Relacje z koncertu!

Wszystko o koncercie Maiden w Chorzowie 29 maja 2005!

Moderator: Administracja i Moderacja SanktuariuM

Awatar użytkownika
amaZona
-#Invader
-#Invader
Posty: 209
Rejestracja: czw paź 09, 2003 7:12 pm
Skąd: Tychy / Kraków

Relacje z koncertu!

Post autor: amaZona »

Może zamieszczalibyśmy tutaj swoje relacje z koncertów?
Bo wiem, że niektórzy lubią sobie napisać, tak, żeby potem mieć co wspominać. Oczywiście nie chodzi mi tutaj o "Świetny koncert, ogólnie rzeźnia, tylko do kitu, że nie zagrali FOTD" :lol: Chodzi mi o bardziej szczegółowe i obszerniejsze :wink:

Tak czy siak, chciałam się z wami podzielić moją.

Przetłumaczyłam ją już na język angielski i dałam na międzynarodowe forum [http://www.ironmaiden.org/]. Niech zobaczą jak wyglądają koncerty w Polsce, a co! :beer
Miłego czytania :wink:

Iron Maiden, 29.05.2005, Chorzów, Stadion Śląski (Mystic Festival)

"We salute you, Poland!"


Setlista:
1. Ides Of March
2. Murders in the Rue Morgue
3. Another Life
4. Prowler
5. The Trooper
6. Remember Tomorrow
7. Run to the Hills
8. Charlotte the Harlot
9. Revelations
10. Where Eagles Dare
11. Die With Your Boots On
12. Phantom of the Opera
13. The Number of the Beast
14. Hallowed Be Thy Name
15. Iron Maiden
16. Running Free
17. Drifter
18. Sanctuary

Osiemnasty koncert Iron Maiden w Polsce. Drugi na trasie "The Early Years Tour". Po raz kolejny mogliśmy przekonać się o niezniszczalności tego zespołu. Tej szóstki facetów, którzy czerpią radość z każdego nagrywanego albumu, a przede wszystkim z każdego granego koncertu. Tym razem był to powrót do przeszłości. Od lat, kiedy to Maideni grali w małych klubach, gdzie gromadziły się dziesiątki, potem setki osób, przez ogromny sukces płyty "The Number Of The Beast", kiedy to Maiden prawdziwie poznali co to znaczy być kochanym przez fanów, aż do geniuszu płyty Piece Of Mind. Wiadome było, że większość granych w tym roku utworów będzie pochodziła właśnie z pierwszych czterech płyt zespołu. Wszyscy z niecierpliwością oczekiwaliśmy koncertu... Oto mieliśmy na żywo usłyszeć w wykonaniu Bruce'a piosenki, które oryginalnie nagrał z zespołem Paul Di'anno. Mieliśmy na własne oczy zobaczyć zapowiadaną wspaniałą, nawiązującą do początkowego okresu z historii Maiden, scenografię. A przede wszystkim, mieliśmy usłyszeć utwory, których nie grali od dobrych kilkunastu lat!

Na stadion dostałam się ok. godziny 13:00. Bez problemu załapałam się na opaskę upoważniającą mnie do wejścia do specjalnego sektoru na płycie, tuż przy scenie. Niestety, organizacja Mystic'a nie była perfekcyjna, ale na pewno lepsza niż dwa lata temu. O dziwo [a może nie o dziwo, biorąc pod uwagę fakt, że było ponad 30 stopni w cieniu], bramkarze zazwyczaj pozwalali wnosić plastikowe butelki z wodą. Poza tym, na miejsce przyjechał specjalny samochód, który chłodził podgrzanych temperaturą jak i atmosferą fanów ciężkiego grania. Również ze środka woda lana była na publikę na płycie, a przy barierkach rozdawane były butelki wody mineralnej. Od czasu do czasu zraszano nas wodą tuż przy scenie. Współczuję ludziom, którzy mieli zamiar bawić się przy jednym z pierwszych zespołów, bo na wewnątrz stadionu była istna patelnia. Nie ryzykowałam wejściem tam aż do wieczora. Koncerty wszystkich pozostałych zespołów słyszałam leżąc spokojnie w cieniu. Postanowiłam jednak zobaczyć choć fragment występu Nightwish'a, mimo, że także nie przepadam za ich muzyką.

Szczerze mówiąc na początku przerażała mnie pespektywa czekania przez dziesięć godzin w upale na moment, w którym to Maiden mieli zawładnąć stadionem. Ale opłacało się. Opłacało się, bo nigdy wcześniej, na żadnym koncercie, nie miałam tak łatwego dojścia w okolicę siódmego rzędu, jeszcze przed rozpoczęciem koncertu. Opłacało się, bo właśnie w tym sektorze było nadzwyczaj, hmm... spokojnie, czyli: bez większych młynów, chamstwa, zgniatania i co najważniejsze, w trakcie koncertu bez żadnego problemu można było dostać się na wyciągnięcie ręki od barierek. A stamtąd było widać perfekcyjnie, bo scena była wysoka. Opłacało się, bo właśnie będąc tak blisko można poczuć, że ci ludzie, których zazwyczaj oglądamy na plakatach, teledyskach, DVD, stoją dokładnie przed Tobą. I grają koncert dla CIEBIE.

Tak właśnie było. Szalałam po prawej stronie sceny, dokładnie na przeciwko Jana i Steve'a. Dave i Adrian też wędrowali tam od czasu do czasu, a Bruce... a Bruce'a, jak zwykle, było wszędzie pełno. Biegał z jednego końca sceny, na drugi, na podwyższenia, do Nicko, i z powrotem. Szkoda, że Nicko nie mógł za bardzo zmieniać swojego położenia, a najwyżej wychylać się zza ogromnej perkusji, ale takie życie pałkarza ;-)

Na początku dwóch poprzednich koncertów Maiden zawsze byłam za daleko, by zobaczyć ten pierwszy moment, te pierwsze skundy, wyraz twarzy poszczególnych członków zespołu zaraz po wbiegnięciu na scenę. Tym razem miałam tą okazję. Cóż, to trzeba przeżyć. Emocje sięgają zenitu, nie można opanować się od krzyku radości, aplauzu, może nawet łez wzruszenia. Bo oto oni, przez wielu określani bogami heavy metalu, wkraczają na scenę, żeby zagrać dla polskich fanów kolejny, niezapomniany koncert.

