Top 50 płyt - wyzwanie - Caracalized

Zbiór ankiet i Waszych opinii dotyczących innych zespołów.

Moderator: Administracja i Moderacja SanktuariuM

Awatar użytkownika
Caracalized
-#Assassin
-#Assassin
Posty: 2005
Rejestracja: śr maja 21, 2025 4:53 pm
Skąd: Catland

Top 50 płyt - wyzwanie - Caracalized

Post autor: Caracalized »

Omijając przydługi i zbędny wstęp, jeszcze nie zaczynam, ale temat może być założony zawczasu ;) Zabawa się rozpocznie, kiedy kolega Zajzajer zakończy swój własny ranking, a podejrzewam, że w przeciągu najbliższych dwóch tygodni powinno to nastąpić.

Dla jasności wypunktuję pewne rzeczy:

- na wykonawcę przypada jeden album,
- płyty idą od ostatniego do pierwszego miejsca, z czego jednak poszczególne cyferki nie mają jakiegoś wielkiego znaczenia, i jeżeli jakieś wydawnictwo jest na ostatnim miejscu to nie znaczy, że lubię je właściwie najmniej z tej pięćdziesiątki, po prostu ustaliłem sobie klucz, wg. którego album nr 50 moim zdaniem powinien rozpocząć ten ranking, ale wszyscy wiemy, jak jest z pierwszymi dziesięcioma miejscami zazwyczaj, gdzie znajdują się płyty absolutnie wyjątkowe dla nas,
- tak, ustaliłem sobie pewien klucz, według którego te LP będą ustawiane obok siebie czy w ogóle pozycjonowane; jaki to jest klucz, jest to moje własne zmartwienie, czasem to może się wydawać sensowne, czasem bezsensowne, ale sam najlepiej wiem jak chcę, by ta lista została ułożona,
- różne kierowały mną powody, dla których postanowiłem coś uwzględnić w tym topie, częstym powodem może być zwykły wstrząs poznawczy, przez który dana płyta nadal ze mną jest i nie obędę się bez niej przez najbliższe lata, innym to, że po prostu, uważam daną płytę za coś naprawdę wspaniałego; nie do wszystkich pozycji przekonałem się od razu, niektóre dopiero po którymś razie mnie uderzyły, innym zawdzięczam swoją egzystencję jako twórca, innym zawdzięczam swoją egzystencję jako słuchacz, nie wiem jakie inne abstrakcyjne powody można jeszcze tutaj znaleźć,
- takie rankingi są dla mnie nieco irracjonalne i trzeba pamiętać, że to nie będzie tak precyzyjne jakby można było chcieć, niektórych z tych płyt za parę lat prawdopodobnie nawet w honorable mentions by nie było, ale spróbuję to zrobić tak dobrze jak mogę,
- poniższa lista będzie podążała za moimi własnymi preferencjami, nie gustem innych użytkowników forum, to że wam coś się nie podoba to nie znaczy, że innym też ma się nie podobać (na odwrót zresztą tak samo),
- dodatkowo, pokolorowane będą tytuły, które mam na fizycznych nośnikach: cd, winyl, oba te formaty,
- i to chyba tyle, jak coś mi się przypomni to dopiszę

Miłego oczekiwania na pierwsze trzy tytuły :D
Ostatnio zmieniony pt wrz 12, 2025 7:57 pm przez Caracalized, łącznie zmieniany 2 razy.
Awatar użytkownika
Zajzajer
-#The Alchemist
-#The Alchemist
Posty: 10110
Rejestracja: ndz cze 22, 2025 1:25 am
Skąd: Bat Country

Re: Top 50 płyt - wyzwanie - Caracalized

Post autor: Zajzajer »

A najpierw jedziesz HM czy top 50? a HM gdzieś po drodze?

Super nie mogę się doczekać, im więcej userów robi takie rankingi tym lepiej :)
Zajzajer on the Road 2026:
Awatar użytkownika
Caracalized
-#Assassin
-#Assassin
Posty: 2005
Rejestracja: śr maja 21, 2025 4:53 pm
Skąd: Catland

Re: Top 50 płyt - wyzwanie - Caracalized

Post autor: Caracalized »

Właśnie, zapomniałem dopisać kiedy HM się pojawi, już to poprawiłem :D
Awatar użytkownika
blackcocker
-#Moderator
-#Moderator
Posty: 12641
Rejestracja: czw cze 14, 2018 9:04 pm
Skąd: HerbacianePolaBatumi

Re: Top 50 płyt - wyzwanie - Caracalized

Post autor: blackcocker »

Zmień kolor dla CDków, bo słabo się wyróżnia. Podoba mi się ten pomysł z dodatkowym zaznaczaniem kolekcji :D
#blackcocker2023

Najlepszą prozę pisze życie.
Ostatni jest wtedy, kiedy idziesz rzygać.
Nic nas nie zatrzyma.
Jak się ma dupę, to trzeba powiedzieć "dupa".
Twoje jebie, ale że śmierdzi.

07: Opeth, Opeth
08: Judas Priest, Savatage
09: Antimatter(?)

***OFFICIAL PAULINA DAMASKE FANKLUB***
Awatar użytkownika
Caracalized
-#Assassin
-#Assassin
Posty: 2005
Rejestracja: śr maja 21, 2025 4:53 pm
Skąd: Catland

Re: Top 50 płyt - wyzwanie - Caracalized

Post autor: Caracalized »

Jak te tytuły pogrubię to ten niebieski będzie lepiej widoczny. Chyba, że wolisz zielony lub różowy :P
Awatar użytkownika
blackcocker
-#Moderator
-#Moderator
Posty: 12641
Rejestracja: czw cze 14, 2018 9:04 pm
Skąd: HerbacianePolaBatumi

Re: Top 50 płyt - wyzwanie - Caracalized

Post autor: blackcocker »

Różowy brzmi perfekcyjnie :D ale to twoja lista, zobaczymy jak wyjdzie w praniu
#blackcocker2023

Najlepszą prozę pisze życie.
Ostatni jest wtedy, kiedy idziesz rzygać.
Nic nas nie zatrzyma.
Jak się ma dupę, to trzeba powiedzieć "dupa".
Twoje jebie, ale że śmierdzi.

