No dobra, to będzie długi post inspirowany gadką z paroma osobami, w tym z otoczenia zespołu. Z racji, że Cradle to mój fav band od prawie 30 lat to przyznam, że trochę mi to weszło na emocje, więc chciałbym też podsumować to i owo. Przyznam, że nie ma tu dla mnie wyłącznie dobrych i złych.
1. Pierwsza sprawa to kontrakt, który dostali i którego Zoe nie podpisała. Drugi, to poprzednie warunki zatrudnienia. Jak rozumiem były... lepsze? Bo przecież wtedy je podpisali. Ten nowy kontrakt, jak sami piszą, zawierał podwyżkę pierwszą od iluś tam lat. No ale hej - był COVID, to raczej nie był czas, kiedy kasa w zespołach rosła.
Ludzie pytali Zoe - jak to jest? Wtedy nie wiedziała, że pakuje się w takie coś? I ona mówi, że liczyła, że będzie lepiej. No dobra, jest w grupie kilkanaście miesięcy, można się łudzić...
ALE MAREK BYŁ W TYM ZESPOLE 11 LAT! Jedenaście, ku*wa, długich lat! Dani, jak nagrywali w Czechach teledysk, to spał u niego w chacie. I nagle pisze, jakby Cradle to był jakiś kołchoz, w którym nie da się pracować z tyranem Danim. I nie kumam tego. I pisze takie rzeczy podczas trasy, którą - wcześniej pisał - chce dograć do końca. Człowieku, jak sobie to wyobrażałeś? Formułowałem to pytanie też na tym forum widząc jego oświadczenie i Dani go wywalił, zgodnie z przewidywaniem.
Podobno ślub dużo zmienił w ich relacjach. Małżonkowie chcieli innego traktowania - bo są teraz małżeństwem. Odseparowali się od ekipy i niby przez nią. Szybko przejrzałem fotki z ostatniej trasy - coś w tym jest. Sporo takich fotek, na których widać, że Dani i ekipa zwiedza miasto, a Marka i Zoe nie ma. Nie przesądzam, ale podobno ich odejście nikogo tam nie zmartwiło ze względów towarzyskich, bo robili głupi klimat. Może dlatego Marek nie pojechał za żoną od razu, bo jednak gdzieś tam tych kolesi lubi, ale jak zrobił się gnój wokół jego osoby, to żona namówiła na takie stanowisko, które musiało skutkować wywaleniem? Zobaczcie, że ich oświadczenia dzieli... kilkanaście minut (oświadczenie Marka i to, w którym Zoe opublikowała kontrakt).
2. Ten kontrakt to jest januszex, ale z tego co rozumiem to... tak ten biznes wygląda. Takie są te stawki. Żeby nie było - nie bronię tego, to źle! No ale nie piętnujmy jednego zespołu, skoro cała branża to taki gułag.
3. Inna sprawa, czy to naprawdę jest aż taki gułag. Nie są to wielkie pieniądze, ale patrząc na to, jak wiele oni grają, jak często siedzą w studiu to dniówki 200, 150 funtów to... nie umiem się do tego odnieść więc zagaiłem kumpla. Pracuje w Anglii w salonie samochodowym na stanowisku managerskim, dobrze zarabia. Pogadaliśmy o tym kontrakcie i jego zdaniem to ładny hajs. Ciężko to zestawić (etat z takim zadaniowym), ale jego zdaniem to solidna płaca. Wiem, to coś zupełnie innego, to jest perspektywa kolesia, który siedzi dzień w dzień w biurze VS artsty, który tuła się po świecie. No ale jak oni piszą, że ich na nic nie stać to hej... Ironia - Zoe skomentowała tydzień Daniego na Teneryfie, że jej by nie było stać na takie wakacje, ale jakoś Marek w poprzednich latach wrzucał na Insta fotki ze swoich wakacyjnych wyjazdów tu i tam.
Dziwne to dla mnie i głupio, że czuję się, jakbym im w portfele zaglądał przez akcję, którą zrobili.
4. Powiedzmy sobie to szczerze. Sam używam terminu "zespół", ale... to jest Dani Filth i muzycy sesyjni. Tak jak Marilyn Manson, Ghost, Megadeth, Guns n'Roses (pomimo oryginalnych członków w składzie!), Dimmu Borgir (Shaq i Silenoz + sesyjni)... przykłady można mnożyć.