Na pierwszy ogień: The Ides Of March. Potężny początek, genialne intro plus gra świateł i krzyk fanów. Oczekiwanie... Który kawałek zagrają jako pierwszy? I po chwili słyszymy pierwsze dźwięki "Murders In The Rue Morgue" i już od tego momentu byłam pewna, że zabawa pod sceną będzie wyśmienita. Euforia 30 000 tłumu, Iron Maiden na scenie, a na przeciwko mnie Steve śpiewający od samego początku, do samego końca. Końca koncertu, rzecz jasna. Kawałek wypadł świetnie, choć nie należy do moich ulubionych. Jest bardzo energiczny, a przecież energia to nieodłączna część każdego koncertu Maiden, bez wyjątku. Już teraz poczuliśmy ten klimat sprzed 25 lat... No, może nie do końca, bo przecież koncerty były wtedy grane w zupełnie innnych warunkach. Zaraz potem "Another Life", krótki utwór, który rzeczywiście przeleciał w dosłownie kilka chwil. Znowu Bruce pokazał, że śpiewając utwór Paul'a może być tak dobry, albo nawet lepszy niż on. Kolejna okazja do porównania głosów obu wokalistów - Prowler. Również nie jest moim ulubionym utworem [tak naprawdę do pierwszych dwóch płyt sięgam stosunkowo rzadko], co nie znaczy, że mi się nie podobało! Podczas koncertu na żywo każdy utwór osiąga jakiś nowy wymiar, brzmi inaczej, brzmi lepiej. Po nim przyszedł czas na "The Trooper", klasyk, którego i teraz nie mogło zabraknąć. Odśpiewany został w całości przez publiczność. Ale to co było następne, przerosło chyba moje wszelkie oczekiwania.

"Remember Tomorrow", na żywo, w wykonaniu Bruce'a Dickinsona. W tym momencie mogłabym postawić kropkę i przejść do następnego punktu, bo na to po prostu brak słów. Utwór ten wypadł fenomenalnie, wciąż jestem pod jego ogromnym wrażeniem. Początek spokojny: płoną zapalniczki, a my śpiewamy z Bruce'em, którego twarz ukazała, że czuje ten utwór całą swoją duszą. Dochodzimy do końca zwrotki i, ach, co tu dużo mówić! Ta moc, siła, dreszcze, które przeszły mnie po całym ciele, ten głos Dickinsona i dźwięki, które przeszyły i zostały w pamięci na długo! Genialne! Brawo, brawo i jeszcze raz brawo. Dickinson pokazał, na co go stać! Na "Run To The Hills" można było trochę ochłonąć... w końcu słyszymy ten utwór na każdym koncercie i prędzej czy później po prostu musi się przejeść. Ale nie było tego poznać, wszyscy z zapałem wrzeszczeli: "Run to the hills, run for your lives!". No i na koniec ten krzyk Dickinsona... "Charlotte The Harlot" wypadł świetnie, koncertowa wersja, no i z Bruce'em na wokalu, o wiele, wiele bardziej przypadła mi do gustu.

Naturalnie podczas koncertu nie mogło zabraknąć: "SCREAM FOR ME POLAND!!!" na co reakcja była oczywista, a Bruce nieustannie udawadniał, że jest jednym z najlepszych frontmanów na świecie. "You want some revelations, don't you?" spytał Bruce, po czym gromkie oklaski i entuzjazm potwierdziły tendencyjność tego pytania! Ostatni raz "Revelations" usłyszeć mogliśmy w czerwcu 2003. Ta integracja podczas śpiewania tego utworu to dowód na to, jak bardzo ludzie kochają ten kawałek i jak wspaniale wypada on na koncertach. Brawo. Brawo dla nas i dla chłopaków! Jak usłyszałam pierwsze dźwięki kolejnego utworu to znowu wmurowało mnie w ziemię. "Where Eagles Dare". Z pewnością jedna z najlepszych kompozycji, której nie mieliśmy szansy usłyszeć na żywo od długiego czasu. Po raz kolejny: czysty geniusz. Nie mogłam uwierzyć, że to grają. I to jak grają... Po prostu brak słów. Ocena najwyższa z możliwych! "Die With Your Boots On", wspaniały kawałek na koncerty, odśpiewany entuzjastycznie przez tłum. "Phantom Of The Opera" - wiele osób kocha ten utwór, ja jednak nie do końca, ale to co usłyszałam na koncercie było genialne! Fantastyczne wykonanie. Kolejny klasyk, podczas którego na scenie po lewej stronie pojawił się czerwony diabełek - "The Number Of The Beast", nie mam wątpliwości, że śpiewała to każda obecna wówczas na stadionie osoba. Utwór nie umywa się jednak do kolejnego.

"Hallowed Be Thy Name" to jeden z tych, którego w secie po prostu pominąć nie można. Mimo, że jest grany zawsze, nie nudzi, bo w nim jest coś wyjątkowego. Przez wielu uważany za najlepszy w historii Maiden. Na ten temat można by spekulować, lecz z pewnością jest w ścisłej czołówce. Wykonanie kapitalne. Bruce pokazał, że jest w dobrej formie. Kiedy usłyszeliśmy "Iron Maiden", wiedzieliśmy, że zbliża się koniec. Mi osobiście kawałek ten przejadł się tak, że chyba bardziej się nie da, ale rozumiem, że to już taka trwając prawie 30 lat tradycja ;-)

Gdzieś w między czasie wyszła spontaniczna akcja: ludzie zaczęli krzyczeć "Fear Of The Dark! Fear Of The Dark!" [Później dowiedziałam się, że krzyczano też "Dziękujemy! Dziękujemy!", niestety z mojego miejsca tego nie słyszałam]. Nie daliśmy Bruce'owi mówić, członkowie zespołu patrzyli to na siebie, to na nas, na twarzach malował się na zmianę uśmiech, zdziwienie, i lekkie zmieszanie. Cóż, wygląda na to, że albo większość ludzi nie miała pojęcia o tym, że utwory będą tylko i wyłącznie z pierwszych czterech płyt, albo po prostu tak go uwielbiają, w końcu jest niesamowicie klimatyczny i wspaniale byłoby usłyszeć go na żywo. Przez dłuższy czas panowie patrzeli na nas i nie wiedzieli co zrobić... Wtedy ja odniosłam wrażenie, że go zagrają. Z jednej strony, gdyby to zrobili, publiczność byłaby szalenie szczęśliwa, a drugiej jednak, nie mogli zrobić wyjątku tylko w Polsce, w tym wypadku fani z innych krajów byliby conajmniej rozczarowani. Poza tym, skoro "Early Years", to "Early Years", i FOTD zepsułby tą atmosferę. Dobrze więc, że mimo takiego nacisku ze strony publiczności, nie zagrali go i zostali przy swoim. Po chwili Bruce przebił się przez nasz krzyk i powiedział do Janicka: "You are half Polish - what are they saying?" :-D Hehehe, to chyba znak, że chłopaki usłyszeli "Dziękujemy", i dobrze! :-) [Potwierdza to też Nicko w pamiętnikach!] Zrobił wtedy zdziwioną minę, po czym fani zaczęli krzyczeć: "Thank you! Thank you!". Bruce kontynuował: "Alright. Guys, girls.... anybody in between. Everytime we've come to Poland - the first time 1984..." I przerwał mu ogromny aplauz i entuzjastyczny krzyk publiczności - "... and there were some other people here then, but most of them have gone home. But we come back here every year. And in a world that is full of MTV bullshit..." Kolejny raz fani wyrazili swoje uznanie oklaskami i okrzykami. Bruce ciągnął dalej: "... in a world that is full of people in the music business that just tell fucking lies, who just want to make money, who don't give a shit about music... It's great to come to a country, where people care, and where we have loyal fans, and actually where you have a great promoter. This guy that runs "Mystic", alright, he's been around for a lot of years and he really puts his neck on the line everytime he goes out and does a gig like this! So, I just want to give from all of us, to all of you, a really big round of applause from the band, because without you, we don't exist... POLAND, WE SALUTE YOU!!!". Oj, tam trzeba było po prostu być. Przeogromny, przeogromny krzyk wszystkich ludzi... W tym momencie wybuchła radość, oklaski i krzyki, których stadion śląski jeszcze nie doświadczył. Dokładnie to samo, co stało się we Wrocławiu po wypowiedzeniu słów: "Poland, you're the one of top fuckin' countries in the whole world for heavy metal...", z tym wyjątkiem, że w listopadzie 2003 w Hali było około 6000 osób, a tutaj, było ich 30 000... Dzięki tym słowom, tak genialnym koncertom w naszym kraju oraz faktem, że wracają z każdą trasą, dają nam dowód na to, że kochają tu grać i uwielbiają polską publiczność. Co do tego nie ma żadnej wątpliwości :)
Jeszcze przed powrotem Maiden na scenę na bisy, po lewej stronie dało się słyszeć chóralne "Ole, ole, ole, ole, Maiden! Maiden!".