07: Opeth, Opeth
08: Judas Priest, Savatage
09: Antimatter(?)

***OFFICIAL PAULINA DAMASKE FANKLUB***
Awatar użytkownika
Zajzajer
-#The Alchemist
-#The Alchemist
Posty: 10110
Rejestracja: ndz cze 22, 2025 1:25 am
Skąd: Bat Country

Re: Top 50 płyt - wyzwanie - Caracalized

Post autor: Zajzajer »

@Caracalized a będziesz wypisywał ulubione utwory przy danej płycie?
Zajzajer on the Road 2026:
Awatar użytkownika
Caracalized
-#Assassin
-#Assassin
Posty: 2005
Rejestracja: śr maja 21, 2025 4:53 pm
Skąd: Catland

Re: Top 50 płyt - wyzwanie - Caracalized

Post autor: Caracalized »

Tak :D
Awatar użytkownika
Caracalized
-#Assassin
-#Assassin
Posty: 2005
Rejestracja: śr maja 21, 2025 4:53 pm
Skąd: Catland

Re: Top 50 płyt - wyzwanie - Caracalized

Post autor: Caracalized »

50. Funeral - "Tragedies" (1995)

Obrazek

Do dwóch pierwszych utworów z tej płyty wracam szczególnie, ale cały album jest godny uwagi absolutnie każdego śmiertelnika; przepiękne kobiece wokale, posępna nieco jesienna (tak, ta okładka!) atmosfera i bardzo wolne doomowe riffy. Całościowo, nie jest ta muzyka bardzo odległa od My Dying Bride, szczególnie w zamykającym krążek Moment in Black echa tej kapeli są słyszalne dzięki tym skrzypcom. Jest pogrzebowo, więc nie bez powodu to jest funeral doom metal właśnie, a nie na przykład wedding doom metal. Smutne jest to, że 2/5 składu z tej płyty popełniło samobójstwo; Einar Andre Friedriksen i Christian Loos zostawili po sobie jeden z moich ulubionych albumów, więc warto ich wspomnieć.

Ulubione utwory: Taarene, Under Ebony Shades

49. Silencer - "Death - Pierce Me" (2001)

Obrazek

DAVID DRAIMAN ICH NIENAWIDZI! ZOBACZ DLACZEGO :mrgreen:

Nie będę ukrywał, że zespół ten poznałem dzięki historii o Nattramnie, która od wieków lata po internecie. Zresztą, kto nie poznał Silencer dzięki właśnie tej miejskiej legendzie i różnym niedopowiedzeniom? Niemożliwe jest to, by samemu usunąć sobie dłonie bez wykrwawienia się na śmierć i zastąpić je świńskimi racicami, ciężko powiedzieć na ile prawdą jest to, że Nattramn się ciął podczas nagrywania wokali do tego albumu i zamykał w trumnie mając klaustrofobię; to ostatnie mogło mi się pomylić z czymś innym, nie jestem pewien czy była o tym mowa kiedykolwiek. I to, że zaatakował dwie dziewczynki siekierą po ucieczce z psychiatryka również okazało się nieprawdą, dopuścił się tego jego brat, który niedługo po tym incydencie zabił się pod prysznicem. Ale mówiło się, że sam zainteresowany też wylądował w szpitalu psychiatrycznym niedługo po nagraniu Death - Pierce Me, a potem zarejestrował w nim materiał do swojego ambientowo-noise'owego projektu Diagnose: Lebensgefahr. Istnieją nawet teorie, że Nattramn nie istnieje i cała otoczka związana z nim była wymysłem założyciela Silencer, gitarzysty/basisty Leere'a, a wokale nagrał Rainer Landfermann, który przez krótki czas udzielał się w Bethlehem i nagrał z nimi ich najbardziej uznany album Dictius Te Necare. Styl jest rzeczywiście bardzo podobny do Nattramna, co ciekawe Silencer było nawet podpięte pod tę samą wytwórnię co Bethlehem, bębny do Death-Pierce Me nagrał perkusista, który również udzielał się w niemieckim zespole, dużo jest tu powiązań z Bethlehem, nawet wokalista Shining, który sam opowiadał, że przez jakiś czas trzymał się z Nattramnem, był potem przez jakiś czas w Bethlehem. I samo Bethlehem też ponoć było ulubionym zespołem Nattramna!

Ale abstrahując od tego co jest prawdą, a co nie, muzyka na tym krążku jest absolutnie świetna, ma naprawdę mocny klimat i te krzyki są naprawdę obłąkańcze. Jak pierwszy raz puściłem tę muzykę to byłem pod wrażeniem jak nietuzinkowo te wokale brzmią i miałem takie wtf, trochę tak jakby King Diamond wył z bólu i po prostu był tak z 15 razy bardziej pojebany niż jest i cięższy emocjonalnie. To jest acquired taste, zrozumiałe że łatwo się od tego odbić, ale ja uwielbiam tę estetykę i to jak Nattramn się rani przy wypuszczaniu swojej duszy z gardzieli. I instrumentalnie zawsze tu słyszę jedne z najlepszych zagrywek i przejść na świecie, intro do The Slow Kill in the Cold to jeden z moich ulubionych momentów na tym albumie, o ile nawet nie ulubiony, tylko szkoda, że potem cały utwór nie robi już na mnie aż takiego wrażenia, lecz nadal nie jest zły, po prostu wydaje mi się nieco słabszy od innych rzeczy na tej płycie. Sterile Nails and Thunderbowels może być dyskusyjnie najciekawszą kompozycją tutaj, ma wspaniałe twisty i potem w drugiej połowie wchodzi to rozkurwiające przyśpieszenie, zawsze robiące na mnie wrażenie, ciężko przy tym nie headbangować; uwielbiam dynamikę w całym tym utworze, ale w ogóle i na całym tym longplay'u spokojniejsze momenty tak dobrze się przeplatają z tymi bardziej przesterowanymi.

