TOP 25 koncertówek wyzwanie - Schizoid

Zbiór ankiet i Waszych opinii dotyczących innych zespołów.

Moderator: Administracja i Moderacja SanktuariuM

Awatar użytkownika
Schizoid
-#The Alchemist
-#The Alchemist
Posty: 12230
Rejestracja: śr cze 25, 2014 3:01 pm

TOP 25 koncertówek wyzwanie - Schizoid

Post autor: Schizoid »

Sprowokowany myślą, która pojawiła się w temacie topów ogólnych, zdecydowałem się na ułożenie swojej listy 25 ulubionych wydawnictw koncertowych. Przeglądanie swoich archiwalnych postów sprawia mi często jakąś archeologiczną przyjemność i lubię konfrontować swoje aktualne spostrzeżenia z tym, co miałem w głowie x lat temu. Niech zatem będzie to jakaś forma pamiętniczka ;)

Na wstępie objaśnię, co mną kierowało, kiedy układałem tę listę:
1. Na jednego wykonawcę przypada jedno wydawnictwo - chciałem uniknąć sytuacji, że jeden zespół ma np. 5 tytułów na liście, bo to byłoby trochę nieproporcjonalne.
2. Brałem pod uwagę tylko te wydawnictwa, które mają wydanie audio, tym samym nie ma tu rzeczy wydanych tylko w formie video.
3. Są to pozycje w jakiś sposób dla mnie ważne w znaczeniu osobistym. Niekoniecznie uwzględniłem najlepsze, co w życiu słyszałem, chciałem skupić się na krążkach, z którymi mam jakieś przeżycia, które z różnych względów bardzo lubię, do których mogę wrócić po latach i pokiwać głową myśląc "no, dalej jest zajebiste".
4. Zdecydowałem się na tylko 25 pozycji, bo jestem leniwy, a ograniczenie opisane w pkt. 1 stanowi tu pewne wyzwanie xD Przed najwyższymi numerami wstawię jeszcze honorable mentions, prawdopodobnie 5 albumów.

Poniżej aktualizowana lista płyt:

10. AC/DC – Live at River Plate
11. Dissection - Live in Stockholm 2004
12. Genesis – Seconds Out
13. Ghost – Rite Here Rite Now
14. Saxon – St. George’s Day
15. Mayhem – Live in Leipzig
16. David Bowie - Live Nassau Coliseum '76
17. Thin Lizzy – Live and Dangerous
18. Blue Oyster Cult – On Your Feet or on Your Knees
19. Blaze Bayley – The Night That Will Not Die
20. Heaven & Hell – Live From Radio City Music Hall
21. KISS – Alive!
22. Venom - Live From The Hammersmith Odeon Theatre
23. Queen – Live at the Rainbow '74
24. The Rolling Stones - Havana Moon
25. Slayer – Decade of Aggression
Ostatnio zmieniony wt lip 08, 2025 6:48 pm przez Schizoid, łącznie zmieniany 3 razy.

As mankind hurled itself forever downwards into the bottomless pit of eternal chaos, the remnants of civilization screamed out for salvation - redemption roared across the burning sky... The Painkiller
Awatar użytkownika
Zajzajer
-#Clansman
-#Clansman
Posty: 4930
Rejestracja: ndz cze 22, 2025 1:25 am
Skąd: Bat Country

Re: TOP 25 koncertówek wyzwanie - Schizoid

Post autor: Zajzajer »

No i fajnie będzie czytane xD, sam chyba też zrobię taką listę kiedyś i może jeszcze top 15 dvd :P dobry pomysł.
Still Reigning...
Awatar użytkownika
Caracalized
-#Clairvoyant
-#Clairvoyant
Posty: 1282
Rejestracja: śr maja 21, 2025 4:53 pm
Skąd: Catland

Re: TOP 25 koncertówek wyzwanie - Schizoid

Post autor: Caracalized »

Oo, to jak zaczynamy robić oddzielne listy swoich ulubionych koncertówek to w sumie nie wiem już czy uwzględniać jakieś live'y w honorable mentions w swoim top50. I nie wiem czy sam dałbym radę ułożyć top25, ale w sumie, jazz się potrafi bronić takimi albumami, więc od Coltrane'a czy Aylera na pewno bym dał coś, ciężej z metalem i nawet generalnie rockiem już :D
Awatar użytkownika
Schizoid
-#The Alchemist
-#The Alchemist
Posty: 12230
Rejestracja: śr cze 25, 2014 3:01 pm