Kolejnym mocnym punktem wieczoru był utwór "Running Free", który wyszedł fantastycznie! Widać było, że zespół był zadowolony. Atmosfera była znakomita, dla nas nawet lepsza niż na "Live After Death", a to dlatego, że mieliśmy szansę w tym uczestniczyć! Obok "Where Eagles Dare", "Revelations", "Remember Tomorrow" i "Hallowed Be Thy Name", właśnie "Running Free" był najlepszym utworem tego wieczoru. Jednym słowem: to trzeba przeżyć! W momencie kiedy Bruce przedstawiał członków zespołu, zlany potem Harris stał dokładnie przede mną, grając na basie obserwował uważnie publiczność. To niesamowite uczucie stać przed człowiekiem, bez którego Iron Maiden by nie istniało, albo, broń Boże, stało się komercyjną tandetą. To właśnie ten człowiek nad wszystkim panuje, dzięki niemu Iron Maiden to po prostu to wspaniałe i niepowtarzalne Iron Maiden! Po wspólnym odśpiewaniu "Running Free" przyszedł czas na od wieków nie grany "Drifter". To był dopiero powrót do "Early Years", brawo! Podczas tego utworu wyszedł stary, dobry Eddie, entuzjastycznie przyjęty przez publiczność. Po nim od razu przejście do "Sanctuary", klasyk, na którym to wykończeni całodniowym festiwalem i upałem, dawaliśmy z siebie tyle, ile mogliśmy.

Niestety, to były ostatnie dźwięki Iron Maiden tego wieczoru. Choć długo nie gasnące światła dawały cień nadziei na powrót Dziewicy na scenę... Kiedy usłyszeliśmy pierwsze dźwięki "Always Look On The Bright Side Of Life", wiedzieliśmy, że to już koniec. I najgrosza była świadomość, że do następnego koncertu Maiden w Polsce trzeba będzie czekać kilkanaście dobrych miesięcy... I właśnie dlatego, przyznaję, popłynęło kilka łez. Przynajmniej zostaje nam zapewnienie Bruce'a, że zobaczymy się na kolejnej trasie promującej nowy album. Oby!

Cóż mogę powiedzieć. Ciężko określić ten wspaniały wieczór. Możnaby narzekać to na publiczność [która w wielu miejscach potrzebowała czasu na rozkręcenie się. Jest to pewnie spowodawane tym, że koncert odbył się na stadionie i, jak można było przypuszczać, pojawiło się na nim zbyt wiele przypadkowych osób], na nagłośnienie, które powodowało, że Bruce był czasem słabo słyszalny, albo ogólnie było za cicho. Można też narzekać na setlistę, ale z drugiej strony czy możliwe jest dogodzenie każdemu pod względem granych utworów?
Było trochę niedociągnięć, małych pomyłek [wspomnę o "66" widniejącym z tyłu sceny, oraz "Scream for me Katowice!" co lekko zaskoczyło fanów, choć to akurat można wybaczyć, bo do granicy z Katowicami mieliśmy podobno kilkaset metrów ;-)], ale rozumiemy, w końcu to drugi koncert na trasie :-) Zresztą, wszystko zostało wynagrodzone!

Mówiąc o moich odczuciach: publiczność wokół mnie była bardzo żywiołowa, skakaliśmy, śpiewaliśmy, klaskaliśmy przez cały czas trwania koncertu. Klimat pierwszorzędny. Jeśli chodzi o nagłośnienie, słyszałam wszystko idealnie, czasem tylko Bruce był za cicho, ale to w niczym nie przeszkadzało, bo znaliśmy teksty i nawet bez niego można było śpiewać ;-) A setlista? Świetna! Ucieszył mnie fakt, że mogłam usłyszeć stare kawałki, a taka okazja może się już nigdy nie trafić. Wspaniały powrót do przeszłości, utwory zabrzmiały świeżej, mocniej, zdecydowanie lepiej [w końcu mamy trzy gitary!]. Być może nie można powiedzieć, że był to najlepszy koncert Maiden w Polsce. Ale z całą pewnością mogę stwierdzić, że występ był kapitalny, na wysokim, jak zwykle, poziomie. Wspaniałe show, efekty pirotechniczne, profesjonalizm w każdym calu, a radość i miłość do muzyki dało się odczuć w każdej sekundzie. Ale przede wszystkim ten koncert to energia, energia i jeszcze raz ENERGIA. Występ jak najbardziej udany, chłopaki w świetnej formie pomimo swego wieku. Wiele zespołów powinno brać z nich przykład. Bo Iron Maiden po raz kolejny pokazali klasę i udowodnili, że są jednym z najlepszych koncertowych zespołów na świecie. I chwała im za to!

Up The Irons! :solo

A tu mały fragment z pamiętnika Nicko, tak dla przypomnienia :wink:
(7:30pm 30th May)

I did however write a wee bit of the diary on the plane from Katowice in Poland.

We played there last night and man was it fantastic. A brilliant evening was had and delivered.
We had made a change to the running order of the set but it still needs a wee tune up so to speak.
We hit the stage at 9:30 and had a great night. We played a lot tighter than the night before and were very happy with the way we all played.
The crowd were absolutely nuts. At one time towards the end of the evening they were chanting out something SSSOOO load, for so long that it sent a goose bump up me back.
We later found out that it meant THANK YOU!!!!!!
What a buzz I can tell you!!!!
27000 Polish fans singing with us and chanting things, it was truly a momentous evening.
After the show we went back to the hotel and met in the bar for a wee nightcap.
Dragonforce joined us; they had opened the show for us.
Nice bunch of chaps they are as well!!!
After a couple of glasses of Ducru I went to me bed.
Thank you to all of our friends in Poland for making us so welcome as usual. You are very special to Maiden.
THANK YOU ALL so much.


