obój ? nie no spoko, kazdy lubi o lubi :beer a widziales co robili z obojem w American Pie 4 ?Wrath pisze:nie, obój kurna
Wirtuozi Gitary. Technika Vs. Klimat
Moderator: Administracja i Moderacja SanktuariuM
Re: Wirtuozi Gitary. Technika Vs. Klimat
już nie mam tu najwięcej postów

Re: Wirtuozi Gitary. Technika Vs. Klimat
jasne, ze widzialem, myślisz, ze dlaczego aż tak go lubię?Szajba pisze:a widziales co robili z obojem w American Pie 4 ?
ok, eot no, to żeś Ty offtopowicz nie znaczy ze ja tez musze nim byc ;p
-
Davenport
Re: Wirtuozi Gitary. Technika Vs. Klimat
ja tam się nie zachwycam grą, a muzyką... jeżeli jest solo fajne, to nie powiem 'o q2, ale on zapiernikowywuje' tylko 'ale fajnie to brzmi'... hm... może dlatego, że wolę sola bazujące na brzmieniu gitary, a nie na wypluwaniu po kolei nutek... dlatego dla mnie lepsze sola są w Saxon niż w np. Dream Therater...
-
<-GOTHMOG_666->
- -#Wrathchild

- Posty: 87
- Rejestracja: ndz lip 06, 2003 3:19 pm
- Skąd: Oborniki Śl. - podwrocławskie zadupie
Re: Wirtuozi Gitary. Technika Vs. Klimat
Dokładnie. Mnie np. niszczy solówka z "Voyage 34: part I" Porcupine'ów - zero popisówki, jedynie proste zagrywki na podciąganie strun - generalnie żaden początkujący gitarzysta nie miałby problemów z jej opanowaniem, a mimo to urywa łeb przy każdym przesłuchaniu. Tak samo np pierwsza lepsza solówka Gilmoura. Owszem fajnie jak ktoś potrafi się popisać umiejętnościami, ale co z tego jeśli robi to totalnie bez głowy, a jedynie wyrzuca z gitary kolejne dźwięki. Dlatego np w IM najbardziej lubię solówki Adriana, bo jemu najlepiej wychodzi łączenie technicznych umiejętności z tworzeniem klimatycznych i pomysłowych zagrywek.Davenport pisze:ja tam się nie zachwycam grą, a muzyką... jeżeli jest solo fajne, to nie powiem 'o q2, ale on zapiernikowywuje' tylko 'ale fajnie to brzmi'... hm... może dlatego, że wolę sola bazujące na brzmieniu gitary, a nie na wypluwaniu po kolei nutek... dlatego dla mnie lepsze sola są w Saxon niż w np. Dream Therater...
Re: Wirtuozi Gitary. Technika Vs. Klimat
IMO klimat jest ważniejszy. Dla mnie w ogóle w muzyce najbardziej liczy się klimat. Nie wszyscy gitarzyści potrafią zagrać klimatycznie, z feelingiem i wcale nie muszą zapieprzać jak Vai czy Malmsteen.
Re: Wirtuozi Gitary. Technika Vs. Klimat
solowka musi wspolgrac z caloscia, czasem i popisowa moze wyjsc fajnie. Ale generalnie tu chodzi o klimat o jakas plynnosc - jednosc. Nie musi byc hipertechniczny speed aby bylo mistrzostwo swiata.
Jazz is not dead, it just smells funny.
Re: Wirtuozi Gitary. Technika Vs. Klimat
Widzę jestem w zdecydowanej mniejszości.
Co mnie cieszy 
To nie demokracja, ale własność prywatna, produkcja i dobrowolna wymiana są źródłem dobrobytu.
Re: Wirtuozi Gitary. Technika Vs. Klimat
oczywiscie zaglosowalem na Szajba, przestań bawić się w Nomada

Jazz is not dead, it just smells funny.
Re: Wirtuozi Gitary. Technika Vs. Klimat
Klimat jest zdecydowanie ważniejszy. Można grać super dokładnie i technicznie i nic poza tym. Ważniejsza jest melodia, moim zdaniem. Sama wirtuozeria, szybkość, dokładność na mnie nie działa. W solówce musi być to coś, żebym się nią zachwycał.
Re: Wirtuozi Gitary. Technika Vs. Klimat
Ale temat.. tak jak by się nie dało mieć jednego i drugiego.