Dlaczego David Draiman nienawidzi Silencer? Już abstrahuję od tego, że nigdy być może nawet o nich nie słyszał xD Bo stosunkowo niedawno się dowiedziałem o tym, że na tym albumie są antysemickie treści, konkretnie w utworze I Shall Lead, You Shall Follow, ale i na początku Taklamakan coś się pojawia. To co mogę powiedzieć to to, że to jest sztuka, która zależy od odbierającego i mówią, aby zaakceptować świat takim jaki jest i pogodzić się z tym, że różne okropieństwa istniały, istnieją i istnieć będą. Moim zdaniem, to się nie różni dużo od Cannibal Corpse czy generalnie death metalowych czy noise'owych zespołów, których teksty są z punktu widzenia psychopatów, nekrofilów, różnych seryjnych morderców czy prawdopodobnie nawet dyktatorów, a I Shall Lead, You Shall Follow, czytałem taką ciekawą interpretację, może być po prostu z punktu widzenia pewnego obłąkanego Austriaka, który pod koniec swojej egzystencji siebie odrąbał. Nattramn prawdopodobnie jest antysemitą i neonazistą, na swojej stronie przez pewien czas nawet miał koszulkę z nazistowskim symbolem czarnego słońca, ale lubię muzykę, a nie teksty, które czasem są po prostu dosyć niedołężnie tutaj napisane i tak. To jest black metal i można udawać, że to po prostu zostało umieszczone w celu zwykłego szokowania. Chuj z tego, że Nattramn jest neonazistą, teoretyczne poglądy nie są dużo gorsze od rzeczywistych akcji popełnionych przez innych black metalowców, którzy do tej pory są czczeni i do albumów których się ludziska spuszczają, chociażby Burzum i takie Filosofem, które jest powszechnie czczone czy na Rate Your Music czy w innych miejscach w internecie, i co więcej, Vikernes też jest neonazistą, ale ludzie i tak będą Burzum słuchać i czcić. Lecz tak, ja też nie jestem za tym, aby sztuka była cenzurowana, bo ona jak najbardziej powinna być dostępna i każdy powinien odpowiadać za siebie i swoje czyny i decydować w jaki sposób traktować to z czym obcuje. I tak, głupie teksty Nattramna wcale nie są gorsze od podpisywania izraelskich bomb przez wokalistę Disturbed, bo to tylko teksty i nikt nie musi się z nimi utożsamiać. Ale ciekawe, że przez tyle lat, ile znam Silencer, od 2013 roku, dopiero trzy lata temu gdzieś doszły mnie słuchy o antysemickich treściach w ich muzyce, a lepiej w to zajrzałem dopiero wczoraj i w tych różnych creepypastach o Nattramnie nie było mowy ani razu o jakimkolwiek antysemityzmie! I też tak długo jak szukałem różnych informacji o nim w ogóle to nie udało mi się natrafić na to.

Ulubione utwory: Sterile Nails and Thunderbowels, Taklamakan

48. Avenged Sevenfold - "Waking the Fallen" (2003)

Obrazek

Przez długi czas nie słuchałem Avenged Sevenfold i wróciłem do nich dopiero ostatniej jesieni, pierwszy raz od czasów gimnazjalnych, czyli jakichś... 13 lub 14 lat. Właściwie to nie byłem nawet jeszcze w gimnazjum jak się nimi zafascynowałem, było to w okresie przejściowym między gimnazjum, a podstawówką, w wakacje roku 2010. Pamiętam, że zaczęło się od Bat Country, którego fragment słyszałem w teaserze do jednego Guitar Hero; to właśnie ta seria gitarowych gier była poniekąd moim edukatorem i dzięki niej dowiedziałem się o istnieniu muzyki takich zespołów jak Rush, Judas Priest, Black Label Society, Slipknot czy właśnie Avenged Sevenfold. Można powiedzieć, że niejedno Guitar Hero zawdzięczam, być może nie umiejętność gry na sześciostrunówce, wiadomo że nie nauczymy się grać na gitarze przy GH, ale nakierowanie na muzykę pewnych kapel jak najbardziej. I to co lubiłem w Avenged Sevenfold lubiłem potem w innych zespołach, mają ten klasyczny sznyt, którego by się nie powstydziło Iron Maiden czy Uriah Heep albo Wishbone Ash, bo i z ich muzyką Avenged Sevenfold mi się kojarzyło jak do nich wróciłem te kilka miesięcy temu. I to co również uwielbiam w tym zespole to to, że nie boją się eksperymentować i iść w rejony nieoczekiwane przez ich fanów.

