Odświeżam, bo wiem, że zespół zdobył kilku fanów z forum w ubiegły weekend.
W tym mnie, bo ja zawsze IQ znałem, szanowałem, posiadam płyty, ale nigdy mnie nie złapało na tyle żeby przysiąść przy nich na dłużej niż co jakiś czas odpalić którąś z płytek. Jednak koncerty wiele zmieniają.
Już to pisałem w wątku SFF, ale dla mnie to jest wręcz smutne, że ten zespół jest na świecie (pomijając UK) prawie że anonimowym zespołem przy swoich neoprogowych kolegach z Marillion. Fakt, nie wylansowali hiciorów pokroju Kayleigh, czy Lavender, ale wydane w tamtym czasie Tales, czy The Wake to są albumy na rówym poziomie z takim Script czy Fugazi. No i co warte nadmienienia wciąż są dość wierni tamtemu stylowi, a Marillion z Hogarthem męczy bułeczkę jak mało kto. No, ostatnie płyty mogłyby być krótsze
