Ulubieni gitarzysci

Dyskusje o innych zespołach i albumach

Moderator: Administracja i Moderacja SanktuariuM

Awatar użytkownika
mimski
-#Assassin
-#Assassin
Posty: 2133
Rejestracja: ndz wrz 07, 2003 3:23 pm
Skąd: Falubazy

Re: Ulubieni gitarzysci

Post autor: mimski »

PanPrezes pisze:Jak dla mnie takie granie to potworna nuda. Technika ma służyć do czegoś konkretnego, a nie być sztuką samą dla siebie.
Widzisz i tu się nie zgodzę. Bo to wyłącznie TWOJA klasyfikacja i odbiór muzyki kwalifikuje jego technikę, jako sztukę samą dla siebie. To dla CIEBIE jest potworna nuda. Podejrzewam, że jest wiele osób, które za twórczością Batio przepadają. Oni powiedzą, że technika służy do czegoś bardzo konkretnego, a mianowice grania wspaniałych neoklasycznych pasaży, które oni uwielbiają.

Zresztą, przecież taka sama była geneza geniuszu Paganiniego, który po prostu chciał być najlepszym skrzypkiem (a w zasadzie jego ojceiec najpierw tego chciał). Więc ćwiczył wiele godzin dziennie, tylko po to by móc być naszybszym, najlepiej wyszkolonym technicznie muzykiem. Sądzę, że wielu z jemu współczesnych również zarzucało (prócz konszachtów z diabłem) Paganiniemu sztukę dla sztuki, technikę dla samej techniki, a jego muzyka była ni mniej ni więcej, jak tylko wyścigiem. To samo z Chopinem. Byle trudniej, byle większy łamaniec i byle bardziej można było się egzaltować techniką. I jakoś Chopinowi, albo Paganiniemu nie zarzucamy, że wiele z ich twórczości była nastawiona na popisanie się umiejętnościami. Raczej dziś są postaciami kultowymi, a ich twórczość to symbol wyszukanego i dobrego smaku. A kto by się ważył powiedzieć, że Paganini uprawiał sztukę dla sztuki?

Oczywiście Batio niekoniecznie przemawia do wszystkich, ale podejrzewam, że fanów Paganiniego żyje dziś tyle samo co fanów Michaela Angelo. Są ludzie którym się to podoba, a są tacy którzy wiecznie narzekają.

Najbardziej ciekawa w tym wszystkim jest okoliczność, że na Batio i jemu podobnym najwięcej narzekają właśnie czynni gitarzyści. Czyżby zazdrość przemawiała? Sugeruje wejść na dowolny portal dotyczący gitarzystów i poczytać tematy o Batio i innych technikach. Niemal wszyscy będą pisać o cyrku, sztuce dla sztuki, nudzie, blablabla itd.

Osobiście chciałbym mieć takie umiejętności jak Batio. Posiadanie takiej techniki znacznie ułatwia grę na instrumencie i zwiększa możliwości przekazu ludziom tego co w duszy danemu gitarzyście gra. Wolałbym mieć umiejętności jak Batio i grać kawałki w stylu Nirvany, bo tak mi pasuje, niż grać kawałki w stylu Nirvany, bo nic więcej nie umiem.

Jeszcze tak odnosząc się do postu Voivod'a sprzed kilkunastu dni, bo wtedy nie chciało mi się odpisywać. A po czym wnioskujesz, że Pietrucha nie potrafi improwizować? Bo ja znam dość dobrze twórczość DT, byłem na kilku ich koncertach, więc wydaje mi się, że jestem kompetenty do dyskusji na ten temat i jakoś nie umiem jednoznanicze stwierdzić, że Pietrucha nie umie improwizować. Chętnie coś posłucham, albo zobaczę jakieś matreiały które uwidaczniałyby braki w jego zdolności do improwizacji. Jak kaszani jakąś improwizację, gra nie w rytmie, obok tonacji, czy coś w tym stylu.

EDIT:
http://www.youtube.com/watch?v=LkDE-1l2 ... re=related
Za te sweepy w drugą stronę należy mu się szacunek (2:51)
To nie demokracja, ale własność prywatna, produkcja i dobrowolna wymiana są źródłem dobrobytu.
voivod
-#Long distance runner
-#Long distance runner
Posty: 819
Rejestracja: ndz cze 13, 2010 12:36 pm

Re: Ulubieni gitarzysci

Post autor: voivod »

mimski pisze: Silisz się na oryginalność... Być może nie jest to ciekawe dla Ciebie, być może Cię nudzą te jego neoklasyczne pasaże, ale faktem jest, że technikę ma niemal doskonałą. Posiada takie umiejętności, że jest w stanie prawdopodobnie zagrać wszystko, co tylko wymyśli. Jedynym jego ograniczeniem są jego pomysły. Wydaje mi się, że można powiedzieć, że jego technika jest niezwykła. Jeśli on nie ma niezwykłej techniki, to pytanie kto ją ma?
No własnie, piszesz ze moglby zagrac wszystko. Ale jednak nie gra wszystkiego, bo cos go ogranicza. To że ktoś ma potencjał, jeszcze nie znaczy ze nalezy przed nim bic pokłony. Ja osobiscie w tej estetyce duzo bardziej cenie Ritchiego Blackmore'a, ktory moze nie jest tak szybki, ale posiada bardziej ORYGINALNĄ technike gry. Wystarczy kilka taktow zeby rozpoznac ze to gra wlasnie on, a przy tym jest o wiele bardziej wszechstronnym instrumentalistą, bo potrafi odnalezc sie w bluesie, folku, rock'n'rollu...

