Artur pisze:Tonujmy te emocje czasem
jakie emocje- to chłodna kalkulacja

Liczba genialnych płyt wzrosła do 7. Nooo.. mogę pójść na ustępstwo i ograniczyć tą liczbę do 4

Ale porównując płyty "tylko" świetne, to takie IE ma 4 (według mnie oczywiście- zgadnijcie jakie

) Devin- jakby nie patrzeć 10.
1. Terria
2. City (SYL)
3. Ocean Machine: Biomech
-. Alien (SYL)
5. Accelerated Evolution
-. Infinity
-. Synchestra
8. Ziltoid The Omniscient
-. Strapping Young Lad (SYL)
-. New Black (SYL)
11. Physicist
12. Heavy As A Really Heavy Thing (SYL)
I ta ostatnia to właściwie jedyna płyta Devina, której za bardzo nie lubię. Debiut SYLa- toporny, słabe brzmienie, słabo wokal słychać, męczy mnie ten album.
Physicist też nie wywołuje u mnie większych emocji, taki syl bez jaj, brakuje tu czegoś.
No, poza tymi dwoma wszystko uwielbiam- calutkie 10 płyt

Każdy z tych 10 albumów ostro wałkowałem na przestrzeni ostatnich 3 miesięcy (wiadomo, że nie wszystko naraz, zaczęło się od AE i Synchestry i dość długo na tym stadium pozostałem... chyba cały kwiecień

)
Jak na razie nie ma innego zespołu, który dawałby mi tak wiele. Zarówno pod względem ilościowym, jak i jakościowym- takich emocji jak Terria, Alien czy City nie wywoływała u mnie żadna inna płyta....
City jest sieczką, ale sieczką piękną...Alien również. Wiem, że to dość głupio brzmi, ale tak to czuję

Każdy dźwięk jest na swoim miejscu, przez te płyty się płynie....
Alien coraz bardziej zyskuje w moich oczach. Na początku było dość ciężko przebić się przez tą ścianę dźwięku, wszystko się ze zlewało...ale jednak ta płyta miała coś, co mnie do niej ciągnęło. I nie pomyliłem się. Stopniowo zaczął się wyłaniać kształt płyty, który przerósł moje najśmielsze oczekiwania. Czułem, że to coś „większego” ale nie spodziewałem się, że aż tak ogromnego.

Wspaniale Devin śpiewa na tym albumie, choć więcej tam darcia mordy (które na tym albumie też jest przepiękne

), niż czystego śpiewu...ale jak już pojawia się czysty wokal... no słów mi brakuje, żeby wyrazić swój zachwyt... Weżmy na przykład takie „Skeksis”. Po 2 minutach napierdzielanki wchodzi Devin śpiewając
„I control an awkward soul
And my lines...
Are automatic, automatically drawn
Realizing a multiverse in just one thing
And then I’m automatic, automatically gone...”
Te wersy są zaśpiewane niesamowitą barwą głosu, szkoda, że Devin nie śpiewa w ten sposób na żadnym innym albumie... W ogóle Devin potrafi fantastycznie modulować swój głos, uwielbiam go słuchać

W sumie obecnie to najbardziej uwielbiam Aliena właśnie.
Synchestra dość nisko wylądowała.. choć czy ja wiem, czy nisko

Tak jak wspomniałem, uwielbiam te 10 albumów, różnice między nimi są naprawdę niewielkie, nawet pomiędzy 5 a pierwszym miejscem.. no i to wszystko jest dość ruchome
Bardzo fajnie poznawało mi się te płyty, naturalnie to wszystko powchodziło mi, nie było cienia zmuszania się do słuchania (nie to co z Nevermore

), tylko dlatego, że nagrał to Devin....no, pominąwszy debiut syla, który obecnie olewam
W ogóle musze zmienić strategię poznawania nowych zespołów, tzn. nie będę już słuchał niczego na siłę, przekonywał się i tym podobne bzdury. Z reguły i tak gówno z tego wychodzi- np. Death, Judas Priest. Machine Head, Megadeth, Slipknot, i tak dalej...Nevermore też po części, chociaż akurat 2 płyty bardzo lubię, więc nie będę się teraz nagle od nich odżegnywał

Ale słuchanie Dreaming Neon Black było dla mnie katorgą- po co to słuchałem- nie wiem.
Z reguły widzę, czy dany zespół mi podejdzie czy nie, np. Pain Of Salvation powaliło mnie od razu... a Devina to widziałem, że będę uwielbiał, po obejrzeniu 30sek Suicide na youtubie. Aktualnie świetnie zaczęło mi się słuchać Deftones i też nie potrzebowałem wałkowania 1 płyty przez tydzień, żeby to zauważyć.
Oczywiście, że do takiego Toola trzeba się przyłożyć, bo inaczej nic z tego nie będzie, ale nie mówię, że od razu musi mi się strasznie podobać, jednakże raczej czuć to „coś”, co mówi, że warto brnąć dalej.
No ale zawsze zdarzą się jakieś wyjątki, np. najnowsza płyta Tomahawka, która na początku nijak mi nie leżała. Dopiero gdy sięgnąłem po nią jakoś przypadkowo po miesiącu, (nie miałem pomysłu, co sobie puścić

) doznałem olśnienia
Wracając do devina....
Od New Black nie wiem co ludzie chcą- świetny album. Poznałem go na końcu, więc jeszcze stanowi dla mnie jako taką nowość, ale już mogę stwierdzić z czystym sumieniem, że jest to płyta bardzo dobra. Podoba mi się chyba nawet bardziej od Strapping Young Lad (3 płyta SYLa).
Zgodzę się, że jest tam mnóstwo różnych elementów powplatanych, (co zarzuca ten kretyński recenzent), ale to wszystko się pięknie komponuje i w ogóle nie czuć efektu przebajerowania.
edit: tu jest ta recka żenująca
http://www.rumor.pl/albumy/projector.ph ... 1154098946