Podsumowanie muzyczne 2025

Dyskusje o innych zespołach i albumach

Moderator: Administracja i Moderacja SanktuariuM

Awatar użytkownika
Schizoid
-#The Alchemist
-#The Alchemist
Posty: 12230
Rejestracja: śr cze 25, 2014 3:01 pm

Podsumowanie muzyczne 2025

Post autor: Schizoid »

Ostatnio chyba nie było, więc postanowiłem wskrzesić ten powracający z końcem roku temat.

Postanowiłem pogrupować płyty, które słuchałem, na 3 kategorie. Do pierwszej z nich zaliczają się te tytuły, które sprawiły mi nadzwyczajnie dużo frajdy i do których wracałem często. Są to krążki, które na dobre kojarzyć mi się będą z 2025. Druga liga to płyty bardzo dobre, ale nie świetne (przynajmniej nie oceniam ich tak na moment pisania tego posta). Trzecia grupa to płyty naprawdę dobre, ale siłą rzeczy słabsze od krążków wskazanych we wcześniejszych zestawieniach.
Żeby nie było, nie oczekuję od was takiego samego ujęcia tematu. Zrobiłem to jedynie dla jakiejś powiedzmy przejrzystości własnych myśli, a nie jestem fanem szeregowania płyt od 1 do 666 pozycji. Muzyka to nie wyścigi.

PIERWSZA LIGA

Ghost – Skeleta
Duch wydał drugi najlepszy album w karierze i chyba domknął pewien etap swej twórczości w pięknym stylu. Nie wiem, ile razy słuchałem tego krążka… DUŻO. Po czasie nic mi nie ostygł entuzjazm co do Skelety, to jest zbiór absolutnych „earworms’ów” i krążek w swej kategorii w zasadzie kompletny. Piękna rzecz.

Darvaza – We are Him
Debiut tego projektu mnie nie porwał (EPki już tak), więc oczekiwania miałem… No nie jakieś gigantyczne. A mogłem je mieć, bo We are Him okazało się materiałem wyśmienitym. Taki black metal to skarb i bardzo cieszę się, że płyty tego kalibru wciąż się ukazują. Palce lizać.

Ofermod – Drakosophia
Znowu black metal i znowu na wysokim poziomie. Płytka z łatwością wbija się w świadomość słuchacza, jednocześnie pozostając klasycznym black metalem. Tutaj oczekiwania były wysokie i się nie zawiodłem – z czego jestem bardzo zadowolony.

Lady Gaga – Mayhem

Przenosimy się do popu i krążka, który nie bez przyczyny odniósł duży sukces. Nie znam się na twórczości Lady Gagi, ale Mayhem to naprawdę ciekawa płyta, w wielu miejscach wprost odwołująca się do standardów lat 80. Piosenki są dość zróżnicowane i praktycznie każda z nich jest songwriterskim hitem. Spędziłem z tym albumem sporo czasu i zawsze dobrze mi się do niego wraca.

DRUGA LIGA

Perturbator – Age of Aquarius - najlepszy Perturbator od dawna
Midnight – Steel, Rust and Disgust - płytka wystrzeliła mnie z kapci, a potem dowiedziałem się, że to covery xD Ale materiał piękny!
Jad – Odwet - Jad jak zawsze klasa
Pentagram – Lightning in a Bottle - Bardzo udany powrót i potencjalnie zamknięcie dyskografii
Stellar Blight – Eventide - Potrzebuję więcej odsłuchów, ale jak na polskie (i w sumie nie tylko polskie) warunki jest to serio interesujący materiał
Turbo - Blizny - I dlaczego tyle im to zajęło?
Nine Inch Nails – Tron: Ares (OST) - Nadal nie widziałem samego filmu, ale muzyka super :D
Behemoth - The Shit ov God - Debilny tytuł i jednocześnie bardzo pozytywne zaskoczenie co do samej muzyki

TRZECIA LIGA
Hate – Bellum Regis
Frightful – What Lies Ahead
The Hellacopters – Overdriver
Glenn Hughes - Chosen
Owls Woods Graves – Strix
Outlaw – Opus Mortis
Year of the Goat – Trivia Goddess

Płyty, których jeszcze nie słuchałem, a mogłyby zawitać do którejś z powyższych kategorii (lub które były na moim celowniku, ale po prostu nie wyrobiłem się z lekturą przed nadejściem 2026): Sodality, Perdition Temple, Clairvoyance, Pralaya, Gallower, Malefic Throne, Sodom, Master's Hammer, Poisoner, Heads for the Dead.