Najbardziej ciekawa w tym wszystkim jest okoliczność, że na Batio i jemu podobnym najwięcej narzekają właśnie czynni gitarzyści. Czyżby zazdrość przemawiała? Sugeruje wejść na dowolny portal dotyczący gitarzystów i poczytać tematy o Batio i innych technikach. Niemal wszyscy będą pisać o cyrku, sztuce dla sztuki, nudzie, blablabla itd.
moge napisac ze osobiscie nie znam chyba nikogo kto nie gra na gitarze i podnieca sie kolesiami typu Batio. a ze wiekszosc gitarzystow ktorych znam raczej sie z niego smieje to juz inna historia.

I jakoś Chopinowi, albo Paganiniemu nie zarzucamy, że wiele z ich twórczości była nastawiona na popisanie się umiejętnościami. Raczej dziś są postaciami kultowymi, a ich twórczość to symbol wyszukanego i dobrego smaku. A kto by się ważył powiedzieć, że Paganini uprawiał sztukę dla sztuki?
Ja szczerze mowiac nie trawie Paganiniego, duzo wieksze wrazenie robi na mnie Tartini ze swoja diabelska sonata. Ale to tak na marginesie.

Jeszcze tak odnosząc się do postu Voivod'a sprzed kilkunastu dni, bo wtedy nie chciało mi się odpisywać. A po czym wnioskujesz, że Pietrucha nie potrafi improwizować? Bo ja znam dość dobrze twórczość DT, byłem na kilku ich koncertach, więc wydaje mi się, że jestem kompetenty do dyskusji na ten temat i jakoś nie umiem jednoznanicze stwierdzić, że Pietrucha nie umie improwizować. Chętnie coś posłucham, albo zobaczę jakieś matreiały które uwidaczniałyby braki w jego zdolności do improwizacji. Jak kaszani jakąś improwizację, gra nie w rytmie, obok tonacji, czy coś w tym stylu.
Nie chodzi mi to że kaszani, ale o to że gdy probuje improwizowac to jest to całkowcie pozbawione polotu. Kiedys takie szredowanie jeszcze mi imponowalo, ale obecnie wole sobie posluchac takich kolesi jak McLaughlin, DiMeola, Coryell, Holdsworth ktorzy oprocz tego ze potrafia wymiatac, maja tez niesamotiwa wyobraznie muzyczna. W przeciwienstwie do takich RZEMIEŚLNIKÓW gitary jak Petrucci, czy Batio.
PanPrezes
-#Moonchild
-#Moonchild
Posty: 1714
Rejestracja: czw paź 21, 2010 5:06 pm
Skąd: Żywiec

Re: Ulubieni gitarzysci

Post autor: PanPrezes »

To jest po prostu kwestia samego podejścia do muzyki - jak dla mnie główną miarą oceny każdego muzyka są napisane przez niego utwory i umiejętność improwizacji.
Awatar użytkownika
DaveM
-#Trooper
-#Trooper
Posty: 474
Rejestracja: pn mar 22, 2010 7:21 pm
Skąd: Poznań

Re: Ulubieni gitarzysci

Post autor: DaveM »

voivod pisze:a ze wiekszosc gitarzystow ktorych znam raczej sie z niego smieje to juz inna historia.
Co to za gitarzysci? Satriani, Vai, Mustaine, Malmsteen? Nawet jesli twoim znajomym nie podoba im sie ta gra, to wydaje mi sie troche dziwne zeby sie z niego smiac, jezeli sami nie są jakimis wybitnymi gitarzystami, no chyba ze są, i posiadają technikę na równie wysokim poziomie ( o ile jest to możliwe) Batio po prostu pokazuje, ze ciężka pracą i uporem mozna dojsc niemalze do perfekcji. A bez dobrej techniki zadnych pomysłów muzycznych nie zrealizujesz. Moze sie jego muzyka nie podobac. Ale technike ten gosc ma nie z tej ziemi, i dziwie sie troche jak inni gitarzysci tej techniki mogą nie doceniac, bo dobrze powinni wiedziec ze trzeba naprawde poteznej siły samozaparcia i uporu aby osiagnac taki poziom. Mozna powiedziec ze jego muzyka jest nudna, pozbawiona polotu, nie umie improwizowac, jednak za technikę gry należą mu się pokłony moim zdaniem
Awatar użytkownika
mimski
-#Assassin
-#Assassin
Posty: 2133
Rejestracja: ndz wrz 07, 2003 3:23 pm
Skąd: Falubazy