Re: TOP 25 koncertówek wyzwanie - Schizoid

Post autor: Schizoid »

25. Slayer – Decade of Aggression

Obrazek

Zabójca u szczytu swoich możliwości? Najpewniej. Mamy tu w zasadzie wszystko, co zbudowało pozycję Slayera na scenie metalowej. Jest to jakiś powiedzmy ekstrakt z najważniejszej części ich dyskografii, zagrany na pełnej parze. Szczególnie lubię tutaj otwierającą całość trójcę Hell Awaits - The Antichrist - War Ensemble. Jednocześnie nie jest to mój ulubiony okres w historii zespołu: osobiście zawsze wskażę na wczesne lata jego działalności, czyli Show No Mercy i Hell Awaits. Natomiast dokumentujący te czasy Live Undead jest materiałem bardzo krótkim, to w zasadzie EPka, toteż zdecydowałem się wskazać DoA. Dla wielu jest to kult absolutny, dla mnie "jedynie" bardzo dobry materiał, do którego chętnie wracam.

24. The Rolling Stones - Havana Moon

Obrazek

Nie zaczynałem od Stonesów, nie wpłynęli oni jakoś specjalnie na moje postrzeganie muzyki, no ale co cesarskie cesarzowi. Dziwić może fakt, że wskazuję tutaj na album zarejestrowany, kiedy panowie byli już w wieku emerytalnym, ale jak to się mówi, "no rest for the wicked". Stonesi brzmią tu świetnie. Oczywiście słychać, że to już niekoniecznie banda 20-latków, ale... Może to i nawet lepiej? Nie wiem, jak tam obecnie u nich z formą wykonawczą, ale do Havana Moon nie mam żadnych zarzutów (poza Midnight Rambler, czyli utworem, który po prostu nie powinien trwać tych 15 minut...). Nie udało się Stonesom zawrzeć na tym krążku wszystkich moich ulubionych kompozycji, ale i tak jest bardzo dobrze. Ten wykon Out of Control jest moją ulubioną wersją wspomnianej piosenki, dużo bardziej lubię też Sympathy for the Devil w wersji z Havany, aniżeli wykonanie studyjne. 2h czystego rock 'n' rolla, czego wymagać więcej od kapeli tego pokroju?

23. Queen – Live at the Rainbow '74

Obrazek

Jest to album, który oficjalnego wydania doczekał się relatywnie niedawno, wcześniej funkcjonował w obiegu jako bootleg. A szkoda, bo to naprawdę pyszna dawka Queen. Patrząc po dacie łatwo zauważyć, że materiał ten dokumentuje wyłącznie wczesne lata działalności Queen. Nie wychodzimy więc poza obręb kilku pierwszych płyt, co jest dla mnie bardzo fajne, bo przecież istnieje milion innych koncertówek z Bohemian Rhapsody, We Will Rock You i innymi hitami. Jednocześnie Live at the Rainbow wyraźnie pokazuje, że na ten zespół czekały wielkie rzeczy, bo jest to koncertówka po prostu świetna. Z jednej strony zespół jawi się już jako ten Queen, który zaraz zawładnie światem, ale z drugiej nie odcina się od wyrazistego rock 'n' rolla, a wręcz jawnie mruga do niego okiem, grając takie piosenki jak Jailhouse Rock. Zdecydowanie warta uwagi pozycja, nie tylko dla fanów.

22. Venom - Live From The Hammersmith Odeon Theatre

Obrazek

Venom to według opinii publicznej zespół jednej koncertówki - Eine Kleine Nachtmusik, zresztą wydanej w Polsce w czasach słusznie minionych. Osobiście jednak nigdy nie byłem jej fanem. Zapis występu w Hammersmith uważam za dużo lepszą wizytówkę kapeli; przede wszystkim z uwagi na wyraźną (w przeciwieństwie do EKN) atmosferę "live". To jest dość surowy materiał, stawiający na bezpośredniość i energię. W zasadzie więc idealnie oddaje to, czym Venom był w tamtych czasach. Repertuar obejmuje numery do Possessed włącznie, toteż obcujemy tutaj z klasyką klasyki. Dostrzegam jednak wyraźny minus tej płyty, a mianowicie... Jest za krótka :mryellow: Odczuwam brak kilku kluczowych dla Venom kompozycji, no ale nic się z tym nie zrobi. A, no i jeśli ktoś by kiedyś chciał kupić to wydawnictwo w formie pojedynczego winyla, to stanowczo odradzam, brzmi okropnie, materiał tej długości (~58 minut) zasługuje na 2 LP.