Nie, to my wam dziękujemy! :solo

Pozdrawiam forumowiczów! :)

PS: Oczywiście relacja jest w pełni subiektywna.
Ostatnio zmieniony śr cze 01, 2005 4:26 pm przez amaZona, łącznie zmieniany 1 raz.
El Dorado

Re: Relacje z koncertu!

Post autor: El Dorado »

wszędzie musisz się nia pochwalic :lol: ;)
Awatar użytkownika
amaZona
-#Invader
-#Invader
Posty: 209
Rejestracja: czw paź 09, 2003 7:12 pm
Skąd: Tychy / Kraków

Re: Relacje z koncertu!

Post autor: amaZona »

tobink pisze:wszędzie musisz się nia pochwalic :lol: ;)
Skoro tak miłe reakcje wywołuje u ludzi, to dlaczego się nią nie podzielić? :wink: :)
Awatar użytkownika
real_alien
-#Long distance runner
-#Long distance runner
Posty: 836
Rejestracja: sob lis 27, 2004 7:33 pm
Skąd: Rapture

Re: Relacje z koncertu!

Post autor: real_alien »

A ja będę miał dłuższą... jeżeli będzie mi się chciało ją napisać :P ;)
Awatar użytkownika
compor
-#Prodigal son
-#Prodigal son
Posty: 27
Rejestracja: sob kwie 12, 2003 4:58 pm
Skąd: Gdańsk

Re: Relacje z koncertu!

Post autor: compor »

w InterCity z Trojmiasta o 00:07 z soboty na niedziele dwóch kolesi zrobilo demolke w przedziale (m.in. polecialy drzwi itd) i policja ich w Wawce zawinela. Ogólnie wiekszosc jechala na koncert, wszyscy pili i bylo wesolo.
Ostatnio zmieniony śr cze 01, 2005 3:58 pm przez compor, łącznie zmieniany 1 raz.
Awatar użytkownika
amaZona
-#Invader
-#Invader
Posty: 209
Rejestracja: czw paź 09, 2003 7:12 pm
Skąd: Tychy / Kraków

Re: Relacje z koncertu!

Post autor: amaZona »

real_alien pisze:A ja będę miał dłuższą... jeżeli będzie mi się chciało ją napisać :P ;)
Ale ja nie mam zamiaru z nikim prześcigać się w długości relacji :wink:

Czekamy na nią w takim razie.
Awatar użytkownika
real_alien
-#Long distance runner
-#Long distance runner
Posty: 836
Rejestracja: sob lis 27, 2004 7:33 pm
Skąd: Rapture

Re: Relacje z koncertu!

Post autor: real_alien »

Też nie mam zamiaru, to był taki dżołk ;)

Swoją napiszę jutro... po dwóch piwkach wena sama przyjdzie :P
Awatar użytkownika
Rainmaker.
-#Ancient mariner
-#Ancient mariner
Posty: 504
Rejestracja: śr paź 22, 2003 7:46 pm
Skąd: Będzin

Re: Relacje z koncertu!

Post autor: Rainmaker. »

Ale dłuuuuuuga :D :wink:
Nitek
-#Prisoner
-#Prisoner
Posty: 112
Rejestracja: sob lip 19, 2003 11:17 pm
Skąd: Łańcut/Warszawa

Re: Relacje z koncertu!

Post autor: Nitek »

tobink pisze:wszędzie musisz się nia pochwalic :lol: ;)
w przeciwienstwie do Ciebie ma sie czym pochwalic
El Dorado

Re: Relacje z koncertu!

Post autor: El Dorado »

Nitek pisze:
tobink pisze:wszędzie musisz się nia pochwalic :lol: ;)
w przeciwienstwie do Ciebie ma sie czym pochwalic
:evil:
ja nad swoją już pracuje...
Awatar użytkownika
Powerslave
-#Prisoner
-#Prisoner
Posty: 101
Rejestracja: czw maja 26, 2005 4:39 pm
Skąd: Tychy

Re: Relacje z koncertu!

Post autor: Powerslave »

AWESOME :D :twisted:
"There are more things in heaven and earth, than are dreamt of in your philosophy"
Deleted User 1309

Re: Relacje z koncertu!

Post autor: Deleted User 1309 »

w InterCity z Trojmiasta o 00:07 z soboty na niedziele dwóch kolesi zrobilo demolke w przedziale (m.in. polecialy drzwi itd) i policja ich w Wawce zawinela. Ogólnie wiekszosc jechala na koncert, wszyscy pili i bylo wesolo.


Nie ma to jak zwięzła relacja :lol:

btw: swoja postaram sie napisac jak tylko znajde czas :wink:
fl4k
-#Prodigal son
-#Prodigal son
Posty: 27
Rejestracja: ndz cze 13, 2004 6:22 pm
Skąd: z nienacka (Gdańsk)

Re: Relacje z koncertu!

Post autor: fl4k »

amaZona pisze:Iron Maiden na scenie, a na przeciwko mnie Steve śpiewający od samego początku, do samego końca. Końca koncertu, rzecz jasna.
hmm... no ja tam go zbytnio nie slyszalem... ale moze cos tam sobie mruczal pod nosem :wink:

a relacja bardzo ladna :P... moze jak swoja do celow prywatnych troche oszlifuje to tez tu wrzuce :>...
... AND JUSTICE FOR ALL !!!
Deleted User 1309

Re: Relacje z koncertu!

Post autor: Deleted User 1309 »

No to cosik skrobne
PART ONE: Mareq na dzikim hanysowie.