I od tego czasu jak do nich wróciłem awansowali i znaleźli się ponownie w panteonie moich ulubionych zespołów. Lubię całą dyskografię, może Hail to the King jest słabsze, ale nawet tam jest parę fajnych numerów. Dlatego, że postawiłem sobie takie ograniczenie jakie postawiłem, musiałem wybrać tylko jeden album. Mogłem wybrać City of Evil, które jest napakowane mnóstwem wspaniałych kompozycji, do których wracam bardzo często, ale nadal są tam momenty, których szczególnym fanem nie jestem, chociażby jedno Strength of the World, które mnie jakoś ekstra nie przekonuje na ten moment, lubię to, że jest nieco inne od pozostałych utworów dzięki temu westernowemu intro, ale ogólnie... cóż, co mogę powiedzieć, fanem tego kawałka nie jestem po prostu. Za to Waking the Fallen nie ma dla mnie wyraźnie słabszego momentu i właśnie dlatego postawiłem na ten, a nie inny longplay A7X. Cała ta muzyka brzmi tak, jakby była większa niż życie, mam wrażenie przy jej słuchaniu, że oni potraktowali ją tak, jakby nigdy mieli potem niczego więcej nie nagrywać i dali z siebie tyle ile po prostu mogli. Bo szczerze, ta płyta ma vibe jakiegoś pożegnalnego wydawnictwa, mimo że pożegnalne nigdy prawdopodobnie nie miało być. Ale czy to było pożegnanie z pewną estetyką i konwencją? Być może tak można to potraktować, gdyż potem nie nagrali podobnej płyty, City of Evil to jest heavy/power metal pozbawiony tego metalcore'owego czy melodic death metalowego pierwiastka. A Waking the Fallen to, właśnie, album głęboko jeszcze inspirowany dokonaniami między innymi takiego In Flames. Te utwory, są naprawdę wzniosłe, mają to metalcore'owe brzmienie, jakieś screamy, ale jednocześnie są czyste wokale, które dodają temu jakiejś... nie wiem, czego, szlachetności? Kocham ten album mimo że fanem metalcore'u nigdy nie byłem, ale tutaj jest dużo więcej i dlatego warto tę płytę sobie obczaić. Z tego co wiem, M. Shadows bije na głowę wielu wokalistów, w tym i tego od In Flames, gdzie o ile screamy czy growle są dla mnie akceptowalne, to brzmienie tych czystych wokali naprawdę potrafi mnie boleć nieraz, a Matt ma bardzo fajną barwę tego głosu i dlatego dobrze mi się go słucha. Ogólnie, dużo tu jest świetnych riffów i twistów różnorakich wszelakich, a Remenissions to już w ogóle jest jakiś niesamowity rollercoaster, prawdopodobnie mój ulubiony kawałek tutaj, sporo się w nim dzieje. I chyba dzięki wrocławskiemu koncertowi naprawdę pokochałem Chapter Four, ten utwór jest taki piękny i zawsze mnie biorą te dzwony w nim! Przez te niespełna 70 minut ta muzyka po drodze niczego nie traci, uwielbiam przejścia między niektórymi utworami (Desecrate Through Reverence i Eternal Rest!), kocham hooki w tych kawałkach i... ehh, co mogę sensownego tutaj powiedzieć? Kocham kocham kocham i jeszcze raz kocham!

Ulubione utwory: Remenissions, Desecrate Through Reverence, I Won't See You Tonight Part I
Ostatnio zmieniony ndz lip 20, 2025 9:57 am przez Caracalized, łącznie zmieniany 4 razy.
Awatar użytkownika
Zajzajer
-#The Alchemist
-#The Alchemist
Posty: 10110
Rejestracja: ndz cze 22, 2025 1:25 am
Skąd: Bat Country

Re: Top 50 płyt - wyzwanie - Caracalized

Post autor: Zajzajer »

Zajebisty wybór z tym A7X :) fajnie się czytało. Pozostałych dwóch płyt nie znam. A Strength to chyba mój nr 1 A7X ale nic nie zdradzam jeszcze xD
Zajzajer on the Road 2026:
Awatar użytkownika
Caracalized
-#Assassin
-#Assassin
Posty: 2005
Rejestracja: śr maja 21, 2025 4:53 pm
Skąd: Catland

Re: Top 50 płyt - wyzwanie - Caracalized

Post autor: Caracalized »

47. Scorpions - "Taken By Force" (1977)

Obrazek

Początkowo na liście miało być In Trance, do utworów z którego na przestrzeni lat chyba największą ilość razy wracałem, lecz jako płyta całościowo Taken By Force robi lepszą robotę. I tu nie brakuje potężnych bangerów na miarę Dark Lady czy Longing for Fire. Co my tu mamy? Rozpoczynające longplay mega energiczne Steamrock Fever, którego Einsturzende Neubauten by się nie powstydziło przez tę wiertarkę! Byłoby na wyrost stwierdzać, że Scorpions to eksperymentalny zespół, ale te efekty są po prostu świetne. I bardzo chwytliwy refren, lecz u tej kapeli nie jest to coś wychodzącego poza normę. Cały krążek jest niesamowicie równy od A do Z i nie brakuje na nim ani energicznego hard rocka czy nawet heavy metalu ani pięknych ballad. I Uli Jon Roth chyba na swoje wyżyny gitarowe się tutaj wspiął, wystarczy posłuchać samego The Sails of Charon.

Ulubione utwory: The Riot of Your Time, We'll Burn the Sky, Steamrock Fever

46. Portrait - "Crossroads" (2014)

Obrazek

Mój ulubiony zespół heavy metalowy XXI wieku (no, może obok Avenged Sevenfold). Tak, to oni scoverowali utwór Judas Priest, który do tej pory nie został oficjalnie wydany na żadnym studyjniaku, Mother Sun. To jak bardzo zbliżyli się do oryginału w tym wykonaniu jest bardziej niż imponujące, dźwięk jest bardziej czysty i mniej obskurny, ale świetnie oddali ducha samej kompozycji i naprawdę, ten utwór byłby prawdopodobnie w top10 moich ulubionych nagrań Judas Priest, gdyby został oficjalnie wydany w wersji studyjnej. Nie mam pojęcia czy weszli z nim kiedykolwiek do studia, ale na samym YT od lat są dostępne wykonania live tego kawałka zarejestrowane w 1975 roku. Absolutnie, kocham atmosferę i to jak z minuty na minutę się ta ballada rozwija, zawsze miałem jakieś apokaliptyczne skojarzenia przy słuchaniu jej. Ten cover został upubliczniony w tym samym roku co Crossroads, nawet został umieszczony jako bonus na japońskiej edycji tego albumu. I o ile to nagranie jest wspaniałą ciekawostką, to nie wliczam go do całości tego wydawnictwa, gdyż ja sam mam wersję z podstawową tracklistą składającą się z samych autorskich utworów i cóż, po prostu bonusy to bonusy, nie bez powodu są zazwyczaj bonusami, gdyż nie zostały najprawdopodobniej nagrane z myślą o całości, bardziej lub mniej spójnej.

