wracajac:
Tomek(JMM) pisze:Dlaczego "Stationary Traveller" najlepszym albumem Camel jest? Czy tylko dlatego, że w 1984 byli "na czasie"? Czy tylko dlatego, że jak wszystkie zespoły progresywne swoje największe dzieła nagrali kiedy nie było już dawno ani rocka progresywnego ani lat siedemdziesiątych? Czy też może dlatego, że to po prostu niesamowita płyta, dla której stowrzyłbym pojęcie "zimna fala"?
paulek pisze:no bardzo kontrowersyjna wypowiedź, bo czyż KC nie nagrało swych najlepszych albumów nie nagrało wóczas keidy grali a rock tzw progresywny był na topie (dla przykładu ITCOTCK, Lizard) podobnie rzecz się ma np z UK, Soft MAchine, Caravan - apropo Ci ostatni graja do dziś, i całamasa innych zespołów np Camel - najlepsze albumy progresywne to Mirage The Snow Goose, Moonmadness, Nude...
Rzekłbym, próbując troszke tłumaczyć Twój sad że albo nie słyszałeś tych wcześniejszych płyt Camela, albo lubisz muzyke popową jedynie troszku ambitniejszą a ne rock progresywny. Bo niestety lata 80-te to jeden wielki tzw neoprogresywny koktajl (to rzec z jasna ładnie nazwane); żaden tam marillion, pendragon i inne galahady abo jakieś hogarty....
Prawdziwie nowe progresywne tchnienia to te związane z metalem: od IM począwszy, przez Opeth, Anathema, PL, Porcupine Tree kilka innych.... jest jeszcze scena Canterbury ale oni tez zjadają raczej własny ogon bądź grają awangardę..
Tak to sie porobiło, a ze w naszych radiowych mediach tkwili ludziska - dalej tkwia, którzy pod własny gust naciągają różnego rodzaju style w muzyce rockowejto cóż....
Jak dla mnie Camel ST to dobrej klasy pop ot taki solowy Bryan Ferry wspomniany nieco wyzej, z tym że Ferry jest w tym znakomity i jego twóczosć ocierająca sie o wysmakowany pop jak najbardziej jest naturalna, zaś słuchając Mirage albo śnieżną Gęś a potem Stationary Traveller nieodparcie ma się wrazenie że albo zespołł spopowiał bo chciał zarobić na panujacej modzie albo Latimer dobrał sobie zbyt słabych technicznie zawodnikó do swojej grupy stą trzeba podpierać sie zdobyczami techniki...
Pzodr
Tomek(JMM) pisze:Nigdy jakoś specjalnie nie przepadałem za King Crimson, ale zawsze bardziej lubiłem Discipline czy te THRAKK niż płyty z lat siedemdziesiątych... tak jakoś... A pozostałe zespoły które kolega wymienia to jednak druga liga- bo z cały szacunkiem kto słyszał o Soft Machine czy Caravan? A UK za szybko sie rozpadło, żeby ich uwzględniać.
Tomek(JMM) pisze:Ja lubię słuchać dobrej muzyki. (Bardzo proszę Artura o niekomentowanie) Nie rocka progresywnego czy jakichkolwiek innych nic nie znaczacych etykietek. A co do pierwszych płyt Camel- Snow Goose jest strasznie przereklamowana, właściwie poza kilkoma momentami nic się tam nie dzieję, i po trzydzistu latach straciła większość swojej wartości. A i Moonmadness jakoś tak blado wypada na tle późniejszych dokonań zespołu. Dla mnie Camel zaczyna się dopiero od "Rain Dances", choćby dlatego, że wreszcie na niej dało się słuchać wokali...
Tomek(JMM) pisze:Bardzo proszę mi nie stawiać Marillion obok tych róznych galahadów i innych pendragonów, bo to są zespoły tak podobne jak Roxy Music i Black Sabbath, a już tym bardziej solowy Steve Hogarth (do syzyga- słuchałeś w końcu tego więcej?)
Tomek(JMM) pisze:A nagrywanie płyt w latach 70 nie było podejściem pod panującą modę? Przecież wtedy się tak grało, a poza tym to wtedy pisało się o nich, byli bardziej popularni, a przez to komercyjni niż kiedykolwiek później. Poza tym, nie rozumiem dlaczego "pop" ma być muzyką gorszą. I wreszcie- przepraszam, ale mówienie, że tacy muzycy jak Colin Bass czy Ton Scherpenzeel byli słabi to chyba dowodzi małego osłuchania z tą muzyką.
paulek pisze:Rozumiem, że można pewnych zespołów nie lubic i to jest ten obszar nad którym się nie dyskutuje, chociaż akurat w przypadku KC to słowo legenda - symbol itd jest jak najbardziej na miejscu - tylko, że z tego powodu że podobają sie płyty ze schyłkowego okresu twórczości danej kapeli raczej trudno stawiać tezę ze to jest norma dla całego nurtu....
Co do Camel, to jak dla mnie Rain Dances poza 3 genialnymi kawałkami to reszta to piosneczki i to takie raczej słabiutkie.... ot lecą i nic po nich nie zostaje;
A czy granie na festivalach dla 100000 tysięcy ludzi, twórczość będąca inspiracją dla wielu artystów, którzy przyznają się do fascynacji SM, czy to świadczy o II lidze, czy jeżeli w Posce coś było nieznane to znaczy że było drugoligowe???
sam sie bardzo chetnie wypowiem, ale pozniej , bo musze leciec po choinke ;]paulek pisze:no cóż umiejętności tych panów nie zamierzam kwestionować jednakże jestem pzrekonany że sekcja rytmiczna wśró zespołów lat 70-tcyh tzw gęste brzmienie, to byłjeden z wyróżniających tamto granie elementów; lata 80-te to siestety popowo - dyskotekowe umpa - umpa, łącznie z tym że i zespoły z lat 70 - tych tak zaczęły grac - np Genesis, nie wspominajac już o tych neo progresywnych jak Marillion i następne popłuczyny...
no ale to jeno moje zdanie

