Bo wiem, że niektórzy lubią sobie napisać, tak, żeby potem mieć co wspominać. Oczywiście nie chodzi mi tutaj o "Świetny koncert, ogólnie rzeźnia, tylko do kitu, że nie zagrali FOTD"
Tak czy siak, chciałam się z wami podzielić moją.
Przetłumaczyłam ją już na język angielski i dałam na międzynarodowe forum [http://www.ironmaiden.org/]. Niech zobaczą jak wyglądają koncerty w Polsce, a co! :beer
Miłego czytania
Iron Maiden, 29.05.2005, Chorzów, Stadion Śląski (Mystic Festival)
"We salute you, Poland!"
Setlista:
1. Ides Of March
2. Murders in the Rue Morgue
3. Another Life
4. Prowler
5. The Trooper
6. Remember Tomorrow
7. Run to the Hills
8. Charlotte the Harlot
9. Revelations
10. Where Eagles Dare
11. Die With Your Boots On
12. Phantom of the Opera
13. The Number of the Beast
14. Hallowed Be Thy Name
15. Iron Maiden
16. Running Free
17. Drifter
18. Sanctuary
Osiemnasty koncert Iron Maiden w Polsce. Drugi na trasie "The Early Years Tour". Po raz kolejny mogliśmy przekonać się o niezniszczalności tego zespołu. Tej szóstki facetów, którzy czerpią radość z każdego nagrywanego albumu, a przede wszystkim z każdego granego koncertu. Tym razem był to powrót do przeszłości. Od lat, kiedy to Maideni grali w małych klubach, gdzie gromadziły się dziesiątki, potem setki osób, przez ogromny sukces płyty "The Number Of The Beast", kiedy to Maiden prawdziwie poznali co to znaczy być kochanym przez fanów, aż do geniuszu płyty Piece Of Mind. Wiadome było, że większość granych w tym roku utworów będzie pochodziła właśnie z pierwszych czterech płyt zespołu. Wszyscy z niecierpliwością oczekiwaliśmy koncertu... Oto mieliśmy na żywo usłyszeć w wykonaniu Bruce'a piosenki, które oryginalnie nagrał z zespołem Paul Di'anno. Mieliśmy na własne oczy zobaczyć zapowiadaną wspaniałą, nawiązującą do początkowego okresu z historii Maiden, scenografię. A przede wszystkim, mieliśmy usłyszeć utwory, których nie grali od dobrych kilkunastu lat!
Na stadion dostałam się ok. godziny 13:00. Bez problemu załapałam się na opaskę upoważniającą mnie do wejścia do specjalnego sektoru na płycie, tuż przy scenie. Niestety, organizacja Mystic'a nie była perfekcyjna, ale na pewno lepsza niż dwa lata temu. O dziwo [a może nie o dziwo, biorąc pod uwagę fakt, że było ponad 30 stopni w cieniu], bramkarze zazwyczaj pozwalali wnosić plastikowe butelki z wodą. Poza tym, na miejsce przyjechał specjalny samochód, który chłodził podgrzanych temperaturą jak i atmosferą fanów ciężkiego grania. Również ze środka woda lana była na publikę na płycie, a przy barierkach rozdawane były butelki wody mineralnej. Od czasu do czasu zraszano nas wodą tuż przy scenie. Współczuję ludziom, którzy mieli zamiar bawić się przy jednym z pierwszych zespołów, bo na wewnątrz stadionu była istna patelnia. Nie ryzykowałam wejściem tam aż do wieczora. Koncerty wszystkich pozostałych zespołów słyszałam leżąc spokojnie w cieniu. Postanowiłam jednak zobaczyć choć fragment występu Nightwish'a, mimo, że także nie przepadam za ich muzyką.
