Po tym jak nie napisałem relacji z dwóch poprzednich wydarzeń, na których byłem (Swans i SBB) pomyślałem, że o tym też pewnie niczego w większych słowach nie wspomnę, ale potem stwierdziłem, że napiszę ten tekst między innymi po to, aby nugz miał co czytać i jednak mowa tu o ostatnim wypadzie w tym roku, więc czemu by też nie skrobnąć czegokolwiek? Przynajmniej przez minutę nudę zabijecie
Z twórczością Absu zetknąłem się dopiero przy zapoznawaniu się ze składem tegorocznego Mystica i od razu ich thrashowo-blackowy styl mnie kupił, świetne jest to, że te kawałki są nieco bardziej rozbudowane i mają atmosferę, którą ciężko mi opisać, pewnie mitologiczno-okultystyczna by tutaj jak najbardziej pasowała z racji tematyki, w jakiej się obracają. Zdecydowałem się pojechać do Warszawy (nie do Krakowa, do którego mam bliżej, nie chciałem brać wolnego), bo ich występ w Stoczni zostawił we mnie niedosyt, podobało mi się jak najbardziej, ale jak pisałem w relacji z tamtego festiwalu, brakowało mi tego elementu zaskoczenia, który był dzień wcześniej przy Zemial, gdzie Proscriptor dołączył do zespołu w drugiej połowie setu i samym tym zrobił największy highlight warm-upa. Nie żałowałem i do tej pory nie żałuję, że nie udało mi się zobaczyć Cantrella, bo dla takiej sztuki warto było go odpuścić!
Przed wyjazdem nie spałem zbyt długo, może dwie godziny udało mi się zdrzemnąć, we flixbusie ze dwa czy trzy razy mnie przycięło, ale o dziwo nie czułem się przez cały ten dzień specjalnie zmęczony, a nastawiałem się na to, że będę zdychał. Nie zdychałem, właściwie to jestem pod wrażeniem, że udało mi się normalnie wtedy funkcjonować i myślę, że Johnny the Box mógłby potwierdzić, że nie było prawdopodobnie po mnie widać krótkiego snu; w tym miejscu dziękuję Ci za to, że drugi raz w tym roku znalazłeś czas na spotkanie ze mną, oby udało się nam spotkać jeszcze kolejne razy w przyszłości, chociaż Wishbone Ash wydaje się dosyć pewne, nawet jeżeli z pewnych powodów może to być nieco ograniczona i zubożona interakcja, ale nawet parę minut powinno być udanych. Nie pamiętam czy wziąłem względnie wczesne połączenie dlatego, że było tylko za dychę czy przez coś jeszcze innego, może wiedziałem, że zobaczę się z jednym kuracjuszem i chciałem o jakiejś normalnej godzinie być już na miejscu, w każdym razie chyba dobrze, że zdecydowałem się na takie przeznaczenie. Przemilczę kompletnie to, jak ledwo udało mi się zdążyć na autobus powrotny po koncercie, szkoda to pamiętać, no ale ważne, że w ogóle zdążyłem i że mogę zaliczyć ten wypad do naprawdę, ale to naprawdę udanych. Nie dość, że udało mi się ogarnąć jedno spotkanie, to jeszcze przynajmniej sam główny koncert mi pięknie dowiózł. O supportach napiszę tyle, że były w porządku, podobały mi się niektóre zagrywki czy riffowanie w Trivax, ciekawe były te progresje akordów i nawet trafiły się jakieś harmonie gitarowe, teraz nawet nie pamiętam czy to był bardziej black czy death metal, momentami były tam nawet bardziej normalne wokale, ale no w każdym razie miło wspominam ten występ, tym bardziej, że po nim podniosłem z podłogi kostkę ich gitarzysty; odbiła się ode mnie i laski, przed którymi wylądowała chyba nawet nie zczaiły, że tam jest, spokojnie ją podniosłem i nikt nie chciał się ze mną bić. I właśnie, po wejściu do klubu jak już oddałem rzeczy do szatni uzmysłowiłem sobie, że okularów nie ściągnąłem, obecność w szkłach na metalowych koncertach jest trochę niebezpieczna, szczególnie w Polsce, ale o dziwo, nie było żadnych mosh pitów czy innych pogo srogo. Na Ancient jeden gość się obijał o innych, ale szybko dał sobie spokój jak wyczuł, że nikt nie chce uczestniczyć w jego głupiej zabawie. Publiczność w tej Hydrozagadce okazała się być zaskakująco elegancka jak na taki spęd. I zacząłem wspominać o Ancient, więc kontynuuję, że to definitywnie był już bardziej typowy black metal, z memicznie wyglądającymi muzykami, z do bólu wyćwiekowanym wokalistą, który chciałby chyba być jakimś metalowym cesarzem, no ale muzycznie było nawet okej, tylko momentami mi się trochę dłużyło. Niektóre riffy mieli fajne, podobał mi się ten w bodajże The Call of the Absu Deep. Na koniec zagrali 13 Candles od Bathory i zeszli ze sceny. Teraz widzę, że oni są z Norwegii i działali praktycznie w tych samych latach co Darkthrone czy Emperor, wydawało mi się właściwie wtedy, że niektórzy ludzie na nich specjalnie mogli przyjść, bo to jest jakaś kultowa kapela, nawet jeden znajomy mi raz stwierdził, że bardziej ich by zobaczył niż Absu. Ale dla mnie natomiast Absu zostawiło te dwa występujące przed nimi zespoły w tyle o jakieś trzy czy cztery tysiące lat świetlnych. Powiem tyle, że ten koncert podobał mi się sporo bardziej niż na Mysticu, podstawowa część setu z całym The Sun of Tiphareth wypadła bardziej imponująco, wpadło po drodze Our Lust for Lunar Plains z taśmy, którego wtedy w Gdańsku mi brakowało i do tego zespół z Proscriptorem na czele wydawał się mi być w sporo lepszej formie. Przyznam, że na Mysticu brakowało mi piszczenia i falsetowania, które miejscami się pojawia na studyjnych nagraniach, a trzy dni temu w Warszawie było w otwierającym Apzu tam gdzie być powinno i zrobiłem takie FUCK YEAH aż z wrażenia. No, może się nie darłem i nie robiłem atencji wokół siebie, ale to mi sprawiło takie uczucie po prostu, że tak powiem. Zajebiste to było. Na cenę oczywiście można było narzekać, ale za 70 minut takiego Absu było warto, do tego jeszcze był ten cały kultowy Ancient i obiecujący (o ile po 16 latach można być jeszcze obiecującym) Trivax. To były prawie trzy godziny muzyki!