06/09/2025 - Current 93 - Warszawa

Info o koncercie? Zlocie? Imprezie? Patrz tutaj

Moderator: Administracja i Moderacja SanktuariuM

Teddy123
-#Invader
-#Invader
Posty: 226
Rejestracja: śr lis 20, 2024 10:40 am
Skąd: Warszawa

06/09/2025 - Current 93 - Warszawa

Post autor: Teddy123 »

Legendarny projekt Current 93 kierowany przez Davida Tibeta wystąpi 9 września w warszawskim Palladium.

Hej Dzieciaki! C93 są NadKsiężycem ogłaszając, że będziemy razem piknikować we Wspaniałej Warszawie, w Perfekcyjnym Palladium, 6 września 2025 r. Było nam już dane Channelować w Katowicach, Krakowie, i Wrocławiu, ale tym razem po raz pierwszy podskakujemy z piosenką do Warszawy, na zaproszenie Winiary Bookings. C93 cieszy się na spotkanie z Wami - KOCHAMY Polskę! Hurra, Amen, i Uściski od Davida i całej Rodziny C93, i do zobaczenia Wkrótce We Wrześniową Sobotę!

https://youtu.be/IncLgPm0Rq4?si=JgZC80rC3Pg0Ahku

CURRENT 93

6.09.2025 / Warszawa, Palladium

drzwi 19:00, start 20:00

BILETY: Przedsprzedaż biletów rozpocznie się w piątek, 14 lutego o godzinie 10:00. https://bit.ly/CURRENT_93_WWA

Punkty sprzedaży: www.winiarybookings.pl, Going, Empik Bilety, Ebilet, Eventim, Ticketmaster

Założony w 1982 przez Davida Tibet'a, Current 93 w ciągu 43 lat swojego istnienia stworzył niezwykle oryginalną, podświadomą i dramatyczną muzykę, której składowe wytyczają z jednej strony psychodeliczny Coptic Jazz, zniekształcone wspomnienia folkowych, apokaliptycznych ballad a z drugiej - gotyckie chorały, dziecięce rymy oraz elektronika. Wpływy muzyczne i inspiracje Davida Tibeta są bardzo zróżnicowane; od zespołów grających psychodelicznego rocka takich jak Ramases aż po Patripassian, od Gregorian Chant (muzyka liturgiczna) po Sahidic Threnodies. Brzmienie Current 93 różni się w zależności od tego, z jakim artystami David Tibet w danym momencie współpracuje.

Niezmiernie jednak oscyluje ono pomiędzy apokaliptycznymi, analogowymi loopami, minimalistycznymi fortepianowo - wokalnymi partiami, elektronicznymi hymnami, dziecięcymi piosenkami o końcu świata oraz partiami wokalnymi i gitarowymi samego Davida Tibeta. Tibet ma na koncie wspólprace z takimi artystami jak: Steven Stapleton (Nurse with Wound), Anthony and the Johnsons, Bonnie "Prince" Billy, Marc Almond, boginią folku Shirley Collins, Stephen O'Malley, Attila Csihar, Andrew W.K., pisarzem horrorów Thomas Ligotti, Nick Cave, Ben Chasny [Six Organs of Admittance] oraz wieloma innymi.
Awatar użytkownika
manichean
-#Clairvoyant
-#Clairvoyant
Posty: 1236
Rejestracja: sob kwie 23, 2022 4:35 pm

Re: 06/09/2025 - Current 93 - Warszawa

Post autor: manichean »

Wracam już ze spotkania z noddystycznym koneserem kotków. Nie dane mi było zobaczyć całości koncertu, ale cieszę się, że w końcu udało mi się nadrobić C93 po pierwszym odpuszczonym podejściu w Sztokholmie rok temu.