Szczerze mówiąc na początku przerażała mnie pespektywa czekania przez dziesięć godzin w upale na moment, w którym to Maiden mieli zawładnąć stadionem. Ale opłacało się. Opłacało się, bo nigdy wcześniej, na żadnym koncercie, nie miałam tak łatwego dojścia w okolicę siódmego rzędu, jeszcze przed rozpoczęciem koncertu. Opłacało się, bo właśnie w tym sektorze było nadzwyczaj, hmm... spokojnie, czyli: bez większych młynów, chamstwa, zgniatania i co najważniejsze, w trakcie koncertu bez żadnego problemu można było dostać się na wyciągnięcie ręki od barierek. A stamtąd było widać perfekcyjnie, bo scena była wysoka. Opłacało się, bo właśnie będąc tak blisko można poczuć, że ci ludzie, których zazwyczaj oglądamy na plakatach, teledyskach, DVD, stoją dokładnie przed Tobą. I grają koncert dla CIEBIE.
Tak właśnie było. Szalałam po prawej stronie sceny, dokładnie na przeciwko Jana i Steve'a. Dave i Adrian też wędrowali tam od czasu do czasu, a Bruce... a Bruce'a, jak zwykle, było wszędzie pełno. Biegał z jednego końca sceny, na drugi, na podwyższenia, do Nicko, i z powrotem. Szkoda, że Nicko nie mógł za bardzo zmieniać swojego położenia, a najwyżej wychylać się zza ogromnej perkusji, ale takie życie pałkarza
Na początku dwóch poprzednich koncertów Maiden zawsze byłam za daleko, by zobaczyć ten pierwszy moment, te pierwsze skundy, wyraz twarzy poszczególnych członków zespołu zaraz po wbiegnięciu na scenę. Tym razem miałam tą okazję. Cóż, to trzeba przeżyć. Emocje sięgają zenitu, nie można opanować się od krzyku radości, aplauzu, może nawet łez wzruszenia. Bo oto oni, przez wielu określani bogami heavy metalu, wkraczają na scenę, żeby zagrać dla polskich fanów kolejny, niezapomniany koncert.
Na pierwszy ogień: The Ides Of March. Potężny początek, genialne intro plus gra świateł i krzyk fanów. Oczekiwanie... Który kawałek zagrają jako pierwszy? I po chwili słyszymy pierwsze dźwięki "Murders In The Rue Morgue" i już od tego momentu byłam pewna, że zabawa pod sceną będzie wyśmienita. Euforia 30 000 tłumu, Iron Maiden na scenie, a na przeciwko mnie Steve śpiewający od samego początku, do samego końca. Końca koncertu, rzecz jasna. Kawałek wypadł świetnie, choć nie należy do moich ulubionych. Jest bardzo energiczny, a przecież energia to nieodłączna część każdego koncertu Maiden, bez wyjątku. Już teraz poczuliśmy ten klimat sprzed 25 lat... No, może nie do końca, bo przecież koncerty były wtedy grane w zupełnie innnych warunkach. Zaraz potem "Another Life", krótki utwór, który rzeczywiście przeleciał w dosłownie kilka chwil. Znowu Bruce pokazał, że śpiewając utwór Paul'a może być tak dobry, albo nawet lepszy niż on. Kolejna okazja do porównania głosów obu wokalistów - Prowler. Również nie jest moim ulubionym utworem [tak naprawdę do pierwszych dwóch płyt sięgam stosunkowo rzadko], co nie znaczy, że mi się nie podobało! Podczas koncertu na żywo każdy utwór osiąga jakiś nowy wymiar, brzmi inaczej, brzmi lepiej. Po nim przyszedł czas na "The Trooper", klasyk, którego i teraz nie mogło zabraknąć. Odśpiewany został w całości przez publiczność. Ale to co było następne, przerosło chyba moje wszelkie oczekiwania.