Klimat tego albumu nie odbiega właściwie jakoś bardzo od Mother Sun, tyle że całość nie jest może tak balladowa poza wstępem i finałowym Lily i jest zdecydowanie gęściej, szybciej i mocniej. To jest klasyczny heavy metal przywołujący na myśl dokonania Mercyful Fate i Kinga Diamonda, jest tu też oczywiście co nieco z Iron Maiden czy właśnie Judas Priest, wokal brzmi jak jakieś skrzyżowanie Matta Barlowa z Kimem Bendixem Petersenem, a przynajmniej mi zawsze głos tego wokalisty kojarzył się z tym pierwszym. Na wzór wcześniej wymienionych Duńczyków dzieje się tu nieco więcej niż tylko zwrotka - refren - zwrotka - solo - refren i tak dalej i tym podobne, może trochę przesadą jest mówienie, że to jakiś prog-metal od razu, ale posłuchajcie sobie przynajmniej samego Black Easter, fani instrumentalnego i kompozycyjnego kunsztu powinni to bez machnięcia ręką docenić. W obrębie całej płyty znajduje się trochę świetnych zagrywek czy melodii, kocham ekspresję wokalną w Lily, za każdym razem mam ciarki jak słucham tego utworu, riffowanie i groove w Our Roads Must Never Cross są nie do zajebania i te ostatnie 20 sekund w tym utworze zawsze mi gniecie jaja. Przez całe Crossroads dzieje się tyle wspaniałych rzeczy, że przesadą jest wybranie tylko trzech ulubionych utworów stąd, no ale cóż, jak się ograniczyło do wybrania nie więcej niż trzech kawałków to na coś się trzeba zdecydować.

Ulubione utwory: Lily, In Time, We Were Not Alone

45. Omen - "Battle Cry" (1984)

Obrazek

Kawał wyśmienitego epickiego heavy/power metalu, słuchałbym w nieskończoność tej płyty na zapętleniu. Banger na bangerze. Nic ciekawszego tu nie napiszę, po prostu kocham energię płynącą z tej muzyki i tę wzniosłość.

Ulubione utwory: Be My Wench, Battle Cry, Prince of Darkness
Awatar użytkownika
Caracalized
-#Assassin
-#Assassin
Posty: 2005
Rejestracja: śr maja 21, 2025 4:53 pm
Skąd: Catland

Re: Top 50 płyt - wyzwanie - Caracalized

Post autor: Caracalized »

44. Public Image Ltd - "The Flowers of Romance" (1981)

Obrazek

Moja ulubiona i prawdopodobnie najbardziej eksperymentalna płyta zespołu prowadzonego przez wokalistę Sex Pistols Johna Lydona, inaczej znanego również jako Johnny Rotten. PiL to zespół, do którego jakoś wyjątkowo rzadko wracam, a do którego wracać warto, bo jego muzyka jest naprawdę świetna, od początku Metal Box mnie oczarowało, niesamowicie spodobał mi się ich debiut z 1978 roku, ale trzeci długograj zrobił na mnie największe wrażenie i nie spodziewałem się, że usłyszę coś tak odmiennego od poprzedników, bardziej abstrakcyjnego i plemiennego w swojej istocie. O ile metalowe pudło znane również jako Second Edition sprawia, że jesteś na kwasie lub pod mocnym wpływem alkoholu, być może połączonego z proszkiem do prania, w jakimś klubie na jakiejś imprezie, takiej z laserkami, światełkami i sam nie wiem jeszcze czym, gdzie ta muzyka właśnie jest taka hipnotyczna i ma w sobie nieco dubowy posmak, to The Flowers of Romance sprawia, że jesteś na kwasie przy jakimś rytualnym obrzędzie. Czasem syntezatory sprawiają, że możesz się nawet znaleźć w jakimś chłodnym miejscu pod zniszczonymi budynkami, oczywiście pod wpływem jak najbardziej, Hymie's Hym bardzo mi przypomina jakiegoś Bowiego z berlińskiej trylogii, w Banging the Door te klawisze też dodają takiej jakiejś bezduszności. I Go Back mogłoby się nadawać do jakiegoś hip hopu czy rapu, jest taki blokowiskowo-pochmurny vibe w tym. Nie przeszkadza mi to, że snare ma takie brzmienie jakie ma, nie jest naprawdę daleki od tego, który jest w moim keyboardzie, ale podoba mi się to jak się wpasował tutaj w całość, jak manipulacja tymi ścieżkami i dźwiękiem jest dobra, jak to wszystko zostało zedytowane i ucięte, szczególnie w Track 8, te loopy, jaki klimat całość posiada. Co mogę powiedzieć? Pełno jest tu rzeczy, które uznaję za inspirujące i niesamowicie kreatywne.

