Czas odświeżyć trochę temat bo już po wszystkim ;]
Na pierwszy dzień się nie wybrałem, szkoda trochę bo z chęcią zobaczyłbym 30 Seconds To Mars i Chemical Brothers, no ale to, co zobaczyłem dnia drugiego całkowicie zrekompensowało mi tą nieobecność
Interesowała mnie tylko główna scena:
Muchy - słyszałem wcześniej kilka ich kawałków , nie spodobały się więc i na koncert nie poszedłem, wolałem napić się piwka w ogródku:)
The Big Pink - okropnie ucieszyłem się, gdy podano, że zagrają na festiwalu i to w dodatku tego samego dnia co Muse - jak dla mnie ich debiut jest rewelacyjny, zniszczyli mnie tą płytą totalnie. Z koncertem było podobnie - miazga, bawiłem się świetnie. Na początku basy za bardzo dawały po klacie i wokal słabo słyszalny, ale to na pierwszym kawałku, potem było dużo lepiej. Zagrali tylko 50 minut, ale trudno - może następnym razem będzie dłuzej
Panic at the Disco - po usłyszeniu kilku kawałków przed koncertem doszedłem do wniosku, że to nie moja muza i postanowiłem, że na festiwalu będę się trzymał z dala od sceny, co też uczyniłem.
Muse - No co tu dużo pisać - re-we-la-cja. Genialny występ, świetna setlista, fajne nagłośnienie, publika mimo znacznej odległości od sceny żwawo reagująca na praktycznie każdy kawałek. Czego chcieć więcej? Zniszczyli tak samo jak tacy weterani jak AC/DC i Metallica kilka miesięcy wcześniej. Moc.
Reasumując - to był pierwszy mój Coke (heh, od co najmnej dwóch lat powinienem był jeździć, wstyd, że dopiero teraz zawitałem na tę imprezę) i na pewno nie ostatni. Zespoły, na które liczyłem nie zawiodły ani trochę. Mam nadzieję, że za rok będzie równie świetnie z równie świetnym składem.