"Remember Tomorrow", na żywo, w wykonaniu Bruce'a Dickinsona. W tym momencie mogłabym postawić kropkę i przejść do następnego punktu, bo na to po prostu brak słów. Utwór ten wypadł fenomenalnie, wciąż jestem pod jego ogromnym wrażeniem. Początek spokojny: płoną zapalniczki, a my śpiewamy z Bruce'em, którego twarz ukazała, że czuje ten utwór całą swoją duszą. Dochodzimy do końca zwrotki i, ach, co tu dużo mówić! Ta moc, siła, dreszcze, które przeszły mnie po całym ciele, ten głos Dickinsona i dźwięki, które przeszyły i zostały w pamięci na długo! Genialne! Brawo, brawo i jeszcze raz brawo. Dickinson pokazał, na co go stać! Na "Run To The Hills" można było trochę ochłonąć... w końcu słyszymy ten utwór na każdym koncercie i prędzej czy później po prostu musi się przejeść. Ale nie było tego poznać, wszyscy z zapałem wrzeszczeli: "Run to the hills, run for your lives!". No i na koniec ten krzyk Dickinsona... "Charlotte The Harlot" wypadł świetnie, koncertowa wersja, no i z Bruce'em na wokalu, o wiele, wiele bardziej przypadła mi do gustu.
Naturalnie podczas koncertu nie mogło zabraknąć: "SCREAM FOR ME POLAND!!!" na co reakcja była oczywista, a Bruce nieustannie udawadniał, że jest jednym z najlepszych frontmanów na świecie. "You want some revelations, don't you?" spytał Bruce, po czym gromkie oklaski i entuzjazm potwierdziły tendencyjność tego pytania! Ostatni raz "Revelations" usłyszeć mogliśmy w czerwcu 2003. Ta integracja podczas śpiewania tego utworu to dowód na to, jak bardzo ludzie kochają ten kawałek i jak wspaniale wypada on na koncertach. Brawo. Brawo dla nas i dla chłopaków! Jak usłyszałam pierwsze dźwięki kolejnego utworu to znowu wmurowało mnie w ziemię. "Where Eagles Dare". Z pewnością jedna z najlepszych kompozycji, której nie mieliśmy szansy usłyszeć na żywo od długiego czasu. Po raz kolejny: czysty geniusz. Nie mogłam uwierzyć, że to grają. I to jak grają... Po prostu brak słów. Ocena najwyższa z możliwych! "Die With Your Boots On", wspaniały kawałek na koncerty, odśpiewany entuzjastycznie przez tłum. "Phantom Of The Opera" - wiele osób kocha ten utwór, ja jednak nie do końca, ale to co usłyszałam na koncercie było genialne! Fantastyczne wykonanie. Kolejny klasyk, podczas którego na scenie po lewej stronie pojawił się czerwony diabełek - "The Number Of The Beast", nie mam wątpliwości, że śpiewała to każda obecna wówczas na stadionie osoba. Utwór nie umywa się jednak do kolejnego.
"Hallowed Be Thy Name" to jeden z tych, którego w secie po prostu pominąć nie można. Mimo, że jest grany zawsze, nie nudzi, bo w nim jest coś wyjątkowego. Przez wielu uważany za najlepszy w historii Maiden. Na ten temat można by spekulować, lecz z pewnością jest w ścisłej czołówce. Wykonanie kapitalne. Bruce pokazał, że jest w dobrej formie. Kiedy usłyszeliśmy "Iron Maiden", wiedzieliśmy, że zbliża się koniec. Mi osobiście kawałek ten przejadł się tak, że chyba bardziej się nie da, ale rozumiem, że to już taka trwając prawie 30 lat tradycja
Gdzieś w między czasie wyszła spontaniczna akcja: ludzie zaczęli krzyczeć "Fear Of The Dark! Fear Of The Dark!" [Później dowiedziałam się, że krzyczano też "Dziękujemy! Dziękujemy!", niestety z mojego miejsca tego nie słyszałam]. Nie daliśmy Bruce'owi mówić, członkowie zespołu patrzyli to na siebie, to na nas, na twarzach malował się na zmianę uśmiech, zdziwienie, i lekkie zmieszanie. Cóż, wygląda na to, że albo większość ludzi nie miała pojęcia o tym, że utwory będą tylko i wyłącznie z pierwszych czterech płyt, albo po prostu tak go uwielbiają, w końcu jest niesamowicie klimatyczny i wspaniale byłoby usłyszeć go na żywo. Przez dłuższy czas panowie patrzeli na nas i nie wiedzieli co zrobić... Wtedy ja odniosłam wrażenie, że go zagrają. Z jednej