21. KISS – Alive!

Obrazek

Tak, tak, wiem. Nie jest to najlepszy przykład albumu nagranego na żywo :wink: Sęk w tym, że mam totalną słabość do wczesnego KISS, a Alive! stanowi w zasadzie kompilację podsumowującą tamte czasy. Jest tu chyba wszystko, co powinno znaleźć się na wydawnictwie tego rodzaju, dobrą reprezentację otrzymał mój ulubiony debiut, wykonawczo nie mam uwag. Nie wiem, co więcej można napisać o płycie, o której napisano już wszystko. Co by nie mówić, jest to legendarna pozycja.

As mankind hurled itself forever downwards into the bottomless pit of eternal chaos, the remnants of civilization screamed out for salvation - redemption roared across the burning sky... The Painkiller
Awatar użytkownika
Zajzajer
-#Clansman
-#Clansman
Posty: 4930
Rejestracja: ndz cze 22, 2025 1:25 am
Skąd: Bat Country

Re: TOP 25 koncertówek wyzwanie - Schizoid

Post autor: Zajzajer »

Nie słuchałem żadnej z nich serio. Slayer kojarze tylko te koncertówke z zombie na cmentarzu. Kiss znam tylko z okładki. No nic zobaczymy co będzie dalej.
Still Reigning...
Awatar użytkownika
Schizoid
-#The Alchemist
-#The Alchemist
Posty: 12230
Rejestracja: śr cze 25, 2014 3:01 pm

Re: TOP 25 koncertówek wyzwanie - Schizoid

Post autor: Schizoid »

Nie oczekuj, że to będzie zestawienie pod ciebie ;) Choć kilka tytułów powinieneś znać. Koncertówka z zombie na cmentarzu to właśnie wspomniane przeze mnie Live Undead.

As mankind hurled itself forever downwards into the bottomless pit of eternal chaos, the remnants of civilization screamed out for salvation - redemption roared across the burning sky... The Painkiller
Awatar użytkownika
Zajzajer
-#Clansman
-#Clansman
Posty: 4930
Rejestracja: ndz cze 22, 2025 1:25 am
Skąd: Bat Country

Re: TOP 25 koncertówek wyzwanie - Schizoid

Post autor: Zajzajer »

Wiem wiem, słuchamy raczej innej muzy, ale czemu nie wypisałeś obok nazwy koncertówki z którego roku pochodzi? mi by się to przydało, bo może bym obczaił jak mnie coś zainteresuje albo chociaż ulubione wykonania z danego koncertu? ja chyba zrobie jednak 15 koncertówek bo aż wstyd żeby polowe DT zajmowało.
Still Reigning...
Awatar użytkownika
Caracalized
-#Clairvoyant
-#Clairvoyant
Posty: 1282
Rejestracja: śr maja 21, 2025 4:53 pm
Skąd: Catland

Re: TOP 25 koncertówek wyzwanie - Schizoid

Post autor: Caracalized »

Ja szczerze tylko Alive! słuchałem, ale możliwe, że ten koncert Venom w formie video widziałem.
Awatar użytkownika
Schizoid
-#The Alchemist
-#The Alchemist
Posty: 12230
Rejestracja: śr cze 25, 2014 3:01 pm

Re: TOP 25 koncertówek wyzwanie - Schizoid

Post autor: Schizoid »