Re: Ulubieni gitarzysci

Post autor: mimski »

voivod pisze: No własnie, piszesz ze moglby zagrac wszystko. Ale jednak nie gra wszystkiego, bo cos go ogranicza. To że ktoś ma potencjał, jeszcze nie znaczy ze nalezy przed nim bic pokłony.
Nie do końca chyba się zrozumieliśmy. Nie gra wszystkiego, bo jego ograniczeniem jest jego własny umysł i wrażliwość muzyczna, natomiast w żadnym stopniu nie ograniczają go zdolności motoryczne. Jak chce gdzieś zagrać sweep to wali sweep, jak chce legato, to jedzie z legato itd. Co wymyśli, to może przenieść na gitarę. Ma po prostu zupełną swobodę. Oczywsitym jednak jest, że nie gra wszystkiego, bo prawodopodobnie niezbyt dobrze się czuje w innej stylistyce. Tak jak Clapton nie gra shredu, tak Batio nie czuje bluesa. Ale sądzę, że gdyby tylko chciał to zagra rock w stylu Red Hotów, Santany, Nirvany, Death, Iron Maiden, Meshuggah, czy Nevermore. A że on nie chce grać power metalu, hard rocka, czy bluesa to już jego wybór, ma natomiast potencjał by to wszystko robić.
Ja osobiscie w tej estetyce duzo bardziej cenie Ritchiego Blackmore'a, ktory moze nie jest tak szybki, ale posiada bardziej ORYGINALNĄ technike gry. Wystarczy kilka taktow zeby rozpoznac ze to gra wlasnie on, a przy tym jest o wiele bardziej wszechstronnym instrumentalistą, bo potrafi odnalezc sie w bluesie, folku, rock'n'rollu...
Znów dochodzimy do tego co kto chce grać. Ritchie poczuł bluesa i zaczął go grać, Batio nie ma takiej potrzeby, ale to nie znaczy, że nie jest wszechstronny. Ja mam podobnie, nie czuję potrzeby grać blues'a, folk, rock, czy kalifornijski pankrok. Ja czuję potrzebę napierdzielać metal i się w zupełności w tym realizuję. Clapton sobie gra Layle, a ja tłukę Opetha - Deliverance. Mnie to w duszy gra i taką muzykę sobie pogrywam. Istotnie Ritchie jest rozpoznawalny, co czyni go wielkim gitarzystą, ale z drugiej strony Batio też ma swój styl.

moge napisac ze osobiscie nie znam chyba nikogo kto nie gra na gitarze i podnieca sie kolesiami typu Batio. a ze wiekszosc gitarzystow ktorych znam raczej sie z niego smieje to juz inna historia.
No ja osobiście też nie znam nikogo kto by słuchał Michaela Angelo, podobnie jak znam tylko jedną osobę (gitarzystę dla jasności) która słucha Ala Di Meolę. Więc jaki z tego morał? Że Di Meola leży w tej samej grupie co Batio?
Nie chodzi mi to że kaszani, ale o to że gdy probuje improwizowac to jest to całkowcie pozbawione polotu. Kiedys takie szredowanie jeszcze mi imponowalo, ale obecnie wole sobie posluchac takich kolesi jak McLaughlin, DiMeola, Coryell, Holdsworth ktorzy oprocz tego ze potrafia wymiatac, maja tez niesamotiwa wyobraznie muzyczna. W przeciwienstwie do takich RZEMIEŚLNIKÓW gitary jak Petrucci, czy Batio.
No cóż, kwestia gustu. Jak już wspomniałem Batio nie słucham, bo nie jest to muzyka dla mnie. Tak samo nie słucham Yngwie, czy Vaia. Nie przemawia to do mnie. Niemniej szacunek do nich mam i chciałbym osiągnąć kiedyś poziom obeznania z gitarą taki jak mają wymienieni przez Ciebie. Ale przechodząc do meritum, to nie mogę się zgodzić, że granie Petrucciego jest pozbawione polotu, przede wszystkim z tego względu, że ciężko powiedzieć jak improwizuje, skoro większość rzeczy które gra na żywo, odgrywa nuta w nutę w taki sposób w jaki grał na albumie. Tak więc ciężko Pietruchę odnaleźć w sytuacjach w których może pokazać swoją zdolność improwizacji. Być może w pewien sposób oddaje jego zdolności do improwizacji G3, jednakże i tam nie wiemy na ile to improzwiacja, a na ile wyćwiczone przed koncertem zagrywki, zwłaszcza jeśli jest to któryś z rzędu koncert.

PanPrezes -> Oczywiście miarą muzyka jest jego muzyka. Jak wspomniałem Batio nie słucham, bo nie znajduje w neoklasycznym graniu tego czegoś. Dlatego nie słucham również Yngwie. Jednakże potrafię docenić pracę jaką włożył w trenigi Batio. To że mi się to średnio podoba, to jest kwestia tylko mojej wrażliwości muzycznej. Umiejętność improwizacji też w moim odczuciu nie jest wyznacznikiem jakości. Jest tak samo ocenne jak to czy w ogóle podoba nam się twórczość takiego muzyka. Clapton być może genialnie improwizuje, ale co z tego? Szacunek do gościa mam, bo jest dobrym gitarzystą, ale nigdy go nie słuchałem, bo nie czuję takiej potrzeby. Tak samo z Batio, szacunek do gościa mam za niebywałe zdolności techniczne, ale go nie słucham, bo nie jest to mój film.