Koncertówki Current 93 różnie w moich odczuciach wypadały, a w nagrania koncertowe na YT się w przypadku tej formacji jak dotąd nie bawiłem. Więc podszedłem do warszawskiego koncertu z czystą głową, bez żadnych oczekiwań. Szczególnie, że większą zajawkę na C93 miałem rok temu - a i tak znam tę muzykę jakoś 8 lat. I przyznam, że dzisiejszy wieczór wypadł zdecydowanie dobrze.

David Tibet stworzył przez te wszystkie lata jedyne w swym rodzaju uniwersum i widać po nim na scenie, że żyje tą muzyką całym sobą. Do tego sześciu muzyków grających na różnych instrumentach (kilku nie jestem w stanie nazwać), pozwalało na podróż od lat 80 do ostatniej płyty z 2023 w pełnej krasie.

Co do organizacji - Dupiary Bookings udowodniło, że nie straszne im eksperymenty ze sprzedawaniem 120% puli biletów. Przy wychodzeniu zerknąłem na te wyjścia do holu w Palladium. Nabite ludźmi po brzegi, sporo wgniecionych w oba wejścia na płytę, a tymczasem poza salą przebywało parędziesiąt osób, które nawet nie próbowały już tam wchodzić, o kolejce na merch w środku koncertu nie wspominając. Fajne praktyki.
Awatar użytkownika
Caracalized
-#Assassin
-#Assassin
Posty: 2003
Rejestracja: śr maja 21, 2025 4:53 pm
Skąd: Catland

Re: 06/09/2025 - Current 93 - Warszawa

Post autor: Caracalized »

Ja coś więcej może jutro napiszę, bo zmęczony już jestem, ale bardziej niż w Pradze mi się podobało! Zdecydowanie świetny koncert, może dynamika mogłaby być lekko lepsza, a nawet i set nieco krótszy, grali prawie 2,5h, ale dzięki temu nie czuję niedosytu przynajmniej.
Awatar użytkownika
Caracalized
-#Assassin
-#Assassin
Posty: 2003
Rejestracja: śr maja 21, 2025 4:53 pm
Skąd: Catland

Re: 06/09/2025 - Current 93 - Warszawa

Post autor: Caracalized »

Dobra, wracam do domu, bardzo zmęczony i z piękną koszulką na sobie, którą kupiłem na merchu, w odpowiednim temacie się nią może później pochwalę. Ale jak już przy tym jestem, to muszę powiedzieć, że ceny w Pradze były sporo lepsze, bo identyczną koszulkę ze złotymi napisami i wiedźmami, która wczoraj też była, kupiłem za jakieś 80 zł w Czechach przeliczając to na polskie pieniądze, może nawet mniej, a w Warszawie 125 zł kosztowała, ten rozrzut jest dosyć spory jednak, ale koszulki z białym nadrukiem nie było w Pradze i cieszę się, że coś jeszcze zostało dla mnie po koncercie.