Zajzajer pisze: czw lip 03, 2025 2:30 pm Wiem wiem, słuchamy raczej innej muzy, ale czemu nie wypisałeś obok nazwy koncertówki z którego roku pochodzi? mi by się to przydało, bo może bym obczaił jak mnie coś zainteresuje albo chociaż ulubione wykonania z danego koncertu? ja chyba zrobie jednak 15 koncertówek bo aż wstyd żeby polowe DT zajmowało.
1. Bo to byłoby w niektórych przypadkach trudne. Wspomniane Queen wyszło jakieś 40 lat po fakcie, więc bym musiał robić coś w stylu 1974/2014 (nie pamiętam daty wydania), raczej opisowo wskazuję mniej więcej na okres, w jakim koncert się odbywał.
2. Bo live albumy są dla mnie pewną całością. Poszczególne kompozycje wskazywałem, kiedy robiłem top 50 płyt. Tam widziałem w tym sens. Tutaj najważniejsze jest dla mnie coś innego. Aczkolwiek jeśli trafi się jakiś przypadek, że dane wykonanie utworu jest dla mnie w ogóle kluczowe dla zespołu, to będę to robił. W zasadzie już to zrobiłem w przypadku TRS. Natomiast nie wiem, co mógłbym napisać o koncertówce Venom... Że Countess Bathory brzmi fajnie? No tak, zazwyczaj brzmi :lol:
Caracalized pisze: Ja szczerze tylko Alive! słuchałem, ale możliwe, że ten koncert Venom w formie video widziałem.
Mogłeś widzieć, od lat wisi na YT. No chyba, że mowa o tym drugim, według mnie słabszym, swego czasu dodawanym w wersji DVD do edycji deluxe Black Metal. Różnią się setlistą i datą. Zawsze mi się myli, który jest z którego roku.

As mankind hurled itself forever downwards into the bottomless pit of eternal chaos, the remnants of civilization screamed out for salvation - redemption roared across the burning sky... The Painkiller
Deleted User 8263

Re: TOP 25 koncertówek wyzwanie - Schizoid

Post autor: Deleted User 8263 »

Havana Moon to moja ulubiona płyta Stonesów. Świetna energia.
Awatar użytkownika
Caracalized
-#Clairvoyant
-#Clairvoyant
Posty: 1282
Rejestracja: śr maja 21, 2025 4:53 pm
Skąd: Catland

Re: TOP 25 koncertówek wyzwanie - Schizoid

Post autor: Caracalized »

Schizoid pisze: czw lip 03, 2025 2:36 pm
Mogłeś widzieć, od lat wisi na YT. No chyba, że mowa o tym drugim, według mnie słabszym, swego czasu dodawanym w wersji DVD do edycji deluxe Black Metal. Różnią się setlistą i datą. Zawsze mi się myli, który jest z którego roku.
Ja ten koncert mam na DVD, ale w domu mnie nie ma teraz i nie jestem w stanie jakoś znaleźć w internecie tego co mam na fizyku. Kiedyś za 20 czy 30 zł na fan.pl go kupiłem, ale nawet tam nie jestem w stanie go namierzyć, a niektórych okładek w ogóle mi nie pokazuje xD A widzę, że ten jeden (chyba jeden) koncert w różnych formatach i pod różnymi nazwami jest.
Awatar użytkownika
Caracalized
-#Clairvoyant
-#Clairvoyant
Posty: 1282
Rejestracja: śr maja 21, 2025 4:53 pm
Skąd: Catland

Re: TOP 25 koncertówek wyzwanie - Schizoid

Post autor: Caracalized »

Oo, znalazłem! To jest pod nazwą Hell at Hammersmith Live in London i to z jakiejś serii Masters of Metal jest.
Awatar użytkownika
Schizoid
-#The Alchemist
-#The Alchemist
Posty: 12230
Rejestracja: śr cze 25, 2014 3:01 pm

Re: TOP 25 koncertówek wyzwanie - Schizoid

Post autor: Schizoid »

No i jest to możliwe, polityka wydawnicza Venom ogólnie kuleje i zdarzają się takie kwiatki ;) Choć to i tak nic w porównaniu z Calm Before the Storm, które zostało wydane jakieś milion razy pod różnymi tytułami.

As mankind hurled itself forever downwards into the bottomless pit of eternal chaos, the remnants of civilization screamed out for salvation - redemption roared across the burning sky... The Painkiller
Awatar użytkownika
Schizoid
-#The Alchemist
-#The Alchemist
Posty: 12230
Rejestracja: śr cze 25, 2014 3:01 pm

Re: TOP 25 koncertówek wyzwanie - Schizoid

Post autor: Schizoid »