DaveM -> pełna zgoda, zwłaszcza myśl, iż bez dobrej techniki żadnych pomysłów nie jesteśmy w stanie zrealizować... no chyba że nazywasz się Cobain. Nie masz techniki, pomysły (oczywiście moim zdaniem) słabe, a wszyscy i tak to łykają i stawiają Cię w czołówce gitarzystów wszechczasów.
To nie demokracja, ale własność prywatna, produkcja i dobrowolna wymiana są źródłem dobrobytu.
voivod
-#Long distance runner
-#Long distance runner
Posty: 819
Rejestracja: ndz cze 13, 2010 12:36 pm

Re: Ulubieni gitarzysci

Post autor: voivod »

DaveM pisze:Co to za gitarzysci? Satriani, Vai, Mustaine, Malmsteen? Nawet jesli twoim znajomym nie podoba im sie ta gra, to wydaje mi sie troche dziwne zeby sie z niego smiac, jezeli sami nie są jakimis wybitnymi gitarzystami, no chyba ze są, i posiadają technikę na równie wysokim poziomie ( o ile jest to możliwe) Batio po prostu pokazuje, ze ciężka pracą i uporem mozna dojsc niemalze do perfekcji. A bez dobrej techniki zadnych pomysłów muzycznych nie zrealizujesz. Moze sie jego muzyka nie podobac. Ale technike ten gosc ma nie z tej ziemi, i dziwie sie troche jak inni gitarzysci tej techniki mogą nie doceniac, bo dobrze powinni wiedziec ze trzeba naprawde poteznej siły samozaparcia i uporu aby osiagnac taki poziom. Mozna powiedziec ze jego muzyka jest nudna, pozbawiona polotu, nie umie improwizowac, jednak za technikę gry należą mu się pokłony moim zdaniem
jeden z nich powiedzial mi cos w stylu "ten koles to debil ze majac tak swietna technike, gra tak beznadziejna muzyke". ale w ogole co to za pomysl ze zeby kogos krytykowac trzeba grac tak samo dobrze. muzyka jest tylko dla muzykow? tych swiatowej slawy najlepiej wylacznie.

mimski pisze:Nie do końca chyba się zrozumieliśmy. Nie gra wszystkiego, bo jego ograniczeniem jest jego własny umysł i wrażliwość muzyczna, natomiast w żadnym stopniu nie ograniczają go zdolności motoryczne. Jak chce gdzieś zagrać sweep to wali sweep, jak chce legato, to jedzie z legato itd. Co wymyśli, to może przenieść na gitarę. Ma po prostu zupełną swobodę. Oczywsitym jednak jest, że nie gra wszystkiego, bo prawodopodobnie niezbyt dobrze się czuje w innej stylistyce. Tak jak Clapton nie gra shredu, tak Batio nie czuje bluesa. Ale sądzę, że gdyby tylko chciał to zagra rock w stylu Red Hotów, Santany, Nirvany, Death, Iron Maiden, Meshuggah, czy Nevermore. A że on nie chce grać power metalu, hard rocka, czy bluesa to już jego wybór, ma natomiast potencjał by to wszystko robić.
Ja jednej rzeczy nie rozumiem. Z Twoich wypowiedzi wynika ze Batio jakby chcial to by zagral wszystko, a Petrucci jakby chcial to by pewnie swietnie improwizowal. Tylko ze zadnemu z nich jakos sie nie chce publicznie tego zademonstrowac. Moge napisac jedno. Ilosc dzwiekow granych na sekunde tak naprawde o niczym nie swiadczy. Jezeli w czyjas gra jest mdła i pozbawiona ognia to nawet najprostszy rockowy kawalek AC/DC czy Led Zeppelin wyjdzie mu gównianie. Oczywiscie wszystko moze byc czysto, rowno i zagrane zgodnie z podrecznikiem, ale co z tego skoro nikogo z krzesel nie poderwie i nie wywola zadnych emocji. I jak slyszalem ich obu grajacych cudzy repertuar to dokladnie sie to potwierdza.

Znów dochodzimy do tego co kto chce grać. Ritchie poczuł bluesa i zaczął go grać, Batio nie ma takiej potrzeby, ale to nie znaczy, że nie jest wszechstronny. Ja mam podobnie, nie czuję potrzeby grać blues'a, folk, rock, czy kalifornijski pankrok. Ja czuję potrzebę napierdzielać metal i się w zupełności w tym realizuję. Clapton sobie gra Layle, a ja tłukę Opetha - Deliverance.
No tak, tylko wiesz, caly czas mi chodzi o odpowiednie proporcje. Bo Clapton czy Blackmore to jedni z najwazniejszych gitarzystow w historii rocka, a calt neoklasyczny metal to generalnie margines muzyki rozrykowej.
Awatar użytkownika
DaveM
-#Trooper
-#Trooper
Posty: 474
Rejestracja: pn mar 22, 2010 7:21 pm
Skąd: Poznań