Obrazek

A na co czekam w 2026? Tak naprawdę na niezbyt wiele... Liczę na to, że Duran Duran w końcu wyda album nagrany lata temu (Reportage), chętnie przygarnę nową Mgłę (pewnie dopiero jesienią), może panowie z Entombed nareszcie pokażą, nad czym pracowali w tym roku... Generalnie bez szału w porównaniu do tego roku, ale pewnie się jeszcze zaskoczę :)

As mankind hurled itself forever downwards into the bottomless pit of eternal chaos, the remnants of civilization screamed out for salvation - redemption roared across the burning sky... The Painkiller
Awatar użytkownika
johnny_o
Ten, Który Czyta Wszystko
Posty: 7426
Rejestracja: śr sty 24, 2018 10:28 am

Re: Podsumowanie muzyczne 2025

Post autor: johnny_o »

Piękny kolaż :) Pojutrze wrzucę tu swoje top 10 płyt 2025 z krótkim komentarzem - trzy z nich wymieniłeś u siebie, a przy jednej mógłbym się podpisać w 100%, gdyby nie pewne zbędne słowo :D
Awatar użytkownika
Schizoid
-#The Alchemist
-#The Alchemist
Posty: 12230
Rejestracja: śr cze 25, 2014 3:01 pm

Re: Podsumowanie muzyczne 2025

Post autor: Schizoid »

Hehe, nawet podejrzewam, o które słowo chodzi :mryellow:

As mankind hurled itself forever downwards into the bottomless pit of eternal chaos, the remnants of civilization screamed out for salvation - redemption roared across the burning sky... The Painkiller
Awatar użytkownika
Zajzajer
-#Clansman
-#Clansman
Posty: 4932
Rejestracja: ndz cze 22, 2025 1:25 am
Skąd: Bat Country

Re: Podsumowanie muzyczne 2025

Post autor: Zajzajer »

U mnie słabo w tym roku słuchałem z nowości tylko Dream Theater - Parasomnia, ale kicha roku, ja nie wiem jak ludzie na jakims progreports mogli mu kilka nagród wręczyc, tak samo na progarchives średnia prawie 4 na 5 i 5 miejsce wśród ich płyt, no dramat.

A ten kolaż co wrzuciłeś to 3 płyty są czarne całe, pewnie nie wczytało obrazka, co tam miało być? :)
Still Reigning...
Awatar użytkownika
Schizoid
-#The Alchemist
-#The Alchemist
Posty: 12230
Rejestracja: śr cze 25, 2014 3:01 pm

Re: Podsumowanie muzyczne 2025

Post autor: Schizoid »

Jeden to koncert Judas Priest z Hellfest 2025, drugi to 12 Hits From Hell od Misfits, trzeci to bootleg Ghost z 2018

As mankind hurled itself forever downwards into the bottomless pit of eternal chaos, the remnants of civilization screamed out for salvation - redemption roared across the burning sky... The Painkiller
Awatar użytkownika
Recit The Thornographer
-#Moonchild
-#Moonchild
Posty: 1731
Rejestracja: ndz paź 15, 2006 6:54 pm
Skąd: Midian

Re: Podsumowanie muzyczne 2025

Post autor: Recit The Thornographer »

U mnie w sumie łatwo, bo cała piątka systematycznie ląduje w hifi i jest widoczna na Spotify, więc naturalnie muszą to być dla mnie znaczące, najlepsze albumy w tym roku. Alfabetycznie.

Cradle Of Filth - "The Screaming of the Valkyries"
W zasadzie to album idealnie trafia w moje gusta, z jednej strony dość hermetyczne, prostackie i wąskie, bo skoncentrowane na darciu mordy i metalowym łojeniu, a z drugiej w obrębie tego metalu dość szerokie. Tutaj jest zajebisty "mix metali", taki heavy-gotyk w kolorach czerni, co zarazem sprawia, że dla szerokiego ogółu jest to pewnie niestrawne (a tu jeszcze ten wokalista). Przyznam, że trochę mi obrzydziła te nagrania pewna blondyna, ale tylko trochę.
Osobno, szacunek za wydanie nowej płyty w 2025 roku w cenie ~40 zł, bo chociaż w digi, to nie po taniości, z fantastycznym bookletem.

Ghost - "Skeleta"
Po kompletnie gównianym poprzedniku zacząłem stawiać na tym kreskę i fantastycznie się rozczarowałem. Nawet na Spoti, na którym słucham muzyki poza domem, jest to mój album numer dwa na Wrapped, a w aż takiej topce Ghost nigdy u mnie nie był. Obok debiutu i "Meliory" dla mnie najlepsza rzecz w dorobku.

In The Woods - "Otra"
Mój absolutny faworyt w roli towarzysza długich spacerów, świetne melodie, miejscami mocne skojarzenia z Iron Maiden (co w sumie dziwne). Piękna płyta z fajnymi tekstami.

Paradise Lost - "Ascension"
Myślałem, że to ich najlepszy album od "The Plague Within", a tymczasem to ich najlepszy album od 90s.
I tu w nawiązaniu do wydania i dla kontrastu z COF - wspaniały krążek i absolutnie GÓWNIANIE wydany. Wstyd powinno być coś takiego wypuszczać na rynek, to nawet nie jest digi tylko niewymiarowy, kwadratowy (!) kartonik, jakby to było promo. Piraci na stadionie potrafili lepiej płytę opakować, a tu jeszcze chcą za to gówno ~90 zł! (piszę o wersji z 2 bonusami)
Serio, wstyd. A potem biadolenie, że ludzie fizycznych nośników nie kupują.

