Re: 11/06/2011 - Sonisphere - Praga
: pn cze 13, 2011 5:02 am
Najbardziej chory dzien w moim zyciu. O godz. 1 Spartan któremu bardzo dziekuje zadzwonil do mnie bym jechal na koncert. Masakra. Bardzo,bardzo dziekuje.
Czeska publika jest oczywiscie tragiczna,ludzie niemili,agresywni, nerwowo reagujacy na jakikolwiek ruch .Ja zrobilem test i raz nawet koles mnie bardzo mocno uderzyl z lokcia za to ze podnioslem reke do góry. Sa bardzo wysocy i silni ale widac nie maja na tyle jaj by mnie,kolesia który ma 1,70 zatrzymac na miejscu,mój kolega który jechal niewyspany z nocki nie mial tyle szczecia,mówilem im ze on jest z nocki ale dla tych kretynów nie mialo to znaczenia i w rezultacie kolega niewiele widzial . Powiedzialem kilku do sluchu ze nie zmarnuja mi koncertu i w okolicach Coming Home bylem juz tam gdzie chcialem ,przy 2 barcierce bo bylem na normalnej plycie. Widok mialem niezly ok.20 m a wlasciwy koncert zaczal sie dla mnie od mega-rewelacyjnego Dance of Death.
Genialne wyszedli Trooper,Evil that Man Do ,Number i Hallowed. Blood Brothers i When the Wild Wind Blows wyszly jednak najbardziej cudnie,ryczalem caly czas.
Dopiero chyba wtedy ci Czesi którzy obok mnie stali zauwazyli ze koncert rockowy to przezywanie a nie pieprzenie sie z samym soba.
Na Fear of the Dark wszyscy zaczeli pogowac ,skakac a ja zlosliwie zaczalem ich uspokajac trzymajac rece w kieszeni na tym utworze ,oczywiscie przy nastepnym Iron Maiden napieprzajac jak popieprzony. Taka mala zlosliwosc.
Chcialem tez napisac ze spotkalem tez bardzo,ale bardzo sympatycznych Czechów,ale raczej starszych, nastolatki z tego kraju sa bardzo bezczelne,mój kumpel który móglby byc ojcem niejednego nie spotkal sie z cieniem pieprzonego szacunku bo te palanty nie moga zrozumiec ze czlowiek chce jednak cos widziec na koncercie.
Spotkalem tez bardzo sympatycznych Niemców.
Ogólnie nie trawie festivali, zaluje troche ze nie poszedlem zwiedzac Pragi,ale co tam...mnie na tym koncercie mialo nie byc, wspaniale zachowali sie moi szanowni koledzy, stawiajac mi bilet za co dziekuje z calego serca
7 raz widziane Iron Maiden ,zdecydowanie na tej trasie Berlin byl lepszym koncertem, jakies 10 razy lepszym ,ale Praga tez miala swoje zalety, wieksza uwage poswiecilem na zespól nie na napieprzane, a dwa to naprawde wzorowe naglosnienie.
Mialem tez wrazenie ze Ironi czuli sie zazenowani tym ze publika caly czas stala w miejscu, porównuje sobie to co koncertu w Budapesztu gdzie ludzie jednak sie bawili ,spiewali ,o wiele lepsza publika .
No nic, w kazdym razie swietny dzien mimo ze moi kompani jak i ja bylismy wyczerpani,niewyspani to jakos zesmy ten koncert przezyli. Polak po 2 nockach ma chyba wiecej wyboru niz Czech po 10 godzinach snu.
Czeska publika jest oczywiscie tragiczna,ludzie niemili,agresywni, nerwowo reagujacy na jakikolwiek ruch .Ja zrobilem test i raz nawet koles mnie bardzo mocno uderzyl z lokcia za to ze podnioslem reke do góry. Sa bardzo wysocy i silni ale widac nie maja na tyle jaj by mnie,kolesia który ma 1,70 zatrzymac na miejscu,mój kolega który jechal niewyspany z nocki nie mial tyle szczecia,mówilem im ze on jest z nocki ale dla tych kretynów nie mialo to znaczenia i w rezultacie kolega niewiele widzial . Powiedzialem kilku do sluchu ze nie zmarnuja mi koncertu i w okolicach Coming Home bylem juz tam gdzie chcialem ,przy 2 barcierce bo bylem na normalnej plycie. Widok mialem niezly ok.20 m a wlasciwy koncert zaczal sie dla mnie od mega-rewelacyjnego Dance of Death.
Genialne wyszedli Trooper,Evil that Man Do ,Number i Hallowed. Blood Brothers i When the Wild Wind Blows wyszly jednak najbardziej cudnie,ryczalem caly czas.
Dopiero chyba wtedy ci Czesi którzy obok mnie stali zauwazyli ze koncert rockowy to przezywanie a nie pieprzenie sie z samym soba.
Na Fear of the Dark wszyscy zaczeli pogowac ,skakac a ja zlosliwie zaczalem ich uspokajac trzymajac rece w kieszeni na tym utworze ,oczywiscie przy nastepnym Iron Maiden napieprzajac jak popieprzony. Taka mala zlosliwosc.
Chcialem tez napisac ze spotkalem tez bardzo,ale bardzo sympatycznych Czechów,ale raczej starszych, nastolatki z tego kraju sa bardzo bezczelne,mój kumpel który móglby byc ojcem niejednego nie spotkal sie z cieniem pieprzonego szacunku bo te palanty nie moga zrozumiec ze czlowiek chce jednak cos widziec na koncercie.
Spotkalem tez bardzo sympatycznych Niemców.
Ogólnie nie trawie festivali, zaluje troche ze nie poszedlem zwiedzac Pragi,ale co tam...mnie na tym koncercie mialo nie byc, wspaniale zachowali sie moi szanowni koledzy, stawiajac mi bilet za co dziekuje z calego serca
7 raz widziane Iron Maiden ,zdecydowanie na tej trasie Berlin byl lepszym koncertem, jakies 10 razy lepszym ,ale Praga tez miala swoje zalety, wieksza uwage poswiecilem na zespól nie na napieprzane, a dwa to naprawde wzorowe naglosnienie.
Mialem tez wrazenie ze Ironi czuli sie zazenowani tym ze publika caly czas stala w miejscu, porównuje sobie to co koncertu w Budapesztu gdzie ludzie jednak sie bawili ,spiewali ,o wiele lepsza publika .
No nic, w kazdym razie swietny dzien mimo ze moi kompani jak i ja bylismy wyczerpani,niewyspani to jakos zesmy ten koncert przezyli. Polak po 2 nockach ma chyba wiecej wyboru niz Czech po 10 godzinach snu.