Ulubione utwory: Track 8, Phenagen, Francis Massacre

43. Imperial Triumphant - "Alphaville" (2020)

Obrazek

Szkoda, że nie kupiłem tej płyty na winylu, tylko na CD, bo ta grafika po rozłożeniu (front pokazuje tylko górną połowę) wygląda naprawdę imponująco i warto wspomnieć, że została zaprojektowana przez naszego rodaka Zbigniewa Bielaka, który stoi również za okładkami do albumów Ghost. Nawet go spotkałem raz przy okazji krakowskiego koncertu Imperial Triumphant trzy lata temu i wydawał się naprawdę w porządku. Winyla na pewno kiedyś kupię też, ale przechodząc do muzyki, tak jak i przy poprzedniej pozycji, bardzo lubię jej eksperymentalny charakter i to jakie rzeczy się tutaj dzieją, death/black metal połączony z jazzem nie jest codziennością i nowojorczycy pokazali mi, że w metalu nadal można stworzyć coś świeżego, czy bardzo innowacyjnego, nie wiem, nie mam pojęcia jak dużo zespołów przed Imperial Triumphant łączyło ze sobą te dwa muzyczne światy, metalowe instrumentarium z improwizowanymi dęciakami, Naked City z Johnem Zornem krzyżowało nawet grindcore z free improvisation o ile dobrze kojarzę, ale do tej pory nie słyszałem, aby inna grupa wyrobiła taką abstrakcyjną wielkomiejską mieszankę, w której jakaś desperacja wyłania się z krzyków wokalistki Yoshiko Ohary w Atomic Age czy The Greater Good i fajnie, że bardziej retro klimaty są tutaj gdzieniegdzie wplatane i jakaś elektronika miejscami. Aby nie wprowadzać niezaznajomionych w błąd, głównym wokalistą jest Zachary Ezrin i growle są tutaj głównym instrumentem głosowym, ale świetnie, że na ich płytach gościnnie udziela się również ta Azjatka, bo jej krzyki naprawdę dodają takiego dodatkowego ciężaru tej muzyce, wokale w jednym miejscu w Atomic Age kojarzą mi się nawet z Diamandą Galas, więc dla mnie są tu same plusy!

Ulubione utwory: Atomic Age, The Greater Good, Alphaville

42. Captain Beefheart & His Magic Band - "Trout Mask Replica" (1968)

Obrazek

Pod względem liczby nagrań, bo jest ich tutaj aż 28, żaden inny album na tej liście do pstrąga się nie zbliża! To jest płyta, która wywróciła mój muzyczny świat do góry nogami i wydała mi się ekstra inspirująca, być może nawet i najbardziej ekscytująca ze wszystkiego, co słuchałem do tamtej pory. Minęło sześć lat od jej poznania przeze mnie i początkowo miała się znaleźć w honorable mentions, bo często do niej nie wracałem, a jak raz wróciłem, to pewne rzeczy mnie w niej raziły, ale jednak uznałem, że top50 bez tego klasyka awangardy byłoby bardzo niepełne, to w końcu ten album prawdopodobnie sprawił, że zrozumiałem pewne rzeczy, że przysłowiowe piękno i trzymanie tonacji to nie wszystko, że nie trzeba być dobrze wyszkolonym muzycznie, aby wykreować coś ciekawego i nietuzinkowego. Beefheart nie potrafił czytać nut, nie znał teorii muzyki w jakiejkolwiek formie prawdopodobnie, ale wielkim artystą był, on te wszystkie utwory stworzył na pianinie! A potem cały jego magiczny zespół wyeksportował te zagrywki z pianina na swoje instrumenty. Wydawałoby się, że to jest niezorganizowany hałas, bo tak to w istocie brzmi, otwierające Frownland chociażby wydaje się bardzo out of place, ale te utwory, co może dziwić lub nie, zostały skomponowane od A do Z i Beefheart męczył swoich instrumentalistów tak długo, dopóki nie zagrali tego tak jak on chciał to usłyszeć. Niektóre gitary brzmią tak, jakby wyszły spod ręki Slint, w pewnych momentach nawet przychodziło mi do głowy Voivod, są tu naprawdę klimatyczne rzeczy, które mogłyby być w jakimś dreszczowcu. Co to jest? Experimental rock? Zniekształcony blues? Być może. A capellowe przyśpiewki, free jazzowe improwizacje samego Beefhearta na różnych dęciakach (jednego ponoć dostał od wielkiego Ornette'a Colemana w prezencie), nagrania które można uznać za terenowe i niektóre z nich właśnie raz potrafiły mnie wytrącić lekko z rytmu przy słuchaniu tej płyty. Może celowe to jest, że ten album nie jest jakiś ekstra równy, nawet jakościowo te utwory są bardzo różne, bo mamy tu z jednej strony bardzo lo-fi'owe China Pig, a z drugiej masę innych kawałków, które zostały naprawdę przyzwoicie wyprodukowane. To jest taki urok tej płyty, że rzeczywiście jest dziwna i abstrakcyjna, brzmi jak ta okładka, jest odrobinę za długa, ale jak ktoś lubi melodie i groove to to również się tutaj znajdzie - te bardziej przystępne utwory akurat uwzględniłem wśród swoich ulubionych poniżej. Jej piętno będzie wyczuwalne na mnie być może do końca mojego istnienia, pokazała że muzyka ma nieskończenie wiele możliwości, że można z niej wycisnąć naprawdę wiele. Uważam, że muzyka jest nieskończona i skończona jednocześnie, ale Trout Mask Replica to niesamowicie inspirujące dzieło, które sprawiło, że mój strach przed dalszym tworzeniem został odrzucony, być może nie w 100%, ale na tyle, że przynajmniej publikuję swoją twórczość; nie jest to jedyny, ale na pewno jeden z przynajmniej kilku lub kilkunastu albumów, którym to zawdzięczam.

Ulubione utwory: Ella Guru, Moonlight on Vermont, Veteran's Day Poppy
Awatar użytkownika
Caracalized
-#Assassin
-#Assassin
Posty: 2005
Rejestracja: śr maja 21, 2025 4:53 pm
Skąd: Catland

Re: Top 50 płyt - wyzwanie - Caracalized

Post autor: Caracalized »