Re: Wirtuozi Gitary. Technika Vs. Klimat
Dla mnie zdecydowanie klimat. Napewno technika jest istotna ,jednak jeżeli gitarzysta nie ma "tego czeegoś" to choćby nie wiadomo jakim by nie był świetny technicznie to nie stworzy tej atmosfery.
Re: Wirtuozi Gitary. Technika Vs. Klimat
U mnie to różnie. Wymiatacze też potrafią stworzyć klimat, czasem lepszy niż ci teoretycznie spece od niego.
Ale dla mnie muzyka to przede wszystkim emocje, dlatego nieważne czy solo jest grane z prędkością światła, czy z prędkością chodu żółwia, byleby było w nim to "coś"
Aczkolwiek pewnie więcej emocji potrafią wytworzyć właśnie ci spece od takich leniwych gitarowych dźwięków.
Na pewno nie słucham muzyki dla samej gitary, dlatego Satriani czy Vai to nie dla mnie. Tak więc jeśli chodzi o takich techników to raczej nie moja bajka. No ale jeśli mówimy o ludziach pokroju Alexa Skolnicka, Kirka Hammeta, Dimebaga, Chucka Schuldinera czy Jeffa Watersa jak słusznie mimski wspomniał albo Marty Friedmana to inna śpiewka jest, bo akurat tych panów to ja uwielbiam. Mógłbym jeszcze w sumie do tej kategorii zaliczyć Jamesa Murphy'ego, Jeffa Loomisa, może nawet Adriana Smitha (choć on też czasem woli takie wolniejsze partie grać jak mi się wydaje, dlatego on to tak może pośrodku stoi). Tak więc muszę przyznać, że lubię gości, którzy, mówiąc kolokwialnie, "popisują się" (nie lubię tego wyrażenia
) czasem swoimi umiejętnościami. Tym bardziej, że dla mnie akurat w heavy czy thrash metalu solówki są nieodłączną częścią tej muzyki, lubię w niej po prostu to wirtuozerstwo, ekwilibrystykę gitarową, a akurat nietrudno zauważyć, że wymienieni przeze mnie panowie właśnie w kapelach z kręgu takich muzy grają/grali. No i Petrucciego też lubię, no 
Ale tę "drugą kategorię" też naprawdę bardzo lubię. Takie piękne wolne i leniwe dźwięki potrafią oddać całą dramaturgię danego utworu, wszystkie zawarte w nim emocje. David Gilmour jest dla mnie do dzisiaj największym atutem Pink Floyd, podobnie jak Steve Rothery w Marillion. Adam Jones w Tool to też raczej gościu, który stawia na "klymat" niż techniczne popisy, a jego grę uwielbiam. Wymieniony Frusciante też potrafi mnie oczarować swoją grą (choćby partie w "Scar Tissue"). Brian May to też bardzo zacny gitarnik, Jimmy Page oczywiście. Albo jeszcze Chris De Garmo (jakbym mógł zapomnieć
) z Queensryche - gra po prostu fantastyczne solówki a większość jest raczej właśnie taka emocjonalna, wolniejsza.
Ale dla mnie muzyka to przede wszystkim emocje, dlatego nieważne czy solo jest grane z prędkością światła, czy z prędkością chodu żółwia, byleby było w nim to "coś"
Aczkolwiek pewnie więcej emocji potrafią wytworzyć właśnie ci spece od takich leniwych gitarowych dźwięków.
Na pewno nie słucham muzyki dla samej gitary, dlatego Satriani czy Vai to nie dla mnie. Tak więc jeśli chodzi o takich techników to raczej nie moja bajka. No ale jeśli mówimy o ludziach pokroju Alexa Skolnicka, Kirka Hammeta, Dimebaga, Chucka Schuldinera czy Jeffa Watersa jak słusznie mimski wspomniał albo Marty Friedmana to inna śpiewka jest, bo akurat tych panów to ja uwielbiam. Mógłbym jeszcze w sumie do tej kategorii zaliczyć Jamesa Murphy'ego, Jeffa Loomisa, może nawet Adriana Smitha (choć on też czasem woli takie wolniejsze partie grać jak mi się wydaje, dlatego on to tak może pośrodku stoi). Tak więc muszę przyznać, że lubię gości, którzy, mówiąc kolokwialnie, "popisują się" (nie lubię tego wyrażenia
Ale tę "drugą kategorię" też naprawdę bardzo lubię. Takie piękne wolne i leniwe dźwięki potrafią oddać całą dramaturgię danego utworu, wszystkie zawarte w nim emocje. David Gilmour jest dla mnie do dzisiaj największym atutem Pink Floyd, podobnie jak Steve Rothery w Marillion. Adam Jones w Tool to też raczej gościu, który stawia na "klymat" niż techniczne popisy, a jego grę uwielbiam. Wymieniony Frusciante też potrafi mnie oczarować swoją grą (choćby partie w "Scar Tissue"). Brian May to też bardzo zacny gitarnik, Jimmy Page oczywiście. Albo jeszcze Chris De Garmo (jakbym mógł zapomnieć
Oczywiście, że można, ale jednak IMO w większości przypadków gitarzyści mają, że tak powiem, pewne priorytety. Jedni chcą oddać całe swe emocje, a drudzy chcą się po prostu wyszaleć, pokombinować. dlatego ja akurat jestem skłonny nawet przystać na taki podział.Copycat pisze:Ale temat.. tak jak by się nie dało mieć jednego i drugiego.
