widman pisze:
Ale chyba nie rozumiesz jednej rzeczy, że jeśli kapela jest jednym z najważniejszych przedstawicieli death metalu, kojarzona z brutalnością, chorymi tekstami i wszędobylskimi flakami, to gdy nagra nawet nie wiadomo jak dobrą ale płytę pozbawioną tych wszystkich cech, fani gatunku popukają się w głowę.
A kiedy muzyka jest szczera? Kiedy zespół kieruje się tym, co powiedzą fani gatunku, czy tym co chce grać? Moim zdaniem drugi przypadek.
widman pisze: W pewnych niszach nie jest wskazane przesadne kombinowanie, zobacz - Motorhead. Dlaczego jest tak szanowany, uwielbiany? Bo nigdy nie polecieli z fanami w ch. Zawsze dają to, czego oczekują ludzie, ponieważ Lemmy to bardzo dobry psycholog - wie, że gdy ludzie oddają mu się w całości energii na koncertach, kupują jego płyty, oczekują tak naprawdę po nim podtrzymywania deklaracji z początku kariery "Born to lose - live to win"... wiec jeśli zrobiły coś wbrew temu tak naprawdę dałby sam sobie kopa w dupę, bo oszukałby siebie. Jest szczery do bólu, mimo, że na albumach widać progres i zmiany, jednak wiadomo, że jest to Motorhead. Taki "Aftershock" leci starymi patentami, ale mocą i szczerością zabija wiele kapelek, które są zajęte rozmyślaniem o willach z basenami i gołych babach, zamiast robić konkretną muzykę.
Po pierwsze - nie wiem czy rozmyślanie o "willach z basenami i gołych babach" wyklucza zrobienie dobrej muzyki - moim zdaniem nie - bywa różnie

Po drugie - nie uważam, że zespół musi w swojej karierze robić radykalne metamorfozy, zmieniać gatunki - nie, ale jeśli jakiś zespół tak zrobi, to nie krytykuję go tylko dlatego, że akurat zmienił styl grania - o to mi chodziło. Przykładem Metalliki - zespół grał bardzo dobrą muzykę w gatunku thrash, a później całkiem niezłą w gatunku rock/hard rock/jakkolwiek to nazwać - poziom muzyczny cały czas pozostaje niezły, więc nie wykrzykuję o komercji i sprzedaniu się, zwłaszcza że, jak wcześniej pisałem, niekoniecznie zmiana stylu po Black Albumie jest z komercyjnego punktu widzenia najlepszym ruchem. A odnośnie Motorhead - też szanuję Lemmy'ego, za to, że wiem, że nigdy nie zejdzie poniżej pewnego poziomu i wiem czego się spodziewać, ale jako muzyków bardziej cenię ludzi z Metalliki, którzy potrafili coś zmienić i wyjść z tego zazwyczaj obronną ręką. I dla takich - zmieniających i dla niezmieniających jest miejsce na scenie, nie wiem w czym problem.
widman pisze:Wracając do Metalliki - LukaSieka napisał, że zaczęli grać to, co wcześniej wyśmiewali - i to się zgadza, bowiem równo z Exodusem, Overkill czy Slayerem tępili pudel metal i różowe gacie a potem cichcem je po prostu założyli...
Bo po Black Album to Metallica rzeczywiście, zaczęła grać Pudel Metal w różowych gaciach
RALF pisze:Wydaje mi się, iż motorem "skomercjalizowania" Metallicy był jej szef - Lars Urlich, człowiek o nienasyconym ego. Już podczas trasy "Damage Justice" dostrzegł, iż inni grając o wiele lżej i przystępniej zarabiają o wiele większą kasę od nich, na dodatek kombinowanie z brzmieniem i rytmiką nie zawsze spotyka się ze zrozumieniem i aprobatą ogółu (Mainstreamu). Po co iść pod prąd? Rezultat był oczywisty - "Czarny Album". Brzmieniowy ideał (ale w kategoriach mainstreamowych, no bo nie wiem czy taka polerka to w thrashu uchodzi), odejście od traumatycznych tematów na korzyść bardziej "ogólno - ludzkich", zmiana image grupy - z luzacko t-shirtowego ku "jednolitej czerni i czarnych koszul", ballady radiowe - jednym słowem IDEALNY PRODUKT DLA MASOWEGO ROCKa, który po 1990 r. rządził w MTV.
Czyli będą autentyczni tylko i wyłącznie jeśli będą grać jeden gatunek i wyglądać tak samo jak lata wcześniej? A jeśli się w czymś wypalili, znudzili i potrzebowali zmiany, to czy zmiana w takiej sytuacji nie jest czymś autentycznym?
Dziwią mnie oczekiwania, że 50 letni Lars czy James będą tacy sami jak wtedy kiedy mieli 20 lat, pod względem wyglądu czy tekstów, muzyki. Człowiek się zmienia. Nieautentyczne byłoby klepanie ciągle thrashu, jeśli się w tym wypalili a sądząc po niektórych wypowiedziach i po tym, czego słuchają - tak mogło być.
To tak samo można powiedzieć o Dickinsonie kiedy odszedł z Maiden, że też mu przyszło do głowy że można robić większą kasę grając inną muzykę i jechać po nim tylko dlatego, że na jakiś czas się wypalił w tym co robił przez większość kariery. I gdyby mu komercyjnie bardziej wypaliły pierwsze solowe płyty - to zapewne takie głosy by się pojawiały. Tyle, że byłby to totalny bullshit. Ale kto by się tym przejmował
RALF pisze:Brzmieniowy ideał (ale w kategoriach mainstreamowych, no bo nie wiem czy taka polerka to w thrashu uchodzi)
Ale w jakim thrashu? Black Album nie jest, nie był thrashem i nie aspirował do thrashu więc po co go z nim porównywać? Równie dobrze można porównać ten Black Album z power metalem, ma to taki sam sens.
Swoją drogą, to z tych płyt Metalliki po Black Albumie robicie takie "radio friendly" jakby to co najmniej był Green Day albo coś w tym rodzaju. Zdarzyły się im lepsze i gorsze kawałki w tym okresie, ale bez przesady, trzymały poziom i nie było "pudel metalu" - to odniesienie w stosunku do tych płyt rozbawiło mnie szczególnie, ale mnie już nic nie zdziwi
