Łał, dawno mnie tu nie było, przez dłuższy czas myślałem, że strona po prostu przestała istnieć

Ale ja nie o tym
Wydanie AMOLAD bez masteringu było bardzo odważnym i istotnym krokiem. Pominięcie całej "wojny głośności" jest po prostu piękne. Sam miks nie jest jednak wcale tak rewelacyjny i chciałbym, aby tym razem mastering został wykonany - ale "porządnie", czyli oddany w ręce inżyniera, który nie jest zafascynowany głośnością, ale jakością (Steven Wilson?

).
Mając do wyboru wydanie nowej płyty w takiej formie jak AMOLAD i z typową głośną produkcją 99% dzisiejszych płyt, zdecydowanie wybrałbym to pierwsze. Chciałbym jednak, aby brzmienie było jak najbardziej dopieszczone - po prostu bardziej studyjne..
Świetnie byłoby, gdyby Harris trochę dał sobie spokój z próbowaniem uchwycenia gry na żywo na studyjnym albumie (od No Prayer mu to nie wychodzi

). Cały zespół zarejestrowany za jednym podejściem? Owszem. Ale niech wokal nagrają już "normalnie", czyli nie za jednym zamachem - zdaje się, że tak nagrywano BNW.
Co do materiału zawartego na nowej płycie... nie mam jakichś szczególnych wymagań. Co zespół nagra, to nagra - będziem oceniać później
Tak, można rzec, że jestem umiarkowanym audiofilem

choć osobiście uważam, że do tego miana jest mi baaardzo daleko
Jeśli chodzi o szybkość ukazywania się albumów, to najczęściej nie jest tak różowo - zarejestrowany, zmiksowany i nawet zmasterowany materiał nie oznacza gotowej płyty. Ktoś musi zająć się produkcją książeczki, tłoczeniem płyt, wytwórnia musi ustalić sobie grafik dotyczący promocji i masa innych mniej lub bardziej istotnych rzeczy, przez które od momentu gotowego nagrania do chwili fizycznego wydania CD może minąć nawet kilka miesięcy. Niestety, tak to już jest - ewentualnie przestawienie się całkowicie na dystrybucję cyfrową mogłoby ten proces przyspieszyć, ale wciąż jednak płyta w ręku to płyta w ręku

You must gather your party before venturing forth.