Re: Ulubieni gitarzysci

Post autor: DaveM »

voivod pisze:ale w ogole co to za pomysl ze zeby kogos krytykowac trzeba grac tak samo dobrze. muzyka jest tylko dla muzykow? tych swiatowej slawy najlepiej wylacznie.
Chodziło mi o wysmiewanie a nie krytyke. Głupio by było zeby ten twój znajomy gitarzysta smiał się z techniki Batio, bo mysle ze wynikało by to z zazdrosci ;)
Awatar użytkownika
michi
-#Trooper
-#Trooper
Posty: 467
Rejestracja: ndz maja 29, 2005 12:41 am
Skąd: Gorlice/Kraków

Re: Ulubieni gitarzysci

Post autor: michi »

mimski pisze: DaveM -> pełna zgoda, zwłaszcza myśl, iż bez dobrej techniki żadnych pomysłów nie jesteśmy w stanie zrealizować... no chyba że nazywasz się Cobain. Nie masz techniki, pomysły (oczywiście moim zdaniem) słabe, a wszyscy i tak to łykają i stawiają Cię w czołówce gitarzystów wszechczasów.
Zależy co masz na myśli mówiąc "dobra technika'' :) bo mówienie, że żadnych pomysłów nie jest się w stanie zrealizować bez dobrej techniki, to dla mnie przesada jednak. Można znaleźć gitarzystów, którzy mimo bycia raczej przeciętnymi instrumentalistami potrafili tworzyć świetną muzykę dlatego, że mieli na nią dobry pomysł - Jimmy Page chociażby, czy z innej bajki Steven Wilson chociażby ( :mrgreen: ).
Nie zmienia to jednak faktu, że nazywanie wirtuozów gitary wymiataczami bez feelingu jest dla mnie głupie, a najczęściej jest po prostu wyrazem zazdrości. Sam nie słucham raczej muzyki Petrucciego, Vai'a, czy Malmsteen'a, bo raczej do mnie nie przemawia (no, Satcha raz na ruski rok posłucham), ale mam ogromny szacunek do nich, bo jestem świadomy, ile pracy potrzeba, żeby dojść do takiego poziomu.
Ja jednej rzeczy nie rozumiem. Z Twoich wypowiedzi wynika ze Batio jakby chcial to by zagral wszystko, a Petrucci jakby chcial to by pewnie swietnie improwizowal. Tylko ze zadnemu z nich jakos sie nie chce publicznie tego zademonstrowac.
Myślę, że herbatę też parzyć potrafią, ale także jakoś na scenie tego nie demonstrują. ;-)
voivod
-#Long distance runner
-#Long distance runner
Posty: 819
Rejestracja: ndz cze 13, 2010 12:36 pm

Re: Ulubieni gitarzysci

Post autor: voivod »

DaveM pisze:Chodziło mi o wysmiewanie a nie krytyke. Głupio by było zeby ten twój znajomy gitarzysta smiał się z techniki Batio, bo mysle ze wynikało by to z zazdrosci
nie techniki dotycza te smiechy, nie o to mi chodzilo ;)


to sa imho swietne przyklady ze mozna grac "technicznie" i z jajami
http://www.youtube.com/watch?v=DQG7XpCiSVA
http://www.youtube.com/watch?v=Atz9vzTAUh0
PanPrezes
-#Moonchild
-#Moonchild
Posty: 1714
Rejestracja: czw paź 21, 2010 5:06 pm
Skąd: Żywiec

Re: Ulubieni gitarzysci

Post autor: PanPrezes »

Myślę, że najlepszym przykładem, że można grać technicznie z jajami jest ten utwór http://www.youtube.com/watch?v=Gk42-Djx3_0

Chyba najlepszy instrumentalny kawałek wszech czasów, moim zdaniem oczywiście.
Awatar użytkownika
mimski
-#Assassin
-#Assassin
Posty: 2133
Rejestracja: ndz wrz 07, 2003 3:23 pm
Skąd: Falubazy

Re: Ulubieni gitarzysci

Post autor: mimski »

Ja jednej rzeczy nie rozumiem. Z Twoich wypowiedzi wynika ze Batio jakby chcial to by zagral wszystko, a Petrucci jakby chcial to by pewnie swietnie improwizowal. Tylko ze zadnemu z nich jakos sie nie chce publicznie tego zademonstrowac. Moge napisac jedno. Ilosc dzwiekow granych na sekunde tak naprawde o niczym nie swiadczy. Jezeli w czyjas gra jest mdła i pozbawiona ognia to nawet najprostszy rockowy kawalek AC/DC czy Led Zeppelin wyjdzie mu gównianie. Oczywiscie wszystko moze byc czysto, rowno i zagrane zgodnie z podrecznikiem, ale co z tego skoro nikogo z krzesel nie poderwie i nie wywola zadnych emocji. I jak slyszalem ich obu grajacych cudzy repertuar to dokladnie sie to potwierdza.
Takie mam wrażenie, że Batio jest w stanie zagrać co tylko chce. Lepiej lub gorzej, ale sobie poradzi. Co do Pietruchy to zauważ, że ja wcale nie mówię, że by świetnie improwizował. Ja definitywnie stwierdzam, iż nie jestem w stanie tego powiedzieć, bo nigdy go nie słyszałem improwizującego. Sądzę by sobie poradził, bo ma chłopak obycie z gitarą, ma wiedzę i wykształcenie, wydaje się że dałby sobie radę.

Kto mówi, że ilość dźwięków o czymś świadczy? Ja z pewnością takiego sformułowania nie użyłem. Ilość dźwięków ma być odpowiednia. Nie oznacza to jednak, że muszę łykać tylko minimalistów jak Kurt. Generalnie jest taka tendencja, choć chyba przemija, by nie pokazywać swoich umiejętności, a jak ktoś za bardzo eksponuje swoje umiejętności to zaraz tłuką go w łeb i zaczyna się gadanie, że muzyka to nie wyścigi. Jak się Pagagnini ścigał to było dobrze, jak się ściga Batio to już niedobrze. Ja osobiście zawsze lubię jak ktoś ma talent i go pokazuje, jeśli tylko zgrabna shrederska zagrywka pasuje do całości kawałka to czemu nie?

No tak, tylko wiesz, caly czas mi chodzi o odpowiednie proporcje. Bo Clapton czy Blackmore to jedni z najwazniejszych gitarzystow w historii rocka, a calt neoklasyczny metal to generalnie margines muzyki rozrykowej.
Zaczynamy za głęboko wchodzić w porównania jednych gitarzystów do drugich. Oczywiście przyznaję, że to ja podniosłem temat Clpatona, jednak był mi on potrzebny na daną chwilę do oddania mojego przekazu. W moim odczuciu proporcje nie mają znaczenia. Niech każdy gra co mu pasuje. Bycie wszechstronnym z pewnością jest zaletą, ale nie warunkiem niezbędnym dla uznania czyichś zasług. Dla mnie Hastrom i Thorendal są wielcy za to co robią w Meshuggah i nie oczeuje, że będą jak Patton robić masę pobocznych projektów, w których będą pocinać jazz. Niech tłuką swoją polirytmię i mnie to wystarczy, bym miał do nich szacunek i ich uwielbiał.

michi -> a cóż może być innego pod pojęciem dobra technika? To oznacza po prostu obycie z instrumentem, obeznanie z różnymi technikami i doprowadzenie ich do perfekcji o czym świadczy czystość gry, lekkość i swoboda w grze, a także niewątplwie szybkość. Wydaje mi się, że można tak powiedzieć, że bez dobrej techniki nie będzie dobrej muzyki. Gdyby było inaczej, to nic tylko dać głuchemu (nie liczę Beethovena) gitarę i też będzie maestro z niego. Z tym Pagem to nie do końca, a Wilsona nie znam. Jeśli Page nie miał techniki, to pytanie kto ją ma w Twojej ocenie? Trzeba by zdefiniować co Ty rozumiesz pod pojęciem techniki, bo ja w życiu bym nie powiedział, że Page nie miał techniki. Dla mnie kompletnym ignorantem w tym zakresie jest Kurt i to będzie dla mnie zawsze sztandarowy przykład.

Pewnie Panowie znacie, ale tylko dla sprecyzowania - w moim odczuciu solówka, jak i cały kawałek jest po prostu perfekcyjna i ja widzę w tym geniusz i nie obchodzi mnie czy umie improwizować, czy nie
http://www.youtube.com/watch?v=cvEOsdH8T_8
i jeszcze to:
http://www.youtube.com/watch?v=pr2c1bW_ ... re=related
To nie demokracja, ale własność prywatna, produkcja i dobrowolna wymiana są źródłem dobrobytu.
Awatar użytkownika
michi
-#Trooper
-#Trooper
Posty: 467
Rejestracja: ndz maja 29, 2005 12:41 am
Skąd: Gorlice/Kraków

Re: Ulubieni gitarzysci

Post autor: michi »

mimski pisze: Takie mam wrażenie, że Batio jest w stanie zagrać co tylko chce. Lepiej lub gorzej, ale sobie poradzi. Co do Pietruchy to zauważ, że ja wcale nie mówię, że by świetnie improwizował. Ja definitywnie stwierdzam, iż nie jestem w stanie tego powiedzieć, bo nigdy go nie słyszałem improwizującego. Sądzę by sobie poradził, bo ma chłopak obycie z gitarą, ma wiedzę i wykształcenie, wydaje się że dałby sobie radę.

michi -> a cóż może być innego pod pojęciem dobra technika? To oznacza po prostu obycie z instrumentem, obeznanie z różnymi technikami i doprowadzenie ich do perfekcji o czym świadczy czystość gry, lekkość i swoboda w grze, a także niewątplwie szybkość. Wydaje mi się, że można tak powiedzieć, że bez dobrej techniki nie będzie dobrej muzyki. Gdyby było inaczej, to nic tylko dać głuchemu (nie liczę Beethovena) gitarę i też będzie maestro z niego. Z tym Pagem to nie do końca, a Wilsona nie znam. Jeśli Page nie miał techniki, to pytanie kto ją ma w Twojej ocenie? Trzeba by zdefiniować co Ty rozumiesz pod pojęciem techniki, bo ja w życiu bym nie powiedział, że Page nie miał techniki. Dla mnie kompletnym ignorantem w tym zakresie jest Kurt i to będzie dla mnie zawsze sztandarowy przykład.
Mnie chodziło konkretnie o to, w którym momencie dla kogo zaczyna się "dobra" techinka, bo właśnie takiego stwierdzenia użyłeś. Technikę każdy gitarzysta jakąś ma. Co do Page'a to też nie stwierdziłem, że on jej nie miał, czy miał na jakimś bardzo niskim poziomie, ale moim zdaniem, w tym aspekcie akurat się jakoś szczególnie nie wyróżniał, a czynnikiem, który zadecydował o takim a nie innym jego miejscu w historii muzyki była kreatywność. A jeśli chodzi o gitarzystów z moim zdaniem ponad przeciętną techniką, to hmm.. Akerfeldt ? Wilde ? Oczywiście poza nazwiskami wirtuozów, które tutaj już padły. Szczerze mówiąc nigdy się też nad tym nie zastanawiałem gdzie dla mnie zaczyna się dobra technika, i raczej to jakoś odruchowo określam. Może teraz się jaśniej wyraziłem ;-)
voivod
-#Long distance runner
-#Long distance runner
Posty: 819
Rejestracja: ndz cze 13, 2010 12:36 pm

Re: Ulubieni gitarzysci

Post autor: voivod »

mimski pisze:Kto mówi, że ilość dźwięków o czymś świadczy? Ja z pewnością takiego sformułowania nie użyłem. Ilość dźwięków ma być odpowiednia. Nie oznacza to jednak, że muszę łykać tylko minimalistów jak Kurt. Generalnie jest taka tendencja, choć chyba przemija, by nie pokazywać swoich umiejętności, a jak ktoś za bardzo eksponuje swoje umiejętności to zaraz tłuką go w łeb i zaczyna się gadanie, że muzyka to nie wyścigi. Jak się Pagagnini ścigał to było dobrze, jak się ściga Batio to już niedobrze. Ja osobiście zawsze lubię jak ktoś ma talent i go pokazuje, jeśli tylko zgrabna shrederska zagrywka pasuje do całości kawałka to czemu nie?
Chodzilo mi z grubsza o to ze granie na gitarze to nie tylko umiejetnosc grania dzwiekow, ale tez (a może przede wszystkim) brzmienie, spontanicznosc, nieprzewidywalnosc, oryginalnosc. Elementy ktore moze trudno wymiernie porownywac, ale majace kolosalny wplyw na koncowy rezultat. Np partie gitar Angusa Younga na pierwszych plytach AC/DC maja tyle poweru, ze kazdy szreder moze tylko pomarzyc o takim rezultacie, mimo ze to wszystko proste kawalki na trzy akordy. Ale nie jest tez tak ze w ogole dyskredytuje tego typu gitarzystow, solowki Friedmana na RIP sa doskonale, wspomnianego wczesniej Bucketheada tez bardzo cenie.

A co do Cobaina. Facet za bardzo grac nie umial, ale tez chyba w tym co robil nie chodzilo o jakis specjalny kunszt instrumentalny. To co grał było autentyczne, zrobilo swego czasu duzo zamieszania na scenie rockowej i chyba o to wlasnie chodzi. Nie szaleje na punkcie Nirvany, ale to co ten zespol po sobie zostawil mimo wszystko przemawia do mnie mocniej niż Batio popisujacy sie na czterogryfowej gitarze, albo Petrucci nagrywajacy rozbudowane kompozycje bedace niezbyt ciekawym nawiazaniem do najbardziej oczywistych elementow progrocka sprzed 30 lat.
PanPrezes
-#Moonchild
-#Moonchild
Posty: 1714
Rejestracja: czw paź 21, 2010 5:06 pm
Skąd: Żywiec

Re: Ulubieni gitarzysci

Post autor: PanPrezes »

Nie rozśmieszajcie mnie że Page nie miał techniki. Dla mnie technika to przede wszystkim umiejętność artykulacji, a pod tym względem jest on jednym z największych mistrzów. Jest wielu gitarzystów, którzy umieją biegać po gryfie z prędkością światła i zagranie jego solówek w sposób teoretycznie idealny to pikuś, ale mimo to nigdy nie zabrzmi to tak jak w jego rękach.
Awatar użytkownika
michi
-#Trooper
-#Trooper
Posty: 467
Rejestracja: ndz maja 29, 2005 12:41 am
Skąd: Gorlice/Kraków

Re: Ulubieni gitarzysci

Post autor: michi »

Sorry, uwielbiam Zeppelin i Page'a, ale naprawdę nie słyszę nic wyjątkowego w jego artykulacji ;-) a zagranie czyjejś solówki z brzmieniem idealnie takim samym jest niemożliwe, z jednego prostego względu - duża część brzmienia leży w rękach danego gitarnika, i to naprawdę nie jest kwestia braku duszy, czy czegoś takiego ;-)

voivod - a ja właśnie mam wrażenie, że ich dyskredytujesz :)
voivod
-#Long distance runner
-#Long distance runner
Posty: 819
Rejestracja: ndz cze 13, 2010 12:36 pm

Re: Ulubieni gitarzysci

Post autor: voivod »

michi pisze:voivod - a ja właśnie mam wrażenie, że ich dyskredytujesz
wiekszosc tak, bo to przewaznie wyrobnicy bez inwencji. ale nie wszystkich. jesli van halen zalicza sie do szrederow do jest to chyba najlepszy przyklad wielkiego gitarzysty grajacego w tym stylu.
Deleted User 622

Re: Ulubieni gitarzysci

Post autor: Deleted User 622 »

Paul Gilbert jest mega kozakiem \m/
PanPrezes
-#Moonchild
-#Moonchild
Posty: 1714
Rejestracja: czw paź 21, 2010 5:06 pm
Skąd: Żywiec

Re: Ulubieni gitarzysci

Post autor: PanPrezes »

I tak najlepszy jest H :mryellow: Jak dla mnie uosobienie wszystkich cnót dobrego muzyka, ze skromnością na czele.
Deleted User 622

Re: Ulubieni gitarzysci

Post autor: Deleted User 622 »

PanPrezes pisze:I tak najlepszy jest H :mryellow: Jak dla mnie uosobienie wszystkich cnót dobrego muzyka, ze skromnością na czele.
Skoro tak mówisz to należy zablokować ten temat.
Awatar użytkownika
mimski
-#Assassin
-#Assassin
Posty: 2133
Rejestracja: ndz wrz 07, 2003 3:23 pm
Skąd: Falubazy

Re: Ulubieni gitarzysci

Post autor: mimski »

michi pisze: Mnie chodziło konkretnie o to, w którym momencie dla kogo zaczyna się "dobra" techinka, bo właśnie takiego stwierdzenia użyłeś. Technikę każdy gitarzysta jakąś ma. Co do Page'a to też nie stwierdziłem, że on jej nie miał, czy miał na jakimś bardzo niskim poziomie, ale moim zdaniem, w tym aspekcie akurat się jakoś szczególnie nie wyróżniał, a czynnikiem, który zadecydował o takim a nie innym jego miejscu w historii muzyki była kreatywność. A jeśli chodzi o gitarzystów z moim zdaniem ponad przeciętną techniką, to hmm.. Akerfeldt ? Wilde ? Oczywiście poza nazwiskami wirtuozów, które tutaj już padły. Szczerze mówiąc nigdy się też nad tym nie zastanawiałem gdzie dla mnie zaczyna się dobra technika, i raczej to jakoś odruchowo określam. Może teraz się jaśniej wyraziłem ;-)
Wiesz co, to w takim razie odpowiem przykładem. Marthy Friedman jest świetny, co do tego nie ma wątpliwości. Jednak ma bardzo specyficzny sposób kostkowania. Sam Marthy stwierdził, że ta wada, ten brak w technice bardzo go ogranicza i nie jest w stanie zrealizować wszystkiego czego by chciał. Brak w technice ogranicza jego środki przekazu, bo nie zawsze jest w stanie wyartykułować to co myśli i czuje. To jak z językiem. Jak znamy 1000 słów, to kupimy wodę w sklepie, jak znamy 10000 to już możemy rozmawiać o pogodzie, a jak znamy 100000 to możemy rozmawiać o informacjach poufnych w publicznym obrocie papierami warotściowymi i wpływie gospodarki chińskiej na szybkość budowy autostrad w wielkopolsce. Być może ten człowiek, który zna 1000 słów ma wiele celnych spostrzeżeń, tylko że nie jest w stanie ich przekazać innym ludziom.
voivod pisze: Chodzilo mi z grubsza o to ze granie na gitarze to nie tylko umiejetnosc grania dzwiekow, ale tez (a może przede wszystkim) brzmienie, spontanicznosc, nieprzewidywalnosc, oryginalnosc.
Owszem, tylko Ty sprytnie przeniosłeś w tym miejscu ciężar dyskusji na kwestie o tym, jakim Batio jest muzykiem. A to coś zupełnie odmiennego od kwestii jakie posiada umiejętności techniczne. Bo techniki on się nauczył, miał trochę do tego talentu, ale przede wszystkim jest to efekt ciężkiej pracy. Natomiast oryginalność jest swego rodzaju palcem Bożym. To jest posiadanie nie tylko świetnej techniki, ale również posiadanie jedynego w swoim rodzaju stylu, który od razy takiego gitarzystę pozwala odróżnić od całej rzeszy. To jest talent nie tylko manualny, ale również muzyka gra w głowie. Podkreślam, że ja osobiście nie widzę w Michaelu Angelo tego palca. Jeszcze raz mówię, że on jest świetnym gitarzystą, ale do mnie nie przemawia jego muzyka, jak zrestą cała reszta z tych najczęściej wymienianych solistów. Wszystkie płyty Vaia, Yngwie, Batio i wielu im podobnych (jedynie Satch gra fajnie i lubię go posłuchać czasami) w ogóle mnie nie przekonuję i ja tam nie znajduje w ogóle tego palca. Niemniej jest to już dyskusja o muzykach, natomiast wszystko zaczęło się od tego, że po prostu w Twoim odczuciu (w moim również) Batio nie ma nic ciekawego do powiedzenia. W tym zakresie się zgadzam, jednak są to nasze subiektywne spostrzeżenia. Natomaist fakt, że instrument opanował perfekcyjnie jest czymś obiektywnym czego JA ani nie neguję, a tym bardziej nie mogę się z niego śmiać.
To nie demokracja, ale własność prywatna, produkcja i dobrowolna wymiana są źródłem dobrobytu.
ODPOWIEDZ