Wszystko zaczeło sie o godzinie 6.47 kiedy to wiedliśmy w Brzesku do pociągu relacji Rzeszów - Kraków który to dowiózł nas do pięknego dworca krakowskiego . Na tym , że pięknym dworcu krakowskim znadjowały się drobne grupki ludzi potencjalnie udajacych sie na koncert .
O godzinie 8.14 przyjechał pociąg musze tu dodać iż przyjechał on z drugiej strony peronu niz myślałem co wprowadzilo nas w szkok konsernacje i irytacje. O godzinie 8.16 po załadowaniu się do tego pieknego wehikułu wyruszyliśmy w kierunku Hanysowa . Po drodze nic specjalnego się nie wydarzylo pozatym ze w pewnym momencie pociąg stanął w szczerym polu i potem miał duze problemy z rozpędzeniem się :wink: . Na dworzec do katowic dotarliśmy o godzinie ... niestety nie wiem której ponieważ nikt z nas nie miał zegarka ani komórki(!!) . W kazdym razie po opuszceniu pociągu udaliśmy się za tłumem w kierunku blizej nie znanym . Tłum zaprowadził nas na przystenek tramwajowy znajdujący się nie opodal dworca (btw bardzo brzydkiego dworca w porównaniu z krakowskim :wink: ) . Po chwili na przystenek przyjechał tramwaj o nr 11 który mieliśmy się dostać pod stadion Śląski . Przejazd pod stadion zaliczyliśmy na koszt MPK , gdyby jakis kanarek się przyczepił mieliśmy udawać fanów dragonforce z Anglii :wink: . Po krótkim zwiedzeniu Katowic z okna tramwaju dotarliśmy na przeystanek docelowy. Odrazu udaliśmy się obczaic gdzie znajdują sie bramy wejściowe do ślaskiego giganta . Po odnalezieniu bramy(dokładnie nie wiem ktora to byl ale znajdowaly sie koło niej niewielkie błonia) zajeliśmy strategiczne miejsce pod drzewkiem w cieniu , gdzie pojedliśmy i wypiliśmy napoje orzeźwiajace . Na kilkadziesiat minut przed planowanym otwarciem udaliśmy się do kolejki(wczesniej jescze ukryliśmy picie w krzakach ) . Najpierw zajeliśmy miejsce z tylu kolejki lecz zauwazyliśmy ze wszyscy dochodza ale na boki wiec zrobiliśmy tak samo . Wtedy to tez popelniłem powazny błąd , mianowicie z powodu słońca zdjąłem koszulke co potem odcisnelo swe piętno w bliskich starciach na płycie oraz gdy próbowalem spać na plecach :wink: . Wracając do stanie w kolejce w zasadzie do 12.00 nic ciekawego sie nie wydarzylo . Gdy miało nastąpić otwarcie wylałem na siebie resztke zawartości wody aby dodać sobie otuchy i ochlody przed walka w kolejce . Po chwili okrzyków ,,k**** mać ile mamy stać" i groźnego przemówienia jakiegos ślązaka z fosy , wreszcie otwarli bramy piekielne . Co prawda tych ,,bram" bylo tylko 3 wiec przepustowość była dosyć skromna a i trafić w bramke nie było łatwo . Z biletem i koszulką w jednej i z plecakiem na plecach starałem się trafić w bramke . Niestety tak mnie pokierowało ze gdyby nie wzmorzona praca moich rąk mógłbym po przejściu przez bramki śpiewać tak jak wokalista Primal Fear w przesłynnym refrenie Metal is Forever :lol: . No ale jakimś cudem udalo mi sie dotrzeć do punktów kontrolnych panów w żóltywm które pokonałem bez problemu (w gruncie rzeczy mili byli Ci ochroniarze więc nie rozumiem dlaczego niektórzy coś do nich mają) . Przy kolejce po ,,opaski" nastąpił przegląd sił tj czy nikomu z ekipi nic się nie stalo i czy wszyscy są , w zasadzie ucierpiał tylko kolega Putra który został pogryziony przez jakąś panienkę :D .
Po zdobyciu opasek udaliśmy się podziemnym przejściem w kierunku płyty która była juz tak blisko..... TBC

Zbieżność nazwisk i pseudonimów przypadkowa :wink:
Awatar użytkownika
Celestial
-#Invader
-#Invader
Posty: 182
Rejestracja: wt gru 21, 2004 12:45 pm
Skąd: Toruń

Re: Relacje z koncertu!

Post autor: Celestial »

Zatem wy tu, prawda, bracia szlachta kłóćta się, kto lepiej i po ilu piwkach, a ja skrobnę swoich słów kilka, gdyż też tam byłem, wodę z kranu piłem.. So, let me tell the story about.. :rocx