Re: Wirtuozi Gitary. Technika Vs. Klimat
jeden co zrozumial DOKLADNIE intencje tematuArtur pisze:Oczywiście, że można, ale jednak IMO w większości przypadków gitarzyści mają, że tak powiem, pewne priorytety. Jedni chcą oddać całe swe emocje, a drudzy chcą się po prostu wyszaleć, pokombinować. dlatego ja akurat jestem skłonny nawet przystać na taki podział.
a ty Arczi nie lubisz/nie znasz Garego Moora ?
już nie mam tu najwięcej postów

Re: Wirtuozi Gitary. Technika Vs. Klimat
Znam kilka wałków, najlepiej to chyba "Wild Frontier" bo swego czasu nieustannie ten klip widziałem na MTV Classic. Ładnie gościu gra, ale u niego jeszcze głos dochodzi nie ?? ;>
Re: Wirtuozi Gitary. Technika Vs. Klimat
a słyszałeś sir psycho sexy np?Artur pisze:Frusciante też potrafi mnie oczarować swoją grą (choćby partie w "Scar Tissue")
Re: Wirtuozi Gitary. Technika Vs. Klimat
Luczyk na Bastardzie zasuwa nie tak wolno, a też jego gra jest pełna emocji i klimatu więc się nie zgadzam z tym stwierdzeniem. Mogę jeszcze milion takich przykładów podać, ale ten akurat mi pierwszy przyszedl na myślArtur pisze:Aczkolwiek pewnie więcej emocji potrafią wytworzyć właśnie ci spece od takich leniwych gitarowych dźwięków.
Re: Wirtuozi Gitary. Technika Vs. Klimat
Oj nie, Red Hotów nie znam aż tak dobrze, ale w tym co znam bardzo mi Johny spasowałMatek pisze:a słyszałeś sir psycho sexy np?
Ale Red Hotów to chcę poznać za jakiś czas całą dyskę to w odpowiednim czasie się wypowiem dokładniej o tym co sądzę o nich i o Dżonym
Re: Wirtuozi Gitary. Technika Vs. Klimat
No cóż, ja jednak nadal twierdzę, że taki Gilmour oddaje w swojej muzyce więcej niż taki Luczyk na wszystkich albumach KATaherki pisze:Luczyk na Bastardzie zasuwa nie tak wolno, a też jego gra jest pełna emocji i klimatu więc się nie zgadzam z tym stwierdzeniem
Ale skoro tak uważasz to ok
Ostatnio zmieniony czw sty 04, 2007 5:57 pm przez Artur, łącznie zmieniany 1 raz.
Re: Wirtuozi Gitary. Technika Vs. Klimat
to co dżony zrobił na Blood Sugar Sex Magic to mała bibliaArtur pisze:Oj nie, Red Hotów nie znam aż tak dobrze, ale w tym co znam bardzo mi Johny spasował
Ale Red Hotów to chcę poznać za jakiś czas całą dyskę to w odpowiednim czasie się wypowiem dokładniej o tym co sądzę o nich i o Dżonym
Re: Wirtuozi Gitary. Technika Vs. Klimat
Z tego co tak poczytuję o RHCP na tym forum i nie tylko to ten album to chyba w ogóle taka małą biblia no nie ?Matek pisze:to co dżony zrobił na Blood Sugar Sex Magic to mała biblia
Ale ja doceniamMatek pisze:no ale mało kto tutaj potrafiłby go docenić bo nie gra z prędkośćią światła i na nieco innych efektach niż "wirtuozi z urzędu"