Na Pragę w zeszłym roku zdecydowałem się trochę za późno, by załapać się na jakieś fajniejsze miejsca; stałem przy konsolecie za ławkami, ten koncert był w kościele i dosłownie spodziewałem się, że zagrają wtedy całe If a City Is Set Upon a Hill tak jak to było na ich bodajże jedynym występie w 2023 roku. Nie sprawdzałem setlist z tych innych koncertów, więc byłem zaskoczony, że ten set był tak przekrojowy i zawierał materiał aż od wczesnych industrialno-ambientowych eksperymentów (Ach Golgotha, Maldoror is Dead, szokujący start to był dla mnie!) poprzez klasyki z A Thunder Perfect Mind aż po właśnie ostatni album razem z The Light is Leaving Us All, który nie bez powodu znalazł się w panteonie największych klasyków tego projektu, mimo że wydany został 7 lat temu, dosyć późnym etapie działalności Davida Tibeta jakby nie patrzeć. I wczoraj nie było właściwie inaczej, było tak samo przekrojowo, ale przy okazji też miałem sporo lepsze miejsce, gdyż stałem praktycznie pod środkiem sceny, John Lydon dwa tygodnie temu nie był tak blisko jak Tibet wczoraj, mimo że to praktycznie też był ten drugi czy trzeci rząd. Spodziewałem się, że tym razem na moim drugim koncercie poleci inny zestaw piosenek i się nie zawiodłem, bo dostałem naprawdę trochę niespodziewanych rzeczy. Mało powiedzieć, że A Silence Song bardzo miło mnie zaskoczyło, bo to być może moje top3 utworów z A Thunder Perfect Mind, ten album ma tyle złotych strzałów, że wybranie top3 jest niedorzeczne, ale Panzer Ruin/Looney Runes (na Crooked Crosses for the Nodding God jest pod tym drugim tytułem, na Looney Runes pod pierwszym) to się nie spodziewałem kompletnie! Cały ten kawałek został zaśpiewany falsetem i momentami nie wiedziałem czy mam się śmiać z tego czy nie, ale kocham ten utwór i to była niesamowita niespodzianka, jak tak patrzę na setlist.fm to oni chyba dopiero w tym roku zadebiutowali z nim na żywo. I fajnie, że w porównaniu z zeszłym rokiem tym razem było coś z Soft Black Stars, i to nawet aż trzy utwory - Whilst the Night Rejoices Profound and Still bardzo chciałem usłyszeć, jest to tak przepiękny i subtelny utwór z naprawdę świetnym motywem i atmosferą, ale parka obok mi lekko popsuła odbiór tego momentu, bo były cmokania i jakieś inne takie, miałem ochotę typowi albo przyjebać albo go cmoknąć dla jakiegoś przewrotu, ale nie chciałem innym koncertu psuć, ale mam zajebiste szczęście, że w takim stanie w jakim jestem obok mnie jakieś zakochane czy okołozakochane parki są. Ale kurwa, sam dźwięk tego cmokania był taki ehhhh... nie było wystarczająco głośno, że to słyszałem. Ale odchodząc już od tego niefajnego dla mnie momentu, utwory z Soft Black Stars są jak jakieś bardzo stare zakurzone fotografie lub generalnie czasy zamierzchłe, tę muzykę można by było znaleźć w piwnicy czyjegoś dziadka lub pradziadka, naprawdę uwielbiam tę nieco sentymentalną i melancholijną atmosferę tego albumu i to jak delikatny on jest, być może jest to moja ulubiona płyta z rodzaju tych vocals + piano, więc naprawdę świetnie jest usłyszeć na żywo cokolwiek stąd; Larkspur and Lazarus i The Signs in the Stars do kompletu z tym Whilst the Night Rejoices Profound and Still, A Gothic Love Song i tytułowym to byłoby naprawdę coś. No i oczywiście, ta muzyka jest idealna do słuchania w nocy.

Można tak pisać w nieskończoność czego to nie zagrali, było parę powtórek z Pragi, troche rzeczy odbiegało aranżacyjnie od studyjnych wersji co jak najbardziej jest na plus, Tibet miał naprawdę świetny kontakt z publiką, potrafił zażartować, ale mimo że wszystko tam mi grało i całość uważam za niesamowicie udaną, zobaczyłbym Current 93 jeszcze z 91 razy co najmniej, to nie wiem czy ten występ naprawdę nie był o jakieś pół godziny za długi. Oczywiście, byłem zmęczony, bo od 3 coś nie spałem, nie dałem rady dalej spać jak już się obudziłem wczoraj nad ranem, ale i tak mi się wydaje, że dynamika mogła być trochę lepsza albo mogli ten set skrócić po prostu, świetne było to crescendo w Imperium V, podobały mi się pewne urozmaicenia aranżacyjne i jak najbardziej chciałem usłyszeć jak najwięcej, ale z drugiej strony... cóż, chyba po prostu zmęczony byłem, myślałem że ten koncert ze 3 godziny nawet trwał, ale i tak, niedosytu przynajmniej nie czuję, nawet lekki przesyt przez pewne niedogodności, tak bywa. Zresztą tak jak piszę, wykonawczo było świetnie i wspominałem, że bardziej podobało mi się niż w Pradze, pewnie dzięki temu, że miałem lepsze miejsce i jak najbardziej podobało mi się to, że dostałem nieco inny zestaw utworów; było 10 powtórek i usłyszałem aż 15 niesłyszanych wcześniej pieśni od C93 (no dobra, The Summer of Love i Time of the Last Persecution to nie są utwory C93) na żywo, więc warto uczęszczać na ich sztuki dla samych setlist.