Niedzielny poranek na długo pozostanie w mojej pamięci. Autokar miał mnie i moją dziewczynę zabrać przy wjeździe do Torunia. Po nieprzespanej nocy dość ociężale wsadziliśmy w buty swoje zwłoki. Wziąłem się za robienie kanapek, podczas gdy ona odprawiała kosmetyczne misteria w łazience (kobiety!). Do umówionego miejsa mieliśmy dobre 20 minut drogi. Biegliśmy co chwila, by nie przegapić autokaru, kiedy będzie jechać. Gdy byliśmy niemal na miejscu o
umówionej porze, Gosia zbladła:
-Nie wzięłam biletu.
(cisza)
-Przepraszam...
-Fajna jesteś :P
Dałem jej plecak z poleceniem wypatrywania autokaru, a następnie użycia wszelkich nieziemskich mocy, by zatrzymać go na przystanku. Sam zaś wyrwałem z kopyta. Słońce świeciło, pieski prowadzone na poranny spacer brudziły trawniki. Karta sim świeciła pustkami i oto moim oczom ukazała się budka Netii. Wrzuciłem, co pod ręką było i
zadzwoniłem do koleżanki z mieszkania. Zamysł prosty - wyszłaby naprzeciw z biletem, zawsze to szybciej. Nie odbierała.
-Motyla noga! - wykrzyknąłem i nie czekając, aż obdrapany aparat łaskawie zwymiotuje moje miedziaki rzuciłem słuchawkę i pobiegłem dalej. W trakcie szalonego sprintu podziwiałem m.in. rozgłośnię Radia Maryja, która jawiła mi się na jednej z ulic. Gdy dobiegałem do domu, zadzwonił mój telefon. Z autokaru dzwonił Mitchu:
-Jesteśmy parę kilosów od Torunia, mam nadzieję że jesteście na miejscu?
(cisza)
-@$#$@#%
-!#$@!#$@..
-Spoko, zdążymy!
Dorwałem w mieszkaniu bilet. Zbudziłem Ziółę, która nie odebrała owego nieszczęsnego telefonu. Wyglądała strasznie, prawie jak Eddie po trepanacji czaszki na Piece of Mind..pidżama zaiste przypominała kaftan:P Chciałem żeby zamówiła taksówkę. Odetchnąłęm z ulgą, bo mogłem złapać oddech. Pot sciekał po mnie, jak woda po muszli.
Błogi stan urwała krótka informacja koleżanki:
-Nie mogę znaleźć nu... - dalej nie usłyszałem, bo wybiegałem już z bloku. Jednym susem pokonałem schody i już znajdowałem się na mojej prywatnej autostradzie do Ironów. Byłem w połowie drogi powrotnej, gdy ponownie zgłosił się Mitchu:
-Jak tam?
-Ruun too thee hiillssss!!! - wrzeszczałem do słuchawki sapiąc niczym pijany nosorożec.
-Słuchaj bo..
-Biegnę! Zdążymy, mam bilet, !@$!#@$ musicie nas zabrać !@$##@!$
-Ale..
-!$#$@#%#$%#$ zdążę!
-Ale słuchaj mnie!@#!@$ Zatrzymaliśmy się przed miastem na parkingu leśnym. Będziemy za jakieś pół godziny.
Nie wiedziałem, czy śmiać się, czy płakać. Pewne było jedno - tego dnia jeszcze raz będę śpiewać refren tamtego kawałka..
Podróż upłynęła bardzo miło. Wesoły autobus mknął niesiony soczystymi riffami z Brave New World. A może wręcz - wprost do Brave New World.. Jakie to uczucie, kiedy przyklejaliśmy do szyb flagi i kartki z napisami Iron Maiden! Mijały nas samochody z flagami Maiden, trąbiły. Niesamowite uczucie - że bierzesz udział w czymś niezwykłym! Chciałem zrobić wszystko, by ten koncert pamiętać do końca życia - w przeciwieństwie do tego z Wrocławia, gdzie znalazłem się w sumie dość przypadkiem i niewiele pamiętam. I gdy wjechaliśmy przed Carrefoura - te autokary wciśnięte jak szprotki do puszki z sosem pomidorowym. Tłumy fanów płynęły ulicami. Potok Dziewic po prostu:P
Kiedy przeszliśmy przez tunel wydaliśmy jedno, przeciągłe 'O ku...'. Pominę supporty. Kiedy ze sceny zaczął lecieć czerwony dym (nie wiem co to za kapela, Primal Fear?), Gosia zapronowała, żebyśmy podeszli trochę, jako że wcześniej odpoczywaliśmy we trójkę (z Mitchem) na trawce przy sektorze bodaj 33. Ledwo poleciały pierwsze takty,
kiedy niespodziewanie ścisnęła moją rękę z siłą, której nie powstydziłby się sam Hulk Hogan:
-Choćmy stąd, kręci mi się w głowie.
Zrobiliśmy ledwie parę kroków, kiedy osunęła mi się na ręce. Zaraz otoczyła nas chmara ludzi.
-Tu głowę do tyłu, na bok..nogi do góry, dajcie jej wody - krzyczeli. Naprawdę jestem wszystkim wdzięczny. Przyzwyczailiśmy się chyba wszyscy do społecznej znieczulicy - że w biały dzień okradają ludzi na ulicy, a każdy jak żółw chowa się w skorupie swoich spraw. Jeden człowiek powiedział:
-Bracie, masz tu wodę, szybko. Bierz plecak - tu mi go podał, pomógł zamknąć - i leć z nią do karetki. To bracie zabrzmiało tak, jak z piosenki Ironów. Że, wiecie, wszyscy jesteśmy tu w jednym celu. I dzisiaj wszyscy
są dla siebie w jakiś sposób bliscy (no może bez przesady, żadne tam sekciarstwo or coming up:P). Zaraz pojawiła się ochrona. Ludzie się rozstąpili, fosiarz zrobił szpaler.
-Ale jazda, jak się wszystko kręci..-wymamrotała moja Ironka.
Zarzuciła mi dłonie na szyję i wziąłem ją na ręce. Szybko popędziłem przez pół boiska do sanitariuszu. Wszysto dobrze się skończyła. Była osłabiona. Skwar, tłum, hałas, odwodnienie (ach te ceny..). Od tamtej pory co chwila latałem na górę czerpać wodę z ogniowozu:P
Większość kapel przesiedzieliśmy w tunelu, żeby się ochłodzić. Wyczołgaliśmy się z jaskini dopiero na Najtłysza i tu - co warto podkreślić - bardzo pozytywnie zaskoczyłem się. Niesamowity zespół! Charyzmatyczny basista, piękna wokalistka, klasowy gitarzysta.. Do dziś szumi mi w uszach Wishmaster i I wish I had an angel. No i mają plusa za
ten luz na scenie, za ukłon na koniec. Szczerzy, sympatyczni, a przy tym porywający muzyką profesjonaliści!

