Jedyne co było dziwne, to bardzo mała frekwencja i liczba fanów Saxon. Można było poczuć się trochę jak na miejskim festynie - większość osób podczas koncertu siedziała przy stolikach gadając i pijąc piwo, wydawało mi się, że taka grupa jest w stanie przyciągnąć zdecydowanie więcej fanów. Jednak w pierwszych rzędach zabawa była przednia - to w końcu Saxon. Organizatorzy niestety ustawili barierki bardzo daleko od sceny, co zauważył nawet Biff, jednak nie przeszkadzało to jakoś bardzo w odbiorze koncertu. Fajnie jest jednak móc przybijać piątki z muzykami w trakcie występu, tu jednak takiej możliwości nie było.
Set taki se, choć muszę przyznać, że Ride Like The Wind kompletnie się nie spodziewałem i kompletnie mnie rozwalił, dla tylko tego numeru warto było się pojawić. Szkoda, że panowie tak unikają grania kawałków z okresu od Solid Ball Of Rock w górę, bo to cała masa genialnego materiału, a tak w kółko wałkują materiał z pierwszych płyt, który choć świetny, to jednak wydaje mi się że na nowszych albumach jest kilka jeszcze lepszych numerów jak I've Got To Rock To Stay Alive, Lionheart, Dogs Of War czy nawet Battalions Of Steel i wydaje mi się, że tak urozmaicony set byłby zwyczajnie ciekawszy. No ale co zrobić, dobrze że w ogóle grają.
Podsumowując, mimo że przewidywalny, to koncert przedni, to nie ulega wątpliwości, a sama impreza świetna, jednak następnym razem niech już panowie nie kombinują i po prostu zagrają w Stodole