I warto wspomnieć, że przed koncertem spotkałem się z Johnnym. Fajne było to spotkanie, trochę mi poopowiadał i generalnie miło, że ktoś przejmuje się moim stanem na tyle, że mi coś próbuje uświadomić, że nie będę wchodził w szczegóły już. Mało się odzywałem i potem bardziej się pobudziłem do rozmowy jak staliśmy pod klubem. To było moje pierwsze spotkanie przedkoncertowe od jakiegoś niecałego roku, nic mi się w każdym wypadku nie przypomina po końcówce października 2024. I zapomniałem aż, że Manichean przecież też wczoraj był. I oczywiście trochę gotyckich alternatorów, co zaskoczyło Janka, więc jak mogłem wczoraj czuć się jak u siebie, czyli w Catlandzie? :mrgreen:

Jest czas na koncert Current 93, czas na karmienie kota i czas na śmierć, czas na bycie zabitym i czas na bycie uleczonym. Czy dla mnie znajdzie się jeszcze czas na miłość? Wątpię, ale na pewno muszę nakarmić kota jak będę w domu, rodzice też gdzieś wczoraj pojechali to mam nadzieję, że pluszak jeszcze żyje i dali mu coś pod domem. I pewnie od razu pójdę spać, bo może ze 3 godziny spałem, na 7:10 na pociąg (po taniości był, dlatego tak wcześnie wracam) musiałem wstać, a po koncercie niełatwo mi się dało zasnąć, oczywiście przez różne myśli. Tak więc i czas na dodatkowy sen będzie, bo teraz mi go zabrakło i na pewno nie dam rady normalnie funkcjonować jak będę u siebie już.
Awatar użytkownika
manichean
-#Clairvoyant
-#Clairvoyant
Posty: 1236
Rejestracja: sob kwie 23, 2022 4:35 pm

Re: 06/09/2025 - Current 93 - Warszawa

Post autor: manichean »

Fajna recka, sam teraz sprawdziłem setlistę, żeby zobaczyć ile mnie ominęło potem. Zgadza się w sumie, że rarytasów wczoraj wjechało co niemiara. Ach Golgotha, Maldoror is Dead na otwarcie to coś czego się nie spodziewałem, Panzer Ruin też wzięło mega z zaskoczenia, w moim przypadku mocno z tego zgniłem w głębi siebie :D.

Co do czasu, mnie w sumie do tych 1h 20 min co zobaczyłem brakowało może z 20-30 min materiału jeszcze. 2,5h takiej muzyki by mnie chyba delikatnie mówiąc ścięło. A biorąc jeszcze pod uwagę, że wczoraj w każdym pomieszczeniu zamkniętym w jakim byłem był taki zaduch, to te prawie 2h przebywania w Palladium i tak ciężko zniosłem.

