25. Slayer – Decade of Aggression
Zabójca u szczytu swoich możliwości? Najpewniej. Mamy tu w zasadzie wszystko, co zbudowało pozycję Slayera na scenie metalowej. Jest to jakiś powiedzmy ekstrakt z najważniejszej części ich dyskografii, zagrany na pełnej parze. Szczególnie lubię tutaj otwierającą całość trójcę Hell Awaits - The Antichrist - War Ensemble. Jednocześnie nie jest to mój ulubiony okres w historii zespołu: osobiście zawsze wskażę na wczesne lata jego działalności, czyli Show No Mercy i Hell Awaits. Natomiast dokumentujący te czasy Live Undead jest materiałem bardzo krótkim, to w zasadzie EPka, toteż zdecydowałem się wskazać DoA. Dla wielu jest to kult absolutny, dla mnie "jedynie" bardzo dobry materiał, do którego chętnie wracam.
24. The Rolling Stones - Havana Moon
Nie zaczynałem od Stonesów, nie wpłynęli oni jakoś specjalnie na moje postrzeganie muzyki, no ale co cesarskie cesarzowi. Dziwić może fakt, że wskazuję tutaj na album zarejestrowany, kiedy panowie byli już w wieku emerytalnym, ale jak to się mówi, "no rest for the wicked". Stonesi brzmią tu świetnie. Oczywiście słychać, że to już niekoniecznie banda 20-latków, ale... Może to i nawet lepiej? Nie wiem, jak tam obecnie u nich z formą wykonawczą, ale do Havana Moon nie mam żadnych zarzutów (poza Midnight Rambler, czyli utworem, który po prostu nie powinien trwać tych 15 minut...). Nie udało się Stonesom zawrzeć na tym krążku wszystkich moich ulubionych kompozycji, ale i tak jest bardzo dobrze. Ten wykon Out of Control jest moją ulubioną wersją wspomnianej piosenki, dużo bardziej lubię też Sympathy for the Devil w wersji z Havany, aniżeli wykonanie studyjne. 2h czystego rock 'n' rolla, czego wymagać więcej od kapeli tego pokroju?
23. Queen – Live at the Rainbow '74
Jest to album, który oficjalnego wydania doczekał się relatywnie niedawno, wcześniej funkcjonował w obiegu jako bootleg. A szkoda, bo to naprawdę pyszna dawka Queen. Patrząc po dacie łatwo zauważyć, że materiał ten dokumentuje wyłącznie wczesne lata działalności Queen. Nie wychodzimy więc poza obręb kilku pierwszych płyt, co jest dla mnie bardzo fajne, bo przecież istnieje milion innych koncertówek z Bohemian Rhapsody, We Will Rock You i innymi hitami. Jednocześnie Live at the Rainbow wyraźnie pokazuje, że na ten zespół czekały wielkie rzeczy, bo jest to koncertówka po prostu świetna. Z jednej strony zespół jawi się już jako ten Queen, który zaraz zawładnie światem, ale z drugiej nie odcina się od wyrazistego rock 'n' rolla, a wręcz jawnie mruga do niego okiem, grając takie piosenki jak Jailhouse Rock. Zdecydowanie warta uwagi pozycja, nie tylko dla fanów.
22. Venom - Live From The Hammersmith Odeon Theatre
Venom to według opinii publicznej zespół jednej koncertówki - Eine Kleine Nachtmusik, zresztą wydanej w Polsce w czasach słusznie minionych. Osobiście jednak nigdy nie byłem jej fanem. Zapis występu w Hammersmith uważam za dużo lepszą wizytówkę kapeli; przede wszystkim z uwagi na wyraźną (w przeciwieństwie do EKN) atmosferę "live". To jest dość surowy materiał, stawiający na bezpośredniość i energię. W zasadzie więc idealnie oddaje to, czym Venom był w tamtych czasach. Repertuar obejmuje numery do Possessed włącznie, toteż obcujemy tutaj z klasyką klasyki. Dostrzegam jednak wyraźny minus tej płyty, a mianowicie... Jest za krótka

Odczuwam brak kilku kluczowych dla Venom kompozycji, no ale nic się z tym nie zrobi. A, no i jeśli ktoś by kiedyś chciał kupić to wydawnictwo w formie pojedynczego winyla, to stanowczo odradzam, brzmi okropnie, materiał tej długości (~58 minut) zasługuje na 2 LP.
21. KISS – Alive!
Tak, tak, wiem. Nie jest to najlepszy przykład albumu nagranego na żywo

Sęk w tym, że mam totalną słabość do wczesnego KISS, a Alive! stanowi w zasadzie kompilację podsumowującą tamte czasy. Jest tu chyba wszystko, co powinno znaleźć się na wydawnictwie tego rodzaju, dobrą reprezentację otrzymał mój ulubiony debiut, wykonawczo nie mam uwag. Nie wiem, co więcej można napisać o płycie, o której napisano już wszystko. Co by nie mówić, jest to legendarna pozycja.