Patriarkh - "Prorok Ilja"
Podchodzę do muzyki tego projektu bez zbędnych emocji, bo nic mnie nigdy z Grubym Złodziejem (jak określa go pewien doradca podatkowy), nie łączyło. Płyta jest po prostu bardzo dobra, czuć klimat wschodniej wiochy. W zasadzie to lepsze moim zdaniem niż pierwsza Batjuszka, koncept też znakomity.
We embrace like two lovers at death. A monument to the trapping of breath
Awatar użytkownika
Schizoid
-#The Alchemist
-#The Alchemist
Posty: 12230
Rejestracja: śr cze 25, 2014 3:01 pm

Re: Podsumowanie muzyczne 2025

Post autor: Schizoid »

Paradise Lost to kolejny album, którego nie zdążyłem przesłuchać :D Do nadrobienia. A jeśli wydanie fizyczne tak się prezentuje, to... Naprawdę nie mam słów. Żenujące są te obecne standardy.

As mankind hurled itself forever downwards into the bottomless pit of eternal chaos, the remnants of civilization screamed out for salvation - redemption roared across the burning sky... The Painkiller
Awatar użytkownika
sajki
-#Weekend Warrior
-#Weekend Warrior
Posty: 2849
Rejestracja: pt sie 14, 2015 9:01 am

Re: Podsumowanie muzyczne 2025

Post autor: sajki »

Nowości, które przesłuchałem w roku 2025:

Brainstorm- Plague Of Rats

Bardzo dobra płyta, Brainstorm wrócił na dobre tory od jakiegoś czasu i oby tak dalej. Bez udziwnień, bez kombinowania z nie wiadomo czym- czysty heavy/power metal. Moja płyta roku, choć nie jest to nic nowego. 8/10

Arch Enemy- Blood Dynasty

Dobry album, choć ciut słabiej niż na dwóch ostatnich. Ostatnia płyta w składzie z Alissą, żałuję, bo podobał mi się zespół z nią. Zobaczymy co będzie dalej. 7/10

Turbo- Blizny

Są momenty znakomite, są dobre, ale są i takie se. Na szczęście tych pierwszych jest wyraźnie więcej, ale z drugiej strony- mogła być prawdziwa petarda, a tak jest jednak zbyt zachowawczo w niektórych momentach. 7+/10

Helloween- Giants and Monsters

Jak już tutaj pisałem- pierwsze utwory są świetne, a potem jest wyraźnie gorzej. Są też zwyczajne wypełniacze. Podoba mi się bardziej niż poprzednia, ale do zachwytu daleko. Deris mógłby iść na emeryturę. 6+/10

Testament- Para Bellum

Rozczarowanie roku. Na papierze wszystko super- dodanie mocy w postaci black/death metalu przyjąłem z otwartymi rękami. Brzmienie super, perka gada jak trzeba. Co z tego, skoro większość kompozycji jest nijaka, jest napierdziel, ale tyle można o nich powiedzieć. Brakuje pomysłów, brakuje haków. A Titans tak mi siadło. Wielka szkoda. 5/10

Smith/Kotzen- Black Light/White Noise

Takie granie mi ostatnio bardzo pasuje. Gitarowe, chwytliwe, solówkowe. Te blues rockowe sola Adriana pięknie tu się sprawdzają. Szkoda, że gra je też w IM, gdzie nie pasują, mimo wysokiego poziomu. Nawet wokal Richiego zaakceptowałem, a nawet polubiłem. Śpiew Smitha lubiłem zawsze, więc tu zero zastrzeżeń. Nie wiem, czy lepsza od debiutu, ale nie ważne- jest naprawdę fajnie. Mam nadzieję, że nagrają też trójkę. 8/10

Bury Tomorrow- Will You Haunt Me, with That Same Patience

Nie lubię wszystkiego, co ma w nazwie "core" poza tym jednym wyjątkiem. Niestety, po zmianie wokalisty, płyty z nowym leżą mi mniej niż taki Black Flame albo Cannibal. Niby wszystko gra, ale brakuje tego czegoś, co wyróżniało ten zespół spośród innych tego typu. Źle nie jest, ale specjalnie dobrze też nie. 6/10

Primal Fear- Domination

Musiałem sobie przypomnieć jakie utwory są na tej płycie bo nic z niej nie pamiętam. Typowy średniak, plastik i melodyjki. Szkoda, że ten zespół przeplata naprawdę fajne albumy (Rulebreaker) takimi średniakami. Chyba nawet średniaków jest więcej. Cóż, może następnym razem. 5/10

H.E.A.T.- Welcome to the Future

Trochę jak w przypadku Turbo, są świetne numery, są i słabsze, z tym że tutaj jest mniej więcej po równo. Mały zawód po naprawdę fajnych ostatnich albumach, choć oczywiście poniżej pewnego poziomu nie zeszli. 6+/10

Ashes of Ares- New Messiahs

Dla fana Iced Earth, jakim jestem, to obecnie jedyna możliwość posłuchania czegoś nowego, co ten zespół przypomina. Oczywiście Matt rządzi i dzieli. Płyta dobra, są momenty (Two Graves) ale trochę brakuje dotyku Jona. Jak dotąd wszystkie płyty AoA mi się podobały, z tą nie będzie inaczej, choć do najlepszych IE brakuje. 7/10