Szkoda że się nie spiknęliśmy, zabawiłem jednak do Wawy na 18:20 i musiałem coś pozałatwiać przed ustawieniem się po 19 w tej mega kolejce. No a po koncercie wiadomo, byłem już dawno w pociągu.
Awatar użytkownika
Caracalized
-#Assassin
-#Assassin
Posty: 2003
Rejestracja: śr maja 21, 2025 4:53 pm
Skąd: Catland

Re: 06/09/2025 - Current 93 - Warszawa

Post autor: Caracalized »

No właśnie, w domu mogę i 6h słuchać Current 93 jak jestem w miarę wypoczęty i w ogóle, inne doświadczenie i nieporównywalne, wiadomo, ale jak na koncercie stoisz i nie śpisz od nie wiadomo jakiego czasu to 2,5h takiego około-folkowego czy miejscami wręcz delikatnego grania dają się we znaki, że tak powiem, i tak jak piszesz, duchota i ludzie wokół też nie pomagają.

Btw, widzę na setlist.fm, że chyba Pasiakowa była też wczoraj. Będą screeny z relacji w odpowiednim temacie? :D

I jak patrzę na Twoje plany koncertowe to widzę, że na jednym koncercie w tym roku mamy szansę się jeszcze spiknąć :D
Awatar użytkownika
manichean
-#Clairvoyant
-#Clairvoyant
Posty: 1236
Rejestracja: sob kwie 23, 2022 4:35 pm

Re: 06/09/2025 - Current 93 - Warszawa

Post autor: manichean »

Caracalized pisze: ndz wrz 07, 2025 12:26 pm
Btw, widzę na setlist.fm, że chyba Pasiakowa była też wczoraj. Będą screeny z relacji w odpowiednim temacie? :D
Jest kolejny koncert życia, ale w zasadzie to roku. Zależy od odpowiedzi pod komentarzem. No i mamy ukryte w tekście podziękowania za darmową wlotkę. Po staremu.
Awatar użytkownika
Mr. M
-#Rainmaker
-#Rainmaker
Posty: 6281
Rejestracja: pt sty 08, 2010 4:21 pm

Re: 06/09/2025 - Current 93 - Warszawa

Post autor: Mr. M »

Też się ostatecznie wybrałem na ten koncert, chociaż dopiero niedawno dowiedziałem się o istnieniu tego zespołu :B. Tl;dr nie dziwię się teraz, dlaczego w niektórych kręgach mają status absolutnej legendy, choć to raczej nie jest muzyka, której będę regularnie słuchał.

David to rzeczywiście niesamowity frontman, wręcz mógłby robić za ilustrację do słownikowej definicji "barda". Jego ton i sposób opowiadania śpiewem jest niesamowicie intrygujący i hipnotyzujący, mógłbym słuchać w nieskończoność. Na żywo słuchało mi się Currentów zdecydowanie lepiej niż studyjnie, może kiedyś dam kolejną szansę, jak będę miał ochotę na takie klimaty, ale jest to naprawdę specyficzna muzyka i trzeba mieć odpowiedni nastrój do niej. Na żywo te 140 minut grania przeleciało szybko, w pewnym momencie rzeczywiście zaczęło się lekko dłużyć, ale potem tempo wróciło i w sumie nie miałbym nic przeciwko, jakby zagrali jeszcze parę kawałków. Nie wiem też, czy lekkie znużenie nie było bardziej spowodowane duchotą w Palladium. Nie był to na szczęście poziom Progresji, ale wciąż daleko do komfortu.

Same Palladium można za to pochwalić za bardzo dobre nagłośnienie, bo wszystko było selektywnie słychać. Na wszelki wypadek zabrałem zatyczki, a nawet ich nie wyciągnąłem z kieszeni, bo nie było potrzeby. Do sali wszedłem chwilę przed supportem i nie było jeszcze zbyt wielu osób w środku, więc zająłem całkiem niezłe miejsce po prawej stronie. Nie czułem więc tłumów, ale nie dziwię się powyższym relacjom, że Winiary znowu przesadziły z wypełnieniem klubu - wystarczy sobie przypomnieć chociażby tegoroczną Tarję w Progresji, jest to jak najbardziej w ich stylu.

