Chłopaki dają radę. Należą do nowej fali brytyjskiego/amerykańskiego hardcore'u/metalu do których zalicza się m.in. Trivium, Bury Your Dead, Killswitch Engage, As I Lay Dying, Mastodon, The Black Dahlia Murder, Everytime I Die, Still Remains, itd. - innymi słowi kapele wzorujące się w swojej twórczości na muzyce naszej ulubionej kapeli, Iron Maiden (muzycy podają Dziewicę jako jedno ze swoich głównych "influences").
FFAF gra połączenie emo z metalcorem, co świetnie się sprawdza. Moim zdaniem najlepszą płytą w ich dorobku jest "Hours". Takie kawałki, jak "Monsters", "All The Rage", "Streetcar", "Roses For The Dead", czy z wcześniejszych - "Juneau" i "Streetcar" po prostu miażdzą.
Natomiast BFMV to sensacja. Napewno większość z was zna "Hand Of Blood". Są naprawdę świetną kapelą, dali niezłe szoł na Rock Am Ring. Fakt, ktoś może się przyczepić do tego, że wokalista fałszuje na żywo. Co nie zmienia faktu, że chłopaki mieli naprawdę świetne przyjęcie u naszych zachodnich sąsiadów (śpiewające tłumy, itp.).
Co łączy BFMV i FFAF? Przede wszystkim brzmienie, śpiew, kompozycje. I ten wyspiarski feeling....

