Tu i tam były rzucone pojedyncze opinie odnośnie samej okładki, ale oprawa graficzna jest (w końcu) bogatsza niż na kilku poprzednich albumach, tak więc proponuję osobny wątek.
Moim zdaniem to najlepszy Eddie od czasów 7th Son - taki 'Riggsowy', nie ucudaczniony jak na TFF, czy ohydnie komputerowy jak DOD.
Nareszcie rządzi, będąc centralnym elementem, zarówno na okładce jak i na pozostałych grafikach - nie jest schowany jak na AMOLAD czy BNW.
Wilkinson wykonał naprawdę pierwszorzędną robotę - udało mu się oddać klimat płyty.
Mamy więc Eddiego w kilku wersjach, szamana, piramidy...no i te twarze członków zespołu wykute w kamiennych totemach - bomba!
Pobawmy się w oceny - pamiętajcie - nie oceniamy tylko samej okładki