20. Heaven & Hell – Live From Radio City Music Hall

Obrazek

Nie lubię używać tej nazwy, więc będę używał właściwej. Jest to piękny koncert Black Sabbath, które brzmi tutaj, jakby czas się zespołu nie imał nic a nic. No trzeba przyznać, że należy się Dio wielki szacun za to, jak ładnie zachował swój głos na stare lata. Wokaliści z naturalnych starzeją się najgorzej, u Ronniego oczywiście też słychać metrykę, ale nie jest to powiedzmy Ian Gillan, czy nawet... Ozzy Osbourne ;) Ta koncertówka to w zasadzie wyłącznie materiał z 3 krążków BS nagranych z Dio na wokalu + 2 nowe numery, które weszły na kompilację prezentującą tamten okres Sabbsów. Nie ma więc War Pigs, nie ma Iron Mana, nie ma Paranoid... I gdzie wady? :mryellow: Jest za to samo mięcho, wszystko się tu zgadza od A do Z. Tradycyjnie Iommi i Dio kojarzą się z jednym wydawnictwem koncertowym, czyli Live Evil. Według mnie jest to najsłabszy krążek dokumentujący erę Dio na wokalu, bo live z Hammersmith 1981 (można dorwać jako bonus do Mob Rules, pojedynczo wyszedł jako limit) jest od niego lepsze, a Live From Radio City Music Hall przebija obie te płyty. Wszystko, czego można byłoby oczekiwać od tej inkarnacji Black Sabbath, znajduje się na tej płycie. Generalnie o ile ciężar Sabbath kojarzy się zwykle z numerami z czasów Ozza, a potem to już były jakieś tęcze, anioły i inne rycerzyki, będące domeną Dio. To złudne wrażenie jest z człowieka bezwzględnie odrywane, kiedy zostanie on skonfrontowany z płytą-potworem, jaką jest Dehumanizer. I bardzo podoba mi się, że zamiast żywiołowego otwarcia w postaci np. Neon Nights (tego rodzaju piosenki oczywiście też tu znajdziemy) dostajemy na start After All (The Dead). Nie jestem fanem rozwlekania utworu Heaven and Hell do 15 minut, co Black Sabbath notorycznie robiło, ale idzie przełknąć ten wykon. Zespół wydał też potem zapis koncertu z Wacken, również bardzo dobry, ale krótszy, zawierający za to kompozycje z finałowej płyty Black Sabbath, czyli The Devil You Know. Obie pozycje są godne polecenia, choć Radio City z uwagi na swą długość, jak i nieco lepszą kondycję wokalną RJD wskazałbym jako tytuł, z którym należy zapoznać się w pierwszej kolejności.

19. Blaze Bayley – The Night That Will Not Die

Obrazek

Koncertówka, która w zasadzie zamyka etap złotych lat solowej twórczości Blaze'a. Co prawda pochodzi jeszcze sprzed czasów Promise and Terror, ale wspomniany album nie dostał wydawnictwa live, a potem było już... Różnie. W każdym razie tutaj dostajemy naprawdę smaczny zestaw piosenek z każdej solowej płyty Bayleya, a ponadto kilka coverów wiadomej kapeli. Blaze dysponował wówczas świetnymi instrumentalistami, to byli goście z jakiegoś deathowego (?) zespołu i naprawdę się przykładali do swojej roboty, co wyraźnie słychać. Całość jest za ich sprawą naprawdę intensywna i jak człowiek sobie porówna te nagrania z ostatnimi koncertówkami BB, to ma takie "Ech, ależ chłop to spierdolił...". No nic, TNTWND, jak sam tytuł wskazuje, nigdzie się nie wybiera i całe szczęście, że można do tamtej nocy wracać, kiedykolwiek tylko się chce. Znajduje się tu piękny wykon świetnego numeru Maiden, czyli Edge of Darkness. Dziwi mnie, że Blaze omija ten numer, kiedy układa sety na swoje koncerty, bo to przecież rewelacyjna kompozycja i całe szczęście, że załapała się na ten live album. Wskazany album to zasadzie bardzo dobra wizytówka solowego Blaze'a - szkoda tylko, że już od dawna nieaktualna.