Patriarkh- Prorok Ilja

Kompletnie nie wiem dlaczego w ogóle odpaliłem ten album, bo to zupełnie nie moja muzyka. Włączyłem jeden, drugi utwór na youtube i kupiłem całą płytę. Ma ona w sobie coś magicznego, sama historia też mnie mocno zaciekawiła i dużo o tym zacząłem czytać. Te wszystkie wschodnie instrumenty, języki, gwara- robi to wrażenie. Melodie też. Tak samo damskie wokale. Dla mnie zaskoczenie roku, nie tylko ze względu na poziom, ale na to, że w ogóle mi takie coś się spodobało. Ale czy następna płyta też mi podejdzie, czy uznam to za jednorazowy wyskok- pojęcia nie mam. 8/10

I taki to był muzycznie rok- kilka fajnych płyt było, ze dwa rozczarowania też, brak płyt znakomitych czy wybitnych. Ale nie ma na co narzekać, dobra muzyka też się trafiła. Dzięki wszystkim, którzy doszli do tego miejsca.
Awatar użytkownika
manichean
-#Long distance runner
-#Long distance runner
Posty: 982
Rejestracja: sob kwie 23, 2022 4:35 pm

Re: Podsumowanie muzyczne 2025

Post autor: manichean »

Słuszna inicjatywa Schizoida, myślałem ostatnio nawet by samemu może skubnąć jakieś podsumowanie albumowe za ten rok. Skoro okazja stworzyła się sama, to proszę:

Ogólnie sam rocznik nie ujął specjalnie poza dosłownie kilkoma pozycjami. A fajnie to świadczy o obecnych realiach, bo nie licząc singli czy teledysków, to wysłuchałem w tym roku – po drobnych kalkulacjach z RYM – coś koło 150 tegorocznych LP i EP. Spośród tej ławicy, kilka długograjów naprawdę mogę z czystym sumieniem ukoronować za jakość. Dość typowego top 10 tutaj nie zapodam, także raczej polecę podium z dwiema pozostałymi pulami tegorocznych płyt i do tego sekcja wydawnictw live.


Podium:

Złoto: Swans – Birthing
Zapowiadało mi się na album, który będzie co najwyżej takim okej wpisem do dyskografii łabędziej. A jednak, Birthing wciągnęło mnie bez reszty od czasu premiery i towarzyszyło mi przez większość roku. Jedna ze zgrabniejszych płyt w dyskografii Swans. Z utworów w oczach mi co najwyżej po czasie straciło trochę I Am a Tower, reszta siedzi niezmiennie doskonale. Piękny kolos, takich płyt brakuje ilościowo. Stąd płyta poniżej pozytywnie mnie zaskoczyła.

Srebro: Ciśnienie – (angry noises)
Nie rozumiem zbytnio, czemu na siłę jest to opisywane w sieci jako album live. Ciśnienie wydaje wszystkie LP z materiału zaprezentowanego premierowo na żywo. Mniejsza. Po czteropłytowej podróży, ekipa ze Śląska nareszcie wydała jazzowo-awangardowy kombajn, który nie zostawia miejsce na żadne ‘ale’ pod względem kompozycji i wykonania. Jest tu tyle siły, szorstkiego saksofonu i natłoku dźwięku, a nie kończy się to wcale a wcale free jazzową, głośną papą. Z jednej strony jest tu muzyka w całym okazałym żywiole, z drugiej jest uczucie porównywalne do wsadzenia głowy na prasę drukarską. Praktycznie bezbłędny materiał, tu się już nie dało bardziej dosłodzić.

Brąz: Geese – Getting Killed
Udzielił mi się ten Gęsi hype train panujący obecnie w internecie. Przekonała mnie ta płyta samoczynnie od początku. Jest to zestaw pomyślnie zrobionych piosenek, który wieńczy Long Island City Here I Come, coś na co tylko zacniejsze płyty mogą sobie pozwolić przy finałowej kulminacji. Niewątpliwie stanowi to dla tego zespołu mocny krok na przód. Zespołu jak zespołu - Geese na moje jeszcze trochę pobędzie, ale przyszłość tak naprawdę należy tutaj do ich frontmana, czyli Camerona Wintera (którym zresztą już się zainteresowali Wes Anderson z Bennym Safdiem, tam się szykuje większa kariera).

Ex aequo

Ghost – Skeleta
Tegoroczny Ghost powszechnie i zasadnie trafia wysoko na liczne tegoroczne topki rockowe (szkoda, że najczęściej jakoś obok Sraj Token). Nie doszło tu w sumie stylistycznie do powtórki z Impery, a do zdecydowanego i udanego przesunięcia w jeszcze bardziej 80sowe rejony. Bo jak dotąd Tobias aż tak przaśnie w AOR nie wszedł jak tutaj, a widać po Skelecie, że eksperyment powiódł się doskonale - Bon Jovi zawsze działa. To dla mnie trzecia najlepsza płyta Ghosta, która nawet bardziej niż poprzedniczka zachęca do odpalenia jej z powrotem. Naprawdę, wjechały tu jedne z najlepszych ghostowych kawałków od lat.