strony, gdyby to zrobili, publiczność byłaby szalenie szczęśliwa, a drugiej jednak, nie mogli zrobić wyjątku tylko w Polsce, w tym wypadku fani z innych krajów byliby conajmniej rozczarowani. Poza tym, skoro "Early Years", to "Early Years", i FOTD zepsułby tą atmosferę. Dobrze więc, że mimo takiego nacisku ze strony publiczności, nie zagrali go i zostali przy swoim. Po chwili Bruce przebił się przez nasz krzyk i powiedział do Janicka: "You are half Polish - what are they saying?" :-D Hehehe, to chyba znak, że chłopaki usłyszeli "Dziękujemy", i dobrze! :-) [Potwierdza to też Nicko w pamiętnikach!] Zrobił wtedy zdziwioną minę, po czym fani zaczęli krzyczeć: "Thank you! Thank you!". Bruce kontynuował: "Alright. Guys, girls.... anybody in between. Everytime we've come to Poland - the first time 1984..." I przerwał mu ogromny aplauz i entuzjastyczny krzyk publiczności - "... and there were some other people here then, but most of them have gone home. But we come back here every year. And in a world that is full of MTV bullshit..." Kolejny raz fani wyrazili swoje uznanie oklaskami i okrzykami. Bruce ciągnął dalej: "... in a world that is full of people in the music business that just tell fucking lies, who just want to make money, who don't give a shit about music... It's great to come to a country, where people care, and where we have loyal fans, and actually where you have a great promoter. This guy that runs "Mystic", alright, he's been around for a lot of years and he really puts his neck on the line everytime he goes out and does a gig like this! So, I just want to give from all of us, to all of you, a really big round of applause from the band, because without you, we don't exist... POLAND, WE SALUTE YOU!!!". Oj, tam trzeba było po prostu być. Przeogromny, przeogromny krzyk wszystkich ludzi... W tym momencie wybuchła radość, oklaski i krzyki, których stadion śląski jeszcze nie doświadczył. Dokładnie to samo, co stało się we Wrocławiu po wypowiedzeniu słów: "Poland, you're the one of top fuckin' countries in the whole world for heavy metal...", z tym wyjątkiem, że w listopadzie 2003 w Hali było około 6000 osób, a tutaj, było ich 30 000... Dzięki tym słowom, tak genialnym koncertom w naszym kraju oraz faktem, że wracają z każdą trasą, dają nam dowód na to, że kochają tu grać i uwielbiają polską publiczność. Co do tego nie ma żadnej wątpliwości
Jeszcze przed powrotem Maiden na scenę na bisy, po lewej stronie dało się słyszeć chóralne "Ole, ole, ole, ole, Maiden! Maiden!".
Kolejnym mocnym punktem wieczoru był utwór "Running Free", który wyszedł fantastycznie! Widać było, że zespół był zadowolony. Atmosfera była znakomita, dla nas nawet lepsza niż na "Live After Death", a to dlatego, że mieliśmy szansę w tym uczestniczyć! Obok "Where Eagles Dare", "Revelations", "Remember Tomorrow" i "Hallowed Be Thy Name", właśnie "Running Free" był najlepszym utworem tego wieczoru. Jednym słowem: to trzeba przeżyć! W momencie kiedy Bruce przedstawiał członków zespołu, zlany potem Harris stał dokładnie przede mną, grając na basie obserwował uważnie publiczność. To niesamowite uczucie stać przed człowiekiem, bez którego Iron Maiden by nie istniało, albo, broń Boże, stało się komercyjną tandetą. To właśnie ten człowiek nad wszystkim panuje, dzięki niemu Iron Maiden to po prostu to wspaniałe i niepowtarzalne Iron Maiden! Po wspólnym odśpiewaniu "Running Free" przyszedł czas na od wieków nie grany "Drifter". To był dopiero powrót do "Early Years", brawo! Podczas tego utworu wyszedł stary, dobry Eddie, entuzjastycznie przyjęty przez publiczność. Po nim od razu przejście do "Sanctuary", klasyk, na którym to wykończeni całodniowym festiwalem i upałem, dawaliśmy z siebie tyle, ile mogliśmy.