As mankind hurled itself forever downwards into the bottomless pit of eternal chaos, the remnants of civilization screamed out for salvation - redemption roared across the burning sky... The Painkiller
Deleted User 8263

Re: TOP 25 koncertówek wyzwanie - Schizoid

Post autor: Deleted User 8263 »

"Ech, ależ chłop to spierdolił...".
Nie wiem czy spierdolił, rynek i słuchacze nie wsparli finansowo wysokobudżetowego Blaze'a, który wszystko co zarobił w Maiden zainwestował w swój solowy zespół. Granie z Absolvą to sposób na płacenie rachunków, a moim zdaniem jest to przesadnei krytykowane.
Awatar użytkownika
Zajzajer
-#Clansman
-#Clansman
Posty: 4930
Rejestracja: ndz cze 22, 2025 1:25 am
Skąd: Bat Country

Re: TOP 25 koncertówek wyzwanie - Schizoid

Post autor: Zajzajer »

notka mi poszła, to jeszcze raz:

Spróbuje odtworzyć z pamięci: Black Sabbath tylko z Ozzym słucham. Puszczałem kiedyś płyty z Dio czy Martinem, ale to było 20+ lat temu, no i nie siadło, Nomad mi kiedyś puszczał coś z Dehumanizera i też mi nie siadło, powiedziałem że włączam Dua Lipe i tak słuchaliśmy na zmiane. Raz jego kawałek raz mój.

Blaze w Maiden jak nabardziej ok, solowe płyty 3 pierwsze słuchałem, ale już nie pamiętam. Jedynie jeszcze Ten Seconds mi lata po głowie, bo tez był na składance teraz rocka i często tej składanki słuchałem i jakoś się ostał. Nie jestem odpowiednią osobą żeby się wypowiadać na temat tych koncertówek, bo ich nie słuchałem, ale tak moje 3 grosze.
Still Reigning...
Awatar użytkownika
Schizoid
-#The Alchemist
-#The Alchemist
Posty: 12230
Rejestracja: śr cze 25, 2014 3:01 pm

Re: TOP 25 koncertówek wyzwanie - Schizoid

Post autor: Schizoid »

Dzosef pisze: pt lip 04, 2025 1:46 am
"Ech, ależ chłop to spierdolił...".
Nie wiem czy spierdolił, rynek i słuchacze nie wsparli finansowo wysokobudżetowego Blaze'a, który wszystko co zarobił w Maiden zainwestował w swój solowy zespół. Granie z Absolvą to sposób na płacenie rachunków, a moim zdaniem jest to przesadnei krytykowane.
IMO spierdolił. Absolvę jako backing band można oceniać lepiej lub gorzej, ale te ostatnie koncertówki wypadają po prostu blado w porównaniu to TNTWND i mówię tu strice o stronie produkcyjnej. Przecież te dwa albumy z Czech i Francji brzmią tak płasko i plastikowo, że można się zastanawiać, czy Blaze nie jest fanem brzmienia VXI... Te kilkanaście lat temu BB brzmiał jak profesjonalny zespół, który ma sporo do powiedzenia, a obecnie brzmi raczej jak kapela hobbystów. Czy finansowo ma to ręce i nogi? Pewnie tak, choć ja oceniam to z perspektywy artystycznej, bo nie jestem księgowym Bayleya, tylko jego słuchaczem.

As mankind hurled itself forever downwards into the bottomless pit of eternal chaos, the remnants of civilization screamed out for salvation - redemption roared across the burning sky... The Painkiller
Awatar użytkownika
Mr. M
-#Nomad
-#Nomad
Posty: 5800
Rejestracja: pt sty 08, 2010 4:21 pm

Re: TOP 25 koncertówek wyzwanie - Schizoid

Post autor: Mr. M »

Schizoid pisze: pt lip 04, 2025 12:05 am Zespół wydał też potem zapis koncertu z Wacken, również bardzo dobry, ale krótszy, zawierający za to kompozycje z finałowej płyty Black Sabbath, czyli The Devil You Know.
Rozumiem, że "13" już nie traktujemy jako albumu Black Sabbath? :mryellow:

Sabbath z Dio zawsze na wielkim propsie. Żałuję, że nie wyszła żadna oficjalna koncertówka z trasy Dehumanizer, wtedy zespół był w wielkim gazie, a u Dio nie było jeszcze słychać upływu lat, jak w czasach Heaven & Hell, i świetnie mu wychodziły również kawałki Ozzy'ego. Na szczęście mamy internet i bootlegi, więc można sobie to zrekompensować, np. wykonaniem War Pigs z koncertu poniżej.

https://youtu.be/XRSDWmIWdUA

No i warto też wspomnieć o 2 koncertach z Halfordem, chyba mój ulubiony bootleg wszech czasów.
Awatar użytkownika
Schizoid
-#The Alchemist
-#The Alchemist
Posty: 12230
Rejestracja: śr cze 25, 2014 3:01 pm