Loża:

Black Country, New Road – Forever Howlong
Peter Gabriel odszedł z zespołu i tak oto dostaliśmy A Trick of the Tail… nie, nie, moment, nie ten zespół. Isaac Wood odszedł z zespołu i tak oto dostaliśmy Forever Howlong. To nawet nie jest zasadniczo pierwsze wydawnictwo bez jego udziału, bo już wydany w 2023 roku live z Bush Hall jest samodzielną przygodą bez byłego lidera, zresztą została bardzo dobrze odebrana przez fanów. A tutaj nastąpiło doniosłe chrząknięcie. Zabrakło żałobnego post rocka opartego na indie, zamiast niego jest bardziej pocieszny prog pop/folk. I wyszła z tego naprawdę przyjemna płyta, która na tle wydawnictw od całej gamy młodych zespołów bawiących się w rockowy artyzm, robi to przynajmniej w sposób umiejętny.

Niechęć – Reckless Things
Znowu polska płyta, znowu jazz. I tym razem mamy do czynienia z pomyślnym wydawnictwem, które nie boi się zrobić szybszego jazz fusion, do którego na tę płytę wprosili do stylu elementarium brzmieniowe rodem z The Comet is Coming. Podziałało pięknie, a na żywo to już w ogóle. Do tej szamotaniny z nutą psychodelii z całą pewnością będę wracał, tudzież ona do mnie wróci na kolejnym koncercie Niechęci.

Coroner – Dissonance Theory
Czasem przy powrocie wydawniczym po prawie trzech dekadach, zamiast na siłę próbować zaskoczyć czymś nowym, warto czasem wydoić coś ze starej kobyłki i wypolerować to współczesnym impregnatem. Tylko tutaj kobyłka wcale nie jest stara. Coroner starzeje się lepiej niż Tom Cruise. A najnowsze wydawnictwo jest jedną nogą tu i teraz, drugą totalnie nie pozwoliło zmienić w swoim brzmieniu nic co by zabrało mu organiczny zapach lat 90. Kupuje ten płyt za pierwszym razem. I tak ma być 8)

Nine Inch Nails – Tron: Ares
Mam jakieś wewnętrzne wrażenie, iż przeceniam to wydawnictwo, ale no nie oszukujmy się. Z wszystkich zakamarków mojej głowy bije do mnie jedno wielkie guilty pleasure związane z tą konkretną ścieżką dźwiękową. Lubię NIN, lubię też Trona. W tym poprzednim z 2010 roku Daft Punkt wykonali solidną robotę i ich podkład niemalże zrobił tamten film. Poprzeczka była wysoko, i muszę stwierdzić (będąc już po seansie ma się rozumieć), że Trent temu jak najbardziej podołał. Ta muzyka podkręca akcje, częstuje przesolidną elektroniką i pasuje do świata Trona jak ulał. Możliwe, że w głębi siebie oczekiwałem czegoś niemalże genialnego po tym materiale, stąd może gryzienie się z oceną, ale uczciwie muszę przed sobą stwierdzić, że i tak jest naprawdę nieźle.

Behemoth – The Shit Ov God
Po samej nazwie, promocji i ekscesach najstarszego nastolatka w Polsce, szło niemalże na ślepo stwierdzić – czy to będąc fanem czy antyadasiowcem – że najnowszy Behemoth to będzie nieodzowny kupsztal do spuszczenia w klopie od razu po premierze. No tylko… no właśnie XDD Po zaledwie dwóch moich odsłuchach fekalnego materiału, najbardziej dziwnym do przyswojenia fenomenem tej płyty okazało się to, że poczęstowała nas ona najlepszym materiałem od… The Satanist?? Naprawdę, po słabym otwieraczu jest już tylko lepiej, a druga połowa płyty to najbardziej performatywne Behe od dawien dawna. Niezrozumiałym jest, jak naczelny fan warszawskich żłóbków z ekipą tego dokonali, ale chyba nie można im mieć tego za złe :mryellow:

Lady Gaga – MAYHEM
Nie sądziłem, że będę dorosłym chłopem, który pochwali wydawnictwo autorstwa „Mother Monster”. W całym jej dotychczasowym dorobku, Mayhem po prostu należy z czystym sumieniem pochwalić. To rzadki, naprawdę udany worship staropopwych wpływów rodem z lat 80/90, otoczonym współczesnymi wpływami tanecznymi. Każdy z tych utworów zasługuje na wskoczenie za każdy paszkwil lecący w RMF Maxx, powinien przy tym dostać kilka lat wyłączności na każdej częstotliwości, by te juleczki sanahowo-sabrionowe trochę odchamić. Dobrze, że ten płyt powstał.


Wyróżnienia:

Steven Wilson – The Overview
Mocny w wersji live, nie tak bardzo studyjnie.

Stellar Blight – Eventide: Synod of the Dying Stars
Uwielbiam kiedy Jon przyjeżdża.

