Pierre Dolinski pisze: ↑śr sie 14, 2019 10:33 pm Moim zdaniem większa liczba solówek mogła by być, jednak nie w każdym utworze i np. nie zaraz po sobie. A czemu nie na otwarcie utworu i na zakończenie? Inna sprawa, że nieraz lepiej, żeby to były sola krótkie i zwięzłe jak w Aces High, no chyba, że będą to genialne rzeczy takie jak Adrianowe wielkie solo jakie zagrał w Stranger In A Strange Land. To wtedy chcę tego słuchać. Sądzę jednak, że w tej chwili na takie sola stać tylko Adriana Smitha. Dave Murray już wszystko powiedział co miał do powiedzenia do Fear Of The Dark włącznie. Jan też już solowo zaniża loty.
Inna sprawa. Powtarzane do znudzenia refreny i riffy trącą pierdołowatością. To było do pewnego stopnia zawsze, ale panowie stracili umiar i już dawno przekroczyli rozsądne granice. Zawsze zarzucałem granie kwadratowej muzyki gościom z Judas Priest. Z przykrością zauważam tą kwadraturę konstrukcji w tych długich utworach Maidenów. Od The X Factor nie mają litości nad moimi uszami i ani trochę się nie zmęczyli.
Granie długich kawałków ma sens, jeśli ma się coś muzycznie do powiedzenia. Oni już od 95 roku z małymi przerwami na pojedyncze fajne utwory, jakie jednak przytrafiają im się na każdej płycie, to jednak wciąż z wielkim smakiem gryzą się we własne dupy. Słychać chrupanie.
Być może to co teraz grają to jest właśnie to co oni naprawdę lubią. Być może Harrisowi zawsze marzyło się granie takich utworów jak When the Wild Wind Blows, a Dickinsonowi Empire of Clouds. Anglicy kochają tego swojego proga lat 70, rzeczy straszliwie pretensjonalne i silące się na ambitne typu Pink Floyd, Yes, King Crimson czy Genesis. Dickinson i Harris to nie są tacy typowi muzycy hard-rockowi, oni zawsze lubili dłuższe formy i ambitne teksty. W latach 80 i 90 to się sprawdzało dlatego, że element heavy-metalowy przeważał zdecydowanie. Mariner, Alexander, Seventh Son czy Sign of the Cross to ciągle heavy-metal, tyle, że o lekkim art-rockowym posmaku. Jeśli są tam elementy progu to bardziej tego jajcarskiego i lekkiego typu Jethto Tull czy Queen. To nie jest normalne, że muzyka Iron Maiden w niczym nie przypomina ich heavy-metalowych korzeni. Czyżby w latach 80 utwory typu Aces High, Trooper, Prisoner itd powstawały tylko by zadowolić fanów?
Czy Judas Priest jest zespołem kwadratowym? Ciężko powiedzieć, myślę, że nie dlatego, że to byli jednak fantastyczni muzycy, nie wiem czy lepsi czy gorsi od muzyków Iron Maiden, ale bardzo zakorzenieni w bluesie czego dowodem płyty z lat 70. Albumy z lat '80 i Painkiller to już inny świat, pójście wyraźnie do przodu, częściowo pod "Amerykę" ale ciągle znakomita muzyka. Już sam wokal Halforda powodował, że utwory były wyjątkowe. Te nowe płyty Judas Priest faktycznie idą w kierunku takiego heavy-metalu z pod łopaty, ale to cecha całego heavy-metalu XXI w.




