkim zespol koncertowy i jesli ktos wychodzi na scene tylko podczas killku zwrotek i mruczy to dla mnie to jest wlasnie zenujace.
Kazdy wie, ze potrafi i ze umie a to co proponowal bylo godne pozalowania.
Szkoda, ze nikt o tym wlasnie nie mowi - o dwulicowosci jaka byla udzialem Dickinsona. W wywiadach bezczelnie wpieral, ze jest tak jak dawniej i w ogole wszystko gra i buczy.
Tymczasem poza scena nie raczyl nawet porozmawiac z reszta zespolu.
Przeciez na trasie Real live tour nie spiewal dla Harrisa ale dla publiczosci, dzieki ktorej wyszedl na "oltarze", nie musial skakac i wspinac sie na rusztowania, wystarczy gdyby wyszedl na scene i zaspiewal kawalki od poczatku do konca. (Zreszta zostal pozniej skarcony przez fanow, myslal, ze bedzie drugim OZZYM i sprzeda wiecej plyt niz macierzysty zespol:D - sprzedaz Balls To Picasso chyba go ustawila w szeregu
Wydaje sie, ze to wlasnie zawazylo o tej decyzji "nie chcemy nikogo kto brzmialby jak Bruce".
Chlopaki chyba mieli tak dosc tego wlasnie zenujacego czowieka, ze po prostu "skrzywili" sie na punkcie spiewakow przysylajacych swoje tasmy z brzmieniem ala Dickinson.
Caly zespol wielokrotnie podreslal, ze takie tasmy od razu odrzucano.
I teraz pytanie - skoro skreslili wszystkich Bruce'ow Dickinsonow to kto im pozostal?
Wazna kwestia, jesli nie najwazniesza a czesto pomijana w takich dyskusjach jest czlowiek. Kazdy patrzy na nowego czlonka zespolu pod wzgledem muzycznym - czy umie spiewac, czy umie komponowac itd.
Ale z perspektywy zespolu nie to jest najwazniejsze.
Trzeba pamietac, ze zespol mial wtedy plany aby koncertowac przez wiekszosc czesc roku a nie da sie zrobic trasy z kolesiem, z ktorym nie moze sie dogadac caly zespol.
Tu czynie aluzje w kierunku Dougie White'a - co z tego skoro jest lepszym wokalista od Blaze'a ale za to osoba konfliktowa? (to nie moje zdanie tak czytalem)
Kolejna sprawa to w koncu wybor Bayley'a. To nie Steve go "zatrudnil" ale caly zespol. Przynajmniej na poczatku wszyscy mieli z Blazem dobry kontakt. Jakis krach nastapil pod koniec trasy "Virtual XI". Nagle Nicko zaczal sie wylamywac - mowil cos o solowej karierze (to nieoficjalna wersja - szukal muzykow do wlasnego zespolu). Dave'a tez chyba przestala bawic trasa - moje przypuszczenia z obserwacji video-bootlegow z poczatku i z konca trasy.
W koncu i Harris sie zlamal a wtedy byl szybki koniec.
Analizujac rozne fakty i wywiady - to chyba wtedy zaczal sie alkoholizm Bayleya. Takie zamkniete kolo - frustracja z powodu niemoznosci utrzymania formy "spiewania" na dlugiej trasie, wiec pije aby zapomniec i tym samym spiewam jeszcze gorzej itd.
Jak przyjeli Blaze'a to pamietam Nicko mowil, ze byl przerazony tym jak facet potrafi imprezowac, mowil cos takiego, ze Blaze bawi sie intensywniej niz on z Maidenami w '83r.
Jedynym plusem tego wszystiego jest rehabilitacja Dickinsona, przyznam sie, ze balem sie koncertow na trasie Metal 2000. Balem sie, ze Bruce wyjdzie, zaspiewa a po tej trasie IM przestanie istniec. Na szczescie tak sie nie stalo a przerwa dobrze wplynala na obie strony. Po kiepskim okresie w latach'90 powstaly super plyty - BNW i DoD.