Przyszedł czas oczekiwania na Maiden. Nie mogłem uwierzyć, że za chwilę w tym samym miejscu, gdzie stali członkowie Nightwisha, szaleć będzie Steve, trzech gitarmenów i Bruce! Ludzie poczęli przeciskać się do przodu. Trochę zirytowała mnie mała grupka, która w najlepsze rozsiadła się po lewej stronie od sektora (czyli bliżej wyjścia), dosc blisko sceny. Ludzie przeciskali się dookoła, a oni siedzieli w najlepsze i oburzali się wielce, gdy ktoś nie daj Boże na nich wpadł. Jeden nawet rozstawił sobie wędkarskie krzesełko (pożyczył pewnie od naszego byłego prezydenta..).
Później to długie strojenie. Nieznośnie długie! Ktoś sprawdzał bas i nagle coś strzeliło, jak na szkolnym apelu. Jak się później okazało - to ponoć woda, którą puszczano spod sceny zalała część kabli, czy czegoś tam
elektrycznego no.. Zacząłem krzyczeć 'Steve! Steve!' ale ktoś powiedział mi, że to jeszcze za wcześnie. Za chwilę nagłaśniali perkusję. Wtedy ja 'Nicko! Nicko!' ale mój zapał szybko zgasił jeden z fanów stwierdzeniem, że to pewnie jakiś stary dziad tam siedzi, a nie on. Gdzieniegdzie słychać były lekkie gwizdy niezadowolenia.
Wreszcie zgasły światła..
Zakładałem się z Mitchem, że poleci Ides of March, a po tym Wrathchild. Zgadłem tylko to pierwsze. Kiedy teraz oglądam film z początku koncertu, to aż ciary przechodzą! Btw staliśmy właśnie tam, gdzie ta kamera. Nie widziałem jeszcze wszystkich filmów - może gdzieś tam się znajdę. Anyway - potem Morderstwo przy Rue Morgue. Coś w sam raz
dla Gosi, fanki prozy Edgara A. Poe. Świetnie było usłyszeć to z głosem Bruce'a. Pamiętałem te wszystkie maniery D'anno, te piski i wyciągania pod koniec każdej frazy. Another Life nie od razu skojarzyłem. Przyznam, że słabo znam Killersów.. Prowler to było to, co tygryski lubią najbardziej. '..Girl you are so pretty!' śpiewałem jej do ucha:) Przyznaję, że mam set listę przed nosem, bo nie pamiętam kolejności kawałków.. The Trooper? Po prostu bez komentarza. Ten kawałek ma takiego powera!! W biografii czytałem, że Steve chciał oddać wrażenie galopu kawalerii. Kiedy słucham Rock In Rio zapinam się w kaftan, żeby niczego w pobliżu nie rozpier** hehe;) Na live to było coś!!! Aż widziałem przed oczami tych żołnierzy i indian z teledysku. I Bruce wywijający flagą. Po prostu fuckin' good yeah (tu cytat za metallicą:P). Potem gadka Bruce'a o trasie i albumach. Nadal jestem zdania, że ta wpadka z Powerslave'm to było takie oko do fanów, mały haczyk, żeby ludzi trochę obudzić. Sciszył głos kiedy mówił 'powerslave'..tak mi się wydaję:P Remember Tomorrow, choć stare, jest dość znane. M.in. Opeth świetnie coverował ten numer. A jednak ludzie wkoło nie śpiewali ze mną. Nie wiem, może prawdziwi metalowcy ugrzęźli gdzieś z tyłu, albo padli na wcześniejszych numerach..albo po prostu nie słyszałem ich w tym zgiełku, co jest bardzo możliwe. Mówiłem wcześniej, że byłem pewien, że tej niedzieli będę śpiewać Run To The Hills. I nie pomyliłem się. Zabrzmiało fenomenalnie, jeszcze lepiej niż w Rio! Filmik jest niesamowity:) Szarlotka to prosty kawałek o łatwej panience, dość śmieszny, jakkolwiek nie obraziłbym się, gdyby był to Prisoner (cały stadion: We want information!!), Total Eclipse, czy ChOTD. Na Revelations naprawdę czułem coś niezwykłego. Ta piosenka jest dla mnie niesamowicie magiczna, zwłaszcza ten fragment przy 'moonlight shadow..' i później ten moment, kiedy wchodzi nowy riff i publika 'hey!' riff - 'hey!' przejście, jeszcze raz i solo. Orły podtrzymały soczysty klimat Piece Of Mind. Niezwykle ucieszyłem się na Die with your boots on. Kawałek też coverowany przez Sonate Arctica (odruchowo w
refrenie chciało się inaczej śpiewać, to przeciągłe o-o-o). I znów nikt nie znał! If you're gonna die (Die!), die with with your boots if you.. Same perełki! To i tak nic w porównaniu z Phantomem. Czy Bruce znów się pomylił, czy chodziło mu o to, że nie grali tego 20 lat w kraju - ciężko powiedzieć. Były dwie wpadki, o ile pamiętam, ale numer jest re-re-rewelacyjny! Kiedyś za nim nie przepadałem. Stopniowo nastawienie jednak zmieniłem, wręcz do stanu uwielbienia. Znów mi brakowało tej maniery Paula w tym zaciąganiu na końcu każdej frazy, ale Bruce poradził sobie znakomicie, mimo że - jak ktoś sugerował - posiłkował się ściągą na odsłuchu. Później były diabełki (też myślałem, że to panie z fanklubu), złamane widły (dzielny Dave!) i 66 (szkoda, że nie 69:P). Klasyk, chóralna uczta! A Hallowed By Thy Name? Nie wiem, jak to nazwać. Misterium?.. Tak, to chyba właściwe określenie. I'm waitin'..in my cold cell..when the bells..begin to chime.. Ten riff jest po prostu fantakurwastyczny, inaczej nie potrafię tego nazwać. I ten dzwon (coś jak High Hopes, ale lepiej nie w wykonaniu Nightwisha..:P), i przeciągłe
yeeey-e-e - hallowed by thy name!! Szybkie Iron Maiden to stały punkt każdego koncertu. Później były chyba bisy. Długo chłopaki łapali dech za kulisami, ale w końcu wyszli. Nie wiem, w jakiej kolejności było to skandowanie z 'fear of the dark' i 'dziękujemy', po mojej stronie w każdym razie większość darła się fotd, za co było mi trochę wstyd, zwłaszcza kiedy widziałem minę Steve'a. Kiedy Bruce przysiadł na głośniku, nie byłem pewien - czy nie rozumieją, co do nich krzyczymy, czy może nie wiedzą, co chcemy usłyszeć za numer.. Niesamowity był na Running Free widok trybun, które na rozkaz Bruce'a oświetlono.
-Gosiu, Mitchu, zobaczcie - wszyscy się odwróciliśmy by zobaczyć wielki stadion w pełnej krasie. Sektor nie był pełen, fakt, ale ogrom i tak powalał! Bruce rozbujał wszystkich do granic możliwości. Całą drogę powrotną grało mi w uszach właśnie Running Free. Słów Driftera również nie znałem w całości, ale świetnie było to usłyszeć. Jak ktoś
powiedział - rzeczywiście, prawdziwe Early Years! No i na koniec ukłon w stronę fanklubu Sanktuarium.
Po koncercie wszyscy opuszczali stadion w wielkim uniesieniu. Pachniało siarką!:P Korki, tłumy ludzi, autokary..po drodze na każdej stacji benzynowej spotykaliśmy innych fanów IM, z którymi przekrzykiwaliśmy się wzajemnie ku chwale Maiden.. Potem kilka dni dochodzenia do siebie - także fizycznie i oczywiście polowanie na zdjęcia i nagrania. BTW jeśli doliczyć do tego pamiętnik Nicko, i to, co mówił Bruce (without you we don't exist i już słynne Poland we salute you), to 29 maja jawi się, jako prawdziwe D-Day, coś w skali kosmicznej...through the garden of life..:)


Up The Irons!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!

ps.Nie było Blood Brothers, Paschendale, Wasted years, Stranger in a strange land, Judas Be My Guide i wielu innych ulubionych numerów, ale czy jestem zawiedziony? Ani trochę!! To po prostu dłuterminowa inwestycja;) Pierwszy i ostatni raz zapewne usłyszeliśmy wiele niezwykłych kompozycji. Temat ten z resztą sto razy wałkowany na wszystkie strony, heh;) Po koncercie podnieśliśmy te plastikowe płytki i zerwałem trochę trawy, która teraz w szklanej ramce tkwić będzie po wieki z biletem i czerwoną opaską.. Zrobiłem obok miejsce na kolejne!
Ostatnio zmieniony czw cze 02, 2005 10:31 am przez Celestial, łącznie zmieniany 1 raz.
Aces High cpt. Dickinson!
Matek
-#Nomad
-#Nomad
Posty: 5477
Rejestracja: pn maja 02, 2005 3:17 pm

Re: Relacje z koncertu!

Post autor: Matek »

ten koncert to jakby spelnienie moich marzeń. zawsze chciałem usłyszeć driftera, charlotte, murders i cała reztę! a prowler :rocx ach życ, nie umierac :lol: no i najpiękniejsze było to że nie zagrali tego przeklętego Fear!!!!! nie ugięli się tym durnym wrzaskom! i za to ich m.in. cenie.
S1MON
-#Nomad
-#Nomad
Posty: 5214
Rejestracja: pt sie 20, 2004 11:12 pm
Skąd: South Park

Re: Relacje z koncertu!

Post autor: S1MON »

heh mnie najbardziej wyrwało do góry przy orłach :rocx run`a i troopera juz mi sie nie chcialo spiewac, bo ile mozna ;) ale pieknie, ze w sanctuary bylo jak z RiR :D
Wujek_Wojtek
-#Wrathchild
-#Wrathchild
Posty: 68
Rejestracja: czw gru 04, 2003 4:26 pm
Skąd: Wrocław

Re: Relacje z koncertu!