Darvaza – We Are Him
Mało blacku w tym roku słuchałem; ta płyta z pewnością jednak zasługuje na wyróżnienie, szczególnie self-titled na koniec.

Deafheaven - Lonely People With Power
Dałem temu szansę; kupiło przy premierze, ale trochę się z tym odbiorem spieram po kilku miesiącach.

Maruja – Pain to Power
A ci coś nie potrafią jednej solidnej rzeczy wydać, ale póki co wyszło im tu najlepiej.

Omasta – Jazz Report From the Hood
Ostatni polski jazz przysięgam. Ale ten jest krakoski, więc baza szczególnie.

... i wiele innych o których max zdanie bym napisał a nie chcę.


Albumy live:
Tutaj spoglądam wyjątkowo z zadowoleniem, bo kupiłem w tym roku lub przesłuchałem online naprawdę zacne wydawnictwa z datą 2025.

David Gilmour - Live at the Circus Maximus
DZIADKUUUUUUU. Arcymistrz. Udanie się na te koncerty to życiowa godność.

Riverside – Live ID.
Fajnie nagrane show z Torwaru. ID.Entity jest już pięknym wspomnieniem.

Nick Cave & The Bad Seeds - Live God
Śmiesznie był najwyraźniej Tauron nagłośniony, albo mocno przemiksowali tę płytę, bo brzmienie jest tutaj jak dla mnie średnio znajome względem tego co sam zapamiętałem z koncertu xD Ale nadal bardzo ładne.

Peter Gabriel – Taking the Pulse
I/O live machen, a nie 15 letnie koncerty wydajesz dziaduniu.

Underworld - Boiler Room London
Świeżutki, bo nawet w tym roku widziałem ten set live. Tak się robi techno.

Depeche Mode - Memento Mori: Mexico City
Fajne, zawsze przyjmuję ich koncertówki z otwartymi ramionami.


I taki był ten ćwierćwieczny rok :wink:
Awatar użytkownika
Zajzajer
-#Clansman
-#Clansman
Posty: 4932
Rejestracja: ndz cze 22, 2025 1:25 am
Skąd: Bat Country

Re: Podsumowanie muzyczne 2025

Post autor: Zajzajer »

a prócz tego DT, to jeszcze sobie przypomniałem, że uwzględnię dwa utwory:

1. A7X - Magic, fajny kawałek, będę go więcej katowac po nowym roku, jak zespół ma iść w takim kierunku, to ja jestem na tak. Po Hail to the King zespół stwierdził chyba, że nie chce być drugą Metalliką i bardzo dobrze, że eksplorują progresywne elementy.

2. Taco - Zakochałem się pod Apteką, co za wałek, viral w social mediach, tak się robi fajną muzę.
Still Reigning...
Awatar użytkownika
Cold
-#Rainmaker
-#Rainmaker
Posty: 7083
Rejestracja: śr wrz 14, 2005 6:27 pm

Re: Podsumowanie muzyczne 2025

Post autor: Cold »

Pierwsza dyszka:

Heartworms - Glutton for Punishment
Hipnotyzujący, inteligentny debiut Josephine Orme. Gotycki, przydymiony pop? Mieszanka Portishead z Bauhausem i Siouxsie and the Banshees? A może combo: electro, industrialu i post-punku? Mniejsza o powyższe… Kruczoczarna muzyka z żywymi kolorami. Żadne dwa utwory na „Glutton for Punishment” nie brzmią tak samo, ale płyta nadzwyczaj spójna. Album jednocześnie surowy i dopracowany, ponure melodie zestawione z chwytliwymi bitami, ostre gitarowe riffy i nastrojowe pejzaże. Lodowaty, a z drugiej strony gładki, urzekający wokal Jojo (jakby połączenie PJ Harvey, Siouxsie Sioux i Kate Bush). Do tego przejmujące, ostre teksty. Czekam na ciąg dalszy…

Gorycz - Zasypia
Mocny emocjonalny kop. Muza niełatwa w odbiorze, ale wciągająca jak cholera. Trudna do sklasyfikowania. Alternatywa będąca mieszanką post-blacku, batcave’u, death rocka. Płyta z gatunku: albo wciąga cię na maxa, albo odrzuca. Dla mnie bomba.

Cold In Berlin - Wounds
Mieszanka post-punku, gotyku, death rocka, grobowego doomu i elektroniki. Do tego piękny głos Mai Wittleton momentami kojarzący się z królową Siouxsie Sioux. Wciągająca płyta Anglików.

Lacrimosa - Lament
Tilo Wolff - mistrzu romantycznego, symfonicznego gotyku w dopełnieniu tzw. Trylogii Burzowej (Testimonium - 2017, Leidenschaft - 2021), poświęconej pamięci przedwcześnie odeszłych idoli (Bowie, Cohen, Prince). Płyta nie tak gitarowa jak świetna Testimonium. Bardziej nastrojowa, melodyjna, mocno orkiestrowa, monumentalna. Ale jak to bywa w przypadku Lacrimosy - raj dla lubiących minorowe nastroje.

