Byłem, widziałem. Miałem lekkie obawy, jak się okazało - kompletnie bezpodstawne
Napiszę od razu że znakomity koncert ! Co prawda ciutke słabszy jak ten z 2010 roku z tego samego miejsca, ale jednak znakomity
Po kolei jednak :
Supporty.
Ogólnie nie wiem kto grał

Wiem, jestem ignorantem

Widziałem/słyszałem że w obu przypadkach śpiewały Panie. I właściwie tyle mogę powiedzieć.
Therion
"+"
1. Publiczność - bardzo dobra frekwencja, około 1000 osób, klub w 90% wypełniony. A do tego znakomite przyjęcie zespołu. Jak w pewnym momencie Thomas Vikström mówił ze sceny że "byli w Niemczech, we Francji, we Włoszech......ale dopiero w Polsce to jest "to" " to można mu było wierzyć że to nie tylko kurtuazja z jego strony
2. Nagłośnienie - połowę koncertu spędziłem na trybunie, połowę na płycie. W jednym i drugim miejscu słyszałem wszystko bardzo dobrze
3. Thomas Vikström - prawdziwa "gwiazda" tego zespołu. Widać że jako frontman czuje się jak w ryba w wodzie. Już na samym początku, przy "Son of the Sun", potrafił rozruszać całą salę. Cały koncert śpiewał znakomicie, zagadywał, uśmiechnięty od ucha do ucha, widać że cieszyło go bycie na scenie.
4. Klawiszowiec - nazwiska nie znam. Wyglądał jak Messiah Marcolin

Ale ważne było że był, że nie tylko taśmą się zespół posiłkował, ale również że coś tam grał żywy człowiek. Tak nie wiele niby, a jednak znacznie to poprawiało odbiór całości
5. Setlista. Diametralnie różna od tej z 2010 roku. Czyli nawet taki Therion potrafi wywrócić set kompletnie do góry nogami, a nie potrafią tego zrobić inne, równie niezależne, niewspierane przez muzyczny biznes, prawdziwie wielkie, dbające o swoich fanów, zespoły
Kapitalne wykonania "Gothic Kabbalah", "Via Nocturna". A absolutnym hitem dla mnie była akustyczna wersja "Lemurii"

Wyszło im to po prostu
K A P I T A L N I E !
"-"
1. Brak jakiejkolwiek scenografii. W przypadku zespołu takiego jak Therion aż się prosi o jakiś, chociażby skromny, dodatek do całości. W 2010 roku były chociażby te "ringi" dla wokalistów, teraz jedynie płachta z napisem THERION ..... i tyle. Ubogo.
2. Perkusista. Nazwiska nie znam, znać nie chcę. Ciemne okularki i postawa ala "mam wyjebane na wszystko". Bez przekonania kompletnie tłukł. Nawet mi się nie chce o nim pisać.
3. Niewielka ilość numerów z "Les Fleurs du mal"
4. Christofer Johnsson
Minus ostatni, ale największy.

Pierwsze 30 minut gość nie był kompletnie koncertem zainteresowany. Jak po pozostałych muzykach na scenie (z wyjątkiem pałkera) było widać radość z grania, tak Johnsson sprawiał wrażenie że jest tam za karę. Grać nie gra nic bo wszystko robi za niego drugi gitarmen. Jak już temu drugiemu brakuje rąk, to wtedy łaskawie Chris coś zagra. Po tych 30 minutach jakoś nabrał większej ochoty do gry. Nie wiem, może reakcja publiczności go zachęciła.
Brak chęci do gry to jedna sprawa, jego "pogadanki" to druga. Ja wiem że Therion to ON, ludzie pod sceną to również dobrze wiedzą. Nie musi tego facet pokazywać na scenie. Jak już po 4 czy 5 numerach show rozkręciło się naprawdę na dobre, do mikrofonu podszedł Mastro i ...... prawie wszystkich uśpił

Coś tam plumkał, chyba sam do siebie, a zniecierpliwiony naród to już zaczynał powoli krzyczeć "napier.....". Vikström dwoma zdaniami potrafił rozgrzać całą sale, a potem Chris mu podkładał świnie i wszystkich usypiał.
I jeszcze jego gadka przed "To Mega Therion". Że Nuclear Blast jest be bo nie chcieli wydać tej płyty bo po francusku, że nie zrozumieli jego wizji artysty, że Niemiec nigdy nie zrozumie Francuzów etc. Ale teraz jest happy bo jest wolnym artystom, dystrybutorem, wytwórnią płytową w jednym. Ogólnie nudził gość nie miłosiernie.
Tak to wyglądało. Ogólne wrażenie jest takie że plusy zdecydowanie przeważają nad minusami. Zresztą te minusy to zawsze ktoś może powiedzieć że się czepiam i będzie miał rację. Ja po prostu przedstawiłem swoje zdanie. Każdy może mieć inne.
Reasumując ; koncert bardzo dobry. 2h grania. Jak będę miał kolejna okazję Theriona zobaczyć - nie zmarnuje jej