Warunki są jakie są - nie podoba się to nie podpisujesz i już. Robienie dramy, że płaca jest gówniana wydaje mi się idiotyczne. Wiem, że mówię jak libek, ale sorry, taka libkowa jest rzeczywistość. Chciałbym, żeby to wyglądało inaczej, ale co ja mogę na to, że nie wygląda?
Richard Shaw odszedł z zespołu z klasą kilka lat temu wybierając rodzinę (urodziło mu się dziecko). Wykłada w jakiejś uczelni muzycznej w Londynie tak jak przed graniem w COF, udziela lekcji prywatnie (przez internet, uczy grać kawałki Cradle, 2 lata temu miał zapisy na miesiące do przodu), napisał książkę o teorii muzycznej dla metalowców, która chyba nieźle sprzedaje się na Amazon... a wiecie czemu? BO JEST ZNANY Z CRADLE OF FILTH.
Zmierzam do tego, że to nie jest obóz pracy przymusowej. Dani zatrudnia ludzi, którzy chcą z nim grać. Oni też się promują graniem w całkiem znanej kapeli. Martin na koncertach sprzedaje swój własny merch. A jak już nie chcą grać to sobie idą. No halo? Co tu jest nie tak?
5. Tylko tysiąc funtów rocznie z tytułu praw wizerunkowych. Mało? Dużo? Nie wiem! Ale ponownie - ile ma nasz rodak w Dimmu Borgir z tego tytułu? No i kogo obchodzi wizerunek Zoe poza Cradle Of Filth? Ja nie wiem jak to wycenić, ale na moje twarz Zoe na t-shircie znaczyła coś finansowo tylko wtedy, gdy była obok logo Cradle Of Filth. Przecież nie tylko jej. Tak pierwsze z brzegu, czy twarz Shawna Drovera bez MegaDave'a i loga Megadeth na jakiejś grafice jest dla kogoś tyle warta? Ile by za to chciała, jako, przypomnę, ostatecznie jedynie muzyk sesyjny w zespole kogoś innego?
6. Milion funtów odszkodowania w przypadku niestawienia się na trasę. Widziałem, że ten punkt robi furorę w mediach ale hej, zabukowane są sale, samoloty, hotele, pojazdy, opłaceni ludzie... jak przez kogoś odwołają trasę to koszty są gigantyczne. Czy ten punkt serio jest taki kontrowersyjny?
--
No dobra, ale czy to znaczy, że wszystko jest cacy i Dani jest kozłem ofiarnym? Nie, bo mnie w tej sprawie smuci coś zupełnie innego. Ta druga strona. Wszystko wygląda tak, że Dani MILCZY wobec tego, że jego manager to jakiś pieprzony jankes o mentalu poganiacza bydła z czasów, o których opowiadają westerny. Typ traktuje kobiety tak, że należy się cieszyć, że tylko wyzywa, a nie bije. Gościu sprawia wrażenie w tej historii (podkreślę: sprawia wrażenie) jakiegoś gnoja i Dani tego gnoja zatrudnia.
Dani. Pomimo różnych opinii uważam, że to sympatyczny koleś i miałem kilka razy okazję się o tym przekonać. Deklaruje od lat progresywne zapatrywanie na prawa kobiet. Jest wrażliwy na zbrodnie Izraela w Palestynie, co podkreśla na socialach, za co opluwają go ludzie z Izreala. Nie lubi AI w sztuce, nie ma Spotify, promuje prawa artystów i zbiera wciąż CD (na streamach z chaty widać, że ma ścianę płyt coś jak Maria Konopnicka). I ten koleś...
1. zatrudnia takiego CHAMA, który stosuje w stosunku do kobiet bodyshaming?!
2. pozwala, żeby jego gówniany manager groził wywaleniem z zespołu muzykom, którzy zagrają w innym projekcie?!
To jest coś, co mnie najbardziej wkurza. Tylko co to jest? Obłuda? Jakieś rozdwojenie jaźni? Bo nie wierzę, że on nie wie co się dzieje.
Moim zdaniem żeby wyjść z tego gówna z twarzą powinien wypowiedzieć kontrakt managementowi, ale nie wiem jak ma to zrobić, gdy ten management zabukował im jeszcze 2 trasy w tym roku i pewnie już wydarzenia na 2026, o których jeszcze nie wiemy... Nie zazdroszę.