Kury - Uno Lovis Party
Kury wróciły! Rock, electro, jazz, funk, reggae, pop. Trans i psychodelia. Spółka Tymon Tymański i Olaf Deriglasoff znów działa. Nie tak jajcarsko jak na Polovirusie, teraz humor i satyra nieco bardziej „szlachetne”. Może po nowych Kurach coś bardziej poważnego panie Tymonie, marzy mi się wskrzeszenie Sni Sredstvom Za Uklanianie.

Corpus Delicti - Liminal
Powrót po 30 latach. Wszystko jest tu obecne jak należy: jęczące a czasem ostre gotyckie gitary, charakterystyczny teatralny wokal, wirujące bębny, pomrukliwe linie basu, echa Bauhaus. W dobie sztucznej inteligencji i wtyczek VST, Francuzi po latach brzmią autentycznie i prawdziwie.

Chameleons - Arctic Moon
I kolejny come back. Muza może nie tak melancholijna jak w latach 80. Bardziej „jasna”, ale dalej jest balladowo z fajnymi gitarowymi figurami, młodzieńczym wokalem Marka Burgessa (mimo 65 przeżytych wiosen). Malkontenci narzekają na różnych „forumach”, że to już nie to samo, co dawniej, że powrót nie tak spektakularny i udany jak The Cure w zeszłym roku. Ale kij im w szprychy, dla mnie płyta udana. No i ten hołd w „David Bowie Takes My Hand”…

Christ Agony - Anthems
Cezar stanął na nogi, po 9 latach. Klimat, jakbym przeniósł się do czasów ogólniaka i pierwszych płyt zespołu. Od razu rozpoznawalny wokal, mocarne gitary, demoniczny nastrój, mrok i nieco melancholii.

Ghost - Skeleta
Co uważam o nowym Duchu, napisano już we wcześniejszych postach, więc powtarzać się nie będę :) Płyta w pytę!

Lady Pank - 45
Przebój goni przebój. Panas na wokalu świetny, a Janek Bo to gitary mistrz! Ucieszyłem się z tej płyty jak gówniak.


Druga dyszka:

Turbo - Blizny
Udała się im ta płyta, pięknie się starzeją.

Medico Peste - Aesthetic of Hunger
Polish black w najlepszym wydaniu.

Angrrsth - Złudnia
Hitowy black i znów Polska gurom! :)

Paradise Lost - Ascension
Jak to słusznie mawia blackcocker: „Nick Holmes jest najpiękniejszy”.

Darvaza - We Are Him
Jak zimny Norweg z gorącym Włochem się skuma, to musi wyjść coś nie lada...

Patriarkh - Prorok Ilja
Poskakali sobie przyjaciele do gardeł, połazili po sądach - i w rezultacie powstała jedna z ciekawszych płyt roku.

Lamp of Murmuur - The Dreaming Prince in Ecstasy
Symfoniczny black, a la wczesny Dimmu, Mactatus, Old Man’s Child czy środkowy Limbonic Art

Coroner - Dissonance Theory
Zadziorny, progresywny thrash jaki lubię.

Wisielec - Martwe spojrzenie
Debiut kapeli z mojego powiatu, więc słuchane często, patriotycznie. Mieszanka black/death.

Desinteresse - Onschuld
Joy Division + wczesny Cure i wszystko jasne. Zrzynka jak cię mogę, ale klimatyczne, transowe i po holendersku.


Pozostałe, często słuchane i lubiane:

The Horrors - Night Life
Abigail Williams - A Void Within Existence
Silver Tears - Silver Tears
Jethro Tull - Curious Ruminant
Martwa Aura - Lament
Closterkeller - Argento
Deafheaven - Lonely People with Power
Swans - Birthing
Destruction - Birth of Malice
Sodom - The Arsonist
Helloween - Giants & Monsters
Deftones - Private Music
Zmarłym - Wielkie Zanikanie
Sacrifice - Volume Six
Mysthicon - Bieśń
Bielizna - Bagno
Behemoth - The Shit Ov God
pz
-#Administrator
-#Administrator
Posty: 21231
Rejestracja: śr maja 07, 2014 12:56 am
Skąd: z Sanatorium

Re: Podsumowanie muzyczne 2025

Post autor: pz »

Słucham zdecydowanie mniej muzyki niż Wy, a już na pewno nowych rzeczy. W tym roku przesłuchałem tylko kilka świeżo wydanych płyt.

Płyty, które często goszczą w moim odtwarzaczu (lub spotify)

Turbo - Blizny

Wojciech już kilka lat temu zapowiadał (przy okazji jakiegoś Metalowego Zakończenia Roku w Bydgoszczy), że to będzie moja ulubiona płyta Turbo. Żeby się o tym przekonać musiałem czekać ponad 5 lat. Było trochę zamieszania z wydaniem, bo tuż przed terminem pojawił się chętny na wydanie płyty i zespół w po poszedł. Były obawy czy uda się z fizycznymi egzemplarzami na koncert w Poznaniu. Na szczęście poszło dobrze. A sama płyta, nie została moją ulubioną, ale jest obecnie na drugim miejscu. Mocno i zróżnicowanie. Niepotrzebni tylko ci Cugowscy, lepiej jakby Bartek nagrał te duety :) Pozostaje tylko pytanie dlaczego trzeba było czekać tyle lat.