41. Van Der Graaf Generator - "H To He Who Am The Only One" (1970)

Obrazek

Van Der Graaf Generator w swoim czasie miało to co mnie najbardziej ujmowało w muzyce; pewną, ale nie jakąś przesadną złożoność, dobre motywy, tę teatralność i wokal, który od początku, gdy puściłem Pawn Hearts przywodził mi na myśl Bowiego. Peter Hammill być może nadal jest moim ulubionym wokalistą rocka progresywnego, potrafi być bardziej liryczny i subtelny i mieć taką niesamowitą dramatyczność i jakąś desperację w tym swoim głosie, uwielbiam jego ekspresję. Zastanawiałem się czy wybrać Still Life, jedyną ich płytę, którą mam w swojej kolekcji, czy może Pawn Hearts, ale po wszystkich powtórkach stwierdziłem, że nic nie dorównuje opisywanemu krążkowi. Otwierający Killer ma niesamowitą energię i ta solówka na saksofonie zawsze wywołuje we mnie ciary i ta wzniosłość w Lost w jednym momencie mnie absolutnie ujmuje. Wzniosła i teatralna muzyka, pasaże instrumentalne też są fajnie prowadzone nieraz i chóralne momenty nie różnią się tak bardzo od Uriah Heep, aby nadmienić wspomniany wyżej Killer czy The Emperor In His War Room. Przez długi czas nie lubiłem The House With No Door i psuło mi całość, uważałem ten utwór za dosyć płytki i amatorsko-przedszkolny na tle pozostałych rzeczy, ale coś w nim jest i teraz uważam, że jest w porządku i nie psuje mi całości, lecz nadal lubię go najmniej na tym albumie ze wszystkiego.

Ulubione utwory: Lost, Killer

40. Emerson, Lake & Palmer - "Brain Salad Surgery" (1973)

Obrazek

To jest jedyna płyta tego tria, którą naprawdę lubię od A do Z, zawsze mnie jakoś denerwowało to przeładowanie w ich muzyce i ten nacisk na wirtuozerię, dla mnie to jest niemalże taki Dream Theater lat 70', ale Brain Salad Surgery ujęło mnie naprawdę zwartymi kompozycjami, piękne balladowe Still... You Turn Me On czy ta potężna monumentalna suita Karn Evil 9 to jedne z najlepszych rzeczy nie tylko u nich samych, ale i w ogóle w całym prog-rocku. Bardzo równa płyta, nawet jeżeli taki Benny the Bouncer samodzielnie się niespecjalnie może bronić i nigdy bym tego utworu nie puścił pojedynczo, to do tej epickiej całości się wpasowuje i być może ten album coś by stracił bez niego.

Ulubione utwory: Karn Evil 9, Still... You Turn Me On
Ostatnio zmieniony pn lip 28, 2025 7:56 am przez Caracalized, łącznie zmieniany 1 raz.
Awatar użytkownika
Zajzajer
-#The Alchemist
-#The Alchemist
Posty: 10110
Rejestracja: ndz cze 22, 2025 1:25 am
Skąd: Bat Country

Re: Top 50 płyt - wyzwanie - Caracalized

Post autor: Zajzajer »

Van Deer już nie słucham, zaliczyłem kiedyś ich koncert i solowego Hamilla rownież, dla mnie przerost formy nad treścią już. Mam z 6-7 płyt jeszcze, bo nie sprzedałem. ELP - nigdy nie lubiłem też przerost formy, tarkusa czasem słuchałem i tej też, ale nie moja muza :)
Zajzajer on the Road 2026:
Awatar użytkownika
Cold
-#Rainmaker
-#Rainmaker
Posty: 7408
Rejestracja: śr wrz 14, 2005 6:27 pm

Re: Top 50 płyt - wyzwanie - Caracalized

Post autor: Cold »

Van Der Graaf Generator - u mnie o lat w Top 10 ulubionych zespołów. Zdecydowanie nr 1 progresu pierwszej fali.

Caracalized - ciekawe rzeczy, jak na razie niezły rozstrzał stylistyczny Twojego zestawienia. U mnie byłoby podobnie (z przewagą cold wave, new wave, postpunku, bat-cave, goth, darw wave, shoegaze, nawet new romantic + oczywiście metal wszelaki).
Awatar użytkownika
Caracalized
-#Assassin
-#Assassin
Posty: 2005
Rejestracja: śr maja 21, 2025 4:53 pm
Skąd: Catland

Re: Top 50 płyt - wyzwanie - Caracalized

Post autor: Caracalized »

Jestem ciekaw jaką listę byś zrobił. Może dałbyś się namówić na swój ranking? :D
Co do VDGG jeszcze to przyznam, że oni razem z King Crimson estetycznie najbardziej mi odpowiadają z całego prog rocka, przynajmniej jeżeli mówimy o latach 70', bo nie znam kolejnych płyt VDGG po tej dekadzie, a kolorowe KC to nie jest KC dla mnie :P
Awatar użytkownika
Cold
-#Rainmaker
-#Rainmaker
Posty: 7408
Rejestracja: śr wrz 14, 2005 6:27 pm

Re: Top 50 płyt - wyzwanie - Caracalized

Post autor: Cold »

Mój ranking? Holender, czasu od groma na to potrzeba... Może w dalszej przyszłości, jak będę bliżej emerytury :mrgreen:

No i musiałoby być to co najmniej Top 100, bo na liście mnóstwo doskonałych płyt.

Koniecznie:
AC/DC z Back in Black, Accept, Alcest, Alice Cooper, Arcturus, Avenged Sevenfold, Bathory, Bauhaus, Black Sabbath, Camel, Candlemass, Carcass, Clan of Xymox, Cocteau Twins, David Bowie, Dead Can Dance, Death, Deep Purple, Deine Lakaien, Depeche Mode, Diary of Dreams, Dickinson solo, Dimmu Borgir, Dissection, Dream Theater, Emperor z Anthems…, Exodus, Faith No More, Fields of the Nephilim, Flotsam and Jetsam, Frank the Baptist, Garden of Delight, Gary Numan/Tubeway Army, Genesis, Ghost, Gunsi z Use your Illusion, Halford, Helloween, Iggy Pop, Immortal, Interpol, Inkubus Sukkubus, Iron Maiden, Jethro Tull, Joy Division, Judas Priest. Katatonia, Killing Joke, King Diamond, Kraftwerk, Lacrimosa, Laibach, Limbonic Art, London After Midnight, Manilla Road, Marduk, Marillion, Megadeth, Mekong Delta, Mercyful Fate, Metallica, Morbid Angel, Motörhead, My Bloody Valentine, My Dying Bride, Neuschwanstein, New Model Army, Nick Cave and the Bad Seeds, Nine Inch Nails, Opeth, Overkill, Ozzy, Paradise Lost, Peter Gabriel, Pixies, Rainbow, Rammstein, Riot, Rotting Christ, Rush, Samael, Saxon, Sepultura, Siouxsie and the Banshees, Sisters of Mercy, Slayer, Slowdive, Smashing Pumpkins, Sodom, Swans, Talk Talk, The Cure, The Damned (w gotyckim wydaniu), The House of Usher, The Jesus and Mary Chain, The Legendary Pink Dots, The Stranglers, U2 z trabantami, Ultravox, Ulver, Van Der Graaf Generator, Voivod, Watain, XIII. stoleti, Xmal Deutschland, Yeah Yeah Yeahs.