A, no i wspomniany support. Niecałe pół godziny puszczenia losowych filmików i wizualizacji rodem z Windows Media Player na Windows XP przy dźwiękach szumów z laptopa. Występ (bo koncertem ciężko to nazwać) bardziej by się nadawał do białego kloca po drugiej strony Marszałkowskiej. Tutaj to było całkowicie zmarnowane pół godziny, z którego jedyną zaletę można wyciągać taką, że na szczęście nie trwało dłużej. Z czystym sumieniem mogę wpisać na listę najchujowszych supportów na jakich w życiu byłem.
Awatar użytkownika
Caracalized
-#Assassin
-#Assassin
Posty: 2003
Rejestracja: śr maja 21, 2025 4:53 pm
Skąd: Catland

Re: 06/09/2025 - Current 93 - Warszawa

Post autor: Caracalized »

Haha, o dziele Davida Pepe nie chciało mi się nawet wspominać, jak ktoś lubi takie abstrakcyjne i awangardowe filmy to okej, nawet w tej kategorii trochę lepszych rzeczy by się znalazło, ale przynajmniej sonicznie nawet fajnie się słuchało niektórych momentów.

I studyjnie vs. live to Current 93 póki co zdaje się mieć u mnie pecha, bo wolę ich studyjnie jak już mam wybierać, nawet koncertówki sprzed 30 lat są lepsze od tego co słyszałem na żywo, ale u mnie największym problemem jest właśnie sama długość jak wspominałem wcześniej, Tibet też nie jest w takiej formie jak kiedyś, przynajmniej tak mi się wydaje po słyszeniu tych koncertówek, ale i tak cały czas dobrze wypada w tym stylu jaki reprezentuje, ale tak myślę, że momentami jego głos mógł mieć w sobie nieco więcej ekspresji. Ale w każdym wypadku i tak będę jeździł na koncerty jego projektu póki będzie okazja, kto wie czy może nawet do Londynu nie polecę o ile znowu będą w Union Chapel kolejny rok z rzędu. Lecz co do wykonań live vs. studyjne to muszę przyznać, że Bright Dead Star i If a City... chyba lepiej wypadają na żywo, trochę innych utworów było close enough w porównaniu do przynajmniej wersji studyjnych (The Carnival is Dead and Gone z All Dolled Up Like Christ nic nie przebije), podobały mi się inne aranżacje przy paru utworach, podmianka złowieszczych syntezatorów na gitary w Panzer Ruin jest ciekawym zabiegiem, ale też mam problem, że mimo, że Lucifer Over London było z trzema gitarami to nie czułem aż takiej mocy emanującej z tego wykonania, przynajmniej stricte sonicznej. Tak, dobrze że te utwory były inne niż w wersjach studyjnych, nie tylko stricte wykonawczo, ale właśnie i teksturalnie często, ale czasem miałem wrażenie, jakby po prostu jeden utwór po drugim dla zasady leciał i jakby brakowało jakiejś kropki nad i i niektórym wykonaniom i właściwie samej całości, bo czasowo ten występ zdecydowanie jakoś wybitnie wyważony nie był i finałowe Hushabye Mountain mam wrażenie, że trochę na odwal się było zagrane, po prostu brakowało mi trochę czegoś bardziej... nie wiem jak to określić, "ostatecznego"? "decydującego"? "definitywnego"? I nie wiem czy te wizualia za zespołem są aż tak potrzebne. Ale i tak, mimo paru tych mieszanych uczuć, kocham Current 93 i mam nadzieję, że jeszcze długo będę kochał, bo to po Judas Priest chyba mój ulubiony zespół; swoją drogą David Tibet też kocha JP :mrgreen: No i trzeba w sumie przyznać, że patrząc na to ile bilet kosztował (200 zł) to publiczność dostała naprawdę dużo w zamian za tę cenę, i nie wiem czy ta kwota była taka przesadzona patrząc na to jak rzadko C93 gra koncerty i ile osób mają w swoim składzie.
ODPOWIEDZ