Glenn Hughes - Chosen

Porządne rockowe granie, zgrabne numery, wciąż świetny wokal. Przyjemnie się tego słucham. Chciałem kupić fizyczną wersję, ale niestety Glenna popierdoliło z ceną.

Płyty, do których pewnie czasem będę wracał

Ghost - Skeleta

Z Ghosta najbardziej lubię debiut. Ostatnie dokonania mnie nie przekonywały, ale ta płyta jest naprawdę dobra. Posłuchałem trochę po wydaniu i czasami sobie puszczam. Kierunek muzyczny mi pasuje.

Paradise Lost - Ascension

Żeby oni jeszcze nie grali koncertów na odpierdol, to było by świetnie. Płytka fajna.

Halestorm - Everest

Typowa płyta dla Halestorm, choć mam wrażenie, że Lzzy mniej się drze niż na poprzedniej. Jak uda się kupić w znośnej cenie, to będzie od czasu do czasu trafiała do odtwarzacza. Nie udało mi się niestety dotrzeć na koncert, gdzie zagrali ją prawie w całości, ale jako support Maiden i tak grali prawie połowę, więc i na żywo udało się jej posłuchać.

Pozostałe

Helloween - Giants and Monsters

To nie jest płyta, do której będę wracał, jednak oceniam ją wyżej niż poprzednią. Na żywo te numery tylko zyskują. Po raz kolejny okazuje się, że panowie wciąż potrafią pisać koncertowe bangery, gorzej z muzyką do posłuchania w domowym zaciszu.

Internal Quiet - Trzy Życzenia

Z tą płytą miałem spore oczekiwania i niestety jest pewne rozczarowanie. Muzycznie to klasyczne heavy w wydaniu Sławkowym. Lubię taką muzykę, pomysły Sławka mi się podobają. Instrumentalnie ta płyta mi się podoba i dostałem to czego oczekiwałem. Niestety wokalnie jest moim zdaniem niedopracowana. Wydaje mi się, że można było sporo więcej wycisnąć z Dominika w studio, bo na koncertach te numery brzmią zdecydowanie lepiej.

Testament- Para Bellum

Ciekawsza niż standardowe płyty Testament, ale... no wolę słuchać innych rzeczy.

The Hellacopters – Overdriver

Słabsza od poprzedniej. Nie przewiduję powrotów do słuchania.

Nocny Kochanek - Urwany film

Nic nie oczekiwałem i nic nie dostałem :lol: Na ostatnich płytach coraz mniej było ciekawych momentów do wyciągnięcia i trend został utrzymany. Ze dwa numery jako koncertowe wypełniacze są nawet spoko. Przesłuchałem (w zasadzie obejrzałem) raz i wracać nie będę. Płytę oczywiście kupiłem, stoi zafoliowana ;)

Nocny Kochanek - As w nogawce

To kompilacja numerów z różnych okresów działalności, ale część całkiem świeża. Pewnie ją odfoliuję, bo jest tu ostatni numer NK, który uważam za bardzo dobry - Dariusz, więc będę musiał go zgrać do samochodu.

02: Turbo (Kutno, Warszawa, Kraków), Wishbone Ash (Warszawa), Monstrum (Rzeszów), Soen (Kopenhaga)
03: Lady Pank, Zalewski, Turbo (Łódź)
05: Defenders of Steel
06: Mystic Festiwal, Metallica (Budapeszt), Iron Maiden (Hradec Kralove), Linkin Park
07: Judas Priest
Awatar użytkownika
Max323
ZASŁUŻONY SANATORIANIN
Posty: 4307
Rejestracja: sob maja 26, 2018 8:58 pm

Re: Podsumowanie muzyczne 2025

Post autor: Max323 »

Jedyny album z 2025 jaki przesłuchałem w całości to nocny XD. Opinia: meh.
Jest plan by w przyszłym roku posłuchać nowe Paradise Lost oraz Ghosta.
A
B
C
D
E
pz
-#Administrator
-#Administrator
Posty: 21231
Rejestracja: śr maja 07, 2014 12:56 am
Skąd: z Sanatorium

Re: Podsumowanie muzyczne 2025

Post autor: pz »

Ale one już będą "stare" ;)

02: Turbo (Kutno, Warszawa, Kraków), Wishbone Ash (Warszawa), Monstrum (Rzeszów), Soen (Kopenhaga)
03: Lady Pank, Zalewski, Turbo (Łódź)
05: Defenders of Steel
06: Mystic Festiwal, Metallica (Budapeszt), Iron Maiden (Hradec Kralove), Linkin Park
07: Judas Priest
Awatar użytkownika
Max323
ZASŁUŻONY SANATORIANIN
Posty: 4307
Rejestracja: sob maja 26, 2018 8:58 pm

Re: Podsumowanie muzyczne 2025

Post autor: Max323 »

Rok jest za krótki.
A
B
C
D
E
ODPOWIEDZ