Ja tak na szybko, bo dopiero przyleciałem do Warszawy.
Sam koncert OK, ale widywałem lepsze... Na pewno na minus mogę zaliczyć nagłośnienie (ale to ostatnio problem zespołu), brak ich własnego oświetlenia i sporo błędów - zwłaszcza Dance of Death zostało mocno zwalone. Do tego ciężko było skupić się na samym koncercie, bo pod sceną panował niemiłosierny ścisk i było gorąco i duszno jak w piekle.

Zdecydowanie dla mnie jeden z najgorszych koncertów Maiden pod względem hardcore'u, ale może po gigach w USA jestem nieco przewrażliwiony.

Bruce także gadał o wiele mniej niż w Stanach.
Na plus zaliczyć mogę śmieszną akcje Tobinka z wuwuzelą (

), a także fakt, że po koncercie znalazłem na ziemi kostkę Adriana.
Po koncercie i obowiązkowym przebraniu się oraz wzięciu prysznica udaliśmy się z Herkim na miasto napić się piwka. Traf

chciał, że wylądowaliśmy w barze razem z całym zespołem. Oprócz nas było tam ok. 10, w porywach do 20 fanów, a także sporo gości zaproszonych przez muzyków. Miałem okazję spotykać członków Maiden bez mała z tuzin razy, ale chyba nigdy nie towarzyszyła temu aż tak wyluzowana atmosfera jak wczoraj/dzisiaj w nocy.

Z każdym z muzyków można było zamienić słówko, a nawet więcej... Dave i Janick, mocno wstawieni, wytrwali do ok. 4.30 przy okazji racząc fanów anegdotami, śpiewaniem piosenek i przytulaniem (ojj, Panowie mają się coś ku sobie

).

Szacun! Teraz czekam na relacje z Cluj, bo jestem ciekaw czy nadal mieli kaca na scenie.
Budapeszt to bardzo ładne miasto, ale mam nadzieje, że następnym razem zagrają tam własny koncert np. w Sportsarena, bo Sziget jest jednak trochę za dużą i zbyt hardcore'ową imprezą.
Kilka fotek z aftershow party:
