Album z największą "koncertową" energią
Moderator: Administracja i Moderacja SanktuariuM
Album z największą "koncertową" energią
Wczoraj przy browarze zacząłem się zastanawiać jaki album ma największą koncertową energię zawartą w sobie.
Jak wiemy Harris od zawsze chciał uchwycić energię na koncertach live na studyjnym albumie.
No i jestem ciekawy który wg Was krążek jest taki najbardziej przebojowy, z kapitalną energią.
Dla mnie to odpadają wszystkie po 1992 roku. Jakbym miał tak mocno typować, to chyba pierwsze trzy, z naciskiem na debiut. Później to już za duża polerka w studio wg mnie.
Jak wiemy Harris od zawsze chciał uchwycić energię na koncertach live na studyjnym albumie.
No i jestem ciekawy który wg Was krążek jest taki najbardziej przebojowy, z kapitalną energią.
Dla mnie to odpadają wszystkie po 1992 roku. Jakbym miał tak mocno typować, to chyba pierwsze trzy, z naciskiem na debiut. Później to już za duża polerka w studio wg mnie.
Re: Album z największą "koncertową" energią
Pierwsze cztery zdecydowanie. Z naciskiem na The Number of the Beast i debiut. Jeszcze dodałbym może Brave New World.
-
Piotr Lange
- -#Moonchild

- Posty: 1535
- Rejestracja: czw paź 27, 2022 5:06 pm
- Skąd: Łódź
Re: Album z największą "koncertową" energią
Pierwsze skojarzenia - Killers i Powerslave.
Re: Album z największą "koncertową" energią
Proste - Killers - najlepszy album IM - wielowymiarowo 
Re: Album z największą "koncertową" energią
KIlers i Piece of Mind
Re: Album z największą "koncertową" energią
Zaciągnięty hamulec jest od AMOLAD.
Re: Album z największą "koncertową" energią
U mnie najmniejsza różnica między studiem a live w kwestii energii to CSIT (aczkolwiek tylko słyszałem HCW i WY + YTube), No Prayer, DoD i Senjutsu. Wszystkie inne zyskują niemiłosiernie na koncertach (Early Days - Beast over Hammersmith zjada 3 albumy studyjne), podobnie z Powerslave. 7 Syn studyjny - inna (wspaniała) bajka, płyty z BB - wiadomo, BNW - mój TOP1 ale wersje live zjadają i podobnie TFF czy TBoS.
Tylko CSiT, No Prayer, DoD i Senjutsu (chociażby te 3 kawałki) są nagrane/zmiksowane na podobnie wysokim levelu energii, co był na koncertach.
Tylko CSiT, No Prayer, DoD i Senjutsu (chociażby te 3 kawałki) są nagrane/zmiksowane na podobnie wysokim levelu energii, co był na koncertach.
Re: Album z największą "koncertową" energią
To też zależy od kawałka. Dla mnie Run to the Hills albo Wicker Man nigdy live nie były lepsze niż na płytach. Traciły gdzieś tą przebojowość.
Re: Album z największą "koncertową" energią
TWM był kozak z Rio, potem już absolutnie nie
As mankind hurled itself forever downwards into the bottomless pit of eternal chaos, the remnants of civilization screamed out for salvation - redemption roared across the burning sky... The Painkiller
Re: Album z największą "koncertową" energią
Piece of Mind
-
Deleted User 8107
Re: Album z największą "koncertową" energią
Ciężko mi powiedzieć, ale albo Killers albo Number albo Piece of Mind.
Re: Album z największą "koncertową" energią
Nie zgodzę się. TXF jest oczywiście wolniejszy jako płyta od wszystkich poprzednich,ale jak już pojawiają się szybsze tempa (np. MOTE albo TEOD) to są one faktycznie bardzo szybkie i nie czuć żeby coś hamowało chłopaków. Od AMOLAD nawet te szybsze numery rozpędzają się jakby na 50%. To ociężałe brzmienie, które się od tej płyty zaczęło też robi tu złą robotę. No i w końcu prawdopodobnie wtedy też dopadł ich wiek. Dlatego też nie lubię AMOLAD- uważam, że całe zło które mamy dzisiaj i trwające od kilkunastu lat bez przerwy, jest spowodowane bardzo dobrym przyjęciem tej właśnie płyty.
- dostoevsky
- -#Assassin

- Posty: 2347
- Rejestracja: pn sty 30, 2006 3:55 pm
- Skąd: St Andrews
Re: Album z największą "koncertową" energią
Po pierwsze, nie zło. A po drugie, AMOLAD jest lepszym albumem od DOD, więc to przyjęcie nie dziwi.sajki pisze: ↑czw mar 09, 2023 2:52 pmNie zgodzę się. TXF jest oczywiście wolniejszy jako płyta od wszystkich poprzednich,ale jak już pojawiają się szybsze tempa (np. MOTE albo TEOD) to są one faktycznie bardzo szybkie i nie czuć żeby coś hamowało chłopaków. Od AMOLAD nawet te szybsze numery rozpędzają się jakby na 50%. To ociężałe brzmienie, które się od tej płyty zaczęło też robi tu złą robotę. No i w końcu prawdopodobnie wtedy też dopadł ich wiek. Dlatego też nie lubię AMOLAD- uważam, że całe zło które mamy dzisiaj i trwające od kilkunastu lat bez przerwy, jest spowodowane bardzo dobrym przyjęciem tej właśnie płyty.
Jeśli szukasz powodu wolniejszego grania, to też bym skupił się na wieku.
Co do najbardziej koncertowych albumów: zgadzam się, że pierwsza czwórka jest pod tym względem najlepsza. Dla mnie to "Killers" albo "Piece of Mind", trudno wybrać.
Re: Album z największą "koncertową" energią
Masz rację, chciałem napisać 'chujnia' albo 'rak' ale uznałem, że określę to łagodniej. Niepotrzebnie.
- dostoevsky
- -#Assassin

- Posty: 2347
- Rejestracja: pn sty 30, 2006 3:55 pm
- Skąd: St Andrews
Re: Album z największą "koncertową" energią
Taki z Ciebie uparciuch! Określaj jak chcesz.