I z naszego podwórka: Kat, Armia z Legendą, Janerka, Closterkeller, SNL z Dodekafonią, Siekiera, FNS z Wiązanką melodii młodzieżowych, Dżem, Gruzja, Maanam, Turbo, Collage, Republika, Kult, Mgła, Pidżama Porno, Vader, Riverside, Nergal z The Satanist.

Na razie więc poczytam Twoją topkę :pijak:
Awatar użytkownika
Caracalized
-#Assassin
-#Assassin
Posty: 2005
Rejestracja: śr maja 21, 2025 4:53 pm
Skąd: Catland

Re: Top 50 płyt - wyzwanie - Caracalized

Post autor: Caracalized »

Oh yeah! Chciałem przede wszystkim wychwycić coś czego nie znam i fajnie, że alfabetycznie dałeś tych wykonawców. Niektórzy się pojawią, a niektórzy się nie pojawią mimo, że ich bardzo lubię, z umieszczenia niektórych zrezygnowałem po powtórkach.
Awatar użytkownika
Caracalized
-#Assassin
-#Assassin
Posty: 2005
Rejestracja: śr maja 21, 2025 4:53 pm
Skąd: Catland

Re: Top 50 płyt - wyzwanie - Caracalized

Post autor: Caracalized »

39. The Cure - "Pornography" (1982)

Obrazek

Odbiłem się od tego albumu przy pierwszym odsłuchu, wydawał mi się za bardzo przytłaczający i na jedno kopyto, ale po kolejnych próbach absolutnie się do niego przekonałem, jest bardzo konsekwentny w swojej koncepcji i często potrafi pasować do mojego nastroju tak jak mało co, tylko szkoda, że nie wracam do niego tak często jakbym mógł. Brzmienie jest naprawdę gęste, chłodne i mroczne, ta muzyka prowadzi w najgłębsze i najpodlejsze zakamarki ludzkiej psychiki; tak się czuje człowiek jak jest w piekielnych otchłaniach i nic dla niego nie ma sensu. Smith z ekipą naprawdę wybitnie przeniósł swoje ówczesne emocje do tego materiału. I szczerze, chociaż lubię inne płyty od The Cure, naprawdę podobały mi się The Head on the Door, Wish czy Disintegration, to poza pornografią i jakimiś pojedynczymi utworami z innych albumów reszta dyskografii mogłaby dla mnie naprawdę nie istnieć.

Ulubione utwory: The Hanging Garden, A Strange Day, One Hundred Years

38. Queensrÿche - "Rage for Order" (1986)

Obrazek

Queensryche do Promised Land to jeden z najlepszych zespołów na świecie, uwielbiam Operation: Mindcrime czy Empire, ale Rage for Order zasługuje na to, by co jakiś czas o nim przypominano, bo tutaj wyraźnie słychać, że zespół zaczął poszukiwać innych inspiracji i środków ekspresji. Uwielbiam chłodne i futurystyczne brzmienie tej płyty, produkcja ani o jedną setną procenta się nie postarzała od tego 1986 roku i cała tracklista naprawdę robi wrażenie, żeby chociaż nadmienić przebojowe Walk in the Shadows czy przepiękną balladę zamykającą całość, czyli I Will Remember, które zawsze mi przypominało Scorpionsów, najbardziej akustyczny i prawdopodobnie najbardziej ludzko brzmiący utwór tutaj. I chociaż ta muzyka jest taka odhumanizowana, to Geoff Tate, jeden z moich absolutnie ulubionych wokalistów, ciągle dodaje do niej tego ludzkiego pierwiastka. Tak, ta muzyka została stworzona przez ludzi, co nie znaczy, że nie może robotycznie brzmieć, wręcz chirurgicznie. Elektronika świetnie jest tutaj wplatana. I jeżeli cokolwiek można określić mianem art metalu to ta płyta absolutnie na tę szufladkę zasługuje, aranżacyjnie te utwory nie odbiegają bardzo daleko od jakiegoś art popu. Rage for Order brzmi zbyt ambitnie jak na zwykły heavy metal i struktura kompozycji nadal wydaje się nie być tak złożona jak przy jakimś progu, więc ja tu wolę użyć prostszych i mniej zawiłych określeń, a ta muzyka jest bardzo artsy w swojej istocie.

Ulubione utwory: I Will Remember, I Dream in Infrared, Neue Regel
Awatar użytkownika
Zajzajer
-#The Alchemist
-#The Alchemist
Posty: 10110
Rejestracja: ndz cze 22, 2025 1:25 am
Skąd: Bat Country

Re: Top 50 płyt - wyzwanie - Caracalized

Post autor: Zajzajer »

Queensryche miałem właśnie wszystkie oryginalne płyty do Promised Land, ale sprzedałem, niezły album to jest, nie wiedziałem, że ich słuchasz :) to fajnie, czekam na wiecej :)
Zajzajer on the Road 2026:
ODPOWIEDZ