Re: TOP 25 koncertówek wyzwanie - Schizoid

Post autor: Schizoid »

18. Blue Oyster Cult – On Your Feet or on Your Knees

Obrazek

Blue Oyster Cult wielkim zespołem jest... To znaczy, był. I to raczej tylko w USA, bo na pewno nie w Polsce, gdzie jakimś trafem umknął uwadze opinii publicznej. On Your Feet or on Your Knees to koncertówka z 1975, a więc nagrana jeszcze przed największym komercyjnym sukcesem zespołu, którego chyba nie trzeba wspominać z tytułu. Skoro tak, to repertuar kończy się na Secret Treaties, czyli trzecim krążku grupy. Trzeba przyznać, że był to idealny moment na wydanie live'a. "Czarno-biała trylogia", jak fani zwykli nazywać pierwsze dzieła BOC, pełna jest genialnych kompozycji - i w zasadzie większość z nich uwzględniono na On Your Feet or on Your Knees. Są więc tutaj i bardziej balladowe momenty, jak Then Came the Last Days of May, ale również zadziorne hard 'n' heavy w postaci Harvester of Eyes czy Hot Rails to Hell. Jasne, bez numerów pokroju Godzilla i Burnin' for You wydawnictwo koncertowe BOC może wydawać się nieco niekompletne, ale płytka nadrabia te braki, oferując słuchaczowi przekrojową jazdę z uwzględnieniem wielu kompozycji z wcześniejszych długograjów. Lubię ten materiał za koncertowy vibe. To może brzmieć jak masło maślane, bo przecież mowa o koncertówce, ale On Your Feet or on Your Knees rzeczywiście sprawia wrażenie solidnej dokumentacji z czasów Secret Treaties. BOC ma na koncie wiele live albumów, lepszych i gorszych, ale ten to pozycja totalnie klasyczna - zasłużenie.

17. Thin Lizzy – Live and Dangerous

Obrazek

Kolejny kontrowersyjny tytuł, bo wiadomo, jak z tym "Live" było. Natomiast nie zmienia to faktu, że LaD to swoiste the best of Thin Lizzy i lektura obowiązkowa dla fanów zespołu, a nawet szerzej: klasycznego rocka, czy miejscami kiełkującego metalu. Nie wiem, ilu znanych muzyków spędzało godziny na rozszyfrowywaniu każdego riffu, solówki i przejścia słyszanego na LaD, ale zakładam, że było ich w pizdu. Ponownie: ciężko na jednym, nawet podwójnym krążku, zawrzeć wszystko to, co sprawiło, że Thin Lizzy stało się zespołem wielkim. Natomiast na pewno jest to materiał reprezentatywny dla twórczości Thin Lizzy i trafnie wskazujący na najbardziej charakterystyczne jego cechy. Dla mnie najjaśniejszym momentem wskazanej płyty jest piękny wykon Massacre, no ale jak już wspomniałem, naprawdę nie ma się tu czego doczepić. Niedawno wyszedł potężny box Live and Dangerous, zawierający różne koncerty i trwający 9,5h. Nie porwałem się jeszcze na to wydawnictwo, ale kiedyś trzeba będzie z kronikarskiego obowiązku zbadać ten temat :)