Niestety, to były ostatnie dźwięki Iron Maiden tego wieczoru. Choć długo nie gasnące światła dawały cień nadziei na powrót Dziewicy na scenę... Kiedy usłyszeliśmy pierwsze dźwięki "Always Look On The Bright Side Of Life", wiedzieliśmy, że to już koniec. I najgrosza była świadomość, że do następnego koncertu Maiden w Polsce trzeba będzie czekać kilkanaście dobrych miesięcy... I właśnie dlatego, przyznaję, popłynęło kilka łez. Przynajmniej zostaje nam zapewnienie Bruce'a, że zobaczymy się na kolejnej trasie promującej nowy album. Oby!
Cóż mogę powiedzieć. Ciężko określić ten wspaniały wieczór. Możnaby narzekać to na publiczność [która w wielu miejscach potrzebowała czasu na rozkręcenie się. Jest to pewnie spowodawane tym, że koncert odbył się na stadionie i, jak można było przypuszczać, pojawiło się na nim zbyt wiele przypadkowych osób], na nagłośnienie, które powodowało, że Bruce był czasem słabo słyszalny, albo ogólnie było za cicho. Można też narzekać na setlistę, ale z drugiej strony czy możliwe jest dogodzenie każdemu pod względem granych utworów?
Było trochę niedociągnięć, małych pomyłek [wspomnę o "66" widniejącym z tyłu sceny, oraz "Scream for me Katowice!" co lekko zaskoczyło fanów, choć to akurat można wybaczyć, bo do granicy z Katowicami mieliśmy podobno kilkaset metrów
Mówiąc o moich odczuciach: publiczność wokół mnie była bardzo żywiołowa, skakaliśmy, śpiewaliśmy, klaskaliśmy przez cały czas trwania koncertu. Klimat pierwszorzędny. Jeśli chodzi o nagłośnienie, słyszałam wszystko idealnie, czasem tylko Bruce był za cicho, ale to w niczym nie przeszkadzało, bo znaliśmy teksty i nawet bez niego można było śpiewać
Up The Irons! :solo
A tu mały fragment z pamiętnika Nicko, tak dla przypomnienia
(7:30pm 30th May)
I did however write a wee bit of the diary on the plane from Katowice in Poland.
We played there last night and man was it fantastic. A brilliant evening was had and delivered.
We had made a change to the running order of the set but it still needs a wee tune up so to speak.
We hit the stage at 9:30 and had a great night. We played a lot tighter than the night before and were very happy with the way we all played.
The crowd were absolutely nuts. At one time towards the end of the evening they were chanting out something SSSOOO load, for so long that it sent a goose bump up me back.
We later found out that it meant THANK YOU!!!!!!
What a buzz I can tell you!!!!
27000 Polish fans singing with us and chanting things, it was truly a momentous evening.
After the show we went back to the hotel and met in the bar for a wee nightcap.
Dragonforce joined us; they had opened the show for us.
Nice bunch of chaps they are as well!!!
After a couple of glasses of Ducru I went to me bed.
Thank you to all of our friends in Poland for making us so welcome as usual. You are very special to Maiden.
THANK YOU ALL so much.
Nie, to my wam dziękujemy! :solo
Pozdrawiam forumowiczów!
PS: Oczywiście relacja jest w pełni subiektywna.