Post autor: Wujek_Wojtek »

godzina 7:00 stacja benzynowa we Wrocławiu

Wyjeżdżamy na kolejny koncert Maiden....w busie rozgrzewają nas utowry z "Killers" i "The Number of the Beast"....postój, zimne piwko...dojeżdżamy do Chorzowa

godzina 10:45 Chorzów

jesteśmy pod stadionem, od razu do cienia i czekamy na otwarcie bramek, odprowadzamy znajomych pod ich wejście i życzymy udanego szaleństwa pod sceną...sami udajemy się pod 4 i na swoje wyznaczone sektory....

między godziną 12:30 a 14:30

skwar niemiłosierny, wszysycy na vipie staraja sie gdzieś ukryć. Flagi rozwieszone, opijając sie czym tylko sie dało siedzimy opalając sie w oczekiwaniu na pierszy zespół...nie zazdroszczę tym co musza się gotować pod sceną aż do nocy...zazdrościć im będę w trakcie koncertów :P

po 14:30.......DRAGONFORCE....

no coż, takie troche byle co o magiczych lasach, jednorożcach,czarodziejach itp badziewiu.....no ale czego się mozna spodziewać po power metalu ???? Szybkie i troche chyba za głośne choć określenie "jazgotliwe" jest bardziej na miejscu......koniec ko kilku kawałkach, szybkie zniechęcone brawa i sio ze sceny....

.........FRONTSIDE.........

ich przeznaczeniem było spłonąć na scenie z powodu upału i zabrać troche wolno płynącego czasu - udało się doskonale. Nie przepadam za nimi i moje myślenie w tym kierunku się nie zmieniło......zagrali swoje i chwała im za to...krótko i na temat...następni !!!!!!!!

...........PRIMAL FEAR............

szczerze to mile mnie zaskoczyli. Power metalowe kapele nie należą do moich ulubionych ale, przynajmniej tak mi sie wydawało, grali o wiele ciekawiej od Manowar a podobnie jak Helloween czy HammerFall...no ale może sie mylę.....kilka ciekawych kawałków, podziękowania i trzeż panom dziekujemy.......

.........zaczyna się prawdziwy koncert.........BEHEMOTH

noooooooo nasi dali popalić....fajnie być śliną którą Nergal pluje w twarz Bogu :) bardzo dobra setlista choć mnie najbardziej zależało na "Heru Ra" (oczywiście płonne nadzieje)....mimo to poprostu zajebiście !!!!!!! Behemoth jest jednak najlepszym polskim zespołem eksportowym i nie ma nawet co sie o to kłócić...świetnie wypadli przed tak dużą rodzimą publicznością......nawet starszy pan obok mnie kiwał w rytm głową mimo że to zdecydowanie nie była muzyka jego generacji :).......dziękujemy Behemothowi oklaskami na stojąco......wypadli na 5 z plusem

............KREATOR..............

na ten występ (obok Maiden) najbardziej czekałem tego dnia....nie zawiodłem się !!!!!!!! Setlista poprostu wymarzona - Extreme Agressions, Phobia, Betreyer czy nowe kawałki z rewelacyjnej płyty i byłem w siódmym niebie :) Nic dodać nic ująć !!!!!!!! Niemcy zagrali świetny koncert i mam nadzieję że jeszcze do nas przyjadą kiedyś na jakiś koncert do hali.......kolejne brawa i kolejna 5 z plusem :)

..............NIGHTWISH...........

kolejna wielka gwiazda.......bardzo udany pierwszy wystep w kraju i świetna rozgrzewka przed Maiden, zagrali kilka mocnych kawałków ale podobał mi sie też cover Floydów "High Hopes" - bardzo ciekawe wykonanie :) .....znałem wprawdzie kilka utworów (Wishmaster, Kinslayer plus dwa z nowej) ale bawiłem sie bardzo dobrze.......coraz głośniejsze oklaski coraz większego tłumu.......Finów zapraszamy serdecznie jeszcze kiedyś do nas a tymczasem oczywiście......5 z plusem :)

chwila przerwy, schodzimy na dół troche bo u nas na sektorze nikt nie chce wstać prawie !!!!!!! HAŃBA.......idziemy bawić sie do innych i młodszych jak najdalej od grubych wapniaków......powoli zapadają ciemności.....a gdzie słynne "Doctor Doctor" UFO ???..nie ma......

..............IRON MAIDEN.................

wreszcie !!!!!!!!!!!!!! po tylu godzinach smażenia sie na słońcu zagrali nasi idole !!!!!!! setlista boska - wreszscie bez tych samych utworów co zawsze i z kilkoma których naprawdę dawno nie było :) do tego światła, pirotechnika, riffy, walenie w bębny, przeszywający głos Bruce'a i obłędne wrzaski prawie 30 tys ludzi - koncert na najwyższym światowym poziomie !!!!!!!! Taki show potrafi niewiele zespołów na Ziemii. Podziekowania od zespołu i dla zespołu od wszystkich fanów...nawet ja z zapalonym gardłem i grypą darłem sie wielokrotnie "Dziekujemy" albo "Maiden,Maiden".........koniec wspaniałego koncertu......zwijamy flagi i płyniemy wraz z tłumem na parking......jeszcze cały sie trzęsę po takiej dawce energii od najlepszego zespołu na świecie !!!!!!!! Czas wracać do domu i czekać grzecznie na kolejny show w 2006 roku.......

godzina 3:40 w poniedziałek:

.......kładąc sie spać mam w uszach jeszcze szum muzyki i cichnące okrzyki spod sceny "we want more".......my nigdy nie bedziemy mieli ich dość...........:)
Urchin
-#Trooper
-#Trooper
Posty: 299
Rejestracja: czw gru 16, 2004 7:53 pm
Skąd: San Jose

Re: Relacje z koncertu!

Post autor: Urchin »

S1MON pisze:heh mnie najbardziej wyrwało do góry przy orłach :rocx run`a i troopera juz mi sie nie chcialo spiewac, bo ile mozna ;) ale pieknie, ze w sanctuary bylo jak z RiR :D
a running free jak z LAD :D
przemy.slav
-#Prowler
-#Prowler
Posty: 4
Rejestracja: śr maja 04, 2005 10:04 am

BRAMA NUMER 7 ...mać ile mamy stać????????????????????

Post autor: przemy.slav »

witam, co powiecie o tym co sie dzialo w bramie numer 7 przed koncertem, bo dla mnie to bylo powalone, bylem w srodku tego tlumu i caly czas ktos niemilosiernie pchal, bylo mega goraco, nie mogłem oddychac ale oglnie niezła jazna, wszyscy sie wyzywali na ochronie :guns tak trzymac, dzieki goskowi który poratowac mnie gustka i wodo bo bym walnal na ziemie, słońc mi nie służy !!!
ale potem bylo super ; Nergal i co super Nightiwsh wyje...iście, Ironi troche slabo wole nowysze plyty ale oglnie za 100 zł zabawa byla mega szkoda ze tak krotko grali, to kolejny minus chyba juz zrezygnuje ze stgadonow chyba ze Black Sabbath przyjedzie Hail
ODPOWIEDZ