16. David Bowie - Live Nassau Coliseum '76

Obrazek

Jest to kolejne wydawnictwo, które przez lata funkcjonowało w obrocie fanowskim jako bootleg, a dopiero dekady po fakcie zostało wydane oficjalnie. Dlaczego tyle zwlekano? Nie mam pojęcia, bo mowa o sztosie absolutnym, będącym świetną pamiątką z (najlepszej według mnie) ery Bowiego, czyli Station to Station. O tym, w jakim stanie (a raczej stanach :lol: ) psychicznym znajdował się wówczas sam Bowie, można by napisać książkę. Powiedzmy, że wówczas regularnie odbywał podróże międzygwiezdne... Natomiast na tej koncertówce nie słychać żadnego spadku formy, wręcz przeciwnie. Wszystko zagrane jest tutaj na pełnej kurwie, ewidentnie słychać rok 1976 i wszystko, co za tym idzie. Nassau to z jednej strony Bowie wysublimowany, nadal pozostający w pewnym nihilistycznym dystansie do wszystkiego wokół, ale z drugiej jest to Bowie-rockowe zwierzę. Te kontrasty poniekąd dostrzegalne są na samej płycie Station to Station, ale są jeszcze bardziej uwypuklone na wskazanej koncertówce, gdzie David żongluje klimatami. Zerknąłem teraz na RYM i zaskoczyłem się widząc, że to najlepiej oceniany live Bowiego (4,07, zaraz potem jest nieco młodszy, ale jakże inny pod każdym względem materiał z czasów Heroes). Zaskoczyłem się, bo jak już pisałem, nie jest to pozycja klasyczna, nie obrosła powszechnym kultem. Natomiast biorąc pod uwagę samą zawartość Live Nassau Coliseum '76 nie jest to dziwne, bo to naprawdę Bowie w swojej najlepszej odsłonie. Surowy, bezkompromisowy i żywiołowy. Sporo tu wykonów lepszych od ich studyjnych odpowiedników, z naciskiem na piosenkę Diamond Dogs. Ogólnie przedobra rzecz. David Bowie ma na koncie chyba rekordową liczbę mocarnych koncertówek i wahałem się, czy nie postawić na coś innego (hiciarskiego Glastonbury 2000 lub Look at the Moon z ery Earthling, też jazda bez trzymanki), ale Nassau rozbija bank i tyle.

As mankind hurled itself forever downwards into the bottomless pit of eternal chaos, the remnants of civilization screamed out for salvation - redemption roared across the burning sky... The Painkiller
Awatar użytkownika
Schizoid
-#The Alchemist
-#The Alchemist
Posty: 12230
Rejestracja: śr cze 25, 2014 3:01 pm

Re: TOP 25 koncertówek wyzwanie - Schizoid

Post autor: Schizoid »

Mr. M pisze: pt lip 04, 2025 12:58 pm
Schizoid pisze: pt lip 04, 2025 12:05 am Zespół wydał też potem zapis koncertu z Wacken, również bardzo dobry, ale krótszy, zawierający za to kompozycje z finałowej płyty Black Sabbath, czyli The Devil You Know.
Rozumiem, że "13" już nie traktujemy jako albumu Black Sabbath? :mryellow:

Sabbath z Dio zawsze na wielkim propsie. Żałuję, że nie wyszła żadna oficjalna koncertówka z trasy Dehumanizer, wtedy zespół był w wielkim gazie, a u Dio nie było jeszcze słychać upływu lat, jak w czasach Heaven & Hell, i świetnie mu wychodziły również kawałki Ozzy'ego. Na szczęście mamy internet i bootlegi, więc można sobie to zrekompensować, np. wykonaniem War Pigs z koncertu poniżej.

https://youtu.be/XRSDWmIWdUA

No i warto też wspomnieć o 2 koncertach z Halfordem, chyba mój ulubiony bootleg wszech czasów.
Tak, 13 to dla mnie jakiś dziwny twór, którego nie uznaję za finał dyskografii Black Sabbath. Jest to album zrobiony na siłę, odgrzewanie kotletów i to w bardzo bezwstydny, niejednostkowy sposób. Nad tym wszystkim unosi się straszliwie brzmiący autotune Ozzy'ego. Niezwykłym paradoksem jest dla mnie to, że w ramach sesji 13 nagrano całkiem sporo fajnych numerów, które potem wyszły na specjalnych wersjach 13 jako bonusy (np. Methademic) i na EPce The End. Gdyby tak to wszystko pozbierać do kupy i dokonać stosownej redukcji w obrębie tracklisty, to mielibyśmy naprawdę git płytę. Natomiast zostaliśmy z tym, co mamy i budzi to we mnie pewien niesmak. The Devil You Know przynajmniej jest oryginalne, a Breaking Into Heaven stanowi bardzo dobre pożegnanie z Black Sabbath.

Te koncerty z Halfordem były ciekawe, również z uwagi na towarzyszące im okoliczności :) Nie wszystko wychodziło mu jakoś super, ale ogólnie fajnie, że coś takiego miało miejsce. Na pewno są to interesujące punkty w historii Black Sabbath i samego Halforda. Trochę szkoda, że nie doszło potem do jakiegoś collabu Iommi/Halford, bo mogłoby to mieć fajny potencjał.

As mankind hurled itself forever downwards into the bottomless pit of eternal chaos, the remnants of civilization screamed out for salvation - redemption roared across the burning sky... The Painkiller
ODPOWIEDZ